Hokej.Net Logo

Wyświetleń: 3464

Laszkiewicz: Play-offy to walka o każde pół metra lodu

2018-02-22 23:00:02

O wojnę z Podhalem, sędziów, trenera Kalabera, jubileusze, tylko rok kontraktu i czynności fizjologiczne związane z oglądaniem lodu od trzydziestu lat bez przerwy pytamy słynny numer 81, legendę jastrzębskiego hokeja - LESZKA LASZKIEWICZA.


- Co będzie 8 marca?

Leszek Laszkiewicz - Wierzę, że będziemy mieli powody do wielkiej radości.
 
- Czyli będziemy w Jastrzębiu świętować nie tylko Dzień Kobiet?
- Mam nadzieję, że nie (śmiech). Zrobimy wszystko, aby pokonać Podhale. Przygotowujemy się dokładnie pod kątem tego rywala i tylko o nim myślimy.
 
- Zapytam wprost - czy stać nas na wyeliminowanie tak mocnego konkurenta?
- Zdecydowanie tak. Wierzę w to bardzo mocno i jestem przekonany, że reszta chłopaków uważa podobnie. Mogę zapewnić, że damy z siebie 100% i jesteśmy w stanie zrobić ten krok do przodu w porównaniu z zeszłorocznym ćwierćfinałem. Wiadomo, że szykuje się dużo walki i sporo emocji, także na trybunach. Dotychczasowe spotkania pokazały, że między obiema drużynami mocno iskrzy.
 
- Mecze z Podhalem niby są "na styk", ale jednak o ten "styk" lepsi okazują się przeciwnicy. Tak było przed rokiem i tak jest w tym sezonie. W rundzie zasadniczej wszystkie cztery spotkania były niezwykle wyrównane, ale w trzech z nich triumfował przeciwnik.
- Przed rokiem przegraliśmy cztery mecze, a wygraliśmy tylko jeden, choć już wtedy te mecze były "na styk". Jednak wówczas Podhale dysponowało znacznie większym potencjałem od naszego, a mimo to walczyliśmy z nimi jak równy z równym. Teraz jest trochę inaczej. Nasza młodzież jest o rok starsza i ma w głowach i nogach o dwanaście miesięcy więcej pracy z trenerem Robertem Kalaberem. Jesteśmy silniejsi i wiemy już, jakich błędów musimy się wystrzegać. Ciągle je analizujemy i staramy się poprawić braki.
 
- Jakie są zatem nasze największe bolączki?
- O jednej na pewno mogę powiedzieć, ponieważ to żadna tajemnica. W tym sezonie łapiemy za dużo kar, a w Nowym Targu takie ewentualne błędy będą bardzo kosztowne. Wiadomo, że gospodarzom "pomagają ściany". Za każde dotknięcie rywala będziemy wylatywać na ławkę kar. Trener uczula nas na to tym bardziej, że Podhale strzelało nam bramki głównie grając w przewadze. Oczywiście wszyscy wiemy, że hokej to męski sport, ale trzeba będzie uważać na kij i nie dawać sędziom pretekstu do interwencji.
 
- We wrześniu przyjęlibyśmy ewentualny awans do półfinału jako dar niebios. Dziś wydaje się to koniecznością. Swoją dobrą postawą JKH GKS przygotował na siebie swoisty bat.
- Coś w tym jest, ale jeśli chcemy iść do przodu, to musimy czynić kroki w tym kierunku. Pokazaliśmy wszystkim, zarówno naszym kibicom, jak i rywalom, że potrafimy grać w hokeja i jesteśmy w stanie postawić się nawet tym zespołom, które przewyższają nas finansowo i, co tu kryć, również jakościowo. Przyzwyczailiśmy fanów do tego, że potrafimy grać jak równy z równym z silniejszymi, w efekcie czego niektórzy zapominają, jak młodą i niedoświadczoną kadrą dysponujemy. Nie zmienia to jednak faktu, że wszyscy jesteśmy głodni sukcesu. Nasze apetyty rosną. Nie chcemy kończyć sezonu na początku marca, jak przed rokiem. To byłoby straszne.
 
