Hokej.Net Logo

Wyświetleń: 7931

Andriej Stiepanow: Byłem zaskoczony poziomem polskiej ligi

2021-07-19 17:48:47

- Byłem zaskoczony poziomem polskiej ligi. Gdy jechałem do Polski myślałem, że jest trochę niższy i bardzo się tego obawiałem - mówi w długim wywiadzie Andriej Stiepanow, który w ostatnim sezonie występował w GKS-ie Katowice.



Urodzony w Moskwie, ale reprezentujący kiedyś na arenie międzynarodowej Białoruś napastnik udzielił białoruskiemu portalowi belarushockey.com wywiadu, w którym opowiedział sporo o swoich doświadczeniach z gry w naszym kraju. Rozmowa odbyła się 17 maja, ale została opublikowana dziś.

Z Parfionowem od dziecka

Stiepanow do Katowic trafił na początku tego roku. Ściągał go trener Andriej Parfionow, którego poznał jeszcze jako młody adept hokeja w CSKA Moskwa. - On prowadził rocznik '86 w CSKA. Grałem u niego wtedy przez trzy lata. Znam go od dziecka - mówi Stiepanow. - Zadzwonił do mnie i kiedy dowiedział się, że jestem wolnym zawodnikiem, złożył mi ofertę, bo potrzebowali dobrych, skutecznych napastników.

35-letni obecnie zawodnik miał do PHL imponujące wejście. Już w pierwszym miesiącu swoich występów w naszym kraju został przez nasz portal wybrany najlepszym zawodnikiem ligi. W sezonie zasadniczym zdążył rozegrać dla "GieKSy" 11 meczów, strzelił 5 goli i zaliczył 7 asyst. Później w fazie play-off zagrał 14 razy. 4-krotnie trafił do siatki i dorzucił 5 asyst.

Sam przyznaje, że cieszy się z przyjazdu do naszego kraju. - Z radością przyjąłem to nowe wyzwanie i z zadowoleniem pojechałem grać w Polski. W ogóle tego nie żałuję - mówi.

Stiepanow dodał, że w Katowicach odzyskał chęć gry i trenowania po źle wspominanym przez niego okresie gry w lidze białoruskiej. Najpierw z drużyny Dynama Mińsk w KHL został odesłany do Junosti Mińsk i mimo że oficjalnie zdobył w ubiegłym roku mistrzostwo kraju, to jego udział w najważniejszej fazie sezonu był epizodyczny - w play-offach zagrał tylko raz, ponieważ ówczesny trener Alaksandr Makrycki odsunął go od składu.

Zeszły sezon zaczął z kolei w Dynamie Mołodeczno, a ten okres woli przemilczeć, by - jak mówi - nie obrazić ludzi działających w tym klubie. Dodał jednak, że wiele rzeczy było tam dla niego "dziwnych" oraz że "trudno się było skupić na treningach i grze w takim otoczeniu".

Głód hokeja wrócił w Katowicach

W Polsce było zupełnie inaczej. - Psychologiczna sytuacja była zupełnie inna. Wreszcie po ponad roku poczułem znów głód i miłość do hokeja - mówi były reprezentant Białorusi. - One wróciły i stałem się takim, jakim zwykle widzieli mnie kibice. To było dobre otoczenie do gry w hokeja. Nie było jakichś przeszkód, zaufali mi tam, a gdy ludzie mi ufają, to bardzo dobrze na mnie wpływa. Daję więcej drużynie i trenerowi, którzy mają do mnie zaufanie.

- Spokojnie grałem tam hokej jaki potrafię i chcę grać - tłumaczy Stiepanow. - Pod względem wyników też było widać, że punktowałem prawie w każdym meczu.


"Europejski minimalizm"

Zapytany o to, jak można porównać infrastrukturę klubu z Katowic z tą w Mołodecznie oraz w Junosti Mińsk, odpowiedział: - Z Mołodecznem w ogóle nie można porównywać. A Junost ma bardzo dobrą organizację, zaczynając od szatni, a kończąc na wszystkim innym. W Mińsku są bardzo dobre warunki, zbliżone do klubów KHL. Wszystko na najwyższym poziomie - tak było i jest. Są świetni, to ciągle jest marka.

Jak więc wyglądała zdaniem Białorusina rosyjskiego pochodzenia sytuacja w Katowicach? - Wszystko było w porządku, z europejskim minimalizmem - mówi. - Wszystko robione starannie i poprawnie. Nie było żadnych problemów bytowych czy sprzętowych ani żadnych innych, jak np. opóźnienia w wypłatach. W tym sensie było w porządku.

