Hokej.net Logo

Wyświetleń: 930

NHL: Lider ograł mistrza. Czapki z głów dla Killorna (WIDEO)

2019-03-17 07:03:06

Także mistrzowie NHL, Washington Capitals, nie zdołali znaleźć sposobu na najlepszy zespół tego sezonu. Tampa Bay Lightning pewnie zmierzają po zwycięstwo w rozgrywkach zasadniczych najlepszej ligi świata.


Obie drużyny spotkały się tej nocy polskiego czasu w Tampie po raz pierwszy od maja ubiegłego roku, gdy mierzyły się w finale play-offów konferencji wschodniej. Wtedy Capitals w meczach numer 6 i 7 nie pozwolili rywalom strzelić nawet gola i niespodziewanie wyeliminowali ich z rywalizacji po drodze do swojego pierwszego w historii Pucharu Stanleya. Ale przed wczorajszym spotkaniem zawodnicy mistrzów NHL sami przyznawali, że tym razem to dla ich możliwości testem jest mecz z zespołem, który absolutnie zdominował ligę w tym sezonie.

Tym razem żadnych problemów ze strzelaniem ekipa "Błyskawicy" nie miała. Już w pierwszej tercji strzeliła rywalom 3 gole i prowadziła 3:1. Zaczął w 9. minucie, Tyler Johnson, a niespełna 2 minuty później Alex Killorn wstrzelił krążek spod bandy przed bramkę. Tam "guma" odbiła się od gracza gości Dmitrija Orłowa i wpadła do siatki. Odpowiedział co prawda John Carlson, ale jeszcze w pierwszej tercji Killorn wpisał się na listę strzelców po raz drugi.

To był jego wieczór w Tampie, bo mecz zakończył z pierwszym w swojej karierze w NHL hat trickiem. W ostatniej minucie strzałem do pustej już bramki sprowokował kibiców do wrzucenia czapek na lód. Trafił wówczas na 5:3, ale nie był to jeszcze gol ustalający wynik. Ustalił go później bowiem na 6:3 Yanni Gourde kolejnym strzałem do bramki opuszczonej już przez Bradena Holtby'ego. Dla gospodarzy bramkę zdobył także Słowak Erik Černák. To był bardzo ważny gol, bo na 4:2 na początku trzeciej tercji. Okazał się więc być zwycięskim. Gościom z Waszyngtonu niewiele pomogły dwa gole Aleksandra Owieczkina.

To Killorn był bowiem bohaterem wieczoru. I nie tylko ze względu na hat tricka, ale także na tradycyjną ciężką pracę, jaką włożył w odniesienie zwycięstwa przez zespół. Jego trzeci atak regularnie rywalizował na tafli z formacją Owieczkina. On sam wykonał 3 ataki ciałem i zaliczył 2 przechwyty. Najlepiej typowe dla niego połączenie twardej walki z umiejętnościami technicznymi pokazał drugi gol, gdy wydawało się już, że Nick Jensen odbierze mu krążek. Tymczasem Killorn po prostu przepchnął rywala i na raty pokonał Holtby'ego.

- Nawet gdyby nie liczyć tych goli, to i tak byłby jednym z najlepszych na lodzie - pochwalił swojego podopiecznego trener Lightning Jon Cooper. - Biorąc pod uwagę jak fizycznie grał, jak bardzo chciał krążka i jak jego atak walczył z atakiem Owieczkina przez większość meczu. Widzimy to u niego od wielu sezonów. Lider klasyfikacji punktowej NHL Nikita Kuczerow zaliczył dwie asysty i wyśrubował swój wynik do 117 punktów. Aż o 14 wyprzedza drugiego w tym rankingu Connora McDavida. To jednak głębia składu sprawia, że drużyna z Florydy tak bardzo w sezonie zasadniczym uciekła wszystkim rywalom.

