GKS Katowice od zwycięstwa rozpoczął Turniej Finałowy Pucharu Kontynentalnego. Wicemistrz Polski po rzutach karnych pokonał łotewski HK Mogo 3:2, a jednym z kluczowych zawodników rywali był kapitan i napastnik zespołu z Rygi – Gints Meija, autor drugiego gola dla swojego zespołu. Po meczu doświadczony Łotysz docenił postawę katowiczan, ale jednocześnie nie ukrywał niedosytu.
Mocne tempo od pierwszych minut
Zdaniem kapitana HK Mogo spotkanie od początku toczyło się w szybkim tempie, a polski zespół potrafił narzucić swój styl gry. Katowiczanie szybko objęli prowadzenie, co - jak podkreśla Meija - miało wpływ na dalszy przebieg meczu.
– Rywal grał w mocnym tempie i szybko wyszedł na prowadzenie – przyznał napastnik łotewskiego zespołu. – Mieliśmy kilka sytuacji w przewadze i uważam, że powinniśmy byli zdobyć więcej bramek.
Kary, które zmieniły obraz meczu
Jednym z kluczowych momentów spotkania była seria kar nałożonych na HK Mogo. Trzy wykluczenia z rzędu utrudniły Łotyszom złapanie rytmu i pozwoliły GKS-owi przejąć inicjatywę.
– Trzy kary pod rząd nie mogły nie mieć wpływu na przebieg meczu – zaznaczył Meija, krótko podsumowując ten fragment gry.
Gol na wagę remisu, ale niedosyt pozostał
Kapitan HK Mogo wpisał się na listę strzelców, zdobywając bramkę na 2:2, która ponownie wprowadziła jego zespół do gry. Mimo tego po meczu nie ukrywał, że losy spotkania mogły potoczyć się inaczej.
– Polski zespół grał naprawdę dobrze – ocenił. – Karne to w zasadzie loteria. Jedno trafienie może wszystko zmienić.
Trudno oceniać ligę po jednym meczu
Na zakończenie Meija został zapytany o opinię na temat polskich klubów hokejowych. Choć docenił postawę GKS-u Katowice, podkreślił, że jeden mecz to za mało, by wyciągać daleko idące wnioski.
– Nie mam pojęcia, trudno mieć opinię po jednym spotkaniu – stwierdził szczerze. – Katowice były dobrym przeciwnikiem, grali szybko, ale nie mogę na tej podstawie oceniać całej ligi.
Dla GKS-u Katowice był to udany początek zmagań w Turnieju Finałowym Pucharu Kontynentalnego, a dla HK Mogo – sygnał, że rywalizacja na tym etapie rozgrywek nie pozwala na moment dekoncentracji.
Czytaj także: