Hokej.Net Logo

Wyświetleń: 6687

"Cud na lodzie 2". Piękny gol w locie dał awans kultowemu klubowi (WIDEO)

2016-04-02 16:07:12

5 miesięcy temu byli wyśmiewani, skreślani, skazywani na zapomnienie. Wczoraj kultowy klub z miasta, w którym na mecze hokejowe chodzi więcej ludzi niż mieszka, awansował do ekstraklasy. I nie wie co z tym zrobić, bo w planach miał tylko walkę o przetrwanie.


Powoli dobiegała końca szósta minuta dogrywki meczu numer 7 barażu o miejsce w szwedzkiej ekstraklasie na sezon 2016-17 pomiędzy MODO Örnsköldsvik, a Leksands IF, gdy amerykański napastnik tej drugiej ekipy Brock Montpetit tuż przed linią niebieską rozpoczynającą tercję obronną rywali odebrał krążek Otso Rantakariemu i pognał na bramkę Adama Reideborna. Montpetit oddał strzał już frunąc w powietrzu, ale zaskoczył bramkarza rywali i dał swojej drużynie zwycięstwo 4:3 w siódmym meczu i 4-3 w całej serii, co oznaczało powrót do SHL.

"Złoty gol" Brocka Montpetita



A nie jest to powrót zwyczajny. Raczej przypominający odradzanie się Feniksa z popiołów, bo drużyna z Leksand jak w grze komputerowej, wydawała się mieć w tym sezonie wiele żyć.

Zespół LIF rok temu spadł z ekstraklasy, zostawiając po sobie niezbyt dobre wrażenie. I choć przed nowymi rozgrywkami - jak przystało na spadkowicza z wyższej klasy rozgrywkowej - był wymieniany w gronie faworytów do awansu, to rzeczywistość początkowo była dla niego bardzo brutalna. W połowie listopada po 24 ligowych kolejkach klub z regionu Dalarna wylądował na ostatnim, 14. miejscu w tabeli i zwolnił trenera. Norwega Sjura Roberta Nilsena zastąpił wówczas Per-Erik Johnsson, w którego mało kto wierzył.

Johnsson w poprzedniej dekadzie dwukrotnie doprowadził Färjestad Karlstad do mistrzostwa Szwecji i raz został nawet wybrany trenerem roku, ale nikt nie widział w nim zbawcy, raczej ratownika, który pomoże klubowi przetrwać i uniknąć spadku w trzecioligową otchłań, z której trudno byłoby się wydostać. Rok wcześniej popularny "Perra" w podobny sposób uratował przed spadkiem z ekstraklasy właśnie MODO, z którym jego losy znów splotły się w tegorocznym barażu.

"Czy Johnsson oznacza dla Leksand rozwój? Wątpliwe. Czy może ich uratować przed spadkiem? Zdecydowanie. Zatrudnienie go to całkiem rozsądne tymczasowe rozwiązanie. Przynajmniej teraz, kiedy sezon Leksand przeszedł z fazy marzeń o SHL do marzeń o przeżyciu" - pisał w listopadzie były hokeista, a obecnie dziennikarz gazety "Aftonbladet" Hans Abrahamsson. Ale okazało się, że Johnsson marzenia o SHL obudził. Zaczął od 3 zwycięstw, a ostatecznie wyciągnął drużynę z miejsca 14. na 4. Gdyby zespół przez cały sezon zdobywał punkty z taką częstotliwością, jak po jego przyjściu, to wygrałby część zasadniczą ligi z 5-punktową przewagą nad drugim zespołem.

Dzięki dobrej grze drużyny na trybuny wrócili kibice. Klub z Leksand szczyci się jedną z najlepszych publiczności w kraju. Miasteczko liczy zaledwie niespełna 6 tysięcy mieszkańców, a na najważniejszych meczach w hali Tegera Arena pojawia się ich ponad 7 tysięcy. Fani słyną z żywiołowego, bardziej "piłkarskiego" dopingu. To m.in. dzięki temu klub, który na przełomie lat 60. i 70. czterokrotnie był mistrzem kraju, a w najwyższej klasie rozgrywkowej spędził łącznie 55 sezonów, uchodzi w Szwecji za kultowy.

