Hokej.Net Logo

Wyświetleń: 6326

Wywiad z Janem Steberem (część I): Byłem w tym samym drafcie co Owieczkin i Małkin

2019-03-01 14:50:07

Kapitan gdańskiej MH Automatyki Jan Steber wczoraj zaliczył asystę w wygranym na wyjeździe meczu play-off z GKS-em Tychy. To czwarty mecz z rzędu, w którym Czech z polskim paszportem punktował przeciwko swojej byłej drużynie. O wygranym spotkaniu oraz wydarzeniach prosto z NHL sprzed 15 lat opowiedział w wywiadzie dla HOKEJ.NET.

HOKEJ.NET: Trzeba przyznać, że zagraliście bardzo uważnie w obronie. Tyszanom udało się zaskoczyć was tylko raz, na początku spotkania. Czy uważasz, że ten aspekt zadecydował właśnie o wygranej MH Automatyki?

Myślę, że kluczowym momentem meczu był gol wyrównujący, który zdobyliśmy na pół minuty przed końcem drugiej tercji. Tyszanie po tym jak strzelili szybko bramkę na 1:0, cofnęli się trochę do obrony. Po prostu czekali na nas, bo to my musieliśmy atakować, żeby odrobić straty. O ile pierwsza tercja należała do naszych rywali, to w drugiej stroną przeważającą była Automatyka, co potwierdziliśmy zdobyciem gola wyrównującego. W tej sytuacji wiedzieliśmy, że przeciwnicy od początku ostatniej partii znów rzucą się na nas, no i tak się właśnie stało. Udało nam się przełamać ich i dowieźć ten korzystny rezultat do końca.

Jesteście o krok od sprawienia wielkiej niespodzianki, czyli wyeliminowania urzędujących mistrzów Polski. Co zrobić żeby w kolejnym pojedynku nie przytrafiła się sytuacja z poprzedniego spotkania w Gdańsku, które przegraliście 4:8?

Niedzielny mecz to będzie zupełnie oddzielna historia. Wyjdziemy na lód i znów będzie 0:0. Nie będzie się liczyć, czy to my prowadzimy w serii, czy Tychy. Trzeba być uważnym, ponieważ ostatnie spotkanie u nas rozpoczęliśmy bardzo dobrze, a potem zaczęły wpadać takie nieszczęśliwe bramki, jakieś rykoszety po strzałach z linii niebieskiej. Postaramy się zagrać podobnie do tego, co było w pierwszym starciu w u nas, kiedy zwyciężyliśmy 5:2. Będziemy mieli wsparcie naszej publiczności. Wiemy, że tyszanie nie złożą broni i czeka nas kolejny ciężki pojedynek. Musimy wykazać się wzorową dyscypliną w obronie i wykorzystać okazje, które stworzymy. 

Z gdańskim klubem z mały przerwami jesteś związany już bardzo długo. Wgryzłeś się w to lokalne środowisko bardzo mocno. Czy to oznacza, że zostaniesz nad Bałtykiem na kolejne lata?

Nie ma takiej opcji żebym zdecydował się na zmianę klubu. Mam już 33 lata, a poza tym Gdańsk jest dla mnie szczególny. Pojawiłem się tam 9 lat temu. Tak jak zauważyłeś były jakieś małe przerwy, ale generalnie jestem w tym mieście od kiedy powrócił do niego hokej. Wspólnie go odbudowaliśmy. Widać głód tego sportu. To jest coś niesamowitego. Wreszcie teraz można powiedzieć, że mamy taki mały sukces i widać jak kibice nas wspierają. Oni nas kochają, a my chcemy odwdzięczyć się dobrą grą. Także naprawdę nie zamierzam zmieniać barw klubowych. W Gdańsku mam rodzinę, żonę, dzieci i wspaniałych kibiców. Jeżeli miałbym przestać grać w Automatyce to tylko dlatego, że skończę karierę (śmiech).


Od kiedy jesteś w Polsce prezentujesz bardzo wyrównaną formę. Gwarantujesz w każdym sezonie co najmniej 37 punktów, oprócz debiutanckiej edycji ligowej, której nie spędziłeś całej u nas, a i tak zdołałeś zgromadzić wtedy 30 „oczek”. Co sprawia, że wciąż utrzymujesz wysoką formę i nigdy nie zawodzisz? 

Ciężko mi powiedzieć dlaczego tak akurat się dzieje. Faktycznie udaje mi się już od wielu lat ten poziom utrzymywać na w miarę równym poziomie. Tak było gdy grałem w GKS-ie Tychy, potem w JKH GKS-ie Jastrzębie i teraz od kilku sezonów w Gdańsku. Na pewno ważne jest, aby odpowiednio przepracować okres letni i przygotować się należycie do rozgrywek. Nie uważam się za jakiegoś super snajpera, ale staram się w każdej zmianie dać z siebie sto procent, a to przekłada się na asysty i bramki. Oczywiście bardzo istotne jest wsparcie kolegów z formacji. Poli (Petr Polodna – przyp.red.) to moja prawa ręka na lodzie. Bardzo dobrze gra mi się także z Josefem (Vitek – przyp.red.). Nie chcę wszystkiego zwalić na szczęście, ale po prostu ta cała układanka przez kilka ostatnich lat funkcjonuje tak jak należy i efekt jest taki jak mówisz. Nigdy nie można się poddawać, trzeba dawać z siebie wszystko w każdym meczu i reszta jakoś się ułoży.

Za kilka miesięcy mija 15 lat od momentu, kiedy twoje nazwisko zostało wyczytane i dowiedziałeś się, że zostałeś wybrany do zespołu Toronto Maple Leafs. Jak wspominasz tamtą chwilę?


Nie wiedziałem, że to już 15 lat minęło. Dawno, a jednak dobrze to wszystko pamiętam. Jedynka to był Aleksandr Owieczkin, dwójka Jewgienij Małkin. Wayne Gretzky rozpoczynał całą ceremonię. Same przyjemne wspomnienia.

Uczestniczyłeś osobiście w tym wydarzeniu?

Byłem tam z moim ojcem. Dla niego to też było wielkie przeżycie. Nigdy wcześniej nie był za Oceanem. Mógł zobaczyć jak tam się żyje. Ceremonia draftowa to jest jedno wielkie show. Prawdę mówiąc w drugi dzień siedziałem już zrezygnowany, aż w końcu w ostatniej rundzie usłyszałem swoje nazwisko. Ogromna euforia, emocje, wszystko razem. Bardzo się ucieszyłem, że wybrali mnie Toronto Maple Leafs. W sezonie poprzedzającym draft grałem w lidze QMJHL w Halifax Mooseheads i ludzie, u których mieszkałem, to byli wielcy fani „Klonowych Liści”. Zostałem później zaproszony na dwa obozy do Toronto. Poznałem się wtedy z Mariuszem Czerkawskim, który akurat w tym czasie grał w Maple Leafs.

Co zadecydowało o tym, że jednak nie dane ci było zadebiutować na taflach najlepszej ligi świata?

Na pewno umiejętności. Nie będę tego ukrywał. Ale również brak cierpliwości. Zaraz po pierwszym seniorskim sezonie, który rozegrałem w lidze ECHL w barwach Pensacola Ice Pilots, zdecydowałem się na powrót do Czech z nadzieją, że będę dobrze grał w Ocelaři Trzyniec. Spójrzmy na przykład na obecnego bramkarza St.Louis Blues Jordana Binningtona, o którym właśnie rozmawiałem z Evanem Cowleyem, naszym golkiperem. Rozegrał w tym sezonie 20 spotkań, przy czym zaliczył już pięć „czystych kont”. Evan opowiadał mi, że w ubiegłym sezonie spotkał się z nim 4 razy i wygrał wszystkie pojedynki, a teraz gość robi taką karierę w NHL. Także tak jak mówię umiejętności plus cierpliwość i wytrwałość, to są cechy, które decydują o tym, że ta kariera toczy się w najlepszej lidze świata jak należy.



