Hokej.Net Logo

Wyświetleń: 6206

MŚ: Historyczna "dwucyfrówka" Kanady

2015-05-03 18:23:44

Reprezentacja Kanady w dwucyfrowych rozmiarach rozgromiła Niemców w swoim drugim meczu na rozgrywanych w Pradze i Ostrawie hokejowych Mistrzostwach Świata. Kanadyjczycy nie wygrali z Niemcami tak wysoko od 1967 roku.


Mecz Kanady z Niemcami był starciem dwóch drużyn, które w Pradze wygrały swoje pierwsze spotkania, ale jego faworyt był jeden. Niemcy w 29-meczowej historii swoich pojedynków z Kanadą na Mistrzostwach Świata i Igrzyskach Olimpijskich wygrali tylko raz - 19 lat temu w fazie grupowej MŚ w Austrii i chyba nawet najwięksi optymiści wśród niemieckich fanów nie oczekiwali dziś cudu w starciu z personalnie mocną jak rzadko kiedy na światowym czempionacie reprezentacją Kanady.

I rzeczywiście Kanadyjczycy już w pierwszej tercji nie pozostawili podopiecznym Pata Cortiny żadnych wątpliwości, kto panuje na lodzie. Choć drużyna Todda McLellana trzykrotnie otrzymywała w pierwszych 20 minutach kary mniejsze, to rywale zupełnie nie mieli pomysłu, jak ten fakt wykorzystać. Swoje gole strzelała za to drużyna spod znaku "Klonowego Liścia". Zaczęło się w 9. minucie, właśnie gdy Niemcy grali w przewadze. Ryan O'Reilly wyprowadził kontrę i dograł do Sidneya Crosby'ego, a ten równo z końcem kary Claude'a Giroux spokojnie strzelił pod poprzeczkę ponad interweniującym Dennisem Endrasem.

Już 23 sekundy później było 2:0, bo numer 1 draftu NHL 2010 Taylor Hall dostał zza bramki krążek od swojego klubowego partnera z Edmonton Oilers Jordana Eberle i między parkanami Endrasa skierował krążek do siatki. Trzeciego gola niemiecka ekipa sama rywalom podarowała. W 17. minucie wyszkolony w amerykańskim systemie, ale mający także niemieckie obywatelstwo obrońca Björn Krupp bawił się krążkiem za bramką swojego zespołu, a O'Reilly zignorował tradycyjne rady trenerów, którzy zalecają, by w takiej sytuacji za bramką rywala nie atakować, tylko czekać na rozwój wypadków, zabrał graczowi Grizzly Adams Wolfsburg "gumę" i podał do Cody'ego Eakina, który podwyższył na 3:0.

Jeszcze przed końcem pierwszej odsłony zrobiło się 4:0, bo Eakin strzałem z backhandu ponownie pokonał niemieckiego bramkarza. Cztery bramki po 20 minutach rozstrzygnęły kwestię zwycięstwa, ale mogły także pozwolić podopiecznym McLellana myśleć o rozgromieniu słabego dziś rywala. Na przykład w najwyższych rozmiarach po zjednoczeniu Niemiec. Do tej pory najwyżej Kanada wygrała ze zjednoczonymi Niemcami na MŚ w 2008 roku przed własną publicznością 10:1. I rzeczywiście w drugiej tercji Kanada bardzo się do tego wyniku zbliżyła. Taylor Hall dołożył swoje dwie kolejne bramki i tuż przed końcem drugiej odsłony skompletował hat trick, a ponadto gole zdobywali Aaron Ekblad, Claude Giroux i Tyler Ennis i po 40 minutach było już 9:0.

