Hokej.net Logo

Wyświetleń: 7103

Okiem kibica: Kilka uwag o polskim hokeju

2015-01-04 12:01:24

Zakończony rok przyniósł dla polskiego hokeja kilka wydarzeń, które zachęcają do głębszej refleksji. Nie jest to jednak moment dla podsumowań, bo na nie przyjdzie czas po kwietniowych mistrzostwach świata, które odbędą się w Krakowie. Warto jednak jeszcze raz przypomnieć sobie o kilku fundamentalnych dla polskiego hokeja kwestiach, które w tak zwanym środowisku są dyskutowane, choć z dyskusji tych niewiele wynika. Należą do nich te bardziej szczegółowe, związane z sytuacją w PZHL oraz te ogólne, jak przyszłość hokeja w Polsce, czy kształt hokejowej ekstraklasy.


Zacznijmy od tego pierwszego problemu, który ma fundamentalne znaczenie dla dwóch pozostałych kwestii.

Po co nam PZHL?

Sądzę, że obecnie jednym z największych problemów polskiego hokeja jest postawa działaczy związkowych. Stwierdzenie to może się wydać zaskakujące, w końcu Związek stoi za sukcesami reprezentacji (awans do grupy IA) organizacją finału Pucharu Polski, czy przygotowaniami do mistrzostw świata, które odbędą się w Krakowie, i można się tu spodziewać sukcesu medialnego, a być może sportowego.

Co do sukcesu organizacyjnego mam wątpliwości, przynajmniej jeśli chodzi o PZHL, ale nie odbierajmy na to szans. Na czym zatem polega problem związany z PZHL? Po pierwsze, bez wątpienia, wbrew temu co głosi jego sternik, nadal istnieje deficyt legitymizacji władzy prezesa i organów kolegialnych tego Związku, wynikający, jak zapewne orientują się kibice, ze sposobu objęcia, a zwłaszcza utrzymywania władzy przez Pana Dawida Chwałkę. W sensie prawnym zdaje się, że sprawa nie jest jeszcze rozstrzygnięta, ale na pewno jest ona jednoznaczna w sensie moralnym. Chodzi tu o zwykłą przyzwoitość, i fakt, że władze związku nie są akceptowane przez polskie kluby, które je wybrały. Obecnie urzędujący prezes skorzystał z rezygnacji swojego poprzednika, i to co miało być tymczasowe stało się rozwiązaniem trwałym, czy prawnym to się okaże. Gdyby wiązało się to z całościową, popartą zaangażowaniem sponsorów i środkami finansowymi, wizją odbudowy polskiego hokeja można by ten stan rzeczy jakoś zaakceptować. Niestety tak nie jest, i nie zanosi się na to, że związek i jego przedstawiciele są w stanie wydać z siebie coś, co przynajmniej postawi polski hokej na właściwe tory rozwoju. O tym, że nic się nie zmieniło w tej kwestii świadczą chociażby: żenujące przepychanki związku z niektórymi klubami odnośnie sprzętu dla reprezentantów Polski, czy też ich ubezpieczenia, dwuznaczna pozycja klubu hokejowego z Katowic, który za zgodą władz hokejowych zdaje się funkcjonować na innych zasadach niż reszta ligi, brak reformy systemu rozgrywek, nieprzestrzeganie postanowień licencyjnych przez niektóre kluby, wykluczenie z PHL klubu z Krynicy, czy obecność projektu, który stracił swoją rację bytu, czyli Szkoły Mistrzostwa Sportowego z Sosnowca. Władze związku starają się raczej korzystać z fajerwerków, niż przygotowywać i wdrażać projekty, które odrodzą w Polsce tę dyscyplinę. 

Oczywiście organizacja mistrzostw świata w Krakowie jest jak najbardziej godna pochwały, podobnie nagłośnienie i organizacja Pucharu Polski w hali, w której na stałe powinny gościć polskie drużyny ligowe. Obawiam się jednak, że ich znaczenie dla rozwoju tej dyscypliny w Polsce jest drugorzędne. Są one natomiast kluczowe z punktu widzenia prezesa związku, który dzięki temu próbuje w naszym kraju legitymizować swoją władzę i uchodzić za dobroczyńcę tej dyscypliny. Zapewne możemy się spodziewać już niedługo licznej serii wywiadów z prominentnymi działaczami umieszczonych na stronach telewizji związkowej, którzy są zachwyceni organizacją finałów Pucharu Polski, i już nie mogą się doczekać podobnej imprezy przy okazji mistrzostw świata. Wszystko to byłoby jak najbardziej na miejscu, cieszyłoby również kibiców, gdyby nie brak działań systemowych, angażujących profesjonalistów na każdym szczeblu szkolenia i zarządzania hokejem oraz zwykły brak wizji jak ma się rozwijać ta dyscyplina w Polsce. Na to jednak nie ma co liczyć. Gdyby przyszłość tego sportu w naszym kraju została oddana w ręce ludzi, którzy wiedzą jak wdrażać w życie tego typu projekty, jak nimi zarządzać, jak wydawać pieniądze i jak je przyciągać, wówczas szybko by się okazało, że nie ma miejsca w takim układzie dla nikogo z obecnych działaczy i trenerów związkowych, w każdym razie niewielu z nich mogłoby się czuć bezpiecznie. W konsekwencji mamy do czynienia z konserwowaniem układu, który mentalnie swoimi korzeniami tkwi w minionym słusznie systemie. Pokazał to wyraźnie okres rządów poprzedniego prezesa, którego obecny zarządca związku jest spadkobiercą i kontynuatorem. Wszakże był i jest to człowiek, który funkcjonował w otoczeniu biznesu (chyba jednak nomenklaturowego) i z łatwością powinien sobie poradzić z problemami związku i szerzej hokeja w Polsce, zaangażować profesjonalistów i menedżerów, którzy pchnęliby dyscyplinę do przodu. Tak się nie stało, w zamian mieliśmy festiwal fajerwerków w postaci „dream teamu” z Krynicy, trenera z najwyższej półki na którego nie było nas stać i miraże o bogatym sponsorze, który już puka do drzwi związku. Dzisiejsza sytuacja polskiego hokeja pod wodzą Pana Chwałki wydaje się być podobna. Sukcesy leżą przecież na wyciągnięcie ręki, lub już są w kieszeni: awans na mistrzostwach świata, świetny turniej Pucharu Polski i jeszcze lepsze mistrzostwa świata, ale nadal nie widać planu jak wyciągnąć polski hokej ze stanu wegetacji. W rzeczywistości jest on podtrzymywany przy życiu przez wąskie grono prywatnych sponsorów, począwszy od Pana Filipiaka, przez „Tyski Sport” i Jastrzębską Spółkę Węglową, po Panów Ziarko i Wojtasa oraz wielu mniejszych darczyńców. Zresztą ci prywatni sponsorzy są po części również dobroczyńcami PZHL, który zawsze znajdzie okazję na wyciągnięcie pieniędzy z ich portfela. Znana jest tu sprawa klubu z Sanoka, który za zachowanie swoich kibiców podczas ostatniego finału Pucharu Polski (żeby nie było wątpliwości trzeba powiedzieć, że było to zachowanie naganne), został ukarany niewidzianą wcześniej w historii karą finansową, co było formą zinstytucjonalizowanej grabieży. Ta aktywność związku w kwestii pieniędzy jest jednak dość wybiórcza, bo podobno do dziś zawodnicy z Krakowa upominają się o nagrodę finansową za zdobycie Pucharu Polski w 2013 roku, a ze zgrupowań reprezentacji co rusz dochodzą doniesienia o problemach ze sprzętem, czy ubezpieczeniem. 

