Hokej.Net Logo

Wyświetleń: 3373

A jednak można!

2015-04-01 18:09:06

Zwykle wygląda to następująco. W gabinecie prezesa klubu X (dyscyplina dowolna) pojawiają się rodzice dzieciaków z jednej z najmłodszych grup. - Panie prezesie, chcielibyśmy, aby nasze dzieci pojechały na turniej na drugi koniec Polski. - Proszę wybaczyć, ale sytuacja finansowa klubu nie jest obecnie na tyle dobra, abyśmy mogli brać udział w tych zawodach. Musimy oszczędzać. - W porządku... rozumiemy. Może innym razem. Po czym rodzice wychodzą z gabinetu i w swoim gronie w niewybrednych słowach obrabiają prezesowi tyłek, przy okazji komentując, jakim jeździ samochodem i ile zarabiają seniorzy w tym klubie (któremu rodzice oczywiście kibicują).

Okazuje się jednak, że można inaczej. Rodzice grupy mikrusów z rocznika 2005 i młodszych JKH GKS Jastrzębie postanowili powyższy scenariusz napisać od nowa. Dwa miesiące temu zamarzyło im się, aby ich pociechy pod szyldem ekipy z Jastora wyruszyły na turniej Amber Cup do Gdańska, który odbędzie się w dniach 11-12 kwietnia w miejscowej słynnej hali Olivia. Pierwsze kroki skierowano oczywiście do zarządu klubu. Tam rodzice usłyszeli to, co musieli usłyszeć. - Wiedzieliśmy, że w klubie jest trudna sytuacja finansowa. Nie było to dla nas zaskoczeniem. Przecież były strajki i ta pamiętna konferencja prasowa. Prezes Kazimierz Szynal poinformował nas, że priorytetem w przypadku grup młodzieżowych jest udział w turniejach Polskiego Związku Hokeja na Lodzie. Na wyjazd na towarzyskie zawody, rozgrywane dodatkowo w Gdańsku, po prostu klubu w tej chwili nie stać - mówi Jarosław Osiadły, ojciec jednego z małych hokeistów. Zamiast pogodzenia się z losem i wspomnianego wyżej obgadania prezesa za jego plecami, rodzice zapytali, czy... klub ma coś przeciwko temu, aby sami poszukali sponsorów. - Usłyszeliśmy, że nie ma problemu - dodaje Osiadły.

 

Rozmawiamy akurat z panem Jarosławem, bo to jego "grupa inicjatywna" uczyniła swoistym "rzecznikiem prasowym" i "kontaktem ze światem zewnętrznym" całej sprawy. - Inni rodzice często pracują na kopalniach, więc pół dnia spędzają pod ziemią. Ja mam swój mały biznes, stąd jestem ciągle pod telefonem. Cały czas na linii. Dlatego wyznaczono mnie - wyjaśnia ze śmiechem Osiadły, który na co dzień jest również członkiem Klubu Kibica JKH GKS Jastrzębie.

 

Dlaczego nasi bohaterowie "uparli się" akurat Amber Cup w Gdańsku? Powoli kończy się sezon, a udział w takiej imprezie byłby dla młodych hokeistów niesamowitym przeżyciem. W zawodach zagrają między innymi Rosjanie z Kaliningradu (dwa kluby o dźwięcznych nazwach - Jantarnaja Zwiezda i Feniks) oraz Gusiewa (HK Barsy). Mieli przyjechać również Niemcy, ale "wysypali się" w ostatniej chwili. Głównie jednak chodzi o to, aby mikrusy JKH GKS miały okazję spróbować swoich sił z kimś innym, aniżeli Naprzodem Janów czy Zagłębiem Sosnowiec, z którymi bez przerwy kotłują się w sezonie. - Chcieliśmy, aby nasze dzieci po prostu miały okazję poznać coś nowego. Sama możliwość sprawdzenia się z Rosjanami to przecież nie lada gratka - mówi pan Jarosław.

