Hokej.Net Logo

Wyświetleń: 7958

Sam na sam z... Przemysławem Odrobnym

2014-02-27 14:57:39

O nowym podejściu do treningów, wciąż aktualnych marzeniach gry w NHL i rzucaniu talerzy w bufecie, opowiada Przemysław Odrobny, bramkarz JKH GKS-u Jastrzębie oraz reprezentacji Polski.


Zaczniemy od kilku wyborów. Ciężka praca czy talent?
- Od tego sezonu wybieram ciężką pracę. Od momentu, kiedy zaczęliśmy trenować ze szkoleniowcami: Bykowem, Zacharkinem, Płachtą i Korenkowem, zobaczyłem, że na co dzień można pracować bardzo ciężko, a nie tylko w okresie przygotowawczym, czy w wyznaczonych terminach. Dzień przed meczem również można ciężko pracować i tak samo na rozjeździe można ciężko pracować. Wcześniej tego nie było. Na dzień przed meczem i podczas rozjazdów zawsze treningi były spokojne. Doświadczyłem sam tego, że można trenować ciężko na każdych zajęciach.

Trening czy odnowa biologiczna?
- To i to jest ważnym elementem. Na to i na to przychodzi czas. Obydwa są potrzebne, aby dojść do wysokiej formy. 

Co jest bardziej przydatne dla bramkarza szybkość czy technika?
- Widać, że w dzisiejszych czasach umiejętności bramkarzy poszły do góry. Dziś bramkarze są świetnie wyszkoleni technicznie i są bardzo szybcy. Dlatego jest to bardzo trudny wybór, ale stawiam na szybkość. 

Które rozgrywki są bardziej interesujące: NHL czy KHL?
- NHL.

Jak już jesteśmy przy tym wyborze, to ile prawdy było w plotkach łączących Ciebie z ligą kontynentalną?
- Bodajże trzy lata temu była pewna rozmowa z przedstawicielem drużyny grającej w KHL-u. Wiązało się to z rozegraniem ośmiu meczów w lidze kontynentalnej. Po nich miała zapaść decyzja gdzie podpiszę kontrakt, z drużyną z KHL-u, czy z drużyną występującą w Kazachstanie. Nie zdecydowałem się jednak na wyjazd do Kazachstanu z kilku różnych względów. Wybrałem Sanok i nie żałowałem tego. 

Słyniesz z długich podań, lubisz też wyjechać z bramki. Widać, że ciągnie Ciebie do ataku.
- (śmiech) Nie, nie. Do ataku mnie nie ciągnie. Zawsze chciałem grać z tyłu. Nawet jak nie miałem sprzętu bramkarskiego, to zawsze grałem z tyłu. Nie wynikało to braku umiejętności jazdy na łyżwach, ale z fascynacji grą na bramce, bądź w defensywie. W tej chwili bramkarz jest natomiast szóstym zawodnikiem na lodzie. Nie ma więc w tym nic dziwnego, że wyjeżdżam za bramkę, czy podam kilka krążków. Dwa lata temu miałem osiem, bądź dziewięć asyst w sezonie. Uznaje to za dobry dorobek. Widać, że gdzieś tym kijem trochę potrafię operować. W tej chwili mam na swoim koncie dwie asysty. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że na takie zagrania decyduję się w sytuacjach stuprocentowych. Dużo nad tym pracuję z trenerem Kiriłem Korenkowem. Minimalnie się to zmieniło, ale wciąż cieszą mnie takie spontaniczne zagrania. W tej chwili podejmuje takie decyzje, gdy mam stuprocentową pewność, że krążek dotrze do mojego partnera. 

Jeszcze lepiej byłoby zapewne zdobyć bramkę.
- Oczywiście. Myślę, że marzeniem każdego bramkarza jest strzelenie bramki w swojej karierze. Widziałem w internecie wiele takich zagrań, które bramkarzom udawały się. Ja też pracuje nad tym strzałem. Jeśli przydarzy się taka sytuacja, że będę mógł spróbować swoich sił, to postaram się zdobyć bramkę. Będzie to jednak wtedy, jak już wspomniałem, gdy będę miał stuprocentową pewność, że nie będzie to zagrażało utracie gola, czy utracie prowadzenia w meczu. 

