Hokej.Net Logo

Wyświetleń: 4270

Finały NHL: Predators wracają do gry (WIDEO)

2017-06-04 07:09:36

Po raz pierwszy w historii finał Pucharu Stanleya zagościł w Nashville. Ekipa Predators wykorzystała własną taflę, by odrobić jeden mecz straty do Pittsburgh Penguins w całej finałowej serii.



Drużyna z Nashville przegrała dwa pierwsze mecze finału w Pittsburghu i znalazła się po nich w trudnej sytuacji, bo tylko 3 razy w historii zespół, który zaczął finał od dwóch porażek na wyjeździe zdobywał później trofeum. Ale na wczorajszy mecz numer 3 podopieczni Petera Laviolette'a wrócili do swojej hali Bridgestone Arena, w której w tych play-offach przegrali tylko raz. Wiara "w narodzie" wciąż była duża, bo oprócz ponad 17 tysięcy ubranych głównie w złote klubowe barwy fanów w hali, kolejnych 50 tysięcy zgromadziło się w specjalnej strefie kibica na prowadzącej do obiektu ulicy Broadway. P.K. Subban obiecał, że gospodarze wygrają trzeci mecz, a zespół sprawił, że ta obietnica została spełniona. Mimo że to "Pingwiny" wyszły na prowadzenie już w 3. minucie za sprawą kontynuującego swoje niesamowite play-offy Jake'a Guentzela.

22-latek dobijając strzał Iana Cole'a zdobył swojego 13. gola i 20. punkt w tych play-offach. Rozgrywający swój pierwszy sezon w NHL Guentzel jest najlepszym strzelcem rozgrywek o Puchar Stanleya i już tylko jednego gola oraz jednego punktu brakuje mu do najlepszych w historii wyników debiutanta w tej rywalizacji. Oba rekordy ustanowił w 1981 roku Dino Ciccarelli, a ten punktowy wyrównał 7 lat temu Ville Leino, wówczas gracz Philadelphia Flyers prowadzony przez trenera Laviolette'a. "Pingwiny" po pierwszej tercji prowadziły po golu Guentzela, ale tak jak w dwóch poprzednich meczach można było odnosić wrażenie, że to ekipa z Nashville optycznie jest lepsza, tak i tym razem mogło się wydawać, że napędzany przez głośnych fanów agresywny forechecking gospodarzy w końcu przyniesie im efekt. Zwłaszcza w drugiej tercji, gdy Penguins mieli swoją ławkę na drugiej połowie tafli, co powodowało "długą zmianę".

Miejscowi wyraźnie mieli plan, by w pierwszych minutach każdej tercji zaczynać od agresywnego ataku na rywali już jak najbliżej ich bramki. W pierwszej tercji 5 z pierwszych 6 swoich ataków ciałem, a w drugiej pierwszych 5 wykonali w tercji ataku. W końcu w drugiej odsłonie odwrócili losy spotkania, a potrzebowali do tego 42 sekund. W 26. minucie podczas gry w przewadze Roman Josi potężnym strzałem, po którym krążek odbił się jeszcze od ręki rzucającego się do bloku Cartera Rowneya, doprowadził do remisu, zdobywając swojego szóstego gola w tych play-offach. Szwajcar jest w nich najlepszym strzelcem wśród obrońców. A już 42 sekundy później miejscowi wyszli na prowadzenie po świetnej akcji Frédéricka Gaudreau, który pokonał Matta Murraya.

Gaudreau to jeden z tych cichych bohaterów, których musi mieć każda drużyna dochodząca tak daleko w walce o najważniejsze hokejowe trofeum. Gracz, który w sezonie zasadniczym zagrał tylko w 9 meczach, zadebiutował w play-offach dwa tygodnie temu wchodząc do drużyny w bardzo ważnym meczu numer 5 finału konferencji zachodniej z Anaheim Ducks, pierwszym po kontuzji najskuteczniejszego gracza "Drapieżników" Ryana Johansena. Gaudreau wygrywał wtedy wznowienia z każdym rywalem, który stawał po drugiej stronie i od tego czasu ma pewne miejsce w składzie. W pierwszym meczu finału z Penguins zdobył swoją pierwszą bramkę, a wczoraj zagrał najdłużej z dotychczasowych 5 występów w tych play-offach i strzelił gola, który okazał się być zwycięskim.