Najnowszym pomysłem PZHL na zdobycie pieniędzy jest regulacja, która nakazuje płacić za zawodników starających się o polskie obywatelstwo, w sytuacji gdy nie otrzymają go do marca 2015 roku. Pokazuje to poziom intelektualny władz związku, które po pierwsze próbują karać kluby za chęć naturalizowania zawodników, którzy mogą przynieść korzyść dla polskiej reprezentacji (pomijam już fakt, że posiadają przecież polskie korzenie); po drugie, dobrem dla związku nie jest poziom rozwoju dyscypliny, ale łatwo zdobywane pieniądze, co jako żywo przypomina mi gangstera, który nigdy uczciwą pracą się nie splamił, ale nie przeszkadza mu to żyć w dostatku. Nie widać bowiem, aby sponsorzy ustawiali się w kolejce do wspierania hokeja, i sadzę, że się nie ustawią, bo sponsorzy zwykle dają pieniądze tym, którym wierzą i mają do nich zaufanie, a ludzie w PZHL takich cech nie posiadają i posiadać nie będą, co starają się usilnie udowadniać swoja bieżącą działalnością.

Organizowane imprezy i towarzyszące im liczne fajerwerki mają tylko zakamuflować ten stan rzeczy. I to jest, obok braku działań koncepcyjnych na rzecz hokeja, obciążenie, które obecne władze i działaczy PZHL dyskwalifikują. Jak wyjść z tego stanu rzeczy? Wydaje się, że najlepszym sposobem byłyby działania podobne do tych, które obserwowaliśmy w Polsce na początku lat 90., czyli prywatyzacja (w tym przypadku odnowienie) przez upadłość. Pokazuje to przykład niektórych klubów hokejowych (Nowy Targ, Sanok, Jastrzębie, Opole), które najpierw przy pomocy swoich „leśnych” działaczy musiały upaść, a dziś na zdrowych zasadach się odradzają z korzyścią dla tej dyscypliny w Polsce. W przypadku wymienionych klubów ważna rolę odgrywali prywatni sponsorzy, którzy starali i starają się nadal zaprowadzać w nich biznesowe zasady zarządzania właściwe korporacjom. W przypadku PZHL tę rolę może spełnić Ministerstwo Sportu, które nie powinno ustawać w działaniach na rzecz wprowadzenia kuratora do związku i definitywnego oczyszczenia atmosfery wokół niego oraz uwolnienia go od „zbawców bez wiedzy i koncepcji”. Chodzi tu zatem o całkowite i definitywne wyprowadzenie z PZHL ludzi, których jedynym celem w życiu, bo nie umiejętnością, jest piastowanie związkowych posad, którzy z tego żyją, bo nic innego w życiu nie umieją robić. Chodzi zarówno o tych zarządzających związkiem, jak i obecnych w pionie szkoleniowym. Myślę, że wcześniej czy później tak się stanie, bo w obecnej postaci PZHL jest nam niepotrzebny.


MOL czy MÓL?

Drugi problem, któremu warto poświęcić uwagę, to obecne w środowisku hokejowym rozważania, czy aby nie warto połączyć polskiej ligi  (lub kilka klubów), z którąś z lig zagranicznych. Pojawiały się pomysły mówiące o lidze słowackiej, lidze EBEL, a ostatnio o lidze MOL. Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Z jednej strony patrząc na poziom dwóch pierwszych lig można by się spodziewać korzyści sportowych. Udział w lidze słowackiej, a zwłaszcza austriackiej na pewno wiązała by się z postępem organizacyjnym, finansowym i sportowym dla zainteresowanych klubów. Występy w lidze MOL niekoniecznie. Niemniej jednak awans pojedynczych klubów, w sensie sportowym kredytowany obecnością obcokrajowców, uderzyłby w poziom rozgrywek krajowych. Mając na uwadze liczbę i poziom polskich zawodników mielibyśmy do czynienia ze swoistym awansem I ligi do poziomu ekstraklasy, a I liga prawdopodobnie przestałaby istnieć. W ten sposób nie rozwinęlibyśmy hokeja w Polsce, ale go zlikwidowali, a resztki wytransferowali za granicę. Mówię tu tylko o lidze austriackiej i słowackiej, ponieważ łączenie się w jakiejkolwiek postaci z ligą MOL, byłoby w sensie finansowym, organizacyjnym i sportowym, odpowiednikiem przelewania pustego w próżne. Na pewno skorzystaliby z tego Węgrzy i Rumuni, ale nie my. Efekt dla ligi byłby taki sam jak w przypadku łączenia się z ligą słowacką i austriacką, a dla hokeja polskiego jako takiego nie byłaby to perspektywa zwiastująca postęp reprezentacji. 