- Czy nie jest tak, że Podhale dysponuje pewnym handicapem mentalnym nad nami? Mimo dość poważnej straty zdołali nas przegonić na finiszu rundy zasadniczej. Na dodatek wygrali ostatni mecz przed play-offami.
- Uważam, że to nie ma znaczenia. Play-offy to play-offy. Ta część sezonu rządzi się swoimi prawami. Inny hokej, inna taktyka i walka o każde pół metra lodu. Poza tym - skoro Podhale miało zwyżkę formy w styczniu, to być może w ćwierćfinale trafi im się dołek (śmiech)? Mówiąc jednak poważnie, wszyscy patrzymy do przodu. Runda zasadnicza już się nie liczy.
 
- To spójrzmy na to z drugiej strony - Podhale ma dwa pierwsze mecze u siebie. Niby jest to przewaga, ale faktem jest, że oni muszą wygrać, a my jedynie możemy. Na początku to Nowy Targ będzie miał nóż na gardle.
- To nic nie zmienia. Nie mamy prawa podejść do meczów na wyjazdach w ten sposób. Nie możemy pozwolić sobie na jakąkolwiek stratę. Nie wiemy przecież, ile spotkań przyjdzie nam rozegrać. Być może będzie ich aż siedem. Zmęczenie będzie narastało, a przecież mamy w nogach trudną rundę zasadniczą, w której nie brakowało dogrywek i karnych. W zasadzie nie było meczu, w którym moglibyśmy zagrać na większym luzie. Najważniejsze jest to, aby zejść z lodu z poczuciem, że daliśmy z siebie wszystko. Oba kluby są w dość podobnej sytuacji, ponieważ z różnych powodów zmuszone były budować wszystko od nowa na bazie młodzieży. Podhale również jest głodne medalu. Oni na pewno czują tę presję ze strony swoich fanów. Postaramy się pokrzyżować im zamiary.

- Daj Boże, że przejdziemy Podhale. Znajdziemy się w półfinale i...
- Od razu przerwę (śmiech). Kompletnie nie myślimy o tym, co będzie dalej. Jeśli awansujemy, to będzie piękna historia. Jednak na chwilę obecną mamy w głowach tylko i wyłącznie Podhale Nowy Targ. O dalszym ciągu nie ma co w tej chwili rozmawiać.
 
- Rozumiem. Ile razy grał pan przeciw Przemysławowi Odrobnemu?
- Ciężko byłoby to zliczyć. Ale oczywiście znamy jego mocne i słabe strony. Wiemy, co mamy zrobić, aby go zaskoczyć, ale tą wiedzą nie będziemy się teraz dzielić.
 
- Krzysztof Zapała i Siergiej Ogorodnikow to tacy dwaj "ulubieńcy" trybun Jastora. Wspomniał pan zresztą, że można spodziewać się iskier. Wprawdzie po naszej stronie nie ma już Adriana Labrygi, ale czy szykujecie się jakoś na tych dwóch zawodników?
- Nie, nie zajmujemy się takimi kwestiami. Na pewno jednak w porównaniu z zeszłym rokiem mamy mocniejszych chłopaków i jeśli "przyjdzie co do czego", to cały zespół będzie potrafił się postawić. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że niektórzy rywale lubią prowokować, ale... na pewno my też nie będziemy stali jak słupy soli.
 
- Podhale nie oszczędza pomników. W meczu na Jastorze dwa razy pan krwawił i musiał zjeżdżać na łatanie do szatni. Jest jakaś zadra?
- Mogę zapewnić, że nie. Za pierwszym razem otrzymałem przecież przypadkowy strzał od kolegi z drużyny, Tobiasza Bigosa. "Poprawka" ze strony obrońcy Podhala również była całkowicie przypadkowa. Nie było w tym krzty celowości. Poza tym wątpię, aby ktoś chciał komuś specjalnie rozcinać twarz, ponieważ za to są poważne kary, również finansowe, nie mówiąc już o osłabieniu własnej drużyny. W ferworze walki bywają takie sytuacje. Natomiast w play-offach może się oczywiście zdarzyć, że ktoś może zagrać wyłącznie po to, aby wyeliminować danego zawodnika rywali. Wierzę jednak, że nasze mecze będą walką fair.
 
- Było tak, że kiedyś po meczu nie podał pan ręki rywalowi?
- W sumie to... dość często (śmiech). W play-offach podamy sobie ręce dopiero po ostatnim spotkaniu, gdy wszystko się rozstrzygnie.
 
