Hokej.Net Logo

Wyświetleń: 4136

Rozmowa z kierownikiem HC GKS Katowice

2010-02-02 17:29:40

Dariusz Domogała udzielił portalowi gieksiarze.pl obszernego wywiadu. Na Hokej.Net, prezentujemy dwie części wywiadu dotyczące spraw organizacyjnych i opinii na temat remontu lodowiska oraz kwestii sportowych.


Czytał Pan wywiad z dyrektorem MOSiRu? Jak Pan to ocenia?

- Moja opinia na ten temat: częściowo prawda, częściowo tak jakby pan Wąsala sobie tego życzył, ale nie jest tak do końca jak on w tym wywiadzie to opisuje. Mówi, że ta współpraca między MOSiR-em a klubem układa się dobrze. Układała się dobrze do marca zeszłego roku. Po remoncie w Spodku wszystko jest przewrócone do góry nogami. Od samego początku, jak wróciliśmy na lodowisko, w cudzysłowie "wróciliśmy", bo faktycznie nie wróciliśmy tam. Miejscem naszego wywiadu nie jest lodowisko, ale stadion piłkarski GKS-u, to już samo za siebie mówi. Od samego początku praktycznie wszystko co chcemy, o co prosimy, odpowiedzi są na NIE. Nie żądamy od MOSiR-u, od pana Wąsali rzeczy, które nie są w jego możliwościach. Chcemy wrócić do normalności. On nam tłumaczy, że lodowisko jest po remoncie i zmieniła się klasyfikacja tego lodowiska, to lodowisko przestało być tym lodowiskiem, którym było a jest teraz całkiem innym. Dla mnie jest tym samym lodowiskiem, tylko może bardziej odnowionym. Kilka nowych rzeczy wprowadzono, które są dla mnie bezsensowne. Jeśli chodzi o hokejowe sprawy, nikt się z nami nie skontaktował, jak byśmy to widzieli, jak byśmy to chcieli. Jest to zrobione skandalicznie.

Podam taki przykład, w czasie treningu musimy zakrywać kartonami zsyp, gdzie wsypuje się śnieg, żebyśmy nie tracili krążków. Siatka, która powinna łapać krążki, jest powieszona jakieś 4 metry za bandą i chroni szyby. Takich przykładów jest wiele. Pan Wąsala powiedział, że chce klubowi pomóc, to jest nieprawda. Jak widać na zdjęciach, które zamieściliście na stronie, są dwie nowe szatnie. Jedna szatnia jest pełna dzieci a za ścianą druga szatnia, z której korzysta ktoś raz czy dwa razy w tygodniu. Prosiliśmy, aby nam tą szatnię udostępnił, aby około 50 dzieci mogło mieć dwie szatnie, ale się nie zgodził. Powiedział, że potrzebuje tą szatnię jak przyjedzie jakaś grupa czy jakaś szkoła... Dzisiaj tam żadna szkoła nie przyjedzie, ponieważ pan Wąsala zlikwidował wypożyczalnie łyżew. Szkoły nie mając możliwości wypożyczenia łyżew nie uczęszczają na takie zajęcia przedpołudniowe, jak to było kiedyś.

My nie chcemy wiele. Chcemy tylko, żeby to wróciło do normalności, żebyśmy na tym lodowisku czuli się jak współgospodarze tego lodowiska a nie jak intruzi. Obecnie w czasie meczu nie mamy miejsca, gdzie możemy usiąść, napisać protokół. Trener musi się przebierać w szatni z zawodnikami. Wszystkie biura, które mieliśmy, zostały zlikwidowane. Biuro trenerów i kierowników drużyn młodzieżowych zostało zlikwidowane. Zrobiono tam szatnie, z której korzysta curling raz w tygodniu. Są tam te "szczotki", którymi czyszczą lód, można by to zamknąć w jakiejś szafce. Szatnia "szóstka" zrobiona w miejscu wypożyczalni łyżew też stoi pusta a za ścianą - widać na tych zdjęciach jak tam wygląda. Około 15 dzieciaków sprzęt zabiera do domu. Jak rodzice przyjeżdżają samochodami po dzieci, zabierają je w tym sprzęcie, tylko ściągają łyżwy. Nawet nie mogą się wykąpać. Tak wygląda sytuacja z szatniami, którymi pan dyrektor się szczycił.

