Hokej.Net Logo

Wyświetleń: 7495

Andrij Michnow: Żałuję, że byłem niecierpliwy. Mogłem grać w NHL

2019-04-03 22:32:45

Andrij Michnow wczoraj rozpoczął wraz z drużyną GKS-u Tychy ostatni akcent bieżącego sezonu w wydaniu klubowym. Po jego zakończeniu przyjdzie czas na obowiązki reprezentacyjne i walkę o awans do dywizji IA mistrzostw świata. W Tallinnie Ukrainiec za rywali będzie miał między innymi biało-czerwonych.

HOKEJ.NET: Na liście najdłuższych spotkań polskiej ligi od czasu wprowadzenia play-offów (od 1983 roku) zajmujecie już dwa czołowe miejsca. Kolejny niesamowity mecz za wami. Jakie odczucia towarzyszą ci po takim spotkaniu?

Bardzo ciężki mecz za nami. Uważam, że wyszliśmy do niego nieskoncentrowani tak jak należało. To było widać w pierwszej tercji, w której się męczyliśmy. W następnej już było lepiej, a trzecia część spotkania oraz dwie pierwsze dogrywki zdecydowanie na naszą korzyść. W trzeciej dogrywce spuściliśmy z tonu, ale to może być wynikiem tego, że powoli brakowało sił. Pomimo tego walczyliśmy jako drużyna, a specjalne podziękowania należą się dla Johny’ego (Murray – przyp.red.), który obronił rzut karny oraz oczywiście dla naszego niezawodnego Alexa Szczechury, specjalisty od zdobywania bramek w dogrywkach. Mecz zakończył się na naszą korzyść, ale powinniśmy z niego wyciągnąć lekcję i pamiętać, że swoją grę trzeba pokazywać od pierwszych sekund spotkania, a nie później się tak męczyć, jak to miało miejsce dzisiaj. 

Patrząc na te dwa rekordowe spotkania pod względem długości ich trwania i to, że obie te bitwy rozstrzygnęliście na swoją korzyść, można wysnuć wniosek, że czego jak czego, ale charakteru to GKS-owi Tychy nie brakuje. Zgodzisz się z taką opinią?

Bez wątpienia. Tego nie można nam na pewno odmówić. Każdy zawodnik bardzo mocno się stara i zostawia na lodzie serce. To widać. W takiej sytuacji nawet jeśli zdarzą się jakieś słabsze momenty, to i tak dzięki charakterowi i waleczności jeszcze można cos zrobić i wyjść na swoje.

Czy nie uważasz, że w sumie dużo sportowego szczęścia jest w tym, iż GKS dotarł do finału i może teraz bić się z Cracovią o tytuł najlepszej drużyny w Polsce? Przecież w obu rundach play-off byliście już nad przepaścią.

Jak analizuję sobie teraz serię półfinałową z Podhalem to musze powiedzieć, iż pomimo tego, że trwała ona maksymalnie długo, czyli siedem spotkań, to tylko co do jednego z meczów można śmiało powiedzieć, że rywal był lepszy i musiał wygrać. W pozostałych jeżeli coś poszło nie tak po naszej stronie, to była kwestia braku skuteczności, czyli tego, że mieliśmy okazje, a nie potrafiliśmy ich zamienić na bramki. To też zasługa Przemka Odrobnego, który pokazywał niesamowitą klasę i utrzymywał cały czas swój zespół w grze. 


Za wami dwie wyniszczające siedmiomeczowe serie. Czy starczy wam sił na być może równie długą i ciężką rywalizację finałową z Comarch Cracovią?

Ze spokojem. Nie ma się o co martwić. Jesteśmy przygotowani na kolejne siedem spotkań, jeśli będzie taka potrzeba. Na pewno nie braknie nam sił. Najważniejsze jest, aby nie przegrać meczu w głowie. Strona mentalna jest najważniejsza. Jeżeli tam nie zwątpisz i masz mocną psychikę, to o resztę nie ma się co martwić. Cracovia też nie miała przecież łatwo. Musieli zagrać sześć ciężkich spotkań z Tauronem KH GKS-em Katowice. Oni też na pewno odczuwają już jakieś zmęczenie. 

Chciałbym cofnąć się w czasie aż o 18 lat. W 2001 roku udało Ci się wyjechać do Kanady, gdzie występowałeś w zespole Sudbury Wolves w OHL, czyli jednej z najlepszych lig juniorskich na świecie. Niewielu ukraińskim młodym hokeistom w tamtych czasach udawało się tak wypłynąć. Jak zatem tobie się udało przekonać do siebie Kanadyjczyków?

To prawda, ale mnie było o tyle łatwiej, że ja grałem już wtedy w Rosji, a stamtąd było łatwiej wydostać się za Ocean. Trenował mnie wtedy legendarny Wiktor Wasiljewicz Tichonow (13-krotnie zdobywał jako szkoleniowiec mistrzostwo ZSRR, tyle samo razy wygrywał Puchar Europy, 8-krotnie doprowadził „Sborną” do tytuły mistrzów świata, 10 razy do mistrzostwa Europy, zdobył z reprezentacją 3 złote medale olimpijskie, jego imię nosi nagroda dla najlepszego trenera sezonu w KHL, członek Galerii Sław IIHF -przyp.red.). Mój agent stwierdził, że to dobry moment, żeby poszukać klubu w Kanadzie. Miałem wtedy 17 lat. Powiedział mi, że pogram tam rok i mam szansę dostać się do draftu NHL. Spędziłem w OHL dwa sezony, po czym wróciłem do Rosji.

No ale zanim wróciłeś do Rosji, to w 2002 roku zostałeś wybrany w 2. rundzie draftu przez St. Louis Blues. Myślę, że trudno ten wątek pominąć. Jakie to uczucie usłyszeć swoje nazwisko podczas ceremonii draftowej?

To jest wręcz nie do opisania. Kiedy usłyszałem jak mnie wyczytują to nie wiedziałem w pierwszej chwili co się dzieje. Byłem totalnie zaskoczony. Siedziałem wtedy na trybunach, obok mnie byli moi przyjaciele. Radość niesamowita. Zaraz zaczęliśmy szukać się wzrokiem z moim agentem. Ogólnie jedna wielka radość. Później pojechałem na obóz treningowy z ekipą z St. Louis gdzie trenowałem razem z takimi gwiazdami jak Al MacInnis, czy Keith Tkachuk. Poznałem też Chrisa Prongera, choć on wtedy był akurat kontuzjowany, ale był z nami razem w szatni. Niesamowite przeżycie i radość, że mogłem czegoś takiego doświadczyć. 

Zostałeś wybrany w drugiej rundzie draftu z wysokim numerem 62. Naprawdę byłeś blisko NHL. Co się stało, że jednak nie udało ci się zadebiutować?

Ach młodość i głupota, tak to można określić w dwóch słowach. Byłem niecierpliwy. Śpieszyło mi się, żeby zarabiać pieniądze. W Rosji dostałem dobry kontrakt i skusiłem się na to. Powinienem zostać w Ameryce, ciężko pracować i walczyć o miejsce w St. Louis. Gdybym wtedy miał taki umysł jak teraz, to potoczyłoby to się zupełnie inaczej. Niestety jak to bywa u młodych ludzi chciałem wszystko już w tym momencie. Nie lubiłem czekać. Dlatego dziś mogę powiedzieć wszystkim młodym zawodnikom pracujcie, pracujcie i jeszcze raz pracujcie, bez pośpiechu.


Po powrocie do Europy grałeś cztery lata w najwyższej lidze rosyjskiej, a następnie zaliczyłeś trzy debiutanckie sezonu istnienia KHL. Powiedzmy sobie szczerze, nie należałeś nigdy do solidnie punktujących zawodników w tych rozgrywkach. Czy to oznacza, że było zbyt ciężko, czy po prostu powierzane ci były inne zadania?

Nie byłem zawodnikiem pierwszej, czy drugiej formacji. Na przykład, gdy grałem w Ak Barsie Kazań (2006/07 – przyp.red.) to znany trener Zinetuła Bilaletdinow (poprowadził Rosję do mistrzostwa świata w 2012 roku, 3-krotnie zdobywał z Ak Barsem Puchar Gagarina w KHL, jako zawodnik 6-krotnie zdobył złoty medal światowych czempionatów, a w 1984 wygrał igrzyska olimpijskie – przyp.red) tłumaczył mi cały czas, że ja nie jestem od strzelania goli. Od tego były dwa pierwsze ataki: Aleksiej Morozow – Siergiej Zinowiew – Danis Zaripow oraz Aleksandr Stiepanow – Aleksiej Terieszczenko – Wladimir Worobjow. To są wielkie hokejowe nazwiska. Wygraliśmy wtedy sezon zasadniczy oraz Puchar Europy. Przegraliśmy w finale ligi rosyjskiej. Gra w Kazaniu była świetnym doświadczeniem dla mnie.

W KHL rozegrałeś ponad sto spotkań w Ładzie Togliatti i Nieftiechimiku Niżniekamsk. Jak mógłbyś scharakteryzować te rozgrywki?

