Hokej.Net Logo

Wyświetleń: 2258

NHL: "Wyspiarzy" krok w stronę play-offów (WIDEO)

2017-03-25 07:11:26

John Tavares wśród wielu swoich atutów nie ma akurat wykorzystywania rzutów karnych. Ale tej nocy, jak przystało na kapitana, właśnie w karnych dał swojej drużynie zwycięstwo, które przybliża ją do awansu do play-offów.


Tavares w drugiej rundzie rzutów karnych kończących spotkanie New York Islanders z Pittsburgh Penguins strzelił gola i podwyższył wynik serii na 2:0, bo wcześniej prowadzenie dał "Wyspiarzom" Anthony Beauvillier. Chwilę po trafieniu Tavaresa Sidney Crosby zmniejszył straty "Pingwinów", ale więcej goli nie było i to Islanders cieszyli się z wygranej 2:1 w karnych, a 4:3 w całym meczu. Kapitan New York Islanders dopiero po raz czwarty w swojej ośmioletniej karierze w NHL przesądził o wygranej swojego zespołu w rzutach karnych. Łącznie wykorzystał tylko 15 z 54 takich okazji, co daje mu bardzo słabą skuteczność 27,8 %. Tym razem jednak to się nie liczyło. Zanim doszło wczoraj do karnych, Tavares asystował przy golach Andersa Lee i Caseya Cizikasa, przekraczając granicę 300 asyst w NHL. Zwłaszcza to ostatnie trafienie było w większości jego zasługą. W tercji obrony Penguins agresywnie zaatakował Chada Ruhwedela, odebrał mu krążek i wyłożył go partnerowi, który nie mógł zmarnować okazji.

Dla Islanders gola z gry strzelił także Brock Nelson, a w bramce z dobrej strony zaprezentował się rozgrywający swój pierwszy mecz w NHL w tym roku Jaroslav Halák. Słowak ostatnio wystąpił w tej lidze 29 grudnia, a później został zesłany do Bridgeport Sound Tigers. Teraz po powrocie obronił 37 strzałów z gry i 2 rzuty karne. - Jego postawa była dla nas bardzo ważna. Tak naprawdę to on dał nam dwa punkty, których bardzo potrzebowaliśmy - ocenił występ swojego kolegi Cizikas. Rzeczywiście, drużyna z Nowego Jorku bardzo potrzebuje teraz punktów, bo walczy o awans do play-offów. "Wyspiarze" nie mają już szans na miejsce dające bezpośrednią kwalifikację z dywizji metropolitalnej, bo wszystkie trzy pozycje zostały zajęte. Muszą więc bić się o "dziką kartę" w konferencji wschodniej. Po zwycięstwie w Pittsburghu z 82 punktami awansowali na premiowaną awansem drugą pozycję w tej klasyfikacji. Trzeci Boston Bruins mają identyczny dorobek punktowy, ale rozegrali o jeden mecz więcej. Obie ekipy zmierzą się dziś na Brooklynie.

Tymczasem Penguins są już pewni miejsca w play-offach, ale nie wykorzystali okazji, by zrównać się punktami z najlepszą w ligowej tabeli ekipą Washington Capitals. "Pingwiny" mają 103 punkty i pozostają na drugim miejscu w dywizji metropolitalnej. Marc-André Fleury w bramce robił wczoraj co mógł. Obronił 43 strzały z gry, ale w serii rzutów karnych tylko raz znalazł sposób na zatrzymanie gości. Na dwie sekundy przed końcem pierwszej tercji uratowała go decyzja sędziów, którzy nie uznali gola Nelsona, przychylając się do wniosku trenera Mike'a Sullivana, który twierdził, że Alan Quine przeszkadzał bramkarzowi z Pittsburgha. Z kolei w 30. minucie Sullivan nie znalazł u arbitrów zrozumienia, gdy zgłosił "challenge" w sprawie gola Lee na 2:1 dla przyjezdnych. Trener Penguins twierdził, że wcześniej był spalony, ale arbitrzy po analizie wideo uznali inaczej. "Pingwinom" pozostała radość z 42. w tym sezonie gola Crosby'ego, który umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji strzeleckiej ligi. Ale w karnych zbyt dobrze sobie nie radzą. Z 8 takich serii w tym sezonie wygrały tylko 3. - Karne mogą zawsze pójść w dwie strony. Są trochę jak rzut monetą. To bolesny sposób przegrania meczu - mówi Chad Ruhwedel.