Zwróćmy uwagę na tę sprawę w szerszym kontekście. Otóż, każdy kraj który chce się liczyć w świecie hokejowym, musi posiadać własną ligę. Jeśli poziom hokeja jest tam wysoki, może sobie pozwolić na wytransferowanie jednej, dwóch drużyn do lig mocniejszych (Słowacy, Finowie, wcześniej Czesi w KHL). Projekty typu EBEL, czy MOL, nawet jeśli są sportowo przed nami, nie przynoszą już swoim założycielom zamierzonych korzyści i mają dziś raczej charakter biznesowy (EBEL), lub są wyrazem słabości, oznaczającej niemożność zbudowania własnej przyzwoitej ligi przez kraje uczestniczące w projekcie (MOL). Odpowiedzmy sobie na pytanie, czy Austria, Węgry, nie wspominając o Rumunii, są lub będą hokejowymi potentatami? Co najwyżej ustabilizowały swoją pozycję na krawędzi elity i I Dywizji (Austria) lub są na podobnym do naszego poziomie (Węgry). Ktoś powie, tak, ale jeszcze kilka-kilkanaście lat temu drużyny te rywalizowały z nami jak równy z równym, lub były od nas zdecydowanie słabsze, a dziś nas wyprzedziły. Tak to prawda, która jednak bardziej pokazuje ile czasu zmarnowaliśmy stojąc w miejscu lub się cofając, a nie to jak ogromny postęp zanotowały te nacje w grze w hokeja. Dlatego chcąc wrócić do dawnego poziomu sportowego powinniśmy iść własną drogą, której podstawą jest szkolenie młodzieży. Punktem odniesienia do tego jest tradycja wieloletniej gry w grupie najlepszych, a przede wszystkim spuścizna licznego grona mocnych sportowo klubów. Te elementy są jednak pewnego rodzaju punktami orientacyjnymi, do których dojście jest możliwe tylko poprzez masowe szkolenie młodych adeptów hokeja. 

Zatem w dzisiejszych warunkach obecność polskich drużyn w innych ligach w szerszym zakresie, opartych na polskich zawodnikach jest bezcelowa i przyniesie więcej strat niż korzyści. Oddali hokej od codziennego krajowego odbiorcy. Z kolei jeśli udział ten ma być podbudowany obcokrajowcami w liczbie 50, 60 czy więcej procent udziałów, to czyni to przedsięwzięcie jeszcze bardziej bezsensownym. Czym innym byłoby uczestnictwo w takich ligach, zwłaszcza słowackiej, czy EBEL, kiedy liczba zawodników w Polsce i ich poziom zaspokajałyby przynajmniej potrzeby PHL. Wówczas rzeczywiście można próbować zbudować jedną drużynę, złożoną tylko z graczy krajowych, która próbowałby swoich sił w grze z lepszymi zawodnikami, ale czy wówczas nie lepiej sięgać wyżej niż MOL, czy nawet EBEL, tak jak robią to Czesi, czy Finowie. Reasumując, obecność polskich drużyn, w takiej czy w innej postaci, w obcych ligach powinna być efektem rozwoju polskiego hokeja, a nie jego kołem ratunkowym.

Postawmy na młodzież

Trzecie zagadnienie jest fundamentalne dla całej dyscypliny w Polsce i dotyczy szkolenia młodzieży. W naszym kraju robi się to dosyć wybiórczo, incydentalnie i zrywami, co powoduje, że mamy co jakiś czas przypływ większej liczby młodych graczy, o których mówi się, że są zdolnym pokoleniem zawodników. Oczywiście takiego przypływu nie mieliśmy już dawno, a jednym z ostatnich jego przedstawicieli jest dziś Leszek Laszkiewicz. Obecnie mamy raczej rodzynki niż całe pokolenia. Obnaża to jakość szkolenia młodzieży, a raczej jej brak. Są kluby które robią to modelowo, jak Sanok czy Nowy Targ, takie, które to robią w ogóle i chwała im za to, jak Oświęcim, Janów, Sosnowiec, czy Toruń oraz takie, które tym gardzą, wolą płacić kary do związkowej kasy. Zastanówmy się jednak, czy gdyby każdy z klubów PHL prowadził szkolenie w sposób modelowy, to czy istotnie poprawiłoby to poziom polskiego hokeja? Wydaje się, że na pewno zwiększyłoby liczbę dobrych, ligowych zawodników, co należałoby uznać za sukces, ale nie przełożyłoby się na choćby stałą obecność reprezentacji w gronie najlepszych drużyn. Powodem tego byłby, i jest obecnie, zbyt mały dopływ „świeżej krwi” do najwyższej klasy rozgrywkowej, co nie przekładałoby się na stabilność drużyn, które opierają się na polskich zawodnikach, jak również nie zapewniałoby podnoszenia poziomu gry. Mechaniczne szkolenie, tylko w klubach, i w oderwaniu od szerokiej amatorskiej podstawy wychodzącej poza kluby ligowe, a nawet poza hokej seniorski, nie przyniesie trwałej i istotnej poprawy. Co trzeba zrobić w tym kierunku? Pisałem już o tym przed ostatnimi świętami wielkanocnymi, dziś tylko przypomnę. Struktura szkolenia hokejowej młodzieży i dzieci powinna mieć kształt piramidy. Na samym jej dole hokej szkolny, stowarzyszeniowy, amatorski i klubowy dla najmłodszych, który byłby powiązany wzajemnymi stosunkami z tymi ośrodkami gdzie istnieje hokej seniorski. Z tego grona, najlepsi powinni mieć jasno wytyczoną ścieżkę rozwoju, przez liczne (wojewódzkie) ligi juniorskie i ligi juniorskie centralne, kilka poziomów każda, z tego grona najzdolniejszych powinni się rekrutować gracze ligowi i reprezentacyjni. Obudowane to być musi kompetentnymi trenerami, którzy nie tylko umieją jeździć na łyżwach, ale wiedzą jak nauczyć tej jazdy młodego człowieka, tak aby łyżwy nie przeszkadzały mu w grze. Dlatego uruchomić trzeba szerokie szkolenie trenerów i instruktorów, nie tylko tych zajmujących się prowadzeniem seniorów, ale przede wszystkim nauką młodzieży.

Jak spojrzy się na obecny stan polskiego hokeja, to taka perspektywa wydaje się nierealna, wręcz bajkowa. Sądzę jednak, że jest ona do wykonania wtedy, gdy uczyni się z tego projekt biznesowy, angażujący w procesie realizacji profesjonalistów, niekoniecznie znających się na hokeju i z nim bezpośrednio wcześniej związanych. Ten ostatni warunek jest nawet, powiedziałbym, konieczny. Że ten sposób działania jest właściwy świadczy przykład, nielubianej raczej przez fanów hokeja siatkówki, która z dyscypliny w Polsce niszowej stała się organizacyjną, finansową i sportową potęgą. Dyscypliną, którą uprawia się niemal w każdej szkole. Z hokejem może być nieco trudniej, bo to sport stosunkowo drogi, ale bardziej widowiskowy od siatkówki, a w dodatku nie ma w całej Polsce miejsca, gdzie zwykły miłośnik tego sportu, oprócz jazdy na łyżwach, może wsiąść kij do ręki i pograć w hokeja. Warto pomyśleć o tym na poziomie ministerstwa i władz samorządowych, aby stworzyć ku temu warunki. Białe „Orliki” to dobry pomysł, ale z hokejem nie mają wiele wspólnego, skoro można na nich tylko jeździć na łyżwach. Potencjał ku temu jest, o czym świadczy zainteresowanie Pucharem Polski z prawdopodobnie rekordową frekwencją. Trzeba ten potencjał uwolnić i pozwolić dzieciom i dorosłym wziąć kij do ręki i poczuć na czym polega gra, którą mogą jedynie oglądać, niestety zbyt rzadko dzięki polskiej telewizji.