Krytyka - motywuje czy denerwuje?
- Myślę, że motywuje, lecz dane słowa muszą być wypowiedziane przez osobę, która się na czymś zna. Mnie zmotywowałaby krytyka od trenerów kadrowych, czy klubowych, którzy mają o tym pojęcie, dobrze sami wykonywali swoją pracę i są specjalistami. Krytyka jest potrzebna i bez dwóch zdań motywuje.

Najgroźniejszy wypadek na lodzie, który pozostał Ci w pamięci?
- Było kilka takich sytuacji. Jeden z najgroźniejszych wypadków przydarzył się jednak Markowi Wróblowi, który "z metra" został trafiony na treningu krążkiem w twarz. Padł na lód. Wyglądało to bardzo źle. Całe szczęście, że wszystko się dobrze skończyło. Marek to twardy zawodnik. Po pewnym czasie założył kratę i grał dalej. 

Najtrudniejszy moment w karierze?
- Każdy sportowiec ma kilka lepszych i gorszych momentów. Dla mnie takimi trudniejszymi były okresy, w których musiałem podjąć decyzję czy zostać w kraju, czy kontynuować grę za granicą. Po przegranych meczach również momentami było trudno. Wystarczy wspomnieć przegrany rok temu play off w Sanoku. Nie zawsze jest tak, jak się chce. Startowaliśmy w play off z pierwszego miejsca po sezonie zasadniczym, ale kompletnie nam się nie układało. Nic się nie kleiło. Skończyliśmy na czwartym miejscu. Niedosyt był ogromny. To był trudny moment.

Który zawodnik z Twojej drużyny posiada największe umiejętności?
- Może nikogo tutaj nie zaskoczę, to Leszek Laszkiewicz. Wyróżnię jednak również Rysia Krala, który też jest niesamowity. Jego niektóre zagrywki są nieobliczalne, jak chociażby jedna z jego ostatnich bramek w spotkaniu z Krynicą, gdzie przerzucił sobie krążek nad bramką i zdobył gola "z golfa". Myślę też, że Grzesiu Pasiut jest dobrze wyszkolony technicznie i fizycznie, co w tym sezonie potwierdza.

Najciekawszy żart z szatni, jaki pamiętasz?
- Trudno powiedzieć. Pamiętam jedną historię po zdobyciu mistrzostwa w Sanoku, ale nie powiem o kogo chodziło. Radość była wielka. Impreza też. Rano zadzwonił do mnie jeden z kolegów z drużyny i stwierdził, że obudził się w samych kąpielówkach i w nadmuchany kole, takim, jakie bierze się na basen (śmiech). Był w szoku (śmiech). Dzwonił do mnie po pomoc, bo nie wiedział, co się stało (śmiech). Za czasów Stoczniowca, ze śmiesznych sytuacji, pamiętam, że ostrzyło się łyżwy "w drugą stronę". Rowki nie były porobione wzdłuż, tylko wszerz. Byli tacy, którzy zauważali to dopiero na lodzie i mieli wówczas po treningu (śmiech). 

Przejdźmy do kolejnych pytań. Kto jest według Ciebie najbardziej niedocenianym polskim hokeistą?
- Zastanawiałem się nad tym ostatnio i powiem Mateusz Strużyk. Długo graliśmy wspólnie w Stoczniowcu. Mateusz dostawał w Gdańsku nagrody za najlepszego, najbardziej przebojowego młodego zawodnika. Znalazł też uznanie w oczach trenera Ekrotha, od którego dostał powołanie na zgrupowanie kadry seniorów. To bardzo ambitny chłopak, który ma bardzo dobry strzał z nadgarstka i dobrze porusza się na lodzie. Nie wiem w czym tkwi rzecz i dlaczego tak się dzieje, że gra teraz w pierwszej lidze. 



Największy młody talent w Polsce?
- Skupię się tylko na bramkarzach, więc wytypuję jednego. Dobrze zapowiada się David Zabolotny. 

Największy twardziel w lidze?
- Maciek Urbanowicz. Włoży głowę tam, gdzie inni nie włożą ręki. Daje przykład innym. To nie jest zawodnik, który sezon, czy dwa pogra ciałem i później przestaje. Z niektórymi tak było, ale nie z Maćkiem. To numer jeden, ale też nie ma co zapominać o Bogusiu Rąpale, który swoją walecznością nadrabiał różne zaległości. Też nie bał się wejść ciałem i przylepić kogoś w bandę. 

Kto ma najmocniejszy strzał w lidze?
- To trzeba podzielić. Myślę, że najmocniejszy strzał ma "Leon" Labryga, jeśli mówimy o strzałach z klepy i "z pierwszego", ale nie pokrywa się to ze strzałami z nadgarstka (śmiech). Z nadgarstka właśnie wielu zawodników strzela mocno, ale żeby wytypować jedną osobę powiem, że u mnie w drużynie jest to Grzesiek Pasiut. 

Rzut karny, który zapadł Tobie w pamięci.
- (śmiech) W tym sezonie był bardzo dziwny rzut karny, podyktowany w Jastrzębiu. Nie będę przytaczał nazwiska sędziego, ale sytuacja była kuriozalna. Nigdy wcześniej coś takiego mi się nie przydarzyło. Krążek leżał na środku tafli. Zawodnikiem, który strzelał był Aron Chmielewski. Dodam, że sędzia ma zawsze obowiązek podjechania do bramkarza, zapytania czy jestem gotowy i odgwizdania, że jest rzut karny. W tym momencie ja wyjechałem z bramki i byłem gdzieś w rogu lodowiska. Zawracałem sobie na łuku i patrzyłem, że sędzia stoi na swoim miejscu, więc wszystko jest OK. W tym momencie, gdy ja odwracałem się od bandy w stronę bramki, sędzia gwizdnął. Ku mojemu zdziwieniu, że sędzia nie skonsultował ze mną tego, czy jestem gotowy, szybko wróciłem do bramki. Pole bramkowe dotknąłem tylko jedną nogą. Wyjechałem lewą stronę. Później, podczas zgrupowania Aron powiedział mi, że poczekał trochę na mnie (śmiech), ale mimo wszystko byłem kompletnie nieprzygotowany do tego karnego. Miałem pół bramki wolne. Aron strzelił mi przy prawej nodze i był gol. Po tym rzucie karnym sędzia podjechał do mnie i przeprosił, że gwizdnął akurat w takim momencie. Poza tym utkwiły mi w pamięci karne, gdy grałem w Sanoku. Przez cały sezon miałem ich dwanaście i nie wpuściłem ani jednego. Były w tym trzy bardzo ważne podczas Pucharu Polski.

Co uznajesz za swój największy sukces w karierze?
- Chciałbym i myślę o tym, że ten sukces jeszcze na mnie czeka (śmiech). No, ale jestem bardzo zadowolony z tego, że udało mi się zdobyć dwa razy "Złotego Kija". Żadnemu zawodnikowi grającemu w polskiej lidze nie udało się osiągnąć tego trzy razy. Liczę, że może kiedyś mi się to uda. Na pewno sukcesami są też Puchar Polski w Sanoku i oczywiście złoty medal. Są to najwyższe trofea w lidze. Myślę więc, że każdego by cieszyły. 

Najlepszy trener, z którym miałeś sposobność pracować.
- Jeśli chodzi o trenera od bramkarzy, to Kirył Korenkow. To bez wątpienia najlepszy trener, z jakim miałem styczność, a z kilkoma miałem, podczas obozów w Szwecji, Słowacji, czy Czechach. Wiadomo, że były to chwilowe styczności, ale "Kiri" jest trenerem z najwyższej półki. Nauczył mnie masę nowych rzeczy. Jest superspecjalistą. Jeśli chodzi o trenerów od przygotowania ogólnego, to oczywiści duet Zacharkin-Bykow, którzy są w kadrze. Wspaniale jest współpracować z takimi trenerami, profesjonalistami i mieć z nimi styczność na co dzień.

Przy okazji trenerów, zapytam, kto miał Twoim zdaniem rację w dość zabawnym sporze pomiędzy Tadeuszem Obłojem a Milanem Janczuszką? Pytam, bo grałeś zarówno w drużynie prowadzonej przez jednego, jak i przez drugiego ze wspomnianych trenerów.
- (śmiech) To była przekomiczna sytuacja (śmiech). Tu nie chodziło nawet o rację (śmiech). Była mowa o jakichś polach, kartoflach, o powrocie na Czechosłowację (śmiech). Były też pytania: "co Ty się mnie tykasz?". Słyszałem też, że było też rzucanie jakichś talerzy w barze, gdy trener zobaczył, że na jego talerzu są frytki (śmiech). Sytuacja była przekomiczna. Myślę, że obydwaj zrobili to pod publikę. Każdy z nich chciał pokazać, że ma lepszych zawodników i lepszą drużynę. Każdy z nich stanął wtedy za swoją drużyną murem (śmiech). Wtedy wygrał Stoczniowiec, więc wychodzi na to, że wówczas trener Obłój miał rację. 


A teraz tak zupełnie serio, który z nich był lepszym trenerem?
- Jeśli mówimy o trenowaniu, to Milan Janczuszka. Miał twarde podejście, twardą rękę. Potrafił zawodników opieprzyć. Nikt mu nie podskoczył. Z trenerem Obłojem było trochę inaczej. Jeśli chodzi o umiejętności hokejowe, to Tadeusz Obłój był kiedyś wybitnym graczem. 

Proszę dokończyć zdanie. Polski hokej to...
- (śmiech) Hmmm. Trudno powiedzieć. Mam nadzieję, że w polskim hokeju nastąpi przełom i pójdzie on ogromnym krokiem do przodu. 

Największe głupstwo, które kiedykolwiek słyszałeś?
- Na temat wszystkich hokeistów najgłupszym stwierdzeniem jakie słyszałem było to, że są mało inteligentni, że są głupkami. Nie potwierdza się to.  

Największe kłamstwo, które kiedykolwiek usłyszałeś na swój temat?
- Słyszałem coś takiego, że zawodnicy Sanoka nie grali wspomnianego już wcześniej play off na maksa. Słyszeliśmy, że obstawiliśmy mecze i że mi nie chciało się bronić. To było największe głupstwo, jakie usłyszałem w życiu. To, że przegrywa się mecz nie oznacza, że się odpuszcza. Zawsze daję z siebie dwieście procent z tego, co mam danego dnia. Jesteśmy hokeistami, a nie maszynami. To zostało mi w głowie, bo wówczas mi się to w niej nie mieściło, jak można powiedzieć, że nie daliśmy z siebie wszystkiego.



Czego najtrudniej sobie odmówić?
- Najgorzej odmówić sobie obejrzenia czegoś fajnego w telewizji, a trzeba się już położyć spać. Nierzadko zdarzało się, że były to właśnie mecze ligi NHL, które są rozgrywane w ekstremalnych porach. Jeśli w dodatku gra jakiś mój idol, Brodeur czy Lundqvist, to ciężko jest się położyć spać. 

Jak często się denerwujesz?
- Nieczęsto. Jestem odporny na niektóre rzeczy. Czasem, co zrozumiałe, denerwuję się podczas treningów lub meczów. Jeśli chce się wpuścić jak najmniej goli, albo jeśli jest z kimś jakiś zakład i tracę bramkę, to się denerwuję. Jest to jednak zdenerwowanie, które po jakiś czasie przechodzi. 

Największe marzenia Przemysława Odrobnego?
- Myślę, że to marzenie większości hokeistów. Może wyjdzie ze mnie mały chłopiec, ale powiem, że NHL jest największym marzeniem. Dopóki będę grał w hokeja, to będę marzył. Drugim marzeniem jest powrót polskiej reprezentacji do światowej Elity.

I na koniec, jaki inny talent niż granie w hokeja posiada Przemysław Odrobny?
- Myślę, że mam takie dwa, choć nie wiem, czy są to talenty. Lubię elektronikę. Zawsze mnie to interesowało. Drugim jest jazda samochodem. Mój tata jeździł kiedyś w rajdach i od najmłodszych lat mi to zaszczepił. Jak trafią się gdzieś odcinki specjalne na drodze, to lubię sobie pojechać. Zaszczepione mam wówczas, aby dobrze technicznie przejechać dany odcinek.