Kiedy rozmawiałem z różnymi hokeistami, którzy byli o krok od NHL, ale kończyli przygodę z tą ligą na etapie draftu, to praktycznie wszyscy wspominają, iż o sukcesie decyduje bardzo dużo elementów, które muszą się zgrać w jednej chwili. Czy ty też podzielasz to zdanie?

Tak, dokładnie tak. No chyba, że mówimy o talentach pokroju Sidneya Crosby’ego, czy Owieczkina. Wtedy sprawy są o wiele łatwiejsze. Dla mniej utalentowanych jest szansa również poprzez kluby farmerskie, z których można wskoczyć do składu kiedy ktoś ma kontuzję na przykład. Ale są również tacy zawodnicy, którzy nie brali udziału w drafcie, a wywalczyli sobie miejsce w NHL. Wiele jest dróg jak widać, ale o wszystkim decydują różne elementy, w tym także odpowiedni moment, który się akurat pojawia i trzeba go wtedy wykorzystać.

W czasach twojej gry jednej z najlepszych lig juniorskich na świecie, czyli QMJHL występowałeś  w drużynie razem z Petrem Vráną (16 meczów w New Jersey Devils, 5 sezonów w KHL, brązowy medal MŚ juniorów) i Kanadyjczykiem Alexandrem Pickardem, aktualnie grającym w Düsseldorfer EG (253 mecze w NHL, 11 spotkań w KHL, dwa sezony w szwajcarskiej NLA). Czy to najlepsi zawodnicy z jakimi miałeś przyjemność występować wspólnie?

Jeżeli chodzi o mój okres gry w Kanadzie to faktycznie ci dwaj zawodnicy najdalej zaszli. Ja jednak mam wielki szacunek do wieloletniego kapitana Ocelaři Jana Peterka. Obserwowałem go bacznie i uczyłem się jak kierować zespołem. Grałem z nim jak miał już 37 albo 38 lat i pomimo tego wieku do każdego treningu, czy też meczu przygotowywał się bardzo sumiennie. Rozegrał prawie tysiąc spotkań w czeskiej ekstraklasie, dwa razy został mistrzem ligi rosyjskiej. Za najlepszego zawodnika, z którym przyszło mi wspólnie występować muszę uznać jednak Davida Krejčiego z Boston Bruins. Grałem z nim w juniorach w Trzyńcu. Chodziliśmy do jednej klasy do liceum. Dzięki niemu i Davidowi Pastrňákowi, Bruins to jedna z moich najbardziej ulubionych drużyn. Śledzę każdy ich mecz. To niesamowite jak wysoką formę David przez tyle lat utrzymuje. Zawsze mnie cieszy, kiedy mogę oglądać jego grę, spokój jaki prezentuje na lodzie i mądre zagrania. Tak samo zachowywał się już wtedy, jakieś 17 lat temu.

Po dwóch sezonach gry w QMJHL w barwach Halifax Mooseheads przeniosłeś się na rok do Pensacola Ice Pilots z ligi ECHL, gdzie spotkałeś Davida Turoňa, aktualnie grającego w Zagłębiu Sosnowiec. Czy fakt wspólnych występów za Oceanem, a teraz gry w polskiej lidze powoduje, że macie ze sobą jakieś kontakty koleżeńskie?

Oczywiście, że tak. Wspólnie mieszkaliśmy w Pensacoli, a w ogóle to David pochodzi z miejscowości oddalonej o 10 kilometrów od mojej rodzinnej Ostrawy. Latem często się spotykamy. W poprzednie wakacje był u nas w Gdańsku z całą rodziną. To jest mój bliski kumpel.

Już jutro druga część wywiadu.

Rozmawiał: Dawid Antczak



Powrót

Komentarze:

Dobry grajek.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V