Na tym etapie, w którym jest obecnie polski hokej potrzebny jest też sukces. Jakie jest jego znaczenie świadczy chociażby przykład Sanoka, ale nie tylko, gdzie dzięki zaprogramowanym działaniom przyciągnięto bardzo liczne grono, nie tylko kibiców, ale również uprawiających hokej. Można się spodziewać, że niedługo program ten zostanie skonsumowany, poprzez wejście na poziom seniorski licznej grupy młodych zawodników. Co ciekawe nie znajdują oni miejsca w młodzieżowej kadrze narodowej w takim zakresie jak powinni, głównie dlatego, że pierwszeństwo mają absolwenci SMS, której istnienie dziś wydaje się co najmniej dyskusyjne, a którą trudno zlikwidować, bo stanowi dobre pole do zagospodarowania dla licznej grupy różnej maści działaczy i tak zwanych trenerów. 

Sukces przyciągający widzów związany jest przede wszystkim z reprezentacją i poziomem drużyn ligowych. Obie te sfery należy traktować łącznie. Po pierwsze reprezentacja korzysta ze stosunkowo skromnej grupy zawodników, którzy ze względu na umiejętności mogą w niej grać, powiedzmy sobie jednak szczerze, nie ma z kogo wybierać. Na nowe pokolenie graczy, które wzniesie kadrę na wyższy poziom trzeba jeszcze czekać latami, i tylko wtedy może się ono pojawić, gdy wdrożony będzie sugerowany tu, lub podobny, program odbudowy. Co powinniśmy zrobić dzisiaj? Jedną z dróg jest naturalizacja zawodników, którzy pochodzą z USA i Kanady, a mają polskie korzenie, tylko tacy wchodzą w grę, nie potrzebujemy, jak to się zwykło mówić „farbowanych lisów”. Grono tych zawodników jest dość liczne, i lekko licząc można ich się doszukać około 50-60. Aby mogli grać w reprezentacji, muszą po pierwsze tego chcieć, po drugie, muszą rozegrać w PHL dwa sezony oraz musi być wola ze strony działaczy i trenerów związkowych oraz klubowych. Spełnienie pierwszego warunku jest najłatwiejsze, dwa pozostałe stoją pod znakiem zapytania. Trenerzy kadry, zwłaszcza polscy, mają do takich działań pewien dystans. Trudno powiedzieć z czego on wynika, ale wydaje się że albo obawiają się konfrontacji swojej wiedzy z amerykańską szkołą reprezentowaną przed tych zawodników, albo ulegają presji rodzimego środowiska, i nie chcą przyczyniać się do tworzenia konkurencji dla zawodników naszej ligi. Ci, mogliby okazać się słabsi od kolegów zza oceanu, ale zawsze przecież to nasze chłopaki, co to nie podskoczą, innymi słowy swój swojemu krzywdy nie zrobi. W rezultacie wszyscy są za utrzymaniem status quo, które daje poczucie bezpieczeństwa i wygody trenerom, ale przede wszystkim zawodnikom. 

Podobny stosunek wydają się mieć kluby. Oprócz Sanoka nikt nie myśli o tym, aby zatrudniać takich obcokrajowców, z których może być w przyszłości pożytek dla reprezentacji. Na świecie korzystają z takich rozwiązań właściwie wszystkie kraje, poza może wielką siódemką światowego hokeja. My niestety nie, mimo że mamy z czego czerpać. Nawiasem mówiąc, ta polityka klubu z Sanoka pokazuje, jak wielki jest opór środowiska, przed tego typu praktykami. Klub, który szkoli młodzież z doskonałymi rezultatami jest oskarżany o ściąganie nadmiernej liczby obcokrajowców i marnowanie karier własnych wychowanków. Ta sytuacja jest częściowo rezultatem złej woli oraz niezrozumienia polityki klubu, który u zarania realizowanego projektu postawił na szkolenie młodzieży i grę własnymi wychowankami. Ta pierwsza jest szczególnie widoczna wśród tak zwanego środowiska hokejowego. Prym wiedzie tu niejaki Pan Białoński, który uchodzi za dziennikarza sportowego, a swoją niekompetencją i brakiem obiektywizmu w tym przypadku, sprawia wrażenie osoby działającej na zlecenie, której obce są standardy dobrego dziennikarstwa. Mój kierunek myślenia potwierdza wypowiedź trenera, a kiedyś świetnego zawodnika Jacka Szopińskiego, który w rozmowie z tymże dziennikarzem jednoznacznie powiedział o konieczności stopniowego, rozumnego wprowadzania młodych zawodników do pierwszej drużyny, co nie znalazło zrozumienia u tejże osoby podającej się za dziennikarza.

Pisze o tym, po to, abyśmy zrozumieli, że na dzień dzisiejszy perspektywa szybkiego sukcesu na naszą miarę, to jest awansu do Elity i utrzymanie się w niej, jest możliwa do realizacji tylko dzięki takim zabiegom, w rezultacie których prawo do gry w reprezentacji będą mieli wychowani i wyszkoleni w USA i Kanadzie zawodnicy polskiego pochodzenia. Włączyć się w ten projekt powinien PZHL i kluby, które wzięłyby na siebie utrzymanie tychże zawodników i dały im szansę na otrzymanie prawa do gry w reprezentacji. Ponadto, podniosłoby to poziom rozgrywek PHL. Ten drugi element przyciągnie również szerszą rzeszę kibiców. Na dzień dzisiejszy forsowanie ograniczenia liczby obcokrajowców wydaje się nieporozumieniem, które gdyby zostało zrealizowane, to: po pierwsze, istotnie obniży i tak niewysoki poziom ligi, co w konsekwencji zniechęci potencjalnych kibiców, po drugie, zlikwiduje pierwszą ligę w rezultacie niewystarczającej dla potrzeb drużyn w Polsce liczby zawodników w wieku seniora; po trzecie, spowoduje nieuzasadniony, nieadekwatny do umiejętności, wzrost pensji najlepszych polskich graczy, co niektóre kluby już przerabiały. Jak słucham i czytam wypowiedzi ludzi tak zwanego środowiska hokejowego, to zastanawiam się, czy nagonka na obcokrajowców i niechęć do graczy polskiego pochodzenia ma to właśnie na celu? Postulat ograniczania liczby obcokrajowców stanie się zasadny dopiero wtedy, gdy sami rozwiniemy szkolenie i doczekamy się licznego grona przyzwoitych ligowców. Podnoszony dziś krzyk w obronie niezwykle utalentowanej młodzieży, zwłaszcza w Sanoku, jest wiec nieuzasadniony i podszyty fałszywą troską, i być może manipulacją, za którą stoją interesy i interesiki szeroko rozumianego środowiska hokejowego, a wiec zawodników, trenerów, działaczy i tak zwanych dziennikarzy. Prawdą jest, że wszyscy tęsknimy za młodymi zawodnikami, reprezentującymi dobry poziom ligowy, nie mówiąc o międzynarodowym. Niestety musimy na to jeszcze poczekać. Najkrócej będą na to czekać w Sanoku.