Gra w KHL jest bardzo szybka, a do tego zawodnicy mają niesamowite wyszkolenie. Tam nie ma miejsca na popełnianie takich błędów jak na przykład miały miejsce w dzisiejszym meczu. A poza tym jeżeli pozwolisz sobie na dwie pomyłki, to możesz być pewny, że jedna z nich zakończy się utratą gola. Siłą tej ligi jest to, że z jednej strony są naprawdę mocne drużyny z zawodnikami o najwyższych światowych umiejętnościach, ale z drugiej strony gra opiera się na prostych zasadach, bez jakichś udziwnień. Mocna gra na bandach, cały czas na pełnych obrotach, mocny fizyczny hokej i ciągła praca nad sobą, żeby być coraz lepszym. 

Na twoim koncie widnieją zaledwie dwa sezony w lidze ukraińskiej. Zaliczyłeś w niej zaledwie 51 spotkań. Powiedzmy sobie szczerze, rozumiem, że byłeś za dobry na te rozgrywki, tak?

To nie tak. Na przeszkodzie stanęły przepisy, bowiem w lidze ukraińskiej mogli grać zawodnicy do 25 lat. Starsi nie. Wielu graczy z mojego rocznika, albo nawet nieco młodszych, zmuszonych było zakończyć swoje kariery. Dotyczyło to wszystkich tych hokeistów, którzy po przekroczeniu bariery wiekowej nie znaleźli dla siebie drużyny gdzieś w Europie, albo na przykład na pobliskiej Białorusi.

Skoro wspomniałeś o Białorusi to tam nazwisko Michnow budzi należyty respekt. Trudno się dziwić skoro zdobyłeś w tych rozgrywkach złoty i dwa srebrne medale w ciągu 5 lat. Ponadto w sezonie 2016/17 wygrałeś klasyfikację najskuteczniejszych, zostałeś królem strzelców i zaliczyłeś najwięcej asyst ze wszystkich zawodników. Występy tam wieńczyłeś dużym sukcesem na arenie międzynarodowej w postaci zdobycia Pucharu Kontynentalnego z Junostią Mińsk. Co zatem sprawiło, że mając taką pozycję zdecydowałeś się przyjechać do polskiej ligi?

W Extralidze białoruskiej też zostały wprowadzone zostały limity. Dotyczyło to wieku zawodników, obostrzeń dla obcokrajowców i wynagrodzeń. Ja po prostu nie byłem zainteresowany grą za tak małe pieniądze. Za te stawki, które zostały narzucone odgórnie, to nie było sensu narażać zdrowia. Stąd też decyzja o wyjeździe. 

Андрей Михнов: «Где есть финансирование, там и сильные команды, и школы работают нормально»

Na Białorusi hokej jest ogromnie popularny. Jak wiadomo jego pozycja w twojej ojczyźnie tak mocna nie jest. Jak mógłbyś porównać te dwa kraje w aspekcie hokejowym?

Różnice są bardzo duże. Jak dla mnie na Ukrainie nie ma już ligi.

Jak to nie ma ligi? Przecież cały czas funkcjonuje UHL. Co masz zatem na myśli?

Powiedz sam co to za liga, w której dwa lata temu nie mogli grać zawodnicy starsi niż 23 lata, w ubiegłym sezonie limit podniesiono do 24 lat, a teraz górna granica wynosi 25. To są bardziej juniorskie rozgrywki niż poważna rywalizacja. Nie czarujmy się, zawodnicy w wieku na przykład 23 lat nie wiedzą jeszcze o hokeju nic. Jeżeli są prawie najstarszymi w drużynach, to skąd mają czerpać wiedzę? Kogo mają podpatrywać? Swoich maksymalnie dwa lata starszych kolegów? Samo oglądanie gwiazd z NHL w telewizji nie wystarczy. Młody hokeista musi się uczyć od doświadczonych zawodników grając z nimi, rywalizując. Potem w naturalny sposób dochodzi do tak zwanej zmiany warty. Jedni odchodzą, a ich miejsce zajmują kolejni, stając się mentorami dla kolejnych roczników. Ten cały naturalny cykl został na Ukrainie zniszczony. Nie ma czegoś takiego. 

Czym podyktowana jest tak dziwna polityka władz ukraińskiego hokeja? Czy chodzi o dbałość o rozwój młodych zawodników?

Wiesz, sprawa jest dosyć prosta. Doświadczony hokeista chce zarabiać. Ma na utrzymaniu rodzinę i różne inne zobowiązania, Młody często jeszcze nie ma takich obciążeń. Na Ukrainie kluby nie są bogate, więc dla nich to świetne rozwiązanie. Rozgrywki są, nie trzeba dużo płacić i wszystko gra. Chłopaki zarabiają tam po jakieś 200 dolarów. Umówmy się, to nie są pieniądze, za które można utrzymać rodzinę.  