Kolejna sprawa - sanitariaty, które mają być wybudowane w miejscu, gdzie były biura klubowe, gdzie można było przyjąć VIPów. Wiadomo, że aby ten sport mógł funkcjonować, wiele zależy od tych ludzi, którzy przychodzą na lożę VIP. Jeśli oni mają dobrą wolę i dadzą pieniądze, wtedy możemy działać. Pan dyrektor uważa, że tam trzeba zrobić sanitariaty, nie wiem dla kogo. Dla kibiców, którzy przyjdą może 15 razy w roku? Poza sezonem hokejowym tam się nic nie dzieje, dla mnie to są wyrzucone pieniądze.

Jesteśmy praktykami, nie teoretykami. Rozmawiałem z zastępcą dyrektora, pokazałem mu jak to lodowisko może funkcjonować, bez tych ubikacji u góry, wykorzystać częściowo ten korytarz na dole, gdzie był bufet. Pan dyrektor powiedział, że ten bufet klub robił na własną rękę, ale zapomniał o tym, że jak zaczynał prowadzić ślizgawki i prosił, żeby klub na jego ślizgawkach ten bufet uruchomił. Na jego ślizgawkach ten bufet funkcjonował. Jego pamięć jest bardzo krótka albo zawodna, nie chce o wielu rzeczach pamiętać.

Ja to wszystko odbieram bardzo negatywnie, zrobiła się biurokracja - przekazuje nam tą halę, na kilka godzin przed meczem podpisuje się protokoły odbiorcze, po meczu protokoły zdawcze. To jest tylko biurokracja. My i tak za tą halę odpowiadamy. Skoro tak ma być, to niech już tak będzie. Jesteśmy jak bezdomni. W meczach, które były z udziałem publiczności, pan dyrektor łaskawie wyraził zgodę na skorzystanie z pomieszczeń, gdzie były poprzednio biura, gdzie kasjerki mogły policzyć pieniądze.

Kolejny absurd, który powstał po remoncie - wchodzimy na lodowisko od strony portierni. Aby wejść na lodowisko trzeba przejść korytarzem - osią A, korytarzami wokół szatni, przejść wszystkimi korytarzami. Aby dojść do miejsca, gdzie kiedyś było wejście trzeba przejść 300 metrów zamiast 30 metrów. Jak odbywają się mecze, drużynę przeciwną i sędziów wpuszczamy tymi starymi zasadami, żeby nie narazić się na kpinę ze strony przyjezdnych. Jak można być metr od wyjścia ale żeby wyjść trzeba przejść 300 metrów.

Tak samo wygląda sytuacja z szybami, które są przed trybunami. Ktoś powiedział "siedzisz na przeciwko ubikacji, ale nie jest powiedziane, że do tej ubikacji zdążysz". Pokazałem wicedyrektorowi MOSiR-u jak można na tej hali funkcjonować, jak może wyglądać to wyłączenie ruchu kibiców przy samym lodowisku. Nawet przy pełnej hali, otworzymy im drugą stronę i wygrodzimy tylko barierkami - mamy wejście dołem, klatkę schodową, wejście na górne sektory. Jak ktoś siedzi na górnym sektorze i ma 15 minut przerwy: zdąży wyjść zapalić papierosa (jeśli pali), zejść schodami na dół, kupić kawę, dziecku kupić batonika, skorzystać z ubikacji i wrócić na swoje miejsce. Ta przerwa na to wystarczy. To trzeba po prostu wiedzieć, trzeba było chodzić na mecze, uczestniczyć w meczach, być kibicem, a nie tylko siedzieć za biurkiem i udawać, że się wszystko wie.