Puchar Polski w pełnym blasku

Nie mogłem się oprzeć pokusie napisania kilku uwag na temat zakończonego przed kilkoma dniami finału Pucharu Polski. Było to przedsięwzięcie, które trudno krytykować, mając na uwadze perspektywę polskiego hokeja. Mizeria ligowa, zarówno jeśli chodzi o poziom gry, jak również o frekwencję, znalazła swoje zaprzeczenie podczas dwóch dni rywalizacji o Puchar Polski. Imprezę organizacyjnie należy uznać za udaną, poziom sportowy za przyzwoity, a emocje za całkiem spore. Elementem sprzyjającym frekwencji były na pewno niskie ceny biletów wstępu, i dogodny termin, choć nie da się nie zauważyć, że organizatorzy próbowali sobie powetować tę stratę opłatą parkingową (30zł). Przyznam szczerze, że pierwszy raz uczestniczyłem w imprezie, na której parking był droższy dla widza niż sama impreza, ale nie był to jednak duży problem i należy go raczej traktować jako ciekawostkę, których w naszym kraju nie brakuje. Większym problemem było nierówne traktowanie kibiców przez organizatorów. Z tego co mi wiadomo jedni z nich mogli korzystać transparentów, flag i banerów, innym zaś tego zabroniono. Rozumiem względy bezpieczeństwa, ale nie rozumiem nierównego traktowania. Podobnie było z kibicowaniem, to stało generalnie na wysokim poziomie, było głośne i urozmaicone. Pewnym zgrzytem były jedynie próby przeniesienia niedobrych zwyczajów z ligowych lodowisk, okraszone wulgaryzmami przez sympatyków niektórych klubów. Trzeba na przyszłość zastanowić się, czy aby nie warto tego elementu wyeliminować na stałe z repertuaru kibicowskiego, tak aby nie przylgnęła do hokeja etykieta sportu dla prostaków. Dyscyplina potrzebuje bowiem szerokiej, zróżnicowanej wiekowo i ze względu na płeć, publiczności, bo to przyciąga sponsorów i media. Jako kibice dajmy więc temu szansę, bo na dzień dzisiejszy nie każde miasto nadaje się na to, aby pełnić funkcję organizatora takiej imprezy. Wydaje się, że należałoby też pomyśleć o zmianie formuły uczestnictwa w Pucharze Polski, tak aby dać szansę większe liczbie drużyn, które uczestniczyłyby w bezpośredniej walce o to trofeum. Jeśli poziom ligi będzie rósł jest to nieuniknione. Można zatem jednoznacznie stwierdzić, że organizacja imprezy, jak i sama impreza, stały na wysokim poziomie, jak na polskie warunki. Warto kontynuować ten kierunek na przyszłość. Ostateczna ocena jest jednak warunkowa. Bardzo pozytywna jeśli impreza miała służyć rozwojowi dyscypliny, i jeśli takie skutki przyniesie, zdystansowana, jeśli była tylko chwytem marketingowo-propagandowym PZHL. Ostateczny werdykt w tej sprawie przyniesie czas.
 
I na koniec uwaga, która nie dotyczy wprost przebiegu imprezy pod nazwą finał Pucharu Polski, ale jest z nią pośrednio związana. Chodzi o komentarze ekspertów jakimi urozmaicona była transmisja z tego wydarzenia. Jako widz Telewizji Polskiej, którą należy docenić za jakiekolwiek zainteresowanie hokejem w Polsce, oczekiwałbym, że tak zwani eksperci rzeczywiście będą wykazywali się wiedzą w ocenie taktyki obranej przez poszczególne ekipy, fachowością oceny akcji i zagrań w trakcie gry, a nie będą skupiali się na podkreślaniu swojego przywiązanie do niektórych barw klubowych, przy jednoczesnym dyskredytowaniu innych drużyn. O ile komentatorzy byli w tym względzie obiektywni, to wspomniani eksperci razili tendencyjnością, co podważało sens ich uczestnictwa w transmisji. Niestety celował w takim zachowaniu nasz wybitny hokeista Mariusz Czerkawski, co budziło moje zażenowanie i niepokój. To pierwsze z racji tego, że zapomniał już na czym polega profesjonalizm, który cechował go jako zawodnika, to drugie, ze względu na jego prawdopodobne ubieganie się o stanowiska szefa hokejowej centrali. Takim zachowaniem skutecznie przekreśla swoje szanse na objęcie tej funkcji.

Podsumowując, kilka wygłoszonych tu uwag dotyczyło newralgicznych dla rozwoju polskiego hokeja kwestii. Po pierwsze jest nią PZHL, który nie jest wstanie wprowadzić w życie zarysowanych tu projektów, ani żadnego innego, nie mówiąc już o przygotowaniu własnego. Wydaje się on być sam w sobie problemem polskiego hokeja, w sytuacji gdy powinien być animatorem zmian, projektów, i wdrażania korzystnych rozwiązań. Od niego trzeba zacząć zmiany, bo jest podmiotem władnym i właściwym dla pobudzania rozwoju polskiego hokeja. Jeśli tu zostanie rozwiązany problem, to szkolenie młodzieży musi przyjąć właściwy kształt i przynieść pożądane efekty, a łączenie się z innymi ligami przestanie być omawianym tematem. Miejmy nadzieję, że wówczas normą stanie się frekwencja zbliżona do tej na finale Pucharu Polski.  



