Hokej.Net Logo

Wyświetleń: 5034

188. Rhein Derby pod znakiem rekina w 19. kolejce DEL

2010-10-31 16:05:27

Głównym wydarzeniem 19 kolejki niemieckiej DEL były Rhein-Derby pomiędzy DEG Metro, a Kolner Haie wygrane w imponującym stylu przez gości oraz pierwsze w sezonie zwycięstwo Augsburger Panther z Adler Mannheim.


30.10.

Eisbaren Berlin - EHC Munchen 4:2 (2:0, 2:0, 0:2)

Beniaminek z Monachium w dalszym ciągu narzekał na szpital w drużynie. Od dłuższego czasu nie może grać 6 zawodników, a mimo to wyniki w osłabionym składzie były bardziej niż zadowalające. Na mecz z Eisbaren wykurował się drugi bramkarz Vollmer i mógł zasiąść na ławce rezerwowych. Spotkanie stało pod wyraźne dyktando gospodarzy, którzy nareszcie strzelili trochę więcej goli. Po do bólu minimalistycznych zwycięstwach z Mannheim (1:0) i Straubing (2:1) ponad 14 tysięcy kibiców wreszcie mogło cieszyć się trochę częściej. W 1 tercji EHC nie mogło tak naprawdę nic poradzić na kolejne ataki  Eisbaren. 18:2 w strzałach i tylko dzięki swojemu bramkarzowi Elwingowi (notabene były zawodnik Eisbaren) zawdzięczają, że zakończyli tą partią wynikiem 0:2. Bramki dla faworytów zdobyli najpierw Alexander Weiss, dla którego był to drugi gol w tym sezonie oraz Denis Pederson, który na koncie ma już 7 bramek, a w meczu z EHC był wyjątkowo aktywny (1 gol, 7 strzałów oraz 2 minuty kary). 2 tercja zapowiadała się podobnie, choć Bawarczycy próbowali zaskoczyć Zeppa i mieli ku temu szanse w kilku dobrych sytuacjach. Jednak Zepp jest na tyle doświadczonym bramkarzem, że kolejną odsłonę gry zakończył na zero. 14:11 w strzałach, a wynik 4:0. Bramki dołożyli Derrick Walser (4 bramka w sezonie) oraz Daniel Weiss (również 4 bramka w rozgrywkach). W trzeciej tercji gospodarze już trochę odpuścili, z czego szybko skorzystali rywale. Po golach Buchwiesera i Helmsa na 9 minut przed końcem zredukowali prowadzenie Eisbaren do tylko dwóch bramek. Jednak mimo prób do  końca meczu już nic się nie zmieniło i komplet punktów został w O2 Arena. Na in minus zaskoczył bezbarwny występ Svena Felskiego w barwach gospodarzy. Po meczu najbardziej zadowolony był chyba wspomniany wyżej Alexander Weiss, który przed samym spotkaniem mówił: "Wiem, że potrzebuję dobrego meczu, by uciąć krytykę". Na dłuższy kredyt zaufania sobie zasłużył. Piękną halą i oszałamiającym dopingiem wyraźnie podekscytowany był zawodnik gości - Martin Buchwieser: "To było niesamowite przeżycie grać w tej hali".

Wolfsburg Grizzly Adams - Iserlohn Roosters 1:2k (0:1, 1:0, 0:0, 0:0)

Gospodarze zepsuli swoim kibicom Halloween. Byli wyraźnymi faworytami, ale ulegli Iserlohn po serii rzutów karnych. Bohaterami spotkania bez wątpienia byli obaj bramkarze - zarówno Reimer w Wolfsburgu, jak i Legace w Iserlohn pokazali się z kapitalnej strony i bronili jak natchnieni. Trener Roosters w końcu miał powody do zadowolenia - Manny pokazał, że nie zapomniał jak się broni i że brakowało mu jedynie ogrania. Chciałoby się rzec w ostatniej chwili, bo po euforii, jaka zapanowała po jego transferze szybko górę  wzięło rozczarowanie po słabych występach i 3 kolejnych porażkach (odpowiednio 3, 5 i 5 straconych goli). Kolejnego gola (już dwunastego) zdobył napastnik Grizzly Adams - Ken Magowan, a szalę zwycięstwa w rzutach karnych przechylił rutyniarz Pat Kavanagh. Mecz był bardzo brutalny w końcowej fazie, karę meczu dostał zawodnik gości Michael Wolf, a kontuzji nosa nabawił się Christian Höhenleitner.