Siódmego gola, którego strzelił Giroux sędziowie nie powinni uznać, bo wcześniej Dennis Savard spalił w polu bramkowym, ale arbitrzy być może oddali ten błąd, gdy nie zaliczyli bramki Sidneya Crosby'ego, kiedy ten właściwie był tylko łyżwą na linii pola bramkowego. W 25. minucie, gdy było już 6:0 Endras zjechał z bramki, w której zastąpił go Danny aus den Birken. Endras, aktualny mistrz DEL z Adlerem Mannheim opuścił lód z koszmarnym bilansem 9 obron i 6 wpuszczonych goli. Przy stanie 0:9 po 40 minutach Niemcy wiedzieli, że uniknąć "dwucyfrówki" będzie trudno, a najwyższa w historii porażka Niemiec z Kanadą wisi w powietrzu. Ta porażka to 1:13 reprezentacji RFN z Mistrzostw Świata w 1967 roku.

Dziesiątego gola mistrzowie olimpijscy zdobyli bardzo szybko, bo już po nieco ponad dwóch minutach trzeciej tercji Matt Duchene dostał okazję wykonania rzutu karnego i jej nie zmarnował, strzelając celnie między parkanami aus den Birkena. Więcej bramek zdobyć się jednak drużynie McLellana nie udało i stary rekord nie został pobity. Na pocieszenie Niemcy mogą sobie też powiedzieć, że sporo zabrakło do ich najwyższej w historii klęski na MŚ. Tę ponieśli w 1973 roku ze Związkiem Radzieckim w rozmiarach 2:18. Blisko nie było także do rekordowo wysokiego zwycięstwa Kanady na Mistrzostwach Świata. Wyniku 47:0 z Danią z 1949 roku długo zresztą nikt raczej nie pobije.

Warto podkreślić, że Kanadyjczycy do rozbicia Niemców nie potrzebowali nawet gier w przewadze. Jedynej, którą mieli nie wykorzystali. Taylor Hall skończył mecz z hat trickiem, Eakin z dwoma golami, Duchene zanotował bramkę i 3 asysty, a Giroux do swojego trafienia dopisał dwa punktowe podania. Stojący w kanadyjskiej bramce Martin Jones zachował "czyste konto", ale wystarczyło mu do tego zaledwie 17 obron.

Kanada po zwycięstwach nad Łotwą i Niemcami z kompletem punktów objęła prowadzenie w tabeli grupy A. Teraz jednak jej siłę poważniej sprawdzić powinni jutro Czesi, a w środę McLellana i jego chłopców czeka bój ze Szwecją.

Kanada - Niemcy 10:0 (4:0, 5:0, 1:0)
1:0 Crosby - O'Reilly 08:02
2:0 Hall - Eberle - Duchene 08:25
3:0 Eakin - O'Reilly 16:58
4:0 Eakin - Toffoli 19:49
5:0 Hall - Duchene - Eberle 22:10
6:0 Ekblad - Giroux - Wiercioch 24:29
7:0 Giroux - Ennis - Savard 27:34
8:0 Ennis - Giroux - Hamhuis 35:16
9:0 Hall - Duchene - Muzzin 39:37
10:0 Duchene 42:03 (rzut karny)
Strzały: 34-17.
Minuty kar: 6-2.
Widzów: 15 046.

Znacznie bardziej wyrównany mecz obejrzeli kibice w Ostrawie, gdzie Słowacja odniosła cenne zwycięstwo nad Białorusią. Decydowała o tym dogrywka, którą celnym strzałem rozstrzygnął Andrej Meszároš. Obrońca Buffalo Sabres trafił w 115. sekundzie dodatkowej części gry i dał swojej drużynie wygraną 2:1. Wcześniej Meszároš zdobył również pierwszego gola dla Słowacji. Już po raz drugi na tym turnieju podopieczni Vladimíra Vůjtka wygrali za 2 punkty, bo wczoraj udało im się po rzutach karnych pokonać 4:3 Danię. We wtorek Słowacja w kolejnym spotkaniu zmierzy się ze Słowenią, a Białoruś z Danią.