- Wspominając zeszły rok, nie możemy nie odnieść się do sędziów. Czy Leszek Laszkiewicz miałby jakiś apel do arbitrów, których będzie aż czterech?
- Zdecydowanie tak! Moim zdaniem największą bolączką ostatnich lat jest symulowanie kar przez zawodników. Sędziowie nie radzą sobie z tym i boją się gwizdać takie wymuszenia. Apeluję do sędziów, aby nie poddawali się emocjom, co jest trudne m.in. w Nowym Targu, gdzie trybuny na każdą akcję reagują bardzo żywiołowo. Znakomitym przykładem rozwiązania tego problemu jest Szwecja. Władze miejscowej ligi, moim zdaniem najlepszej w Europie, postanowiły wychwytywać takie sytuacje i pokazywać je w telewizji. Winowajcy nie tylko dostawali karę, ale na dodatek za sprawą powtórek w telewizji musieli się wstydzić za swoje zachowanie. I ten problem został wyplewiony! Hokej jest dla twardych ludzi, a nie dla takich, co odwalają szopkę na lodzie.
 
- Czwarty arbiter pomoże?
- Nie. Moim zdaniem to rozwiązanie kompletnie nic nie wnosi. W naszych poprzednich meczach to nie tylko nie pomagało, ale wręcz powodowało, że jeden sędzia patrzył się na drugiego i czekał na jego reakcję.
 
- Porozmawialiśmy sobie szczerze o Podhalu i sędziach, to teraz zajmijmy się nami. Może nie warto do tego wracać, ale kibice zapewne chcieliby wiedzieć, co było powodem męczarni w styczniu.
- Na pewno nie było tak, że na lodzie działa się jakaś tragedia, albo że coś odpuściliśmy...
 
- Nikomu przy zdrowych zmysłach nie przyszłoby to do głowy.
- Naprzód Janów to drużyna, która nam nie leży. Natomiast z Unią Oświęcim prowadziliśmy grę, a potem dostaliśmy takie bramki, jakie nie zdarzyły nam się chyba nigdy. Proszę sobie przeanalizować to spotkanie. Strzelamy cztery gole u siebie, czyli wcale nie tak mało, a potem popełniamy fatalne błędy z tyłu. Z Podhalem Nowy Targ zabrakło natomiast skuteczności. Mieliśmy bodajże dwa razy więcej strzałów od nich, ale świetnie spisywał się bramkarz. Cóż, to jest sport. Zanotowaliśmy bardzo dobry początek sezonu, ale nikt z nas nie jest przecież maszyną. Przychodzi zmęczenie, a do tego dochodzą kontuzje. Analizowaliśmy te trudniejsze mecze z trenerem i czasem mieliśmy wrażenie, że traciliśmy te bramki... w nienormalny sposób. Inna sprawa, że w styczniu wiele drużyn ma dołek i sztuką jest wyjść z niego.

- A może dobrze się stało, że ten "dołek" trafił nam się w styczniu i to tuż po zwycięstwach z Cracovią i Tychami? Na trybunach niektórzy już odlecieli po tych wygranych.
- Przy trenerze Robercie Kalaberze nie grozi nam bujanie w obłokach nawet po takich zwycięstwach (śmiech). Trener mocno stąpa po ziemi i trzyma nas na niej niezależnie od wszystkiego. Faktycznie jednak jest tak, że po zwycięstwach z faworytami zaczyna się niektórym wydawać, że teraz z pozostałymi ekipami ligi będzie już "z górki". Tymczasem szkoleniowiec ostrzegał nas, że trzeba być skupionym zawsze, ponieważ chociażby Unia Oświęcim wcale nie dysponuje słabszą kadrą od naszej. Niezależnie od wszystkiego musimy trzymać się taktyki ustalonej przez trenera Kalabera. Bez niej nie pokonamy żadnego rywala. Nie mamy w drużynie na tyle wybitnych zawodników, aby grać piękny hokej i cudownymi podaniami wjeżdżać do bramki. Być może niektórym z nas wydawało się inaczej po wygranych z Tychami i Cracovią.
 
- Już wiemy, że trener Robert Kalaber zostanie z nami do 2021 roku. To dobra decyzja?
- Tak jak trener wymaga od nas wykonania określonej pracy, tak zarząd stawia pewne wymagania trenerowi i następnie rozlicza go z nich. Zarząd stwierdził, że Robert Kalaber wykonuje w Jastrzębiu świetną robotę i... to widać! To jest kolosalna praca. Powtórzę po raz kolejny, że nie znam trenera, który byłby tak zaangażowany w klub, a przecież mówimy tu o obcokrajowcu. Szkoleniowcy zza naszej południowej granicy po treningu wsiadają w auto i tyle ich widać. Kalaber jest inny. Kibice nie mają świadomości, ile oni godzin wraz z Rafałem Bernackim spędzają przy analizach. To dzięki ich zaangażowaniu gramy tak, jak gramy i jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy. Myślę, że wiele osób w Jastrzębiu przyzwyczaiło się do naszej dobrej gry i osiąganych wyników, zapominając jednocześnie o tym, jaką pracę tu się wykonuje i jakim potencjałem trener Kalaber realnie dysponuje. Szczerze? 
 