Niedawno udzieliłeś wywiadu dla mediów białoruskich, w którym powiedziałeś „1. runda play-off w Extralidze to jest jak rozgrzewka, w Polsce to prawdziwa bitwa”. Nieźle zareklamowałeś nasze rozgrywki. Kurtuazja czy prawdziwa opinia na temat fazy postsezonowej w PHL?

Nie wiem jak było w Polsce dotychczas, ale w tym roku wasza liga wygląda na naprawdę mocną. Gra tutaj wielu dobrych obcokrajowców. Wystarczy spojrzeć na Toruń, gdzie było 8-9 bardzo mocnych hokeistów spoza Polski, w tym świetni Rosjanie. Jeżeli popatrzysz na pierwszą rundę play-off to nasza drużyna musiała rozegrać maksymalną ilość siedmiu spotkań, tak samo Tauron KH GKS Katowice. Podhale potrzebowało sześciu meczów. Tylko Cracovii udało się załatwić sprawę w czterech pojedynkach. W półfinałach znów ta sama historia. W jednej parze sześć pojedynków, w drugiej siedem. Każda drużyna walczyła ostro, wszędzie byli wysokiej klasy zawodnicy. To sprawia, że rozgrywki w Polsce są bardzo interesujące i emocjonujące zarówno dla kibiców, jak i samych zawodników.

Twój rok starszy brat Aleksiej gra w KHL od samego powstania tej ligi. Posiada obywatelstwo rosyjskie, grał nawet ze „Sborną” na mistrzostwach świata w 2006 roku. Wiadomo, że Ukraina z Rosją pozostaje w stanie wojny. Czy to nie rodzi jakichkolwiek problemów między wami? Sytuacja jest delikatna i trudna na pewno. 

Dla nas to nie jest żaden problem. Chcę zauważyć, że mądrzy ludzie umieją interpretować różne fakty i wydarzenia, nie dają się ponieść emocjom. Nie opierają się na doniesieniach z telewizji, tylko rozmawiają z innymi ludźmi, wyciągają wnioski i mają szersze spojrzenie. To dotyczy zarówno Rosjan, jak i Ukraińców. Zawsze w wakacje spędzamy razem dwa miesiące w Kijowie. Odbywa się to bez żadnych problemów na granicy. Zwykła formalność. Straż graniczna zadaje mu tylko jedno pytanie. W jakim celu jedzie na Ukrainę? Jeżeli słyszą, że ma tutaj rodziców i chce ich odwiedzić, to nigdy nie spotkały go żadne nieprzyjemności pomimo, iż sytuacja jest tak napięta. 

Jako kadrowicz reprezentacji Ukrainy już niedługo rozpoczynasz przygotowania do Mistrzostw Świata Dywizji I grupy B w Tallinnie, gdzie będziecie rywalizować między innymi z Polską. Jak oceniasz szanse żółto-niebieskich na awans? 

Będzie o to bardzo ciężko. W zasadzie prawie wszyscy hokeiści powyżej 25. roku życia zakończyli swoje kariery. Ja mam 35 lat, maksymalnie trzech hokeistów ma po 27 lat, a potem reszta to już 25 lat i mniej. Na pewno będziemy się starać i walczyć, a jak będzie to się okaże.

Андрей Михнов

W reprezentacji Ukrainy występujesz od 14 lat. Czujesz się liderem tej kadry?

Oczywiście, że czuję się takim przewodnikiem stada. W końcu jestem najstarszym zawodnikiem tej kadry. Moja historia w reprezentacji jest w ogóle zabawna. Kiedy zaczynałem w niej grę, te 14 lat temu, to byłem najmłodszym zawodnikiem, a teraz doczekałem się czasów, że jestem najstarszy. Mój debiut miał miejsce na mistrzostwach świata elity. To był 2006 roku i graliśmy wtedy w Rydze na Łotwie.

Na koniec chciałbym cię zapytać jak oceniasz szanse Polaków na powrót do dywizji IA światowego czempionatu?

Polska ma na pewno większe szanse niż Ukraina. W reprezentacji grają zawodnicy o wysokich umiejętnościach. To doświadczeni, mądrzy zawodnicy. Dla mnie wasza kadra narodowa jest jednym z głównych pretendentów do awansu.

Rozmawiał: Dawid Antczak



Powrót

Komentarze:

Chyba ostatni hokeista ukraiński z tej starej gwardii kadry Ukrainy, która niemiłosiernie tłukła Polaków na Mistrzostwach Świata lub podczas kwalifikacji do igrzysk.
Szczerze mówiąc- nie miałem pojęcia o sytuacji ligi Ukraińskiej ... odnosząc to do Naszej PHL ciesze sie tym bardziej że coraz mniej ograniczej u Nas i liga tak nie wymiera.
Co do samego artykułu- świetnie sie go czytało ;)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V