Powrót

Komentarze:

To teraz tylko czekać na sto milionów komentarzy na temat Sanoka.
Ja to tylko tak skomentuję - skoro pisała to osoba z sanoka to niczego innego spodziewać się nie należy.
A że autor mija się z prawdą jak choćby w temacie wnoszenia transparentów i flag (byłem i widziałem że flagi i transparenty mieli kibice wszystkich drużyn z wyjątkiem... Tychów) jakoś mnie to nie dziwi. Tak samo jak wieczne narzekania na Mariusza.
Fruwaj. Nie zgadzam się z Tobą, w innych transmisjach sportowych nie do pomyślenia jest, żeby komentator lub ekspert jawnie kibicowali jednej z drużyn, a tak jest w przypadku Mariusza (i nie tylko jego przy okazji transmisji telewizyjnych). Co do artykułu, to nie zgadzam się z tezą, że Sanok prowadzi przemyślana politykę transferowa, również w zakresie przydatności zawodników do polskiej kadry. Na razie jeszcze nikogo takiego nie wytransferowali, a czy w ogóle będzie taki przypadek to nie wiadomo, bo Pietrus czy Cichy dziś graja u nas, a w sierpniu już mogą być w Danii czy Anglii i tyle ich widzieli. Co do szkolenia, to trzeba ocenić Sanok faktycznie na duży plus, a jest to (pozytywnym) wynikiem sukcesu drużyny seniorskiej.
MAm pytanie. Do autora i czytających znających temat. Mistrz Polski zdobyty dwa sezony temu w juniorach to wychowankowie Sanoka kto nie wie niech sprawdzi no poza paroma wyjątkami. Dlatego proszę autora niech nie pisze o pracy z młodzieżą
Nie wiem z jakiego powodu tak się czepiacie tego Czerkawskiego, bez względu czy pomaga komentować PLH czy kadrę. Zapraszanie do telewizji ma coś na celu, przykładowo ma pomóc kibicowi szczególnie takiemu który nie pojmuje w 100% zasad tej gry a telewizja chce przyciągnąć przed ekran każdego a nie tylko tych zorientowanych... i to rola eksperta. Druga sprawa to kogo na eksperta zaprosić? Osoba Czerkawskiego jest rozpoznawalna. Czerkawski pokazał,że nawet z tak egzotycznego hokejowo kraju jak Polska można coś osiągnąć w tym sporcie. A że sercem jest za klubem w który się wychował... czy to takie dziwne?
Dla mnie tylko wielki niesmak pozostawiło podziękowanie Karolowi Pawlikowi ,który sam sobie to podziękowanie załatwił prosząc o to spikera (wstyd i tyle). Chwałka zresztą sam się do tego odniósł twierdząc,że to świństwo bo wielu ludziom te podziękowania się należą a nie tylko Pawlikowi i Rabciakowi. Wielu ludzi pracowało na ten sukces nie mówiąc o Jacku Chadzińskim którego wkład w PP był o wiele większy niż wspomnianych dwóch pseudodziałaczy bo załatwił kilku sponsorów, a nikt mu za to specjalnie nie dziękował.
To nie organizator określał cenę za parking (30zł) i nie do jego kieszeni ona wpadała.
Jeśli inne informacje są równie prawdziwe, to... szkoda czasu.
Ty lucjuk czyta ze zrozumieniem. ja tam nie przeczytałem, że wpadała do jakiejś kieszeni, tylko że cena parkingu była droższa niż biletu na imprezę. Chyba, że wiesz coś więcej o tych cenach i kieszeniach.
10/10
sukces sportowy w kwietniu? dajcie spokoj juz sobie, od razu sie dalej nie chce czytac...
Kto ty jesteś GF ? Chcesz reformować, zmieniać, nauczać a wstydzisz się samego siebie. Najpierw się synku przedstaw, a potem pogadamy. FE! nie ładnie.
a moze by tak napisac konkretnie z czym sie nie zgadzasz a nie pluc a autora?

a przy materialach nadeslanych wystarczy imie i nazwisko do wiadomosci redakcji i nic w tym nieladnego.
czarny o tym nie wie, bo pewnie tylko o donosach słyszał
Mam takie pytanie. Załóżmy, że w najbliższych 3 latach Sanok dalej będzie miał środki na mocny zespół. W takim razie co się stanie z tymi zawodnikami, którzy już lub zaraz będą wskakiwać do seniorskiego hokeja? Przecież wszyscy się nie zmieszczą do pierwszego zespołu.
Kontynuując co napisał KS_Oczko, Pan GF pisze tutaj, że nie ma zawodników Sanoka w składzie młodych.. okej wygrana w CLJ ostatnia, tylko jaki jest poziom CLJ każdy wie. Promowanie zawodników z SMS? SMS w I lidze zajmuje 3 miejsce, a większość jest właśnie z I... a Sanok, ich młodzi grają przecież w większości w Dębicy, która zajmuje ostatnie miejsce
jeszcze jakbys rozwinal mysl "a Sanok, ich młodzi grają przecież w większości w Dębicy, która zajmuje ostatnie miejsce" bylbym Ci niezmiernie wdzieczny

PS
wczoraj Debica bez wsparcia z Sanoka pokonala SMS I - punktowali 47 letni Amator oraz 42 letni trener, czy to potwierdza Twoje slowa?
Zawsze z niecierpliwością wracam do domu po meczu aby poczytać komentarze znafcóf z Sanoka. Jak to napisał autor tego listu redakcyjnego w Sanoku przybyło kibiców hokeja, a co za tym polskim zwyczajem wszelkiej maści ekspertów. Sanok jako stolyca polskiego hokeja po dwóch majstrach może ich eksportować, wraz z ich radami, do innych rejonów w których hokej sie dopiero rodzi czyli Oświęcim, Nowy Targ czy też cały Śląsk. Takiego tekstu spod pióra "sanockich ekspertóf" sie nie spodziewałem. Jak zawsze Sanok robi wszystko modelowo. Modelowo ma hajs żeby sprowadzać kogo chce za ile chce. Widać po wynikach ligi i pp w tym sezonie, że rządzą w kraju. Modelowo pościągali sobie młodych zawodników z innych ośrodków kraju którzy zdobyli jakiś sukces. Modelowo mają samych wychowanków z tej swojej złotej młodzieży w pierwszym składzie. I oczywiście modelowi kibice którzy prowadzą internetowe wojenki na FB na stronach innych klubów pod postami które nawet Sanoka nie dotyczą. Gdy słyszę te ich krucjaty internetowe aż mi sie przypominają PO w 2013 roku jak hala świeciła w Sanoku pustymi trybunami. Pozdrawiam normalnych kibiców z Sanoka (o takich tez słyszałem - niestety w mniejszości) i życzę że zrobią porządek z gówniarzerią i januszkami którzy tylko sprawiają że ich klub nie lubi cały kraj o czym można było się przekonać na finale pp:)
no i mamy wypowiedź prawdziwego "eksperta" stos bzdur polany wiadrem pomyj, żadnego konkretnego argumentu byle dojjjj* byle poniżyć, czasem mam wrażenie że gorsi od kilku sanockich napinaczy są ci co wyżej sraaają niż duupe mają,
ps. nikt na siłę do Sanoka młodzieży nie ściągał to były samodzielne decyzje tych chłopaków i ich rodziców,
nie bojmy sie tego glosno powiedzic...