Powrót

Komentarze:

oj Przemo Przemo,
gdybys nie *owal i gwiazdorzyl tylko wzial sie porzadnie za trening to bys w tym hokeju osiagnal duzo wiecej,

a tak? pozostanie Debica na przyszly sezon.
wszyscy najlepsi wymienieni przez modelke Mariolke sa z Jastrzebia, chyba boi się ze jak zap....bramke będą go opiepszac a tak trochę wazeliny....., poza tym przestan sciemniac o grze na całego w tamtym sezonie, powiedz otwarcie ze w glowie było Halasikowe euro a nie gra
Też mi się to rzuciło w oczy, może jestem jakiś dziwny, ale dużo bardziej wartościowe jest dla mnie jak zawodnicy wymieniają kolegów z przeciwnych drużyn, bo to jest dużo bardziej wiarygodne niż wymienienie 3 kolegów z drużyny. A co do Strużyka to żeby być niedocenianym to najpierw trzeba coś pokazać, a chłopak się wyraźnie zgubił.
Kontynuowanie kariery za granica? No tak o odrobnego co roku zabijają sie kluby zagraniczne jednak on zawsze wybiera Polskę haha
Facet może ty i nie odpuściłeś wyżej wspomnianego playoffu, ale zrobili to co niektórzy koledzy z pola. Poza tym zabroniłeś grubo poniżej poziomu przyzwoitości. Zapewne ja jak i wielu sanoczan długo to jeszcze będziemy mieć w pamięci. Ale życie toczy się dalej więc życzę powodzenia.
Zabrakło pytania o balejaż czy pasemka.

Ogólnie potężna dawka zakochania w sobie ze wzajemnością. O wyjazdach z bramki podczas gry w Sanoku nawet bym na jego miejscu nie wspominał bo co z tego, że zaliczył jakąś asystę skoro przez jego *ny wyjazd przegraliśmy kluczowy mecz w Krakowie w półfinale (gdyby nie ten wyjazd nie było by drugiego,a w konsekwencji i trzeciego gola).
A co do odpuszczania PO to daj chłopie spokój bo każdy widział jak wyglądały mecze z Tychami (nie mówię o półfinale, który przegraliśmy w głównej mierze przez ciebie). Zresztą wielki kapitan Kolusz miał się wypowiedzieć po zakończeniu ubiegłego sezonu ale chyba zapomniał bo do dzisiaj milczy.
"Przejdźmy do kolejnych pytań. Kto jest według Ciebie najbardziej niedocenianym polskim hokeistą?
P.O: Ja :("
Serio na to liczyłem. I mój ulubiony fragment "Krytyka - motywuje czy denerwuje?
- Myślę, że motywuje, lecz dane słowa muszą być wypowiedziane przez osobę, która się na czymś zna. Mnie zmotywowałaby krytyka od trenerów kadrowych, czy klubowych, którzy mają o tym pojęcie, dobrze sami wykonywali swoją pracę i są specjalistami. Krytyka jest potrzebna i bez dwóch zdań motywuje." Czyli jak ktoś nie ma papierka to nie może stwierdzić że * to *? I po ch... wyjeżdżasz z tej bramki jak nie potrafisz tego robić? Lepiej się chyba zatrzymać na tym że krytyka musi być konstruktywna... no chyba że pan Przemysław uważa że wszyscy się na niego uwzięli.
* farfocel więc niech będzie, skoro szma. ta to wyraz zło.
Mimo że zawalił nam poprzednie play-offy,niewątpliwie Odrobny to jeden z lepszych bramkarzy w naszej lidze,jego problem polega na tym że jest nierówny, potrafi bronić niesamowicie przez cały mecz jak choćby podczas ostatniego turnieju w Gdańsku, ale często mu się zdarza wpuścić babola, no i te nieszczęsne osławione już wyjazdy, z którymi kojarzy mi się zawsze wypowiedź Stanisława Snopka z TVP, po wpuszczeniu wspomnianej już wyżej bramki w półfinale z Cracovia cytuje: "oj Przemku, Przemku, który to już raz?" Jednak mimo wszystko doceniam to co zrobił dla Sanoka w poprzednich sezonach, choc dziś jego krytyka jest bardzo trendy.
a Korea nie śni się po nocach?
-dobrze,że w Tychach nie broni...
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V