Pittsburgh Penguins - New York Islanders 3:4 (0:0, 2:3, 1:0, 0:0, 0:1)
1:0 Gaunce - Cullen - Kessel 21:54
1:1 Nelson - Ho-Sang - Quine 24:48
1:2 Lee - Bailey - Tavares 29:18
2:2 Crosby - Ruhwedel - Sheary 33:41
2:3 Cizikas - Tavares 39:55
3:3 Cullen - Gaunce - Kessel 53:50
3:4 Tavares (decydujący rzut karny)
Strzały: 40-46.
Minuty kar: 2-2.
Widzów: 18 659.





W walce o drugą "dziką kartę" w konferencji wschodniej liczą się wciąż także Tampa Bay Lightning. Ekipa z Florydy po dogrywce pokonała Detroit Red Wings 2:1 i traci tylko 1 punkt do New York Islanders. O zwycięstwie "Błyskawicy" przesądził Nikita Kuczerow, który wcześniej asystował także przy bramce Ondřeja Paláta. 29 strzałów rywali obronił Andriej Wasilewski. Lightning wygrali drugi wyjazdowy mecz z rzędu po serii trzech porażek przed własną publicznością. Red Wings z 70 punktami zajmują ostatnie miejsce w dywizji atlantyckiej i przedostatnie w konferencji wschodniej. Coraz większymi krokami zbliża się moment, gdy już oficjalnie zakończy się ich trwająca 25 lat, najdłuższa w czterech najważniejszych amerykańskich ligach zawodowych, seria występów w play-offach. W trakcie wczorajszego meczu doszło do dwóch bójek. Podczas jednej z nich gracz "Czerwonych Skrzydeł" Anthony Mantha dwukrotnie uderzył leżącego już na lodzie Grega McKegga w twarz.

Anthony Mantha bije leżącego Grega McKegga



Grający już tylko o prestiż, bez realnych szans na awans do play-offów, zespół Dallas Stars nadspodziewanie łatwo, bo aż 6:1 ograł prowadzących w dywizji Pacyfiku San Jose Sharks. "Gwiazdy" miały zupełnie nieoczekiwanego bohatera w osobie Adama Cracknella, który w wieku 31 lat ustrzelił swojego pierwszego hat tricka w NHL. Wcześniej w 194 występach w tej lidze zdobył tylko 18 bramek. Dla zwycięzców trafiali także: Brett Ritchie, Jamie Benn i John Klingberg, a Jason Spezza asystował trzykrotnie. Stars mają 71 punktów i na 8 meczów przed końcem sezonu zasadniczego tracą aż 14 do miejsca dającego play-offy. Tymczasem "Rekiny" przegrały już piąty mecz z rzędu i choć 91 punktów nadal daje im prowadzenie w dywizji Pacyfiku, to Anaheim Ducks wyprzedzają już tylko dzięki większej liczbie zwycięstw w regulaminowym czasie i po dogrywkach. 10 dni temu ekipa Petera DeBoera wyprzedzała swoich stanowych rywali o 9 punktów.

"Kaczory" zrównały się z Sharks dzięki zwycięstwu 3:1 nad Winnipeg Jets. Jakob Silfverberg strzelił gola i zaliczył asystę, a trafiali również Corey Perry i Andrew Cogliano. Drużyna z Anaheim z ostatnich 5 meczów wygrała 4 i zdobyła w nich łącznie 9 punktów, czyli akurat tyle, ile było potrzebne, by dogonić "Rekiny". We wczorajszym meczu Andrew Cogliano strzelił zupełnie kuriozalnego zwycięskiego gola. Próbując zagrać przed bramkę napastnik Ducks trafił w kij obrońcy rywali Jacoba Trouby. Krążek poleciał w górę, odbił się od boku Trouby, od rękawicy bramkarza Jets Michaela Hutchinsona i wpadł do siatki.

Przypadkowy zwycięski gol Andrew Cogliano



WYNIKI WSZYSTKICH WCZORAJSZYCH SPOTKAŃ

TABELE



Powrót

Komentarze:

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V