Stiepanow cieszył się, że w Polsce spotkał sporo starych znajomych. Szczególnie przy okazji meczów z Podhalem Nowy Targ. - Trenera Andrieja Gusowa znam dobrze. Porozmawialiśmy miło, podaliśmy sobie ręce. Ihara Brykuna i Alaksandra Kułakoua mogę nazywać przyjaciółmi. Z Saszą jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, więc cieszyłem się, że możemy zagrać przeciwko sobie w Polsce. Gdybyśmy byli w jednej drużynie to zdobylibyśmy mistrzostwo - mówi ze śmiechem.

Od 0:8 do zwycięstwa z Unią

Zawodnik odniósł się także do play-offów polskiej ekstraklasy, w tym ćwierćfinału z Unią Oświęcim, który "GieKSa" zaczęła od wysokiej porażki u siebie 0:8, ale później zdołała odwrócić losy rywalizacji i to ona awansowała do najlepszej "czwórki" rozgrywek.

- To były trudne mecze. Mieliśmy mnóstwo kontuzji, nasz pierwszy bramkarz doznał lekkiego wstrząśnienia mózgu. Po tym 0:8 zebraliśmy się jako starszyzna drużyny z trenerami, porozmawialiśmy, zmieniliśmy trochę taktykę - opowiada. - Później porozmawialiśmy ze wszystkimi zawodnikami. Wprowadziliśmy więcej luzu, a w obronie odwrotnie - zostawialiśmy mało miejsca. Przestawiliśmy też sposób gry w tercji neutralnej.

- Przeanalizowaliśmy przeciwnika, zrozumieliśmy, w czym był od nas lepszy i wyciągnęliśmy właściwe wnioski - mówi Stiepanow. - Bardzo ważnym aspektem jest to, że sztab szkoleniowy rozmawia ze swoimi zawodnikami. Rozumieliśmy się z trenerem bardzo dobrze. On ufał nam na 100 %, a my ufaliśmy jemu, bo czasem są takie chwile, gdy my z lodu nie widzimy wszystkiego, a innym razem trener może czegoś nie widzieć, ale zawodnicy zauważają i rozumieją, gdzie coś działa źle. Między nami był dobry dialog, potrafiliśmy dojść do wspólnych wniosków. To był ważny moment w tym ćwierćfinale, dzięki temu daliśmy radę wygrać. Zagraliśmy dobry hokej i wyciągnęliśmy tę serię.

Przegrana walka o medale

W półfinale było już jednak gorzej. Katowicki zespół przegrał z JKH GKS-em Jastrzębie 1-4, a później w rywalizacji o brązowy medal uległ GKS-owi Tychy 0-3.

- Przeciwnik w półfinale był naprawdę silny. Oni grali bardziej systemowo, byli lepsi w ataku - wspomina Stiepanow rywalizację z jastrzębianami. - Mieli bardziej zbalansowany i "głębszy" skład. W efekcie zostali mistrzami. Trudno było się tej drużynie czymś przeciwstawić. Tychy to trochę inna drużyna, która miała dużo dobrych technicznie zawodników. Jastrzębie i Tychy to byli dwaj faworyci, więc wyniki były logiczne.

Zapytany o to czy mający za sobą dwa lata gry na Białorusi Grzegorz Pasiut opowiedział mu jakieś zabawne historie z czasów występów w Niomanie Grodno, Stiepanow odparł: - Nie opowiedział, bo Grzegorz nie mówi za dobrze po rosyjsku. Ale i tak był jednym z nielicznych, którzy mnie rozumieli i mogli mi coś odpowiedzieć. A na lodzie wszystko było w porządku, Pasiut to bardzo dobry zawodnik. Nie było żadnych problemów, to była atmosfera pracy.



"Hokej bez kibiców jest nudny"

Na Białorusi nawet w czasie pandemii rozgrywki hokejowe nie zostały przerwane i toczyły się z kibicami na trybunach. W Polsce Stiepanow zetknął się z grą w pustych halach. Jak to odebrał?

- To było bardzo nietypowe - mówi. - A wiedziałem, jak bardzo w Katowicach kochają hokej. Są tam gorący kibice, którzy zawsze wspierają drużynę i tworzą świetną atmosferę. Eskortowali nas na mecze jadąc przed autokarem, a gdy awansowaliśmy do półfinału zostaliśmy przywitani racami i śpiewami. Było bardzo fajnie, jak z kibicami piłkarskimi. Przez chwilę mogłem sobie wyobrazić, jak by to wyglądało, gdybyśmy mogli grać z fanami na trybunach. Ale taka była sytuacja, nic nie dało się zrobić. Oczywiście żaden sport bez kibiców nie jest taki sam. Atmosfera jest inna. Przy pustych trybunach słychać właściwie tylko uderzenia krążka.

