Polski hokej potrzebuje decyzji, a nie kolejnych analiz. Mariusz Czerkawski w rozmowie z Pawłem Wilkowiczem na łamach sport.pl jasno wskazał, gdzie leży problem. Jego zdaniem budowa prostych hal lodowych wcale nie jest finansową abstrakcją, a państwo powinno przestać patrzeć na sport wyłącznie przez pryzmat zwrotu z inwestycji. – Musimy zatrzymać dzieci w kraju – podkreśla były reprezentant Polski.
Mariusz Czerkawski nie owija w bawełnę w programie "Studio Cortina" na łamach sport.pl. Gdy pada temat infrastruktury i przyszłości polskiego hokeja, były reprezentant Polski i zawodnik NHL mówi wprost: problemem nie są pieniądze, tylko myślenie. Jego zdaniem czas skończyć z kalkulowaniem zwrotu z inwestycji i zacząć budować system, który zatrzyma młodzież w sporcie i w kraju.
– Każdy mówi o lodowiskach, że kosztują nie wiadomo ile. A to nie jest prawda – podkreśla w rozmowie.
"To się buduje tak zwane stodoły"
Czerkawski zwraca uwagę, że nowoczesna hala nie musi oznaczać ogromnego, wielofunkcyjnego obiektu za setki milionów złotych.
– To się buduje tak zwane stodoły. Hale, które za dwa miliony euro, za osiem, dziesięć czy dwanaście milionów złotych jesteś w stanie postawić. I to są realne kwoty – zaznacza.
Oczywiście pozostaje kwestia samorządów, lokalizacji i organizacji. Ale według niego największym hamulcem jest ciągłe pytanie o opłacalność.
– Nie możemy myśleć cały czas, kiedy dostaniemy z powrotem z tego pieniądze. Ile dzieciaków będzie trenować, ile radości to sprawi. Coś musimy zrobić dla kraju, coś musimy zrobić dla ludzi.
Sport to koszt państwa. I bardzo dobrze
Były napastnik m.in. New York Islanders, Boston Bruins i Edmonton Oliers używa prostego porównania, które trudno podważyć.
– Czy samochód, którym jeździsz, opłaca się go mieć? Nie. Ale daje ci wygodę, przyjemność, pozwala się przemieszczać. To jest twój koszt. Sport to jest koszt państwa – mówi bez wahania.
I dodaje coś, co wybrzmiewa najmocniej.
– My musimy utrzymać dzieci w kraju. Nie tylko leczyć ludzi, ale dać im szansę, dać im możliwości.
"Wszyscy siedzą na telefonach. A gdzie mają siedzieć?"
Czerkawski dotyka też problemu, o którym mówi się coraz głośniej. Młodzi ludzie spędzają czas w świecie wirtualnym, bo często nie mają realnej alternatywy.
– O jaki mamy problem? Wszyscy siedzą na telefonach. Jasne. A gdzie mają siedzieć? – pyta retorycznie.
Jego zdaniem rozwiązaniem jest system budowany przy szkołach, tak jak funkcjonuje to w wielu krajach Europy.
– Dlaczego nie ma systemu? Dlaczego nie budujemy tego już po szkołach? W innych krajach po lekcjach zaczynasz trenować różne dyscypliny. To jest naturalne.
Bo gdy młody człowiek wróci do domu, wybór jest prosty.
– Jak się pójdzie do domu, to są koledzy, jest gra komputerowa. Oczywiście, to też jest dla ludzi. I to będzie się działo. Ale z tym trzeba konkurować. I ja wierzę, że się da.
Koniec z licytowaniem się, kto zrobił więcej
Legenda polskiego hokeja ma też jasne stanowisko w sprawie politycznych sporów wokół sportowych inwestycji.
– Trzeba coś stworzyć, a nie znowu się dzielić. Nie znowu: my zrobimy, wy nie robicie. Ile mamy się licytować, czy Euro było dobre, czy niedobre?
Polska ma stadiony piłkarskie, sukcesy w siatkówce, skokach narciarskich i kilku innych dyscyplinach. Ale hokej wciąż czeka na impuls infrastrukturalny.
– Wiadomo, że jest piłka i długo, długo nic. Ale mamy też inne sporty. Ile inwestycji tam poszło? Ile rzeczy się fajnie spięło? – zauważa.
"Kiedyś państwu zależało"
Czerkawski nie ucieka od porównań historycznych.
– Nie wracajmy do tego, że to była komuna. Ale wtedy państwu zależało na sporcie. System był.
Dziś możliwości finansowe są nieporównywalnie większe niż kilkadziesiąt lat temu. Pytanie, czy idzie za tym odwaga decyzyjna.
Czytaj także: