Hokej.Net Logo

Wyświetleń: 7087

Valtonen: W hokeju nie ma drogi na skróty

2019-05-09 11:51:29

– Przypuśćmy, że teraz wywalczylibyśmy awans na MŚ Dywizji IA. Byłoby fajnie, wydawałoby się, że wszystko jest ok, ale za rok pewnie znowu spadlibyśmy z powrotem do światowej trzeciej ligi. Tak to działa. Kraje takie jak Niemcy, Austria, Szwajcaria od dawna szkolą młodzież i teraz zbierają tego owoce - grają w elicie, mają mocne ligi. Musimy iść ich śladem. Szkolić trenerów i zawodników. Efekty przyjdą za 5-10 lat. W hokeju nie ma drogi na skróty – powiedział Interii selekcjoner hokejowej reprezentacji Polski Tomek Valtonen.


Michał Białoński, Interia: Przez słabszą skuteczność w meczu z Rumunią i porażkę z nią po dogrywce nie udało się awansować do Dywizji IA. Jakie wnioski pan wyciągnął po MŚ Dywizji IB w Tallinie?

Tomek Valtonen, selekcjoner reprezentacji Polski: Liczyliśmy na inny wynik. Skuteczność strzałów nie była na takim poziomie, na jakim być powinna. W każdym meczu stworzyliśmy znacznie więcej szans niż przeciwnik. Nie awansowaliśmy przez mecz z Rumunią, o którym pan wspomniał. Przegraliśmy, choć w wykreowanych sytuacjach to my byliśmy górą 36-12. Bramkarz Rumunów Zoltan Toke był bardzo dobry i mleko się rozlało.

Gdy siedem lat temu w Krynicy przegrywaliśmy walkę o awans do światowej drugiej ligi, wyprzedzili nas Koreańczycy, którzy w perspektywie igrzysk w Pjongczangu postawili na hokej. Azjaci zadomowili się w Dywizji IA. Teraz przeszli nam koło nosa Rumuni, którzy naturalizowali kilku Słowaków i Węgrów. Jaki widzi pan ratunek dla polskiego hokeja w perspektywie kilku lat? Zwłaszcza wobec faktu, że liga otwiera się na obcokrajowców, a przez to polscy hokeiści mogą wymierać jak dinozaury.

- Nie wierzę w to, że formuła ligi open utrzyma się dłużej niż rok-dwa. To zupełnie błędna droga, która w niczym nie pomoże polskiemu hokejowi. Najważniejszą sprawą jest szkolenie trenerów, żeby z młodzieżą, a także w ekstraklasie pracowali wykwalifikowani fachowcy. W ślad za tym powinno podążać szkolenie zawodników. Na efekty działania takiego systemu trzeba będzie czekać pięć, a może nawet 10 lat, ale to jest jedyna droga. Jeśli jej nie obierzemy, to za pięć lat nie będziemy mieli reprezentacji nawet na takim poziomie, jaki zaprezentowaliśmy w Tallinie.

Po otwarciu ligi na obcokrajowców Polacy jeszcze rzadziej będą występowali w przewagach i osłabieniach, a to odbije się na postawie reprezentacji. Tych elementów nie da się wyszkolić na kilkudniowych zgrupowaniach. Kadrowicze muszą odgrywać kluczowe role w swoich klubach, tak jak się to działo u nas w Podhalu Nowy Targ. Nieprzypadkowo w reprezentacji znalazło się tak wielu hokeistów "Szarotek".

Czy w związku z przejęciem funkcji trenera mistrza drugiej ligi niemieckiej - Ravensburg Towerstars zamierza pan nadal prowadzić reprezentację Polski?

- Wracam do Polski za kilka tygodni i wtedy razem ze związkiem podejmiemy decyzję.

Kontrakt PZHL-em ma pan ważny?

- Moja umowa została zawarta na dwa lata, z opcją przedłużenia o kolejne dwa. Spotkam się z prezesem PZHL-u panem Minkiną i zobaczymy, co z tego wyniknie.  

Będzie pan w stanie pogodzić pracę w Niemczech z prowadzeniem naszej kadry?

- Tak, w umowie z Ravensburgiem mam zawartą zgodę na pracę z reprezentacją Polski. To nie będzie żadnym problemem. Istotne jest dla mnie stworzenie takich warunków, w których wszyscy zawodnicy będą chcieli grać w reprezentacji. Na razie na przeszkodzie stoją nieuregulowane stare premie, przez które część graczy zrezygnowała z występu na MŚ. To jedna sprawa. Chciałbym też, aby zawodnicy z większym szacunkiem podchodzili do gry w barwach narodowych. Na mapie hokejowej Europy Polska jest małym krajem. Tym bardziej potrzebujemy mieć do dyspozycji każdego zawodnika, by móc z nich selekcjonować najlepszą drużynę. 

Sprowadzanie zawodników z Kanady, USA czy innego kraju, naturalizowanie ich, na dłuższą metę nic nie da. Może się zdarzyć przypadkowy jeden awans, po którym nastąpi od razu spadek. Najlepszy przykład mieliśmy z Cichym i Szczechurą, którzy nie chcieli grać w naszej kadrze, choć mają polskie paszporty. Spośród naturalizowanych graczy na MŚ pojechał z nami tylko John Murray.

Z Polski wyjechał pan do Finlandii w wieku czterech lat i tam nauczył się hokeja. Jak, po niespełna roku od powrotu do pierwszej ojczyzny, postrzega pan organizacyjnie nasz hokej?

- Najbardziej zaskoczyło mnie to, że przed MŚ w Tallinie jeden klub (Comarch Cracovia - przyp. red.) nie chciał pozwolić zawodnikom na skorzystanie z klubowego sprzętu. 

Ale Cracovia twierdzi, że sprzęt kadrowiczom powinien zapewnić PZHL.

- Nigdzie nie spotkałem się z tym, że związek kupuje sprzęt dla zawodników. W każdym kraju na MŚ zawodnicy jadą w sprzęcie klubowym, federacja współpracuje z klubami i wspólnie próbują robić postępy. Tymczasem na przykład Maciej Kruczek (kapitan Cracovii - przyp. red.) nie mógł przyjechać na kadrę, bo nie miał sprzętu, a miał dotrzeć prosto na MŚ, bo dałem mu kilka dni wolnego, z uwagi na sprawy rodzinne. Miał dojechać, ale klub nie udostępnił mu sprzętu i straciłem ważnego zawodnika. Co mogłem zrobić? Próbowałem za swoje pieniądze kupić sprzęt od Cracovii, ale z tego też zrobili aferę. Działałem tylko w interesie kadry i zawodników. Chciałem uniknąć tych tłumaczeń, że na mistrzostwach zabrakło kogoś przez brak sprzętu. Teraz nikt w Finlandii ani w Niemczech mi nie wierzy, gdy o tym opowiadam, że mieliśmy takie problemy.

Podkreślam jeszcze raz - w żadnym kraju kadra nie kupuje sprzętu. Co najwyżej kupuje kije, ale często jest tak, że zawodnicy jadą na turniej z klubowymi kijami, a później związek zwraca za to, co się zużyje, zepsuje.

Hokeiści opowiadali nam, że dużo uboższe kluby od Cracovii jak Podhale, GKS Jastrzębie-Zdrój, czy Stoczniowiec pozwoliły zawodnikom na wyjazd na MŚ w sprzęcie klubowym.

- Bo tak było i taki zwyczaj obowiązuje wszędzie, czy to w kadrach seniorskich czy juniorskich. Przecież ten sprzęt to jest warsztat hokeisty, w którym on pracuje codziennie, więc jakim cudem z okazji kilkudniowego turnieju ma korzystać z innego sprzętu niż ten, do którego jest przyzwyczajony?

Jak to było z pańskim komunikowaniem się z Cracovią? Żalił się pan w wywiadzie, że krakowianie nie odpowiadają, a klub opublikował dowód sms-owej konwersacji z panem.

- Chodziło o to, że dwa razy próbowałem się dodzwonić do szefostwa Cracovii, by wspólnie znaleźć rozwiązanie problemu ze sprzętem, ale nikt nie odpowiadał na moje telefony. Później wysłałem sms-a na WhatsApp-ie, z zapytaniem, ile oczekują za ten sprzęt i ofertą zapłacenia ze swoich pieniędzy. Choć komunikowałem się z Cracovią po angielsku, gdyż na piśmie nie potrafię tego robić po polsku, to odpowiedź, że Kapica może zabrać spodnie, a Zygmunt łyżwy dostałem po polsku. Przez całe zamieszanie Kapica stracił kilka treningów, Zygmunt i Domogała to samo. Nie było ich na lodzie, bo nie mieli sprzętu.

Na szczęście te doświadczenia z nie najlepszą współpracą z Cracovią były jedynymi moimi złymi wspomnieniami z minionego roku. Pozytywnie zaskoczyli mnie za to polscy hokeiści. Zarówno w lidze, jak i w reprezentacji. To dobrzy sportowcy i dobrzy ludzie.

Problem w tym, że chyba nie za bardzo miał pan w kim wybierać przed MŚ? Selekcja była mocno ograniczona. To nie był wybór 23 z 60 zawodników, tylko bardziej z 27-28.

- To prawda, brakuje dobrze wyszkolonych zawodników. Podczas meczów rozgrywanych na Węgrzech dokonaliśmy przeglądu zaplecza, sprawdziliśmy kilku debiutantów. Nie za bardzo jest spośród kogo wybierać. Dlatego trzeba się wziąć do roboty. Szkolić trenerów i hokeistów. Za pięć-dziesięć lat przyjdą efekty. Przypuśćmy, że teraz wywalczylibyśmy awans. Byłoby fajnie, wydawałoby się, że wszystko jest ok, ale za rok pewnie znowu spadlibyśmy z powrotem do światowej trzeciej ligi. Tak to działa. Kraje takie jak Niemcy, Austria, Szwajcaria od dawna szkolą młodzież i teraz zbierają tego owoce - grają w elicie, mają mocne ligi.

A jak pan ocenia naszą ekstraklasę?

- Nie jest słaba. Jest nawet lepsza niż myślałem. Musimy tylko cierpliwie pracować z młodzieżą.

Jeden z liderów naszego ataku - Patryk Wronka przenosi się do ekstraklasy Wielkiej Brytanii. Co pan na to?

- Pytanie jest takie, co w hokeju znaczy ta liga Wielkiej Brytanii? Moim zdaniem nie jest lepsza od polskiej. Reprezentanci Polski powinni celować do lig: Finlandii, Szwecji, Niemiec, austriackiej ligi EBEL, Czech, nawet do Słowacji, a nie do Wielkiej Brytanii. W tym roku dużo podróżowałem i oglądałem ligi: czeską, słowacką, niemiecką. W nich można się rozwijać. Nie rozumiem jaki ma sens dla Patryka wyjazd do Wielkiej Brytanii. Szanuję go bardzo jako człowieka i sportowca. Rozumiem, że chciał się przenieść za granicę i pewnie nie miał wielkiego wyboru. Zastanawialiśmy się, czy nie złożyć mu oferty powrotu do Podhala, ale nie zdążyliśmy. Najlepsi polscy zawodnicy powinni wyjeżdżać do silniejszych lig najszybciej jak to możliwe i jak najbardziej się w angażować w nowych klubach, by rozwijać swoje umiejętności. Niewielu się na to decyduje.

Dlaczego?

- Być może z tego powodu, że w Polsce zarabiają bardzo dobrze. Czasem musisz zgodzić się przez kilka lat na pracę za niższą kwotę, by sportowo zrobić krok do przodu i później zarabiać duże pieniądze. Tak właśnie zrobił Aron Chmielewski, który przeniósł się do Czech. Początkowo grał częściej w drugiej lidze, ale teraz przebił się i jest ważnym zawodnikiem mistrza Czech - Ocelarzi Trzyniec. Jak już jesteś dobry, to pieniądze zawsze zarobisz. Trzeba mieć właściwie ustawione priorytety.

Słoweńcy wyjeżdżają w wieku 15-16 lat do Szwecji i tam nabierają szlifów. Jan Drozg, który błyszczał na ostatnich MŚ Dywizji IA w Kazachstanie ma ważny kontrakt z Pittbsurgh Penguins, występuje w Shawingfan Cataractes, ale jako szesnastolatek wyjechał do Szwecji i dopiero stamtąd za ocean.

- 15-16 lat to jest za późno. Polacy muszą wyjeżdżać jeszcze wcześniej, najlepiej do Skandynawii, gdzie mają najlepsze szkolenie w Europie. Szwecja, Finlandia - to powinny być cele młodych polskich talentów. Każdy rok opóźnienia w szkoleniu jest nie do nadrobienia. 

Dam taki przykład: rok temu na mój obóz do Finlandii przyjechał 13-latek z Polski, nie chcę podawać jego nazwiska. I wie pan co? Obserwowałem go uważnie przez tydzień. Był najlepszym zawodnikiem na całym campie. Miał najlepszą jazdę na łyżwach i technikę kija. Wszystko było super. Dominował nad innymi, choć byli tam zawodnicy, którzy zdążyli już zadebiutować w juniorskiej reprezentacji Finlandii U-15.

Problem w tym, że przez minione 11 miesięcy ci młodzi Finowie na co dzień szkolili się na znacznie wyższym poziomie niż on w Polsce. Teraz pewnie to oni biją go na głowę. Młody Polak stracił rok. Szkolenie, codzienna praca w klubach w Finlandii to zupełnie inny świat niż Polska. I tu jest pies pogrzebany. Młodzi Polacy nie są słabsi w hokeja od Finów. Ogólnie Polacy jako naród są nawet bardziej utalentowani sportowo niż Finowie - wystarczy spojrzeć na polskich piłkarzy i siatkarzy. Jeśli tylko mają dobry system szkolenia, to osiągają sukcesy i prezentują o klasę lepszy poziom niż Finowie. Czy taki system szkolenia, jaki ma piłka, czy siatkówka mamy w hokeju? Na dzień dzisiejszy niestety nie.  

