Hokej.Net Logo

Wyświetleń: 1677

Play-offy NHL: Bruins gorsi, ale zwycięscy (WIDEO)

2018-04-29 07:02:03

Po wczorajszym meczu półfinału konferencji wschodniej NHL nawet trener Boston Bruins nie miał wątpliwości, że jego zespół był gorszy od Tampa Bay Lightning. A jednak wygrał, i to aż czterema golami.


Do ostatniego meczu sezonu zasadniczego trwała rywalizacja ekip z Bostonu i Tampy o pierwsze miejsce w dywizji atlantyckiej i konferencji wschodniej. Zespół "Błyskawicy" okazał się w niej minimalnie lepszy. Dzięki temu, gdy obie ekipy trafiły na siebie w półfinale konferencji, zaczyna rywalizację u siebie. A właściwie zaczął ją wczoraj i choć przez większą część meczu wyraźnie przeważał, to przegrał i tę ciężko wypracowaną przewagę własnej tafli od razu rywalom oddał. Podopieczni Jona Coopera w obecności ponad 19 tysięcy swoich kibiców w hali Amalie Arena ulegli Bruins 2:6, przegrywając trzecią tercję 0:3.

To był wielki wieczór pierwszego ataku gości, ale także prawoskrzydłowego ich drugiej formacji Ricka Nasha, dla którego dotąd pobyt w Bostonie nie jest najlepszym okresem w karierze. Wczoraj jednak to on w 18. minucie otworzył wynik meczu podczas gry w przewadze, a w 33. minucie dorzucił swojego drugiego gola, tym razem podwyższając na 3:1. Przy obu bramkach asystował mu rozgrywający fantastyczne play-offy David Pastrňák. Czech ogółem zaliczył wczoraj 4 asysty i z 17 punktami w zaledwie 8 meczach objął prowadzenie w klasyfikacji punktowej play-offów. To jego pierwszy atak z Patrice'em Bergeronem i Bradem Marchandem poprowadził "Niedźwiedzie" do wygranej.

Cała trójka łącznie zgromadziła aż 11 punktów, bo Bergeron strzelił dwa gole i asystował przy pierwszym trafieniu Nasha, a Marchand w trzeciej tercji wpisał się na listę strzelców, a do tego zaliczył 3 asysty. Wynik na 6:2 ustalił strzałem do pustej bramki Jake DeBrusk. Jak na gola do pustej bramki, to padł on bardzo wcześnie, bo już w 54. minucie. Trener Cooper bowiem przy trzybramkowej stracie swojego zespołu postanowił wycofać z bramki Andrieja Wasilewskiego już na prawie 7 minut przed końcem spotkania. Nic to jednak nie dało. Stojący w bramce gości Tuukka Rask zatrzymał z kolei 34 strzały. Pokonali go jedynie Dan Girardi po dość szczęśliwym strzale przy którym Fin był zasłonięty, a także Michaił Siergaczow.

Gol Siergaczowa wywołał wielkie protesty Raska, bo chwilę wcześniej bramkarz Bruins przy interwencji zgubił ostrze łyżwy i domagał się od sędziów przerwania gry. Ci jednak nie zareagowali, bo zgubione ostrze łyżwy nie jest uważane za zagrożenie dla bezpieczeństwa zawodników i nie ma przepisu każącego arbitrom w takiej sytuacji przerwać grę, więc gdy Siergaczow skierował do bramki, Fin był wściekły. To był gol kontaktowy na 2:3, ale jak się później okazało, na więcej nie było "Blyskawicy" stać. Trzecią tercję Bruins wygrali bowiem 3:0.

Tampa Bay Lightning przegrali w nieco podobnych okolicznościach, jak dzień wcześniej Nashville Predators z Winnipeg Jets. Optycznie prezentując się bardzo dobrze i strzelając znacznie częściej. Gospodarze, licząc z zablokowanym i niecelnymi, oddali aż 78 prób strzałów, podczas gdy ich rywale tylko 37. Predators w piątek nie dostali żadnej kary, a Lightning wczoraj tylko jedną, ale akurat po niej Bruins wykorzystali przewagę. Drużyna trenera Coopera częściej atakowała rywali ciałem, miała więcej odbiorów krążka i wygrała więcej wznowień. Sam szkoleniowiec więc po meczu nie był przesadnie krytyczny wobec swoich podopiecznych.