Lightning, którzy wygrali czwarty mecz z rzędu, biją w tych rozgrywkach jeden klubowy rekord za drugim. Wczoraj odnieśli 55. zwycięstwo i mają już 114 punktów. Oba te wyniki są najlepsze w ich historii. Do końca rozgrywek zasadniczych pozostało im jeszcze 10 meczów, w których mogą przymierzyć się do rekordów wszech czasów: 62 zwycięstw w sezonie zasadniczym Detroit Red Wings sprzed 23 lat i 132 punktów Montréal Canadiens z sezonu 1976-77.

W zespole Capitals tylko skromne powody do radości miał wczoraj Owieczkin, który strzelił 246. gola w NHL w przewadze i zrównał się z piątym w tej klasyfikacji wszech czasów Philem Esposito. Najwięcej bramek w przewagach w historii najlepszej ligi świata ma Dave Andreychuk, który zdobył ich 274. "Stołeczni" po wczorajszym spotkaniu utrzymali z 89 punktami prowadzenie w dywizji metropolitalnej. Trener Todd Reirden był jednak po meczu zły na swoich podopiecznych. - Jestem rozczarowany taką porażką - powiedział. - Myślę, że w kolejnych minutach robiliśmy sporo dobrych rzeczy, ale w pierwszej tercji nasze rozgrywanie krążka było tak słabe, że nie daliśmy sobie szansy. Obie drużyny spotkają się ponownie w środę, tym razem w Waszyngtonie.

Tampa Bay Lightning - Washington Capitals 6:3 (3:1, 0:1, 3:1)
1:0 Johnson - Point - Kuczerow 08:35
2:0 Killorn 10:33
2:1 Carlson - Kuzniecow 12:06
3:1 Killorn - Cirelli - Joseph 15:56
3:2 Owieczkin - Oshie - Carlson 27:33 (w przewadze)
4:2 Černák - McDonagh - Palát 42:45
4:3 Owieczkin - Orłow - Connolly 52:56
5:3 Killorn - Kuczerow 59:13 (pusta bramka)
6:3 Gourde - Erne - Hedman 59:58 (pusta bramka)
Strzały: 35-34.
Minuty kar: 18-18.
Widzów: 19 092.




W Pittsburghu jednym meczem zakończyła się seria trzech zwycięstw miejscowych Penguins i trzech porażek St. Louis Blues. Drużyna ze stanu Missouri pokonała "Pingwiny" na ich terenie 5:1. Obrońca gości Vince Dunn niespodziewanie po raz pierwszy w NHL strzelił dwa gole w jednym spotkaniu, Patrick Maroon zdobył bramkę i asystował, trafili także: Oskar Sundqvist i weteran Jay Bouwmeester, ale najlepszym graczem meczu wybrano bramkarza Blues Jordana Binningtona. 25-latek obronił 40 z 41 strzałów graczy Penguins. Po drugiej stronie tafli Matt Murray zakończył swój udział w meczu w 23. minucie po wpuszczeniu 4 goli na 13 strzałów. Zastępujący go Casey DeSmith zatrzymał 12 z 13 uderzeń. Binnington  jest bodaj głównym powodem, dla którego Blues odwrócili losy swojego sezonu. Od 7 stycznia, gdy na dobre wszedł do bramki, jego zespół zdobył 45 punktów. W tym okresie lepsi od niego są tylko Tampa Bay Lightning. 81 "oczek" podopiecznych Craiga Berube'ego daje im premiowane awansem trzecie miejsce w dywizji centralnej. Penguins także są trzeci, ale w dywizji metropolitalnej z dorobkiem 87 punktów. Vince Dunn przekroczył wczoraj granicę 10 goli w tym sezonie. Zespół z St. Louis ma trzech obrońców z dwucyfrową liczbą goli w sezonie po raz pierwszy w swojej historii. Oprócz Dunna osiągnęli ją: Colton Parayko i Alex Pietrangelo.