Mieliśmy kilka przypadków, że rodzice wysyłają pociechy za ocean, a tam trzeba być bardzo twardym, żeby się przebić.

- Trzeba wiedzieć, gdzie się jedzie, bo w Ameryce tez mają ligi mocne i słabe. Sam w wieku 18 lat wyjechałem do USA. W drugiej rundzie zostałem wydraftowany przez Detroit Red Wings i choć wiedziałem co robię, gdzie jadę, i tak nie dałem rady się przebić, choć byłem po fińskiej, a nie polskiej szkole hokeja. Trzeba mieć rozpoznane, gdzie się jedzie, kto jest trenerem, jaka tam jest kultura. Jechać do Ameryki w ciemno nie ma sensu

Rozmawiał: Michał Białoński



Powrót

Komentarze:

Kto to ten valtonen? Dowiem sie w koncu jakie ma osiagniecia jako trener? bo jakos nie moge znalezc . Co potrafi oprocz obrazania ? Skoro uwaza sie za Polaka to powinien sie nauczyc jezyka i sie w nim porozumiewac...w mowie i pismie .
Kto to jest? Świetny były zawodnik i trener który uczył się hokeja w Finlandii.
Który świetnie poprowadził reprezentację do historycznych porażek z Rumunią i Litwą w fantastyczny sposób. Ale co tam, przecież wszyscy się zgadzają, że to nie jego wina.
Démon Brandt, rusz trochę głową i pomyśl który nawet najlepszy trener na świecie w obecnej sytuacji organizacyjnej i kadrowej zrobiłby lepszy wynik . Brakowało conajmniej 10 podstawowych zawodników, Cichy Galant,Witecki,Kruczek, Chmielewski, Rompkowski, Szczechura,Pociecha,Zapała,Pasiut którzy robią różnice.Stan naszego hokeja wymaga drastycznych zmian a nie liczenia na cud, że przyjdzie jakiś objawione magik.
Wygląda na to, że wszyscy, którzy faktycznie znają się na hokeju, uważają, że liga open oznacza śmierć polskiego hokeja. Tylko szefowie bogatszych klubów, wraz z grupą kibicow-oszołomów, zaślepieni wizją medali połyskujących na szyjach "ich" zawodników, widzą w tym sens. Poczekamy kilka lat ligi open i wyprawimy pogrzeb polskiego hokeja.
Trzeba nie mieć mózgu, żeby brnąć w lige open.Żaden szanujący się zawodni nie będzie grał w kraju którego reprezentacja gra w 3 lub 4 lidze hokeja.Jak nie bęzie sukcesów repry nasz hokej nie wyjdzie z kryzysu.
A z kogo chcesz zbudować silną kadre jak najbliższe pokolenia prezentują poziom jeszcze niższy od obecnych reprezentantów? Na ten moment kadra na najbliższe lata powinna być zaorana i tyle. Zbudować silną ligę poprzez wprowadzenie open. Równolegle z tym wprowadzić ogólnokrajowy plan szkoleniowy dla każdego rocznika od najmłdoszych i wteyd po 10 latach przyjdą pierwsze efekty. Nawet ci wspaniali fachowcy mówią, że odbudowa potrwa tyle czasu. W takim razie ja się pytam, jeśli oni są przeciwni lidze open i podkreślają, że do odbudowy potrzebna jest ponad dekada to kto będzie grać w lidze w tym czasie?
Awans do 1A na pewno nam by nie zaszkodził. Kto powiedział że spadlibyśmy. 2 lata temu walczyliśmy o elite i mało brakowało. Valtonen nie masz wstydu takie rzeczy opowiadasz, tym bardziej że awans w tym roku był jak najbardziej realny i trzeba to rozpatrywać jako porażkę.
Z całego tego pałowania Cracovii, w którym tak lubuje się zarówno hnet jak i komentatorzy nikt nie wpadł na to, żeby zadać szanownemu selekcjonerowi jednego prostego pytania: CZY WYMIENIENI ZAWODNICY SĄ ZAWODNIKAMI CRACOVII.
Jeżeli nie, to nie widzę powodu, żeby klub dawał im sprzęt. Przypomnę jeszcze raz dramę z Unią, która tak walczyła o zwrot łyżew.
Zyga... piszesz swietny byly zawodnik i trener ...ale prosze o konkrety... osiagnieciea trenerskie tego ... no wlasnie kogo? bo osiagnieciem chyba nie jest ze jest z Finlandii?
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V