Po meczu trener gospodarzy Pavel Gross powiedział: "Musimy pracować ciężej. Trzeba grać od pierwszych minut,  a w 1 tercji wyglądało jakby nas w ogóle nie było. Za mało zrobiliśmy grając w przewadze. Oczekuję więcej  od mojego zespołu. Z kolei coach gości Ulrich Liebsch: "Wygranie w Wolfsburgu nie jest łatwe. Dlatego tym bardziej chwalę swoją drużynę, która w 1 tercji postawiła bardzo trudne warunki. Dobrze dla nas, że przetrwaliśmy  okresy w osłabieniu, dodatkowo świetny występ zanotował Manny Legace - zresztą obaj bramkarze zagrali bardzo dobrze. Jestem bardzo zadowolony z trzech punktów.

Thomas Sabo Ice Tigers - Krefeld Pinguine 2:1 (2:0, 0:0, 0:1)

Lepszego prezentu na Black Night dla gospodarzy nie można było sobie wyobrazić. Pobito rekord frekwencji - do  hali przywitało aż 5615 kibiców. Ice Tigers zaatakowali od samego początku. Już w 3 minucie Polak Adrian Grygiel miał doskonałą okazję na objęcie prowadzenia, ale tym razem Langkow wyszedł bez szwanku. Bardzo aktywny w 1 tercji był Vitalij Aab, który w 10 minucie zdobył bramkę po kilku wcześniejszych nieudanych próbach. Na 15 sekund przed końcem wynik podwyższył Ryan Bayda. Druga tercja była o wiele bardziej intensywna po obu stronach. Znakomite sytuacje marnowali Greg Leeb i Eric Chouinard u gospodarzy, a w Krefeld Justin Kelly. Najlepszą okazję w tym okresie gry miał Boris Plank z ekipy Pingwinów, ale na wysokości zadania stanął Echelechner. W 3 tercji Krefeld w końcu zdobyło bramkę kontaktową, ale było to za mało. Mało tego, w ostatnich dwóch minutach  gospodarze grali w podwójnej przewadze po wykluczeniach Driendla i Vasiljevsa, ale wynik nie uległ już zmianie.

Trener gospodarzy Andreas Brockman powiedział: "Zaczęliśmy 1 tercję bardzo dobrze, Krefeld grało pod presją i często musiało wychodzić z opresji" Dodał jeszcze: "To było spotkanie prawie jak z Play-off - szalone i intensywne". Z kolei trener gości Rick Adduono: "Świetny mecz, ale przespaliśmy 1 tercję.  Był wysiłek i wola walki, ale  musimy znaleźć więcej graczy, którzy są w stanie strzelać bramki."

Straubing Tigers - ERC Ingolstadt 1:4 (0:0, 0:4, 1:0)

Ingolstadt w tym sezonie gra bardzo chimerycznie - o ile na własnym terenie gra fatalnie (zaledwie 2 zwycięstwa na 7 spotkań), to na wyjazdach już jest znacznie, znacznie lepiej (5 wygranych w 8 meczach). W derbach zwyciężyło ERC 4-1, któremu potrzeba było 4 minut na całkowite zniechęcenie rywala i odebrania mu woli walki.  1 tercja była naprawdę nudna i jedyną groźna sytuacją był strzał Matta Husseya (ERC) z 10 minuty. Ale Patzold  spokojnie to wybronił. Druga tercja to już popis gości. Najpierw bramkarza Tigers zaskoczyć próbowali Gawlik,  potem Canzanello uaktywnił bezrobotnego golkipera ERC, ale tym razem musiał uznać jego wyższość. Dramat gospodarzy,  a jednocześnie euforia Ingolstadt rozpoczęła się w 35 minucie. Najpierw z założenia, że co się odwlecze to nie  uciecze wyszli Gawlik i Hussey, którzy w 34 sekundy strzelili 2 bramki. Niecałe 3 minuty później do podobnego wniosku doszli kolejno Degan i Ficenec i goście zjeżdżali do szatni na przerwę prowadząc 4:0. Po takim nokaucie mało komu chciałoby się dalej grać i tak właśnie wyglądała 3 tercja. Pecha miał Gordon, któremu do shutoutu brakowało 62 sekund. Honorowego gola zdobył kapitan drużyny Lee Goren.