Zawodnicy nawet nie mogą mieć w szatni rowerków stacjonarnych, bo dyrektor powiedział, że to jest szatnia a nie sala gimnastyczna. Powiedziałem mu, że na tych rowerkach nic nie zrobią, bo one stoją w miejscu, nie wiem czy on o tym wie. Zapytał: co nam dają dwa rowerki na 30 zawodników? Wszyscy od razu nie jadą, ale niektórzy przychodzą godzinę przed treningiem, inni zostają po treningu. Ten rowerek jest niezbędny. Jak widać na zdjęciach, stoją w piwnicach i tam zawodnicy z tego korzystają. Jest w szatni takie pomieszczenie, gdzie można zrobić taką rowerownię, tylko potrzeba odrobinę dobrej woli.

Jak robili remont w sosnowcu, dyrektor zaprosił działaczy Zagłębia i wszystko uzgodnili. Dyrektor w tym wywiadzie mówi, że jest otwarty, ale tylko jak udziela się przed kamerami telewizji albo przed dziennikarzami tak jak przed wami. Dla nas to jest wielka porażka.

Rozmawialiśmy z nim po zakończeniu poprzedniego sezonu, przed remontem. Mieliśmy zapewnienia, że w październiku, po Mistrzostwach Europy w siatkówce, wracamy na małą halę. Dowiedzieliśmy się z wydziału sportu, że będzie możliwość zamrożenia lodowiska jeszcze wcześniej niż planowano. Jak dowiedzieliśmy się od pracowników firm, które wynajął, pan dyrektor robił wszystko tak, żeby z tym nie zdążyć.

Rozegraliśmy 8 czy 9 meczy na Jantorze bez udziału publiczności, kolejne 3 w Spodku bez udziału publiczności. Ponosimy koszty: sędziowie, ochrona, bo to wszystko przy meczu musi być, a nawet kibice nie mogli nas wspomóc symboliczną złotówką. W jakich ilościach chodzili to różnie bywało, ale na tych sędziów zawsze starczało. Dzisiaj musimy opłacić sędziów z pieniędzy, które były przeznaczone na inne cele. Ustalając budżet zakładamy to, że jednym z naszych sponsorów są kibice. Przez działania pana dyrektora ten jeden sponsor nam praktycznie wyleciał. Mecze udało nam się zorganizować tylko dlatego, że wynajęliśmy firmę, która zajmuje się monitoringiem. To są kolejne koszta, które klub ponosi a których nie powinien ponosić. Hala powinna być wyposażona w monitoring.

Podsumowując można powiedzieć, że MOSiR utrudnia działalność klubowi?

- Jeśli ktoś się obrazi na słowo "utrudnia", można powiedzieć "nie pomaga". Nie stwarza nam warunków takich, jak powinien. Już nie chcę wracać do tej sytuacji z niedokończonym meczem dzieci, bo to jest osobista porażka pana dyrektora. Bez względu na to, co by się nie działo, czy nawet byśmy nadużyli tego czasu, to jednak są dzieci, jest to mecz. Tutaj dyrektor pokazał swój szacunek, jaki ma dla sportu. On wie, że zrobił źle a teraz próbuje zrobić dobrą minę do złej gry i szuka podtekstów. On też doskonale wie, jak to lodowisko jest harmonogramem napięte.

Wprowadzono nowy system, że między jedną a drugą grupą jest półgodzinna przerwa na to, żeby mógł lód odpocząć. Można powiedzieć "wniosek do nagrody Nobla", bo tego jeszcze nikt na świecie nie wymyślił, żeby lód odpoczywał. W Gdańsku rolbista robi lód 10 minut, bo każda minuta się liczy. Tamten mecz mógł się rozpocząć o godzinie 16:15 bo lód był pusty, ale pracownik MOSiR-u nas nie wpuścił, bo za to wyleciałby z pracy. Mecz rozpoczął się o 16:30, przedłużył się, mógł się rozpocząć wcześniej, ale nikt nie mógł wejść na lodowisko.

Gdybyśmy wiedzieli, że to wszystko tak będzie wyglądało, nie przystąpilibyśmy do rozgrywek I drużyną seniorów. To nie ma najmniejszego sensu, praktycznie połowę sezonu graliśmy bez udziału kibiców. Gdybyśmy wiedzieli, że będzie taka sytuacja, to rozgrywalibyśmy wszystkie mecze na wyjazdach, transport do Bytomia, Sosnowca to koszt 300zł. Organizacja meczu u siebie to koszt 3000zł., którego kibice nie mogli nam zrekompensować przychodząc na nasze mecze. Kraków jest trochę dalej, Nowy Targ, Warszawa to są wyjazdy dalsze, ale wyjazdowe mecze blisko Katowic to są małe koszty.