New York Islanders zmarnowali szansę wykorzystania potknięcia Capitals i powrotu na prowadzenie w dywizji metropolitalnej. "Wyspiarze" mogą sobie pluć w brodę, bo przegrali z wyeliminowanymi już oficjalnie z walki o play-offy Detroit Red Wings 1:2 przed własną publicznością. Kapitan Anders Lee jako jedyny pokonał znakomicie dysponowanego w bramce rywali Jonathana Berniera, który obronił pozostałe 41 strzałów. Szczególnie sfrustrowany mógł być Mathew Barzal, który wyrównał rekord kariery oddając w meczu 8 strzałów, ale nie zdobył nawet punktu. Do tego przegrał 5 z 6 wznowień. Drużyna Barry'ego Trotza nadal ma 89 punktów i zajmuje w tabeli swojej dywizji drugie miejsce. Do prowadzących Capitals traci 2 "oczka". Obu zespołom do rozegrania pozostało po 10 spotkań w sezonie zasadniczym.

Florida Panthers ciągle jeszcze nie chcą złożyć broni w walce o awans do play-offów. "Pantery" na wyjeździe pokonały Los Angeles Kings 4:3 i odniosły czwarte zwycięstwo z rzędu, które daje im 76 punktów i piątą pozycję w dywizji atlantyckiej. W klasyfikacji drużyn walczących o dwie "dzikie karty" w konferencji wschodniej także zajmują piąte miejsce z ciągle bardzo dużą stratą 8 punktów do pozycji dającej play-offy. Jewgienij Dadonow strzelił dla zwycięzców dwa gole i zaliczył asystę, Jonathan Huberdeau wepchnął w ostatniej minucie gola zwycięskiego i raz asystował, a do siatki trafił również Mike Hoffman. Trzykrotnie asystował zaś Aleksander Barkov. Barkov, Hoffman i Huberdeau rozgrywają najlepszy pod względem indywidualnych zdobyczy punktowych sezon w NHL. 24 strzały obronił wczoraj bramkarz Panthers Sam Montembeault, który stał w bramce we wszystkich spotkaniach zwycięskiej serii. Montembeault zadebiutował w NHL dwa tygodnie temu i na razie rozegrał 5 meczów. Los Angeles Kings mają 58 punktów i są ostatni w tabeli konferencji zachodniej. Ich napastnik Jeff Carter zaliczył wczoraj asystę i osiągnął 700 "oczek" w NHL.

W meczu liderów obu dywizji konferencji zachodniej prowadzący w centralnej Winnipeg Jets pokonali pierwszych w dywizji Pacyfiku Calgary Flames 2:1. Mathieu Perreault strzelił w przewadze gola zwycięskiego w 31. minucie, a wcześniej dla grających u siebie "Odrzutowców" trafił także Mark Scheifele. Perreault wykorzystał przewagę po podwójnej karze Mikaela Backlunda za zranienie rywala wysoko uniesionym kijem. Wcześniej jednak, w trakcie trwania tej samej kary, Mark Jankowski zdobył dla Flames gola w osłabieniu. Zespół z Calgary jest liderem całej NHL z aż 17 bramkami w mniej licznym składzie. 27 strzałów gości obronił Connor Hellebuyck, który wygrał 30. mecz w tym sezonie. Jego drużyna ma 88 punktów i obroniła prowadzenie w dywizji. Flames pozostają pierwsi w całej konferencji zachodniej z dorobkiem 95 "oczek", ale nie wykorzystali szansy zapewnienia sobie awansu do play-offów.

W Bostonie miejscowi Bruins przerwali serię trzech porażek, pokonując po dogrywce Columbus Blue Jackets 2:1. Do zwycięstwa poprowadzili gospodarzy Patrice Bergeron i Brad Marchand, którzy zaliczyli po golu i asyście. Marchand strzelił zwycięskiego gola w dogrywce, a później zaimitował charakterystyczny chód gwiazdy UFC Conora McGregora, który otworzył mecz honorowym pierwszym rzuceniem krążka. Gospodarze w najbardziej "irlandzkim" z amerykańskich miast wygrali u siebie 11. mecz z rzędu i w ten sposób uczcili przypadający dziś Dzień św. Patryka. Marchand trafił w dogrywce już po raz 15. w NHL. Od 2009 roku, gdy pojawił się w tej lidze, tylko Aleksandr Owieczkin ma na koncie tyle goli w dodatkowych częściach meczu. A od kiedy wprowadzono w dogrywkach format 3 na 3 Marchand ma w nich 11 goli i jest samodzielnym liderem. Bergeron przekroczył granicę 800 punktów w najlepszej lidze świata. "Niedźwiedzie" mają 95 punktów i zajmują drugie miejsce w dywizji atlantyckiej. Blue Jackets, którzy zagrali bez odpoczywającego bramkarza numer 1 Siergieja Bobrowskiego, z 84 punktami są drudzy w wyścigu po dwie "dzikie karty" w konferencji wschodniej.