- Jeśli chłopcy stwarzają sobie okazje strzeleckie, to znaczy, że znajdują się we właściwym miejscu - powiedział wczoraj. - Pracują ciężko, żeby te sytuacje były i one są. Czasem je wykańczają, a czasem nie. Także trener zespołu z Bostonu Bruce Cassidy po spotkaniu przyznał, że gdyby nie znakomita postawa Raska, wynik mógł być zupełnie inny. Ba, Cassidy nie miał problemów z przyznaniem, że jego drużyna była po prostu gorsza. - Tuukka bronił naprawdę dobrze. Dał nam większą szansę na zwycięstwo zwłaszcza na początku, gdy mieliśmy problemy z odpowiednim wejściem w ten mecz - powiedział trener gości. - Nie wykonywaliśmy swojej roboty właściwie. Oni byli lepsi.

Ekipa z Tampy po raz pierwszy w tych play-offach przegrała u siebie i po raz pierwszy przegrywa w serii. Co więcej, do wczoraj w tegorocznej rywalizacji o Puchar Stanleya we własnej hali nawet przez chwilę nie przegrywała. Lightning to klub, który w historii swoich występów w play-offach tylko dwa razy przegrał rywalizację rozpoczynaną przed własną publicznością. W poniedziałek zagra przed nią w meczu numer 2 z Bruins ponownie.

Tampa Bay Lightning - Boston Bruins 2:6 (0:1, 2:2, 0:3)
0:1 Nash - Pastrňák - Bergeron 17:11 (w przewadze)
0:2 Bergeron - Pastrňák - Marchand 20:42
1:2 Girardi - Paquette - Hedman 22:31
1:3 Nash - Krejčí - Pastrňák 32:33
2:3 Siergaczow - Point - Gourde 33:22 (w przewadze)
2:4 Marchand - McAvoy 43:32
2:5 Bergeron - Marchand - Pastrňák 50:11
2:6 DeBrusk - Marchand - McAvoy 53:41 (pusta bramka)
Strzały: 36-24.
Minuty kar: 2-6.
Widzów: 19 092.



Dwie dogrywki były potrzebne do rozstrzygnięcia drugiego wczorajszego meczu, w którym zmierzyły się ekipy Vegas Golden Knights i San Jose Sharks. Niemal dokładnie po czterech godzinach od rozpoczęcia spotkania Logan Couture w 86. minucie w przewadze dał "Rekinom" zwycięstwo 4:3 i doprowadził do remisu w serii 1-1. Goście z San Jose przejęli przewagę własnej tafli i udanie zrehabilitowali się za klęskę 0:7 w pierwszym spotkaniu w Las Vegas. Couture strzelił dwa gole, czyli tyle, ile w pięciu poprzednich meczach tych play-offów łącznie, a Brent Burns, który do wczoraj miał w obecnych rozgrywkach o Puchar Stanleya na koncie tylko 2 punkty, trafił dwukrotnie i raz asystował. W 17. minucie pierwszej dogrywki Golden Knights świętowali już zwycięstwo po golu Jonathana Marchessaulta, ale analiza wideo w Toronto pokazała, że chwilę wcześniej napastnik gospodarzy w niedozwolony sposób przeszkadzał stojącemu w bramce rywali Martinowi Jonesowi. Bramkarz drużyny z Las Vegas Marc-André Fleury nie wpuścił gola w dwóch poprzednich spotkaniach. Jego passa z "czystym kontem" zakończyła się na 143 minutach i 51 sekundach. Co ciekawe, w 11 ostatnich seriach play-offów, w których San Jose Sharks przegrali pierwszy mecz, rywalizacja kończyła się dla nich tak, jak mecz numer 2 (4 zwycięstwa, 7 porażek).

Vegas Golden Knights - San Jose Sharks 3:4 (1:0, 1:3, 1:0, 0:0, 0:1)
1:0 Karlsson - Miller - Schmidt 17:59
2:0 Karlsson - Smith 20:26
2:1 Burns - Pavelski 22:00 (w przewadze)
2:2 Couture - Hertl 31:08
2:3 Burns - Meier - Pavelski 34:07
3:3 Schmidt - Theodore - Haula 53:28
3:4 Couture - Labanc - Burns 85:13 (w przewadze)
Strzały: 29-47.
Minuty kar: 22-12.
Widzów: 18 671.
Stan rywalizacji: 1-1. Trzeci mecz w poniedziałek w San Jose.




Powrót

Komentarze:

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V