 

Na zorganizowanym naprędce w połowie lutego spotkaniu rodzice postanowili, że spróbują poszukać mecenatu. Pochodzić po firmach, wysłać pisma, popytać znajomych. Mieli niewiele czasu, bo zgłoszenia do Amber Cup trwały do 11 marca. To zaledwie kilka tygodni. Stwierdzili jednak, że będą walczyć o ten wyjazd. Założyli, że jeśli do momentu zgłoszenia uzbierają choć 30-40% potrzebnej sumy, to zaryzykują i resztę ewentualnie wyłożą ze swoich kieszeni. A potrzebowali ponad 7,3 tys. zł. W tej sumie zawiera się wpisowe (800 zł), a także autokar, dwa noclegi i wyżywienie dla czternaściorga dzieci (dodatkowo każde musi być pod opieką rodzica, przy czym dorośli płacą za siebie; sprawa rozbijała się wyłącznie o sfinansowanie wyjazdu małych hokeistów). Warto uzmysłowić sobie, zanim komuś przyjdzie do głowy stwierdzenie pod tytułem "fajna wycieczka", że w takim przypadku mniej więcej trzecią część wyprawy spędza się w autobusie. A rozmawiamy tu przecież o dzieciach, wśród których najstarsze mają zaledwie po dziesięć lat. Wszystkie przyszły na świat już po śmierci Jana Pawła II. Tyle w temacie. - Nie będę ukrywał, że początkowo trochę jednak narzekaliśmy we własnym gronie. Przecież "z miasta" przyszła do klubu dotacja na dzieci i młodzież w wysokości ponad 50 tys. zł, a my musimy sami biegać po sponsorach. Potem jednak, już na chłodno, przekalkulowaliśmy ilość grup młodzieżowych w naszym klubie i gdzie będą musiały jechać na finały ogólnopolskie. Zrozumieliśmy, że nie jesteśmy sami w JKH GKS - mówi Jarosław Osiadły.

 

Ruszyli w miasto. O optymizm ciężko, ale na początku... przynajmniej nie odmawiano od razu. Najpierw jednak okazało się, że nawet jeżeli ktoś byłby chętny, aby wpłacić choć kilka złotych, to chciał pieniądze przelać na pewne konto. Prywatne nie wchodziło w grę. - Zarząd był przychylny wobec naszej inicjatywy. Pozwolono nam korzystać z klubowego konta. Jeśli ktoś chciałby cokolwiek wpłacić na naszą rzecz, to dopisywał po prostu cel swojej pomocy i każda złotówka trafiała do nas. Co więcej, nie zakazano nam również przeprowadzenia zbiórki wśród kibiców na meczach ekstraligi - mówi pan Jarosław.

 

Jedna z mam przygotowała ogólne pismo do firm i instytucji. Bardziej zaawansowani w nowych technologiach rodzice zareklamowali akcję również na Facebooku. W sumie w krótkim czasie wysłali i złożyli prośby o wsparcie w ponad dziewięćdziesięciu miejscach! Nasz rozmówca przyznaje jednak, że w większości przypadków bardziej liczono na możliwość "osobistego" dotarcia do prezesów firm czy dyrektorów instytucji poprzez znajomych i przyjaciół, aniżeli na przychylność całego aparatu administracyjnego. - Ktoś kogoś znał i przez niego przekazywał informację, że to ma po prostu sens, że chodzi tu o dzieci, a nie o wycieczki nie wiadomo dokąd - wyjaśnia Osiadły.

 

Liczyli się z "orką na ugorze". Początki okazały się jednak... obiecujące. Tym bardziej, że "do pieca" dołożyło Stowarzyszenie Klubu Kibica "Zielono-Czarno-Żółci", czyli najwierniejsza grupa sympatyków JKH GKS, która na co dzień stara się zmusić większą trybunę Jastora do zaangażowania w doping dla podopiecznych Roberta Kalabera. - Na zebraniu Klubu Kibica zgłoszono wniosek formalny o wsparcie wyjazdu. I... jednogłośnie zarząd zadeklarował wsparcie w wysokości tysiąca złotych! To było niesamowite - nie kryje emocji Jarosław Osiadły. Sam jest członkiem tego stowarzyszenia, ale nie chcąc być sędzią we własnej sprawie, trzymał się na uboczu. - Klub Kibica zachował się wspaniale. Ze swoich składek i sprzedaży gazetek ma jakiś niewielki budżet i większość tej kwoty przeznaczył na nasze mikrusy - dodaje nasz rozmówca. Chciałoby się skomentować - to są właśnie Prawdziwi Kibice.

 

Na przełomie lutego i marca, przy okazji dwóch ćwierćfinałowych meczów z Naprzodem Janów, dzieci same ruszyły na trybuny Jastora "po prośbie". Mało kto odmawiał, tym bardziej, że w gazetce meczowej zamieszczono stosowny apel. Złotówka do złotówki i... uzbierał się kolejny tysiąc! Na dniach na konto trafiła kolejna wpłata, tym razem z Salonu Urody "Magnolia". Wsparcie dla akcji wyraziła również Spółka Energetyczna Jastrzębie. Wtedy rodzice uwierzyli, że to się może udać. - Dokładnie tak było. Mieliśmy już ponad dwa tysiące złotych. Stwierdziliśmy, że ryzykujemy! Zgłosiliśmy zespół i wpłaciliśmy wpisowe. Nie było już odwrotu. Ustaliliśmy, że nawet jeśli więcej nie uda się zdobyć, to sami jakoś damy sobie radę. Ale optymizm rósł z dnia na dzień, choć przez kolejny tydzień mieliśmy "ciszę w eterze" - mówi pan Jarosław.

 

Rodzice mikrusów wcale nie zamierzali poprzestać na bieganiu po sponsorach i apelowaniu do sumień i portfeli innych kibiców. W drugi weekend marca przy Leśnej rozegrany został turniej mini-hokeja w rocznikach 2005 i 2006 z udziałem Polonii Bytom i Sielca Sosnowiec. Nasi mali hokeiści oczywiście zwyciężyli w obu kategoriach, a ich mamy zadbały o przygotowanie pysznych ciast, które były sprzedawane wśród osób obecnych na Jastorze. Pomocą służył tu również trener Mariusz Bernacki. Szkoleniowiec mikrusów zorganizował od sponsora klubu kiełbasę na grilla, z którego dochód również poszedł na konto wyjazdu na Amber Cup. W sumie wpadło w ten sposób kolejne pół tysiąca złotych. A 10 i 11 marca, przy okazji dwóch pierwszych spotkań półfinałowych z Podhalem, dzieciaki ponownie ruszyły z puszkami między kibiców i w ten sposób uzbierało się następne 700 zł. - Jesteśmy niezwykle wdzięczni za każdą złotówkę. Wielki ukłon za hojność dla fanów JKH GKS Jastrzębie. W sumie przecież zebraliśmy 1,7 tys. zł! Zdecydowaliśmy jednak poprzestać na tych czterech meczach, aby nikt nie zarzucił nam żebractwa czy czegoś w ten deseń. Stwierdziliśmy w gronie rodziców, że nie będziemy nadwyrężać portfeli i... cierpliwości naszych kibiców - wyjaśnia Jarosław Osiadły.