Czy klub ma jakiś pomysł na bufet czy sklepik?

- Mamy pomysł, nawet przekazaliśmy pomysł zastępcy pana dyrektora. Obszedłem z nim lodowisko i pokazałem jak to powinno funkcjonować. Obecnie kasy są pod spodkiem, więc możemy otworzyć drzwi od Al.Korfantego u góry i na dole. W tym momencie sprzedajemy bilety powiedzmy na trybunę wschodnią i zachodnią. Kibic idąc na mecz wybiera sobie, na której trybunie chce siedzieć i nie ma możliwości przejść na drugą trybunę. Jesteśmy w stanie zrobić z jednej i drugiej strony sklepik, gdzie kibic mógłby się napić kawy i kupić coś słodkiego. Pokazałem miejsca, gdzie można takie sklepiki zrobić. Identyczny sklepik jest na Jantorze. Tam nie sprzedaje się żadnych gorących dań. Nie ma rzeczy, na które sanepid by się nie zgodził. Tam się sprzedaje napoje w kubkach plastikowych, słodycze. O nic więcej nie chodzi.

Jakie są cele stawiane drużynie?

- Zawsze walczymy o te najwyższe cele, o ten upragniony awans.

Jest możliwy awans?

- W sporcie jest wszystko możliwe. Gdyby był niemożliwy, nie byłoby sensu walczyć. Walczymy o ten awans, ale z tymi perypetiami, jakie klub przeżywa... Od samego początku działalności klubu, reaktywowania tego klubu przed czterema laty, nie mieliśmy takich kłopotów, jakie mamy teraz. Stoimy na skraju przepaści: albo nas ktoś popchnie i wpadniemy w tą głęboką przepaść, albo nam ktoś poda rękę i nas z tego wyciągnie. To wszystko jest związane z organizacją w MOSiRze. Odciągnięto nas od pewnego źródła utrzymania, a te ślizgawki dużo nam pomagały. Swego czasu pan dyrektor pozwalał nam zarabiać na parkingach, podczas różnych imprez w Spodku. To wyglądało tak, że pierwszeństwo miała FOSA, jeśli nie była zainteresowana to klub przejmował parkingi. Ostatnio zdarzało się tak, że pan dyrektor podniósł szlaban i wszyscy wjeżdżali za darmo.

Czy warto w ogóle awansować, jeśli klub jest w takiej trudnej sytuacji?

- Z tym nigdy nie wiadomo. Może w momencie awansu znajdzie się sponsor. Dzisiaj firmy, które nas finansowały też przeżywają kryzys związany z tym kryzysem na świecie. Twierdzą, że jak tylko staną na nogi, będą nam w dalszym ciągu pomagały. Są firmy, które nam pomogą, jeśli zrobimy awans. Czy będą pieniądze nigdy nie wiadomo. Można awansować i nie przystąpić do rozgrywek ekstraklasy, ale drużyna jakiś cel osiągnęła. Granie w I lidze bez celu o awans jest bezsensowne. Gdybyśmy przed sezonem wiedzieli, że tak to będzie wyglądało, nie warto byłoby startować. Dla samych zawodników granie meczy bez publiczności to już była totalna porażka. Pytali mnie "kierowniku, kiedy kibice przyjdą na mecz? Kiedy wyjdziemy z tego Janowa?". Zawodnicy, którzy przyszli do nas teraz, obcokrajowcy, chcą się chłopcy pokazać. Wiemy jak piłkarze grali przy pustych trybunach - co to ma wspólnego ze sportem i rywalizacją?

Czy może Pan powiedzieć coś na temat finansów? Czy klub jest zadłużony?