Białoruś - Słowacja 1:2 (0:0, 0:0, 1:1, 0:1)
1:0 S. Kascicyn - Kalużny - A. Kascicyn 51:27
1:1 Meszároš - Hudáček - Dravecký 52:31
1:2 Meszároš - Jurčo - Tatar 61:55
Strzały: 18-34.
Minuty kar: 8-10.


WYNIKI I TABELE



Powrót

Komentarze:

I to jest to o czym wspominał/przestrzegał Zacharkin. Nie jesteśmy gotowi na taki wynik, zważywszy choćby na to ,że przegrani Niemcy są wyżej od Nas notowani. Musimy wzmacniać się grając kilka sezonów w dywizji 1A, a później powinno być w miarę dobrze o ile zaczniemy dbać i przyciągać młodzież żeby nie kończyli gry na max juniorze.
Tak jest, na razie trzeba się okopać w Dywizji 1A i powoli, o ile to możliwe, promować hokej i podnosić poziom gry. Już za rok zobaczymy na co nas stać, dwaj spadkowicze (np. Austria i Słowenia) będą poza zasięgiem, Włosi poprawią grę, Japończycy będą groźni, a Korea już raz nas pokonała i to u nas w Krynicy. Czyli naszym celem nie będzie awans, ale twarda walka o utrzymanie.
Może i dostali 10:0 ale grają w tej elicie i się z nas mogą nabijać, a my co, my nawet nie zasługujemy, żeby dostać 10:0 od najlepszej(jednej z) drużyny?
Organizacyjnie może nie jest to właściwy moment na elitę, ale sportowo tego nam trzeba. Już przez sam występ w MŚ elity paru chłopaków miałoby większą szansę na jakąś ciekawszą ligę jeśli są odpowiednio ambitni i im zależy.

Spadkowiczów niekoniecznie trzeba się jakoś bardzo obawiać, raz że są to spadkowicze czyli "cieniasy", dwa, że w kwietniu to składy będą mieć jeszcze osłabione (zależnie o jakim kraju mowa).
jakby Polska jakimś cudem zagrała z Kanadą to też byłoby 10:0 ...w każdej kolejnej tercji (mógłby paść rekord Mistrzostw 30:0)

Niemcy hokejowo są nieosiągalni na razie dla Polaków
Myśle, że większość pamieta rok 2002 powrót do elity po 10 latach i wyniki w plecy z Finami 8:0 i Słowakami 7:0 - przypominam wówczas oni zdobyli swoje jedyne wtedy mistrzostwo. Wyniki ciężkie do przełknięcia, ale trudno było oczekiwać cudów mimo wszystko wtedy pokazaliśmy, że normalnie utrzymalibyśmy się w elicie - 14 miejsce, ale gupi przepis z Japonią zdegradował nas aż po teraz.
Mistrzostwa w 2002 roku wspominam pozytywnie. Owszem, od Finów i Słowaków odstawaliśmy wyraźnie ale już w ostatnim pojedynku grupowym zagraliśmy wyrównany mecz z silną wówczas Ukrainą a w grupie drużyn walczących o utrzymanie potrafiliśmy wyraźnie pokonać Włochów i Japończyków(odpowiednio 5:1 i 5:2) a przecież naprawdę nie było to jakoś strasznie dawno. Dziś obawiam się, że 10:0 moglibyśmy przegrać z Niemcami. Mimo wszystko nadal strasznie żałuję, że nie awansowaliśmy. Wolę abyśmy przegrywali dwucyfrówkami ze światowymi potęgami niż 2:3 z Koreą Południową!
Najpierw musimy znależć poważnego sponsora strategicznego dla PLH i odbudować silną Centralną Ligę Juniorów oraz naszą Ekstraligę a następnie możemy myśleć o grze w hokejowej Elicie.Myślę że po spełnieniu tych warunków szanse na awans za 3-5 lat są całkiem realne.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V