STS SANOK NAJBARDZIEJ MEDIALNYM KLUBEM POLSKI ! MISTRZ MISTRZ STS !
Widzę, że pięknie Was tam przegrzało albo przewiało.

Jeden mówił, że Sanok stolicą hokeja. Inny, że najlepsi kibice i kulturalny doping. Jeszcze ktoś inny, że jak przyjadę sam do Sanok Areny w szaliku innej drużyny niż Ciarko i będę kibicować innemu zespołowi niż Ciarko to on gwarantuje, że mi włos z głowy nie spadnie. Kiedyś czytałem też, że najlepsza hala jest w Sanoku.

Dziś słyszymy, że "STS" Sanok jest najbardziej medialnym klubem Polski.

Wszystko macie tam "naj".
Jesteście bardziej zadufani w sobie niż "warszafka". Może to dlatego, że również "stołeczni".

hehe - jeśli dobrze pamiętam, to Ty pisałeś kiedyś też, że Ciarko ma najlepszych wychowanków w PHL.
prezio82: Tak, przypadkiem przechodzili. Jak w "Misiu" - przypadkiem przechodziliśmy z tragarzami. Nie mówie ze to zła decyzja bo robia tak najlepsze kluby swiata, ale nie opowiadajcie potem o zlotej młodzieży w Sanoku lub o ponadprzeciętnym szkoleniu.
A ty Konradzik podobno dla PZHL TV pracujesz, prawda to? Masz od nich zlecenia żeby pisać takie komentarze?
ja 23 widzę, ze to ty prowadzisz tu internetową wojenkę. Poza tym, co tu ma do rzeczy to, czy ktoś urodził się w takim czy innym mieście, a gra w innym klubie. W cywilizowanych krajach to dla każdego jest oczywiste, ze nawet bardzo młodzi zawodnicy przechodzą na własność klubów, mimo że zaczynali uczyć się hokeja gdzie indziej. Ja23 jakbyś nie wiedział, to nazywa się draft, ale widać ty tylko na poziomie PHL operujesz, dalej nie starcza. Tu chodzi o to, jakie dany klub stwarza warunki do rozwoju młodym ludziom, skoro idą w młodym wieku do Sanoka, to znaczy że tam dobrze się z młodzieżą pracuje, i każdego to powinno cieszyć, bo są kluby które w ogóle nie szkolą młodzieży, wiec może o nich coś napisz. Poza tym z tego co słyszałem w Sanoku hokej trenuje około 200 młodych zawodników. Pokaż klub gdzie jest tylu. Wiec tobie nie chodzi o to co jest dobre a co złe w hokeju, tylko o to żeby komuś doj... i właśnie dałeś bezprzykładny upust swojej nienawiści, a przy okazji głupoty. Ale chyba tego nie zauważyłeś.
Dokładnie to, nad czym teraz się rozwodzisz, napisałem wyżej. No ale eksperci z Sanok nie muszą czytać ze zrozumieniem.
No i jeszcze pomylil ci sie draft ze scoutingiem ale to szczegół ;)
Tendencyjny, pro-Ciarkowski artykuł.
napisz sobie mniej tendencyjny najlepiej pro dream teamowy
Dream-team już nie istnieje, tak jak STS. Właściwie, dream team nigdy nie istniał a nazwa ta została wymyślona o ile dobrze pamiętam przez ten portal, podchwycona tłumnie przez sanoczan i trwa nadal w Waszym środowisku.

Nie jestem redaktorem hokej.net'u i jest to ostatni portal dla którego pisałbym artykuły.
A przyzwoitość każe się podpisać :)
30 zł za parking nie jest uzależniony od ceny biletu i nie wprowadzaj atmosfery jakiegoś wałku czy próby naciągania bo pzhn nie miał na to wpływu
jak byś był na tej hali nie tylko przy okazji hokeja to byś o tym wiedział i nie wypisywał bzdur
analiza zaczęła się całkiem ciekawie dobrze się czytało i w dużej mierze można się z nią zgodzić szkoda tylko że się zapędziłeś w tym wychwalaniu Sanoka no ale cóż takie Twoje prawo dziennikarskie
Należy tutaj jeszcze dodać że tzw. PZHL i jego sąd polubowny to jakaś fikcja bo skargę zawodnika, który nie otrzymał wynagrodzenia za poprzedni sezon od HC GKS Katowice rozpatruje już od końca października, a zainteresowany nie otrzymał żadnego choćby najmniejszego komunikatu czy informacji o postępowaniu w tej sprawie. W rezultacie Gruby zatrudnia dalej kogo chce , jednych wypieprza, drugich przyjmuje , zawodnik czeka na należne mu wynagrodzenie już drugi rok i raczej go już nie zobaczy i jest git. Towarzystwo leśnych dziadków i wzajemnej adoracji jest z siebie zadowolone bo dbają tylko o swoje tyłki.
dla przypomnienia , stolica dyscypliny jest miasto gdzie aktualnie jest mistrz i to nie zaleznie od dyscypliny. Nie tak jak mysla Konrady i inne z Krynicy ze mistrz po 2 rundach jest u nich
Słuchaj kłamco:
Płacę przelewem po 100zł za każdy mój komentarz w którym napisałem, że krynicki klub zdobędzie mistrzostwo.
Czas start.