- Szczerze.
- Na papierze to jesteśmy wyraźnie mocniejsi chyba tylko od SMS-u PZHL. Przed pojedynkami z Podhalem powinniśmy być automatycznie skreśleni, biorąc pod uwagę tylko i wyłącznie nazwiska. Wielu kibiców marzy o medalu, ale jednocześnie naprawdę grzeszy niecierpliwością. Powtarzałem i będę powtarzał, że od tej młodzieży można zacząć wymagać po trzech latach pracy z nią. Kalaber ma ich do dyspozycji niecałe dwa lata. Różnica między juniorem a seniorem to przepaść i to nie tylko pod względem znajomości taktyki, ale też chociażby doświadczenia na siłowni. W poważnych ligach 18-latek potrafi być liderem zespołu i gra w reprezentacji na seniorskich mistrzostwach świata. Tymczasem u nas bywa nawet tak, że o 24-letnim człowieku mówi się, że jest "młody i obiecujący". Mamy lata świetlne do nadrobienia w stosunku do najlepszych.
 
- Porozmawiajmy jeszcze na koniec o panu. Wiemy, że Leszek Laszkiewicz zostaje z nami na kolejny rok. Czemu tylko na rok? Prezes Kazimierz Szynal wyjaśniał, że zachował się pan bardzo fair tłumacząc, że nie wiadomo, jaka będzie pana forma i zdrowie za dwanaście miesięcy. Ale to chyba nadmierna skromność. Wystarczy rzucić dwa nazwiska: Richard Kral i Jaromir Jagr...
- W tych słowach nie ma za grosz skromności. To trzeźwe podejście do sprawy. Nie mam zamiaru grać w Jastrzębiu "za nazwisko" i za nie wiadomo jakie zasługi. Kontrakt chcę wywalczyć na lodzie. W każdym sezonie muszę udowadniać swoją wartość i o tym mówiłem prezesom. Jeśli dojdę do przekonania, że nie daję rady na lodzie i nie jestem w stanie pomóc w szatni, to odejdę. Jeśli ktoś obserwuje moją grę, to zdaje sobie sprawę, ile czasu spędzam na tafli, występując również z kontuzjami czy przeziębieniami, o czym akurat nie wszyscy wiedzą. Mam swoje lata, a hokej wymaga końskiego zdrowia. Kocham to, co robię, i jeśli kontuzje będą mnie omijały i będę w stanie być wartością dla drużyny, to będę grał. Natomiast co do Jagra i Krala.... To trochę inna sytuacja (śmiech). Oni nie mają żon i dzieci, mogą poświęcić resztę doby po meczach i treningach na regenerację. Ja mam szczęśliwą rodzinę. Mam dwójkę dzieci, którymi przecież muszę się zająć i robię to z przyjemnością. To są niby detale, ale w moim wieku mają znaczenie.
 
- Leszek Laszkiewicz pozostanie nieugięty nawet jeśli całe Jastrzębie będzie przekonywać, żeby pan został?
- Nigdy już nie będę szybszy. Nigdy już nie będę lepszy. Te wartości z roku na rok będą spadać. Taka jest kolej rzeczy. Tu jest jeszcze jeden istotny aspekt - w szatni jestem potrzebny młodszym kolegom również po to, aby mobilizować i coś pożytecznego pokazać. Czasem człowiek jest tak zmęczony, że mógłby paść na twarz, a ja robię jeszcze te dwa kolejne kroki. I chłopaki dziś to widzą. A jednocześnie będą kiedyś tę postawę rozumieć, gdy sami zostaną liderami drużyny. Dziś jako młodzi chłopcy mogą pozwolić sobie na moment słabości. Mogą chwilami nie mieć sił. Lider natomiast musi być zawsze zaangażowany na 100%. Młodzież to kiedyś zrozumie. Przyda im się taki przykład.
 