- Obecnie jesteśmy w trudnej sytuacji finansowej, wiele rzeczy się na to złożyło. Pojawiły się koszty, których nie przewidzieliśmy, to wszystko jest związane z organizacją meczy. Przy tych 12 meczach bez publiczności to jest koszt ok. 40 tys. zł. wydanych, które mogły być przeznaczone na inne cele. Teraz już gramy z kibicami, trochę ich było, na drugim meczu było ich jeszcze więcej, ale z kolei kosztuje wynajęcie firmy, która robi monitoring. Może miasto nam zrekompensuje te koszty, które ponieśliśmy, bo to jest działa MOSiR-u, aby zabezpieczył halę i w pełni ją przygotował. Jeżeli miało nie być monitoringu, ich obowiązkiem było nas o tym poinformować, wtedy decydujemy: czy gramy czy nie gramy. Jeżeli wiemy, czego nie będzie i decydujemy, że gramy, to nie możemy mieć do nikogo pretensji. Są dodatkowe koszty, brakuje tych środków, które sobie wypracowaliśmy: ślizgawka, szlifiernia łyżew. Na dzień dzisiejszy nie mamy zaległości wobec sędziów. Mamy zaległości w stosunku do zawodników. Jesteśmy na bieżąco z Urzędem Skarbowym, otrzymaliśmy zaświadczenie o niezaleganiu. Teraz czekamy na zaświadczenie z ZUSu, żeby otrzymać dotację na szkolenie dzieci i młodzieży. Przystąpimy do konkursu a tam takie zaświadczenia o niezaleganiu są wymagane. Staramy się jakoś łatać, ale jest to najgorszy sezon jaki mieliśmy do tej pory. Zawodnicy u nas grają tylko dlatego, że każdego roku mieli wszystko wypłacone na bieżąco. Nie mamy żadnego wierzyciela, który mógłby nas oddać do Polskiego Związku Hokeja na Lodzie.

Przed sezonem zmieniły się zasady gry. Jest podział na grupy A, B i C. Czy ta zmiana miała znaczenie dla GKS-u?

- Cały czas liczyliśmy na to, że zajmiemy to miejsce, które zajęła Polonia Bytom i awansujemy do tej szóstki w grupie B, i będziemy grać z tymi drużynami ekstraklasy. Tą małą ekstraklasą by zapachniało w Katowicach, bo byłby Stoczniowiec Gdańsk, Toruń, Unia Oświęcim, Sanok, Krynica i my. Od samego początku jakieś fatum nad nami było, najpierw związek nie potwierdził nam obcokrajowców i na pierwsze mecze jeździliśmy z juniorami. Zawodników mieliśmy zgłoszonych do sezonu wielu, ale z różnych przyczyn niektórzy zrezygnowali. Od samego początku te sprawy się nie układały. Niepotrzebnie pogubiliśmy punkty. Może gdyby nie sprawa tych bonusów i losowania, to system rozgrywek jest w miarę ciekawy. Dzisiaj ten hokej jest podzielony na trzy grupy i drużyny są w miarę równe. Jastrzębie i Janów potrafią wygrać z każdym. W grupie B trochę odstaje Krynica, ale pokazała w ostatnim meczu, że idzie Gdańsk pokonać. U nas w grupie najlepszym przykładem, że każdy może wygrać z każdym jest nasz pierwszy mecz z Sielcem Sosnowiec. Przegraliśmy 7:4, po 25 minutach nie było wiadomo czy Sosnowiec w ogóle gra, bo nie było ich widać na lodzie, ale jak to w sporcie, dwie przypadkowe bramki nam wpadły, później ktoś z Sosnowca strzelił a nawet nie wiedział, że krążek wpadł do bramki no i zaczęło się. Z pewnego wygranego meczu zrobiła się porażka.

Czy w meczach z udziałem kibiców frekwencja była zadowalająca?

- Te mecze były załatwiane na ostatni moment i trudno było bardziej się reklamować, ale jestem zadowolony. W środę było kibiców trochę mniej. Liczyliśmy, że po takiej długiej przerwie będzie duże zainteresowanie - prawie rok kibice nie widzieli naszych hokeistów. W sobotę kibiców było więcej. Sprzedaliśmy o ok.80 biletów więcej niż w środę. Na pewno cieszyłoby nas, gdyby ta hala się wypełniła. Na Play-Off otworzymy halę z dwóch stron, bo liczymy, że kibiców będzie zdecydowanie więcej. Poprzez waszą stronę wszystkich kibiców bardzo serdecznie zapraszam! Kibice muszą też nas zrozumieć jeśli chodzi o sprawy organizacyjne. Kibic jest dla nas najważniejszy. Przyjęcie kibica to jest nasza rzecz, ale nie można pewnych rzeczy zrobić, jak się nie ma przyzwolenia i przy takiej biurokracji, jaka dzisiaj jest na lodowisku.