Augsburger Panther - Adler Mannheim 7:2 (2:2, 3:0, 2:0)

Brathwaite puszczający 7 bramek? Dawno nie było takiej sytuacji w DEL. Augsburg odniósł pierwsze w sezonie  domowe zwycięstwo i to od razu takie efektowne. Kibice gospodarzy musieli na to czekać 197 dni. W 1 tercji delikatnie przeważali goście, ale to Augsburg dwukrotnie wychodził na prowadzenie. Najpierw po golu Smitha, a potem Paiementa. Jednak Adler za każdym razem doprowadzał do wyrównania - po bramkach Mauera i Robinsona. Szybki gol dla Panther w 2 odsłonie ustawił grę - gospodarze kontrolowali przebieg spotkania, a wydatnie przyczyniła się do tego pewna postawa ich bramkarza Dennisa Endrasa. W 33 i 36 minucie Augsburg zdobył 2 gole grając w przewadze. Przy 5:2 nawet najbardziej niepoprawni optymiści nie wierzyli w korzystny wynik dla Mannheim. Nie przy tak zdeterminowanych i zmobilizowanych gospodarzach. 3 tercja to gol Tallacksona w 18 sekundzie, który dobił rywala. Na koniec po raz kolejny grając w przewadze Augsburg strzelił gola, a konkretnie Darin Olver (dodał do tego 2 asysty). Maciek Płachta (Adler) do protokokułu wpisał się jedynie jednym strzałem.

Po meczu powiedzieli. Harold Kreis - trener Adler: "W 1 tercji mieliśmy szanse, żeby zdobyć więcej bramek. Nie udało się. Augsburg zagrał bardzo dobrze i zasłużenie wygrał." Larry Mitchell - szkoleniowiec Augsburga: "W 1 tercji oddaliśmy zbyt dużo miejsca gościom. Potem na szczęście zagraliśmy to, o czym wielokrotnie dyskutowaliśmy i i zagraliśmy nasze najlepsze spotkanie."

DEG Metro Stars - Kolner Haie 3:7 (1:0, 1:2, 1:4)

To było zdecydowanie najbardziej elektryzujące i najciekawsze spotkanie w tej kolejce. Derby pomiędzy Dusseldorfem, a Kolner zawsze przyciągały mnóstwo widzów i wzbudzało ogromne zainteresowanie nawet wśród hokejowych laików. Jednak końcowy wynik jest swego rodzaju sensacją... Oba zespoły szykowały się na ten mecz jak na wojnę - facebook roił się od wywiadów, prezentacji, konferencji prasowych po obu stronach. Były to derby nr 188. Przed meczem pod sufitem zawisł baner "Dusseldofer EG 1935-2010".  Atmosfera prawie świąteczna. I zaczęło się wszystko po myśli gospodarzy. Po 1 tercji to właśnie oni, po bramce Beecheya prowadzili 1-0, choć Koln raz po raz atakowało bramkę Aubina. W tej odsłonie jednak Kanadyjczyk grał naprawdę dobrze. Wszystko posypało się w 2 tercji. Najpierw Rekiny szybko wyrównały grając w przewadze. A już wydawało się, że szkoleniowiec DEG uporał się z tą zmorą i jego zespół potrafi grać w osłabieniu. Gdy po prawie 30 sekundach Connor James ponownie dał prowadzenie swojej drużynie nikt nie podejrzewał końcowego koszmaru. Nie upłynęło 1,5 minuty, a Koln znowu wyrównało. Tym razem po strzale Christopha Ulmmanna, a na minutę przed końcową syreną drugiego gola w meczu zdobył John Tripp i to goście schodzili do szatni prowadząc. 46 minuta i w przeciągu 74 sekund Haie odskakuje na trzybramkowe prowadzenie. Doping na trybunach ustaje na chwilę - obrót sprawy  był tak zaskakujący, że nawet sami zawodnicy nie wiedzieli co się dzieje. Kiedy Beechey zdobył swoją drugą bramkę i zmniejszył straty do 3-5 jeszcze była szansa, którą Koln szybko i bezlitośnie zdeptało po bramkach Gogulli Jaspersa. 3-7 to tragedia sportowa, ale w tym dniu było coś ważniejsze. Kibice Dusseldorfu wielokrotnie pokazali, że są jedną z najbardziej oddanych i fanatycznych grup kibicowskich w hokejowym światku. 75 lat klubu to dla nich powód do dumy. Pod koniec spotkania i tak śpiewali: "Die Nummer 1 am Rhein sind wir". Okazja do rewanżu już 10 grudnia w Koln.

Po meczu trener gości Bill Stewart powiedział: "To był pierwszy mecz, w którym walczyliśmy przez całe 60 minut. Nasza pasja była widoczna. Mam nadzieję, że to pierwszy krok w dobrym, upragnionym kierunku."




Powrót

Komentarze:

TIGERS !!!!
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V