Brad Marchand imituje Conora McGregora


Blue Jackets, mimo porażki, uciekli trzecim w klasyfikacji "dzikiej karty" na Wschodzie Montréal Canadiens, bo ci ulegli 0:2 Chicago Blackhawks. Fenomenalnie dysponowany w swoim rodzinnym Montrealu był bramkarz Blackhawks Corey Crawford, który zatrzymał wszystkie 48 strzałów i po raz 25. w NHL zachował "czyste konto". Drużyna z Chicago, która straciła w tym sezonie najwięcej goli w konferencji zachodniej, dopiero po raz drugi zagrała "na zero" w obronie. A gole Connora Murphy'ego i Brendana Perliniego pozwoliły jej odnieść piąte już zwycięstwo z rzędu. Przy obu bramkach asystował Alex DeBrincat. Crawford wyrównał 50-letni klubowy rekord liczby interwencji w meczu z "czystym kontem", należący do Dave'a Drydena. Perlini trafił do siatki w trzecim meczu z rzędu, strzelając w tym czasie 5 goli i notując 2 asysty. Drużyna z Chicago ma 73 punkty i jest szósta w dywizji centralnej, ale także czwarta w rankingu "dzikiej karty" w konferencji zachodniej. Obecnie od pozycji dającej prawo gry w play-offach dzieli ją 5 punktów. Canadiens w takim samym wyścigu są z wynikiem 81 punktów trzeci na Wschodzie. Do upragnionej pozycji dającej drugą "dziką kartę" tracą 3 "oczka".

Trwają duże defensywne problemy Toronto Maple Leafs. "Klonowe Liście" uległy w derbach prowincji Ontario najsłabszej w NHL drużynie Ottawa Senators 2:6, co oznacza, że w czterech ostatnich spotkaniach straciły aż 23 gole. Porażka z lokalnym rywalem, który został już wyeliminowany z rywalizacji o play-offy, może być bardzo kosztowna, bo Maple Leafs stracili dystans do Bruins, z którymi walczą o drugie miejsce w dywizji atlantyckiej, a tym samym przewagę własnej tafli w prawdopodobnym starciu obu zespołów w pierwszej rundzie play-offów. Obecnie ekipa z Toronto ma 91 punktów i traci do rywali z Bostonu 4 "oczka". Na osłodę John Tavares strzelił wczoraj gola, którym pierwszy raz w karierze osiągnął 40 goli w jednym sezonie, a jednocześnie zaliczył jubileusz 700 punktów w NHL. Ozdobą meczu był jednak gol dla Senators autorstwa Briana Gibbonsa, który trafił z obrotu, padając na lód.

Piękny gol Briana Gibbonsa z obrotem


Prowadzący w klasyfikacji "dzikiej karty" w konferencji wschodniej Carolina Hurricanes pokonali pozbawionych już realnych szans na play-offy Buffalo Sabres 4:2. Jordan Staal zdobył swój pięćsetny punkt w NHL efektownym strzałem z backhandu po obrocie, a bramki dla "Huraganów" zdobyli także: Lucas Wallmark, Andriej Swiecznikow i Justin Williams. 35 strzałów rywali obronił Curtis McElhinney. Drużyna z Raleigh z 85 punktami jest już coraz bliżej przerwania swojej 10-letniej serii bez udziału w play-offach. Sabres przegrali siódmy mecz z rzędu. Mają 69 punktów i są na szóstym miejscu w dywizji atlantyckiej. Wreszcie jednak udało im się strzelić gola, czego nie zrobili w trzech poprzednich przegranych spotkaniach.