"dla przypomnienia , stolica dyscypliny jest miasto gdzie aktualnie jest mistrz i to nie zaleznie od dyscypliny." - to chyba jakiś żart. Zastanawiam się gdzie znalazłeś taką definicję.
O Boże- tak był to opisał. Dobrych młodych graczy mamy na pęczki w każdym roczniku ale niestety oni wolą iść drogą kariery i przyszłych dochodów a nie grania przed takimi kibicami w Polsce. Pooglądajcie statystyki ze Szwecji, Niemiec, Austrii- tam jest sporo polskich nazwisk ale nie zagraja przed nami. Powodów jest wiele i pewnie banalne - Kasa.
O Boże- tak był to opisał. Dobrych młodych graczy mamy na pęczki w każdym roczniku ale niestety oni wolą iść drogą kariery i przyszłych dochodów a nie grania przed takimi kibicami w Polsce. Pooglądajcie statystyki ze Szwecji, Niemiec, Austrii- tam jest sporo polskich nazwisk ale nie zagraja przed nami. Powodów jest wiele i pewnie banalne - Kasa.
To ja tez wtrącę swoje.. Wszyscy wiemy kto to Czerkawski Stebleckki Jobczyk Samolej i skąd pochodza. Niestety nie mamy wiedzy kto to jest GF autor artykułu. Domyslam się że jeżeli nie z Sanoka to mocno z tym klubem związany. I nie dziwi mnie nienawiść do w/wym bo w tym "królewskim" mieście takich autorytetów hokejowych nie mają i długo mieć nie będą. Jedynym dla nich autorytetem jest niejaki M.D. który zdaniem GF może "zasilić" reprezentacje. To największa bzdura jaką czytałem. Redaktorku to nie popmoc dla repry tylko cwaniactwo działaczy z Sanoka którzy tym sposobem odbieraja miejsce dla swojej NAJEPSZEJ MŁODZIEŻY. Juz wielu takich kanadziorów przewinęło się w PLH i co i nic z tego nie wynikło. Oni tu przychodzą dla kasy a nie dla szczytnych celów. Chcesz grać dla reprezentacji to owszem ale do czasu otrzymania obywatelstwa grasz jako obcokrajowiec. Ciekawe ilu by ich wtedy Sanok ściągnął.
każdy klub ma swoją politykę transferową która odpowiada ich możliwością finansowym i wizji włodarzy.
Sanok buduje skład na obco uzupełniając swoimi czy to dobry kierunek... tafla zweryfikuje.
Pietrus, Cichy to zawodnicy w 100% o reprezentacyjnym poziomie.
Rew zgadza sie ale Sanok buduje skład dla swoich celów a autor pisze o korzyściach dla reprezentacji. W Tychach skład opieraja na polskich zawodnikach i tak jak w ubiegłym roku tak i terez limit obco nie zostanie wykorzystany. Sanok zrobił dobry ruch jak wytransferował rozpadające się Podhale razem z trenerami. Pietrus i Cichy ( słyszałem na forum że kibice z Sanoka juz go chcieli zwolnić ) muszą jeszcze jeden pełny sezon zagrać w PLH a kiedy otrzymają obywatelstwo tego nikt nie wie. Oczywiście przepis o karze za nie otrzymanie w terminie obywatelstwa jest nienormalny. Ale może to zmusi kluby aby w następnym sezonie takiego cwaniactwa już nie było . Weż sytuacje z bramkarzami . Dwóch jeden Radzik zwany "dziura a o Odrobnym wolę nie pisać.
Sam kiedyś pisałem, żeby obcokrajowca liczyć jak Polaka, dopiero gdy może grać w reprezentacji, a nie dopiero zbiera 2 lata, przy czym najczęściej dużo wcześniej się stąd zawinie.
Nie wiem jaki artykuł czytaliście, ale jak ja go przeczytałem, to dla mnie intencja w nim była taka, żeby zatrudnianie zawodników polskiego pochodzenia zza oceanu miało miejsce w każdym klubie, i ze wsparciem PZHL, tak aby w niedługiej przyszłości poszerzyć grono potencjalnych kadrowiczów. Kiedyś liczyłem takich zawodników i na poziomie co najmniej ECHL, CHL AHL i NHL jest ich około 60, wiec jest z kogo wybierać. PZHL powinien stworzyć takie przepisy, które zachęcałyby do takiego zatrudniania. To jest recepta krótkoterminowa, tak robi wiele krajów. Długoterminowo bez szkolenia młodzieży się nie obejdzie.
Janos czytałem to samo i zgadzam się na naturalizację obcokrajowców ale takich którzy faktycznie chcieli by grać dla Polski. I dlatego do czasu kiedy nie otrzymaja obywatelstwa powinni grac jako obcokrajowcy. Liczba np 7-miu jest wystarczająca a bramkarz za dwóch.
Na dzień dzisiejszy ograniczanie liczby obcokrajowców to samobójstwo dla ligi. W Polsce jest tylu zawodników na ekstraligowym poziomie, ze wystarczy ledwo na 1,5 drużyny. Jak któraś drużyna skupi najlepszych, najczęściej przepłacając, to reszta może liczyć co najwyżej na drugie miejsce. Tak było w Sanoku kiedyś, tak jest teraz w Tychach. To, że niektóre drużyny mogą nawiązać walkę z nimi, to tylko dlatego, że mają właśnie obco. Sami znawcy hokeja na tym portalu, a nikt tego nie rozumie. A jak brać obco, to chyba lepiej z polskimi korzeniami, który może kiedyś grać dla Polski, niż Czech, czy Słowaka, który nawet jak będzie miał polskie papiery, to Polska będzie mu zupełnie obojętna. Oczywiście, że przychodzą tu dla kasy, ale ich dziadkowie, lub nawet rodzice to Polacy, i wiedzą, że jadą do ojczyzny. Wystarczy poczytać ich fejsy. Ograniczać liczbę obco będzie można wtedy, kiedy będziemy mieć zawodników własnych, a nie teraz. Wtedy jestem za. Zaharkin jak poprosił o nazwiska potencjalnych reprezentantów i dostał 30 nazwisk, to nie wierzył, że to możliwe.
Ciekawe kiedy ukaże się artykuł kibiców GKSu Tychy, który został wysłany do redakcji hokej.net prawie rok temu...

ps akapit na temat komentarza w tv trafiony w 10, ja też nie lubię gdy Sz.P. Snopek (pochodzący zresztą z Nowego Targu) niejednokrotnie, na przestrzeni kilku sezonów podkreślał swoją sympatię do klubu z Sanoka, zwłaszcza podczas PO
było za dużo błędów ortograficznych:)
Ciekawa analiza kondycji polskiego hokeja. Zgadzam się z autorem we wszystkich poruszanych aspektach. Ten artykuł powinien być na dłużej spozycjonowany na pierwszym miejcu, gdyż porusza najważniejsze kwestie i pobudza do dyskusji o przyszłości hokeja na lodzie w Polsce.
Ale tego nikt nie zauważył, bo było podobno za dużo o Sanoku i za mało o innych klubach, chociaż też dobrze. Zgadzam się z tobą ZTCracovia1906
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V