 

Tymczasem na apel organizatorów akcji odpowiadały kolejne firmy i instytucje. Najpierw odezwała się Fundacja "Pomocna Dłoń" Tadeusza Motowidły. Tu udało się dotrzeć do władz dzięki osobistym kontaktom naszego rozmówcy z Marcinem Gołębiewskim. A ponieważ hokej nie ma barw politycznych (na szczęście!), to na koncie JKH GKS z dopiskiem "na Amber Cup" pojawiła się również pewna kwota od Tadeusza Sławika. Dobrze, że przy Leśnej "lewy" czy "prawy" oznacza co najwyżej... sposób uchwytu kija. W tym samym czasie niemałą sumę przeznaczył na wyprawę do Gdańska Jastrzębski Zakład Wodociągów i Kanalizacji. - Nikt nie chciał od nas nic w zamian. Po prostu - wpłacili pieniądze na ten cel i to wystarczyło - relacjonuje pan Jarosław. Natomiast na początku trzeciego tygodnia marca do organizatorów odezwała się firma Extral z Żor. - Chcielibyśmy w tym mejscu naprawdę serdecznie podziękować tej firmie za wsparcie naszej inicjatywy - zaznacza nasz rozmówca.

 

W ostatnich dniach, głównie dzięki cioci Mateusza Danieluka, jednego z najwybitniejszych hokeistów JKH GKS Jastrzębie w dziejach klubu (kibice oczywiście wiedzą, kim jest Mateusz, ale wyrażamy nadzieję, że o wyczynie rodziców mikrusów czytają również inni), w puli pojawiła się solidna wpłata od jastrzębskiej firmy PHU Progres. W ten sposób uzbierało się w sumie... ponad OSIEM TYSIĘCY ZŁOTYCH! Rodzice mikrusów najpierw po cichu liczyli, że może uda się uzbierać choć trzydzieści procent. Potem - że przynajmniej połowę całej sumy. Z czasem okazało się, że nie będzie trzeba dokładać nawet złotówki. Teraz już wiemy, że za kilkaset złotych ponad wyznaczony limit będzie można wyprodukować okolicznościowy "dziękczynny" baner dla sponsorów oraz specjalne naklejki na kaski i ubrania z logotypami największych mecenasów akcji oraz zabrać do Gdańska... dodatkową dwójkę małych hokeistów (czyli na Amber Cup pojedzie kadra złożona z szesnastu zawodników). Na dodatek poruszony całą historią właściciel firmy Adamex postanowił "zejść z ceny" transportu autokarowego i wynająć im porządny pojazd za bardzo preferencyjną kwotę. W ostatniej chwili okazało się też, że do wyjazdu dorzuci się też Kano Logistyka - Transport i Spedycja, natomiast firma Jurajska zadba, aby mali jastrzębianie mieli zapewniony zapas wody. Krótko mówiąc - rodzice mikrusów JKH GKS dali radę i zwyciężyli zanim jeszcze ich pociechy wyruszyły do Gdańska. Bo już wiemy, że będziemy mieli drużynę w Amber Cup 2015!

 

- Wszyscy byli w szoku, że się udało. Mamy sfinansowany przejazd, noclegi, wyżywienie dla dzieci oraz wpisowe. Coś wspaniałego. Oczywiście - gratulowano nam sukcesu, również poza naszym gronem. Spotkaliśmy się z niezwykle pozytywnym oddźwiękiem... - mówi z radością pan Jarosław. Aż trudno uwierzyć. Żadnych "złych języków"? Żadnych narzekań? Zbyt piękne, aby było prawdziwe. - Twierdzi pan, że zbyt różowo i nikt nie uwierzy w taką bajkę? - śmieje się. - No dobrze, było kilka głosów, dlaczego do Gdańska jedzie akurat ta szesnastka, a nie ktoś inny. Były dziwne teksty, że jadą dzieci tych, którzy uwierzyli w projekt biegania po sponsorach, a nie tych, którzy od startu olali sprawę. Czy coś w tym dziwnego, że w momencie, gdy nie mieliśmy nawet połowy sumy docelowej na koncie i rzuciliśmy własne portfele na szalę, postawiliśmy na tych, którzy gotowi byli na ryzyko? Chyba nie. Co więcej, niektórzy nawet marudzili, że rzekomo jedziemy "sami dla siebie" i bez związku z klubem, co jest kompletną bzdurą. Przecież będziemy tam reprezentować JKH GKS i pod tym szyldem dumnie grać o zwycięstwa. Nie wystartujemy w Gdańsku jako jakaś "dzika drużyna" czy inne "power rangers", tylko JKH GKS Jastrzębie! Z inicjatywy Justyny Muller-Koronkowskiej z "Zielono-Czarno-Żółtych" wspomogli nas nasi seniorzy, którzy przekazali wiele fajnych rzeczy na specjalną aukcję, z której dochód wykorzystamy już przy okazji kolejnego wyjazdu. Mamy zamiar na Amber Cup w każdym miejscu podkreślać, że jesteśmy z Jastrzębia-Zdroju. Otrzymaliśmy z Urzędu Miasta oraz od zarządu JKH GKS szereg gadżetów i materiałów promocyjnych, za które serdecznie dziękujemy Wydziałowi Informacji i Promocji oraz działaczom naszego klubu, a które będziemy przekazywać przeciwnikom. Niech wiedzą, skąd jesteśmy! Jedziemy tam w bardzo mocnym zestawieniu i chcemy w Gdańsku naprawdę powalczyć - deklaruje.