Efektowny punkt numer 500 w NHL Jordana Staala


Minnesota Wild przybliżyli się do miejsca dającego "dziką kartę" w konferencji zachodniej dzięki zwycięstwu 5:2 nad New York Rangers. "Dzicy" przerwali serię 3 porażek, a do zwycięstwa poprowadził ich Ryan Donato, który bardzo dobrze wprowadził się do drużyny po lutowym transferze z Boston Bruins, gdzie nie mieścił się w składzie. Wczoraj strzelił dla Wild dwa gole. Po 12 występach w nowym klubie ma na koncie 4 bramki i 7 asyst, czyli 11 punktów, podczas gdy wcześniej w 31 grach dla Bruins zaliczył tylko 9 "oczek". Starszy brat Jordana Staala Eric, grający przeciwko trzeciemu z braci, Marcowi, zdobył wczoraj dość szczęśliwego zwycięskiego gola, a na listę strzelców wpisali się też: Jared Spurgeon i J.T. Brown. Staalowi pomógł obrońca Neal Pionk, który próbując interweniować swoim kijem przekierował wprost do bramki krążek podawany przez rywala do Zacha Parise'ego. To szóste zwycięskie trafienie Staala w tym sezonie i 65. w NHL. Asystujący przy golu Spurgeona Kevin Fiala osiągnął 100 punktów w najlepszej lidze świata. Drużyna z St. Paul ma 76 punktów i zajmuje trzecie miejsce w klasyfikacji "dzikiej karty" na Zachodzie ze stratą 2 "oczek" do premiowanej pozycji. Rangers przegrali z kolei 4 ostatnie mecze i 10 z ostatnich 11. Mają 69 punktów i są przedostatni w dywizji metropolitalnej.

Przypadkowy zwycięski gol Erica Staala


Bezpośrednio wyprzedzający Wild w klasyfikacji "dzikiej karty" Arizona Coyotes nie zdołali pokonać Edmonton Oilers. Connor McDavid strzelił dwa gole, w tym zwycięskiego w dogrywce i poprowadził drużynę z Edmonton do zwycięstwa 3:2. Ponadto zaliczył asystę, gdy do siatki trafił Matt Benning. Kapitan Oilers przy otwierającym wynik golu w osłabieniu popisał się znakomitym przyspieszeniem w swoim stylu i zostawił z tyłu Olivera Ekman-Larssona. Coyotes mają 78 punktów i ciągle są na dającym awans do play-offów drugim miejscu w walce o "dzikie karty" w konferencji zachodniej. Oilers, którzy wygrali czwarty z rzędu mecz na wyjeździe, są w tej samej klasyfikacji na szóstej pozycji ze stratą 7 punktów do "Kojotów".

Gol po pięknej indywidualnej akcji w osłabieniu Connora McDavida


San Jose Sharks mogli wczoraj awansować na pierwsze miejsce w dywizji Pacyfiku oraz konferencji zachodniej, a także zapewnić sobie awans do play-offów. Te plany pokrzyżował im jednak zespół Nashville Predators, który wygrał w San Jose 4:2. Filip Forsberg strzelił zwycięskiego gola w trzeciej tercji, a później wynik strzałem do pustej bramki ustalił Viktor Arvidsson. Arvidsson strzelił dwa gole i wyrównał swój rekord kariery w NHL z dorobkiem 31 bramek, mimo że sporą część sezonu stracił na leczenie kontuzji. Forsberg, oprócz zwycięskiej bramki, miał także asystę, na liście strzelców w drużynie "Drapieżników" pojawił się też Colton Sissons, a Ryan Johansen raz asystował i ma już 400 punktów w NHL. Sharks przegrali drugi mecz po serii 6 zwycięstw. Ich 94 punkty nadal oznaczają drugie miejsce w dywizji Pacyfiku. Predators, mimo zwycięstwa, pozostają drudzy w dywizji centralnej z dorobkiem 87 "oczek". Prowadzący Winnipeg Jets zdobyli o jedno więcej, choć rozegrali o dwa mecze mniej.



Powrót

Komentarze:

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V