- Dzięki redakcji hokej.net nie przegapiliśmy pierwszego z pańskich jubileuszy, czyli 1000 punktu w ekstralidze. Na szczęście dwóch kolejnych, czyli 500 gola w lidze i 100 dla JKH GKS już dopilnowaliśmy. Chciałoby się następnych jubileuszy....
- A ja już o nich nie pamiętam (śmiech). Mówiąc jednak poważnie, nie chcę żyć takimi rzeczami. Oczywiście piękną jest chwila, w której osiąga się dany pułap, ale w mojej opinii należy o tym natychmiast zapomnieć. Odebrać nagrodę, zawieźć ją do domu i skupić się na kolejnym meczu. Jeśli człowiek będzie żył przeszłością, to może od razu kończyć karierę.

- A może ten tylko jeden rok przedłużonego kontraktu to jednocześnie spojrzenie w kierunku ławki trenerskiej? Niekoniecznie w Jastrzębiu.
- Nie będę ukrywał, że już od dłuższego czasu spoglądam na taflę także i z tej strony. Od 35. roku życia powtarzam, że każdy kolejny sezon może być moim ostatnim w roli zawodnika. Całe życie siedzę w tej dyscyplinie i kocham to, co robię. Dlatego w zasadzie nie może dziwić, że w dalszej perspektywie czasowej myślę również o trenerce. Tu jednak potrzeba dwóch stron - jeśli jakiś klub będzie chciał wykorzystać moje doświadczenie i będziemy w stanie zbudować coś na podstawie dobrych relacji, to nie wykluczam niczego. Jeśli skończę grać w hokeja, a pojawią się jakieś propozycje, to je rozważę.
 
- Jak pan to robi, że po tylu latach potrafi jeszcze patrzeć na taflę? Mówiąc wprost - niektórym na pana miejscu chciałoby się rzygać na widok lodu.
- Dużo jest takich momentów... Ale wszystko mija, kiedy wychodzę na mecz. Podczas normalnego spotkania wszystko mija i wtedy gra naprawdę cieszy. Natomiast dla mnie najcięższe są treningi, a już w szczególności - te letnie. Lipiec i sierpień są katorgą. Powtarzam sobie wtedy do znudzenia, że jeśli teraz nie będą odpowiednio pracował, to odbije się to na mnie w sezonie i nie będę dobrze czuł się na lodzie. W zasadzie do normalnego stanu wracam dopiero około października (śmiech).
 
- Na koniec powinienem poprosić o jakiś apel o wsparcie trybun w meczach z Podhalem, ale wolę zapytać o coś innego. Znów proszę o szczerość - w ferworze walki "czujecie" kibiców, czy to tylko takie dyplomatycznie gadanie, żeby nie było cicho?
- Trybuny naprawdę mogą pomóc, jeśli gramy u siebie. Jeśli na sektorach jest mocny doping, to potrafią one nie tylko ponieść swój zespół, ale i wpłynąć na decyzję sędziego, czego najlepszym przykładem jest Nowy Targ, gdzie cała hala dosłownie żyje meczem. Gdy zawody są "na styku", fani potrafią zrobić różnicę. I mówię to szczerze. Jednak kibice faktycznie muszą żywiołowo reagować cały czas, a nie tylko klaskać po bramkach. Drużyna i kibice powinni być monolitem od syreny do syreny!
 

rozm. mg / jasnet.pl




Powrót

Komentarze:

No i płacz o sędziów musi być zawsze. "Przede wszystkim w Nowym Targu", "pomagają ściany (czyt. sędziowie)"... Boże ile można...
Zrobiłem na szybko podsumowanie. Tak więc w Jastrzębiu w 2 spotkaniach tego sezonu: Jastrzębie 12 kar mniejszych + 25 minut (kara meczu), a Podhale (17 kar mniejszych). No to więcej kar dostało Podhale. W Nowym Targu Jastrzębie dostało 7 kar mniejszych + rzut karny, a Jastrzębie 13 kar mniejszych + karny + 10 minut za niesportowe, w tym z tych 13 kar to 8 było w ostatnim spotkaniu. Jakby tak policzyć razem... no to wychodzi na równo
Jak wcześnie pisałem gratulacje za awans dla Podhala ! Sędziami JKH nie wygra !!!
Lacha troszke poobija gorali powyzywa postraszy poklnie na mlodych i bedzie ok :) to przeciez zwykly prostaczek a tu traktowany jak bog :) aw krakowie co wyczynial? kibice pamietaja i wiele wiedza :)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V