Dlaczego klub nawiązał współpracę z Janowem?

- Nawiązaliśmy tą współpracę, bo mamy drużyny młodzieżowe a brak tej współpracy spowodował, że nasi juniorzy mogliby grać w Janowie a grają w Opolu. Nigdy nie byliśmy przeciwko tej współpracy na zasadzie wymiany zawodników. Nie do końca było to pozytywne ze strony Janowa. Sprawa Grobarczyka, o której wypowiadał się pan Grycner, to był nasz zawodnik i chcieliśmy go zatrzymać. Dzisiaj jest u nas kapitanem drużyny, jest autorytetem. Nie możemy się pozbywać wszystkich zawodników na rzecz Janowa, bo akurat on ich potrzebuje. Dzisiaj gra u nas zawodnik Janowa - Peksa, nie trzeba go wypożyczać i odprowadzać pieniędzy do związku za przejście tego zawodnika. Na zasadzie współpracy ten zawodnik przechodzi za darmo. Juniorów młodszych mamy w Opolu, po zakończeniu olimpiady młodzieży ci zawodnicy wrócą do naszego klubu. W marcu są finały Mistrzostw Polski centralnej ligi juniorów, gdzie gra drużyna z Janowa. Wiem, że trener Kulawik jak prowadził juniorów był zainteresowany paroma naszymi zawodnikami, mogliby ten Janów wspomóc w finałowych rozgrywkach. W zeszłym roku pojechaliśmy na olimpiadę do Sanoka, Janów swoją drużyną, my swoją. Oni ugrali tyle co my, po pierwszej rundzie wracaliśmy na tarczy. Gdyby te drużyny były połączone w jedną, to na pewno przywiozłaby medal. W innych regionach mają przewagę nad aglomeracją śląską, ponieważ tutaj na przestrzeni 20 km znajduje się 6 klubów: Tychy, Bytom, Katowice (dwa), Sosnowiec, Jastrzębie jest trochę dalej. W Nowym Targu w promieniu 150 km nie ma innej drużyny, jest zawodników dużo i jest z czego wybrać.

Czy nie ma ryzyka, że GKS stanie się takim zapleczem dla Janowa?

- Nie. Nigdy GKS nie był zapleczem dla Janowa. Nigdy nie będziemy czyimś klubem farmerskim ani zapleczem. Kiedyś Janów miał dwie drużyny, jedną w Ekstralidze a drugą juniorską w I lidze. Nie ma takiego zagrożenia, że GKS będzie klubem farmerskim. GKS był zawsze GKS-em i takim pozostanie. Współpraca będzie czysto sportowa. Prezes Śląskiego Związku Hokeja na Lodzie pan Udolf na każdym spotkaniu podsumowującym okres działalności ubolewa, że śląski hokej leży. Co raz mniej pieniędzy z wojewódzkiej federacji sportu dostajemy jako okręg. Nie robimy punktów w kategoriach młodzieżowych. Wszystkie miejsca w centralnych rozgrywkach są punktowane i Ministerstwo Sportu w zależności od tego, który region zdobył ile punktów, daje pieniądze z budżetu państwa na szkolenie. U nas z roku na rok jest to obcinane. Samo zakwalifikowanie się do turnieju finałowego, jakim są centralne rozgrywki, nie wystarcza. Liczą się drużyny, które zajmą pierwsze cztery miejsca. Na spotkaniu w okręgu też powiedziałem: po co wystawiać na Śląsku w jednej grupie rozgrywkowej, w której będą finały ogólnopolskie, sześć drużyn ze Śląska? Można by połączyć Polonię Bytom z Tychami, Zagłębie Sosnowiec z Jastrzębiem, my z Janowem. Stworzyć silniejsze drużyny, które będą grały pod egidą jednego klubu a w drugim sezonie pod egidą drugiego klubu. Nie patrzmy tylko na swój czubek nosa, bo jako województwo na tym tracimy.