Doświadczony Białorusin przyznaje, że także sami zawodnicy mają dużo trudniej bez kibiców w hali. - Oczywiście trudno jest się odpowiednio nastawić. To jest trochę nudna gra, bo normalnie gra się dla kibiców. Brakowało mi ich, bo dla nich chce się coś tworzyć, od nich czerpać energię i odwagę. Szczególnie od tych, którzy cię wspierają. Hokej bez kibiców jest nudny - przekonuje.

Zaskoczony poziomem

Zaskoczeniem na plus w Polsce był za to dla zawodnika GKS-u poziom sportowy PHL, który wydaje mu się podobać bardziej niż na Białorusi.

- Trudno mi go porównać z naszą Ekstralihą, bo nie zagrałem w niej ostatnio zbyt wielu meczów i dzięki Bogu dawno tam nie grałem - mówi. - Ale te pojedynki, które miałem w Polsce, bardziej mi się podobały. To jest teraz liga open, bez limitu obcokrajowców. Dzięki temu ogólny poziom natychmiast się podniósł. Każda drużyna ma bardzo dobrych zagranicznych hokeistów. Są Finowie, Czesi, Słowacy, Kanadyjczycy, Amerykanie... Jest mnóstwo dobrych zawodników.

Za przykład Stiepanow podaje swojego byłego klubowego kolegę z zespołu Dynama Mińsk Paula Szczechurę, który grał w ostatnim sezonie w Tychach.

- Spotkaliśmy się w play-offach, bo przyjechał grać do Tychów. Jest wielu chłopaków na naprawdę wysokim poziomie, którzy grali w dobrych drużynach i ligach. Pierwszych sześć drużyn w lidze było bardzo silnych. Mecze były żywe, dużo twardej walki - mówi białoruski weteran.

Czterokrotnemu mistrzowi Białorusi w polskiej ekstraklasie najbardziej podobało się jednak to, że rywalizacja była wyrównana. - To jest moja prywatna opinia, może ktoś się nie zgodzi - mówi. - Ale rozmawiałem z chłopakami i im też się to podoba. Było bardzo interesująco tam grać, zwłaszcza w meczach pierwszej "szóstki" nikt nie wiedział, kto wygra.

Stiepanow przyznał, że przed przyjazdem do Polski nieco obawiał się o poziom naszej ligi, ale w porównaniu z Białorusią spotkało go pozytywne zaskoczenie.

- Play-offy też pokazały, że w Polsce jest dynamiczny i twardy hokej. Jest wystarczająco dużo zawodników o wysokich umiejętnościach, których brakuje w naszych rozgrywkach - mówi. - W białoruskiej lidze właściwie w ogóle nie ma obcokrajowców na takim poziomie jak w tej chwili w Polsce. Byłem nawet trochę zaskoczony poziomem polskiej ligi. Gdy tam jechałem, myślałem, że jest trochę niższy i bardzo się tego obawiałem.

Bez marzeń o igrzyskach

Stiepanow 5 razy był z reprezentacją Białorusi na Mistrzostwach Świata elity, ale po raz ostatni w 2016 roku. Grał także w nieudanych dla Białorusinów kwalifikacjach do Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi i Pjongczangu. Pytany czy liczył na to, że dobre występy w Polsce dadzą mu szansę występu na majowo-czerwcowych Mistrzostwach Świata w Rydze, nie miał złudzeń.

- Nie. Nawet gdybym strzelił w Polsce 100 goli. Jeśli wyrzucili mnie z reprezentacji i nie zabrali na Mistrzostwa Świata, gdy zdobyłem 32 punkty w sezonie KHL, to nie ma o czym mówić - skomentował.

Nie liczy także, że w przyszłym miesiącu będzie miał okazję jeszcze raz zagrać o igrzyska, m.in. przeciwko Polsce podczas turnieju finałowej rundy kwalifikacji do Pekinu w Bratysławie.

- Sądząc po tym, co się dzieje, to marzenie jest już za mną, mimo że jestem gotów i fizycznie, i psychicznie - mówi. - Oczywiście szkoda, że dwa razy nie zakwalifikowaliśmy się na igrzyska w najgłupszy sposób. Najbardziej pamiętam ten pierwszy mecz, gdy przegraliśmy ze Słowenią (2:4 w lutym 2013 roku - przyp. red.), chociaż walczyliśmy jak mogliśmy i strzeliłem wtedy gola. To było duże rozczarowanie, że ten jeden gol nie wystarczył i zamiast nas Słoweńcy pojechali na igrzyska.



Powrót

Komentarze:

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.
UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V