Predators dołożyli bardzo ważną trzecią bramkę w ostatniej minucie drugiej tercji dzięki dość szczęśliwemu rykoszetowi od zewnętrznej strony... siatki w bramce, po którym z bliska trafił James Neal. A że w tych play-offach jeszcze nie przegrali meczu, w którym prowadzili po dwóch tercjach, a Penguins przegrywając po 40 minutach jeszcze nie odwrócili losów rywalizacji, to gospodarze mogli być o wynik raczej spokojni. W trzeciej tercji dorzucili gole Craiga Smitha i Mattiasa Ekholma, którzy trafili po raz pierwszy w tych rozgrywkach posezonowych. Oznacza to, że dla drużyny Laviolette'a trafiało w nich już aż 19 hokeistów. Gospodarze wygrali ostatecznie 5:1 i w całej serii finałowej przegrywają już tylko 1-2. Ekholm zdobył bramkę w przewadze, podobnie jak Josi. Obie przewagi miejscowi wykorzystali już swoimi pierwszymi strzałami, podczas gdy Penguins grając w liczebniejszym składzie trzy razy, czyli przez 6 minut nie tylko nie zdobyli gola, ale oddali zaledwie jedno uderzenie na bramkę.

Na bohatera wieczoru wyrósł Josi, który nie tylko zdobył bramkę wyrównującą, ale także asystował przy trafieniach Gaudreau i Neala. Szwajcar jest pierwszym od 7 lat obrońcą, który zdobył 3 punkty w jednym meczu finału Pucharu Stanleya. Poprzednio zrobił to Duncan Keith dla Chicago Blackhawks w rywalizacji z Philadelphia Flyers Laviolette'a. Ale obrońcy już tradycyjnie są w ofensywie śmiertelną bronią Predators. Ekholm skończył mecz z golem i asystą. Oznacza to, że jego zespół dostał w tych play-offach od swoich obrońców już 50 punktów, najwięcej ze wszystkich ekip. Swój wieczór wczoraj wreszcie miał także Pekka Rinne. Fiński bramkarz, który był bohaterem drużyny w poprzednich rundach, zawiódł w meczach w Pittsburghu i sporo mówiło się o tym, że może trzecie spotkanie obejrzeć z ławki, ale tak się nie stało.

Rinne stanął w bramce i choć w pierwszej tercji zdradzał objawy nerwowości, to przy golu szans nie miał, a pozostałe 27 strzałów zatrzymał i pomógł swojej drużynie wreszcie wygrać. To ważne zwycięstwo, bo pozwala liczyć na to, że w poniedziałek w meczu numer 4 uda się "Drapieżnikom" wyrównać stan rywalizacji, ale patrząc na historyczne statystyki nie wydaje się zmieniać zasadniczo sytuacji ekipy z Nashville. O ile z wyniku 0-2 po dwóch meczach na wyjeździe w historii finałów wyszły obronną ręką tylko trzy zespoły, to z 1-2 w takiej sytuacji, w jakiej są Predators, losy udało się odwrócić... czterem. Przekładając to na procenty prawdopodobieństwo zwycięstwa ekipy z "Miasta Muzyki" w całej serii wzrosło z 8 do 11 %. To jednak wciąż znacznie lepiej niż gdyby Penguins wygrali wczoraj trzeci mecz, bo z takiej podróży w finale Pucharu Stanleya nie wrócił jeszcze nikt.

Trener Laviolette swoją wiarę w wygranie finału opiera na tym, że jego zespół i w przegranych meczach nie prezentował się źle. - Nie chcę zrzucać wszystkiego na pecha, ale w pierwszych dwóch meczach krążek nie zawsze odbijał się dla nas korzystnie i zostaliśmy z pustymi rękami - powiedział. - Tym razem było pod tym względem lepiej i znajdowaliśmy swoje okazje. Historia finałów pokazuje, że zespół przegrywający po dwóch pierwszych meczach na wyjeździe 0-2 częściej wygrywa niż przegrywa spotkanie numer 3. Zdarzyło się tak w 56,4 % przypadków. Predators nie byli więc wyjątkiem. Kapitan Pittsburgh Penguins Sidney Crosby tłumaczy to większą mobilizacją ekipy grającej "z nożem na gardle". - Widzieliśmy, że oni byli bardziej zdesperowanym zespołem. To było ewidentne - skomentował Crosby. - Musimy znaleźć sposób, żeby też podnieść ten poziom desperacji i grać lepiej na całym lodzie.

Nashville Predators - Pittsburgh Penguins 5:1 (0:1, 3:0, 2:0)
0:1 Guentzel - Cole - Crosby 02:46
1:1 Josi - Järnkrok - Ekholm 25:51 (w przewadze)
2:1 Gaudreau - Watson - Josi 26:33
3:1 Neal - Arvidsson - Josi 39:37
4:1 Smith 44:54
5:1 Ekholm - Järnkrok - Sissons 53:10 (w przewadze)
Strzały: 33-28.
Minuty kar: 34-44.
Widzów: 17 283.
Stan rywalizacji: 1-2. Czwarty mecz w poniedziałek w Nashville.



Powrót

Komentarze:

Pytanie do TVP Sport: Czy ten "fenomenalny", " genialny" współkomentator o imieniu Grzegorz mógłby zostać odsunięty od komentowania finałów NHL? Zero znajomości taktyki hokeja, zero umiejętności oceny tego co dzieje się na lodzie, zero znajomości przepisów hokeja......można jeszcze dużo wyliczyć..
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V