Jeżeli są pieniądze, można organizować turnieje międzynarodowe. Jeśli taki turniej się zorganizuje, jest szansa żeby nas ktoś zaprosił do siebie. Mamy plan zorganizowania w kwietniu takiego turnieju rocznika 98 i młodsi. Jesteśmy wstępnie dogadani, zaprosimy drużynę Kölner Haie, zaprosimy drużynę z Weißwasser, drużynę czeską oraz węgierską, Naprzód Janów i my. W zależności od tego ile będziemy mieli środków, może zaprosimy jeszcze jakieś dwie polskie drużyny. Te dzieci będą miały szansę wyjechać na tzw. rewizytę np. do Niemiec. Współpraca pomiędzy GKS-em Katowice a Weißwasser była od zawsze. Dzieci zawsze jeździły w okresie letnim do Weißwasser na obozy, turnieje. Dzieci z Weißwasser przyjeżdżały na turniej barbórkowy do Katowic.

W Katowicach przez 8 lat nie było szkolenia młodzieży. Jak był Hortex, prezes Andrzej Kuba powiedział, że on ma klub profesjonalny i będzie kupował zawodników. Drużynę wicemistrzów Polski juniorów wtedy rozpuścił w drobny mak. Wicemistrzostwo Polski juniorów rozgrywkach centralnych to był ostatni sukces, jaki odniósł nasz katowicki hokej jako GKS. Od 2005 roku rozpoczęliśmy szkolenie dzieci. Są to roczniki 97, 98, 99 i ci chłopcy jakieś wyniki w swoich grupach osiągają. Jeszcze kilka lat i będziemy mieli swoich wychowanków.

Wracając do tego nieszczęsnego remontu, w tym roku praktycznie został zaprzepaszczony cały okres naboru. Nie było sensu robić naboru. Wiele dzieci straciliśmy, jak się zaczęły treningi na Janowie, rodzice tych dzieci nie mieli czasu i możliwości dowozić ich na treningi. Straciliśmy 40 dzieciaków a nie pozyskaliśmy nikogo. Co roku jak kończy się rok szkolny, jeździmy po szkołach gdzie mamy swoich zawodników. Dostają oni dyplom pamiątkowy za reprezentowanie barw naszego klubu oraz danej szkoły. Proszę dyrektorkę danej szkoły, żeby wręczyła ten dyplom na apelu, wtedy koledzy się interesują i takim sposobem nowi zawodnicy do nas trafiają. Kolega powiedział, kiedy są treningi, opowiedział o hokeju. Dzisiaj ciężko zmotywować dzieci do sportu. Oni mają playstation i komputery. Oni są wszyscy sportowcami, ale tylko w dwóch kciukach. Nie wszyscy mogą być Czerkawskimi, ale poprzez ten sport można ukształtować charakter tych dzieci. Oni sobie w życiu poradzą. Poprzez walkę na treningach przezwyciężają swoje słabości. Od października jeździmy i zapraszamy w szkołach na łyżwy, jak ludzie to zobaczyli byli przerażeni: "ludzie, nie hokej! Zabijecie nam dzieci!". Mówię: "my nie do hokeja, chcemy tylko nauczyć dzieci jeździć na łyżwach". Po dwóch miesiącach widać efekty, rodzice są zachwyceni, że dziecko tak potrafi jeździć na łyżwach. A jak dziecko trafi do hokeja to już inna bajka.

Chciałby Pan przekazać coś kibicom?