 

Mamy zatem cały obraz sytuacji, łącznie z... "oderwaniem lukru" na sam koniec. Czy ta kropla dziegciu była potrzebna? Tak. Kiedyś bodajże Krzysztof Daukszewicz napisał taką opowiastkę, jak to dzieci miały jechać na kolonie. Ponieważ jednak wysłannicy z poprzedniego turnusu byli zachwyceni ośrodkiem wakacyjnym, pysznymi posiłkami, świetnymi wychowawcami i wszystkim innym, rodzice po kolei zaczęli rezygnować z wysłania tam swoich pociech. "Zbyt piękne". "To jakiś spisek". "Coś kręcą". "To niemożliwe". W końcu, dla świętego spokoju, organizator wycieczki wymyślił, że dzieci raz dostały nieco rozgotowanego kurczaka na obiad i w jednym z pokojów przez kilka godzin nie działała spłuczka w ubikacji. Następnego dnia wszyscy rodzice z zadowoleniem zapakowali swoje dzieci w autokary i wysłali na kolonie. Tu jest podobnie. Gdyby ta historia z "happy endem" nie miała tego jednego aspektu "dziegciu", to może ktoś uznałby ją za propagandę czy prima aprilis, który wypada akurat w dniu pojawienia się tego artykułu.

 

Zatem za niecałe dwa tygodnie będziemy mieli okazję dopingować "na dystans" naszych małych hokeistów. Życzymy im szczęścia w Gdańsku. Nie jest to najważniejszy turniej w ich życiu, być może pod względem sportowym nie będzie nawet najważniejszy w tym roku. Ale tu chodzi o coś zupełnie innego. Znacznie cenniejszego. Na banerze kibiców JKH GKS Jastrzębie widniał kiedyś napis "Zwycięstwo jest ważne, ale walka jest najważniejsza". Oby nasze dzieciaki poszły śladem swoich rodziców i pokazały słuszność tego sloganu.

 

A oto kadra na Amber Cup 2015 - mikrusy JKH GKS Jastrzębie






























Górny rząd (od lewej): Bartosz Humaniuk, Jakub Onak,  Mikołaj Mrula,
Jakub Piechaczek, Jan Sobczak, Edyta Cybula
Środkowy rząd: Michał Leszko, Mateusz Piechaczek, Kamil Fyda,
Bartłomiej Stolarski, Filip Wojciechowski
Dolny rząd: Mikołaj Osiadły, Szymon Mysłowski
Bramkarze: Dawid Kapusta, Kacper Michalski

 

 




Powrót

Komentarze:

Brawo!
Przecież tak to wygląda odkąd pamiętam że rodzicie w Polsce szukają sponsorów dla grup młodzieżowych sowich dzieci, nic w tym dziwnego.
Brawo dla rodziców, sponsorów i wszystkich zaangażowanych! Czekam na relacje z imprezy!
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.
UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V