Ale z tym wiążą się też duże oczekiwania fanów. Tym razem trener Johnsson i jego podopieczni je spełnili, choć robili to w najtrudniejszy możliwy sposób. Czwarte miejsce po sezonie zasadniczym jeszcze niczego im nie dawało. Musieli później pokonać trzy kolejne etapy w drodze do SHL. Najpierw w grupie drużyn z miejsc 3-8 walczących o prawo dalszej gry o awans dokonali kolejnego cudu. W ostatnim meczu przed własną publicznością do wygrania grupy potrzebowali zwycięstwa nad odwiecznym lokalnym rywalem Mora IK przynajmniej czterema golami. Niesieni dopingiem swoich fanów wygrali nieoczekiwanie 6:0 i awansowali do kolejnej rundy.

W niej bez historii wyeliminowali Tingsryds AIF i wreszcie trafili do barażu z MODO. Po dwóch meczach przegrywali już 0-2, a później także 2-3. Ba, we wczorajszym meczu numer 7 rozgrywanym na wyjeździe znów byli o krok od porażki. Po dwóch tercjach przegrywali już 1:3, a do dogrywki doprowadzili golem strzelonym na 52 sekundy przed końcem trzeciej tercji. Ta bramka do wściekłości doprowadziła obecnego na trybunach legendarnego Petera Forsberga - wychowanka MODO, a obecnie asystenta generalnego menedżera klubu. Słynny "Foppa" z furią rzucił meczowym programem i opuścił swoje miejsce na trybunach.

Reakcja Petera Forsberga na gola wyrównującego



W całym meczu pokonana drużyna MODO miała w strzałach przewagę 50-18, a w samej trzeciej tercji, którą przegrała 0:2 było w tym elemencie 19-4. Dwa gole dla zwycięzców w decydującym meczu strzelił Jon Knuts, były podopieczny selekcjonera polskiej kadry juniorów Torbjörna Johanssona z czasów, gdy ten ostatni był asystentem trenera drużyny U20 Leksands IF.

Popularny komentator Tommy Åström nazwał sposób, w jaki ekipa Leksands IF odwróciła losy swojego sezonu "jednym z największych osiągnięć w historii szwedzkiego sportu", a na okładce sportowego dodatku "Aftonbladet" ukazał się tytuł "Cud na lodzie 2", nawiązujący do legendarnego triumfu reprezentacji USA nad ZSRR podczas turnieju hokejowego Igrzysk Olimpijskich w Lake Placid.

Bohater decydującej akcji Brock Montpetit był jednak znacznie skromniejszy. - Jestem zwykłym Amerykaninem. Co ja narobiłem? - mówił po meczu nieco oszołomiony. I przedstawił swoje wytłumaczenie sukcesu. - To jest zespół, który nigdy nie "umiera". Nigdy się nie poddaliśmy, nawet gdy było 0-2 w serii, czy 1:3 w siódmym meczu. Wystarczy spojrzeć na ich przewagę w liczbie strzałów, a mimo to walczyliśmy do końca.

Powrót drużyny z Dalarny do SHL najbardziej zaskoczył władze klubu, które przyznają, że nie mają teraz żadnych planów na nowy sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej. Klub zarobi znacznie więcej pieniędzy za prawa telewizyjne, ale część zgodnie z przepisami odda MODO jako zabezpieczenie przyszłości drużyny spadającej z ligi. - Nie ma co ukrywać, że to dla nas taki "bonus". Biorąc pod uwagę to, co się działo w trakcie sezonu, to nie robiliśmy żadnych planów związanych z awansem. Cały czas musieliśmy walczyć i jeszcze nie przygotowaliśmy planu na przyszłość - brutalnie szczerze mówi prezydent LIF Christer Plars.



Powrót

Komentarze:

BRAWO :)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V