- Bardzo serdecznie zapraszam na hokej. W sobotę o 18:30 gramy z Sielcem. Chłopcy będą chcieli się zrewanżować za tą pierwszą wpadkę. Bilety będą w cenie 10zł, ale każdy kibic dostanie niespodziankę. W niedzielę mamy nieszczęsną godzinę, gramy o 13:00. Będzie to mecz z Orlikiem. Może się tak zdarzyć, że Orlik będzie naszym przeciwnikiem w I rundzie Play-Off. 13 i 14 lutego myślę, że hala się wypełni przynajmniej w 70% na meczach I rundy Play-Off. Poprzez przyjście na mecz kibice mogą wiele pomóc klubowi.

wywiad autoryzowany dla gieksiarze.pl






Powrót

Komentarze:

Zdaje się że z młodszą drużyną Weißwasser to w sierpniu 2:27 było :)
Panie Domogala!!!Z Sielcem to juz 2 wpadka,a nie pierwsza!Kolejna sprawa to zawodnicy graja sklejonymi kijami co jest smieszne!Nie wywjazujecie sie z kontraktu czlowieku pod zadnym wzgledem!nikt panu nieda pieniedzy,bo nikt pana nie trawi!zawodnicy nie maja wyplacone juz za 3 miesiace,a zbliza sie czwarty!Tokarz ma sklep,a nie ma sprzetu w klubie!Nie ma poprostu nic!
panie Wasala zglaszam postulat by dla pana dOMOGAŁA dostał od mosiru podwójny stołek by jego gruba dupa miała gdzie pierdziec,ruby jest śmieszny z tym ze nie zalegaja z kasą,tylko p.Tokarzowi nie chca robic smrodu w Pzhlu,no tak odciety od slizgawek bufetu hehe moze troche cala rodzina dOMOGAŁY z chudnie hehe wstydz sie gruby
Gruby łgarz i nic więcej!
Ech,jakaż uczciwość bije z tej przemowy.Jesli Pana ktoś nie zna pewnie w to uwierzy.Wolałbym jednak zeby Pan nigdy nie miał okazji kształtować charakteru mojego dziecka.Nigdy nie zalegał Pan z wypłatami??Kłamstwo i obłuda.Coż za troska o zawodników i kibiców,poprostu ojcowska.Szkoda mi tylko kibiców którzy Panu wierzą i zawodników zostawiających własne zdrowie w tym "klubie".Nie będę sie tu rozpisywał bo i tak po Panu D.wszystko spływa bo przecież tylu osobom "pomógł"
Domagała Ty juz lepiej nie rozmawiaj z nikim i nie udzielaj zadnych wywiadow bo smierdzi z daleka od ciebie wałkiem krasc do swojej kieszeni to ty potrafisz i bajki opowiadac.Zalisz sie tu o bufet i wcale to nie jest dziwne skoro skoro kase z bufetu kasowales do swojej kieszeni tak samo jak idzie kasa z kielbasek z meczy pilkarskich a skoro jestes taki dobroduszny to czemu kasy z kielbasek sprzedawanych na terenie stadionu GKS-U nie dajesz na hokej????? Oszust z z ciebie jest i kazdy o tym wie i hokej w Katowicach stanalby na nogi gdybys sie nie pchal i dopuscil innych do objecia posady w klubie Bo to ze Tokarz jest prezesem -to tez nie jest z byle powodu-Bo logicznie myslac po co facet majacy kupe kasy pchalby sie w taki klub jesli byscie oboje nie czerpali z tego korzysci majatkowych -a wlicie w ...... z zawodnikami nie placac im wcale .DOMAGALA CHCESZ POMOC GKS-owi??? To wypier.....daleko od GKS KATOWICE. A NAJLEPIEJ TO DO NIENIEC DO SYNUSIA I BEDZIECI PISAC SOBIE RAZEM DO REDAKTORO
DO REDAKTOROW HOKEJ NET JAK SYNUS STRZELI BRAMKE LUB BEDZIE MIAL ASYSTE
DOMOGAŁA WIDZE ZE Z CIEBIE JEST KAWAŁ KU....WY I PEWNIE KONFIDENT TEZ HAHA I PRWADE LUDZIE PISZA BO KAZDY KTO Z TOBA MIAŁ DO CZYNIENIA DOBREEGO SŁOWA NIE POWIE
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zarejestruj się.

UWAGA! W związku wejściem w życie z dniem 25 maja 2018r. nowych regulacji prawnych opartych o treść ROZPORZĄDZENIA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) aktualizacji uległa Polityka Prywatności Hokej.net.

WAŻNE! Nasza strona wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Stosujemy je w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień cookies oznacza, że będą one zamieszczane na Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących tzw. „ciasteczek”. Więcej szczegółów znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
V