Po raz czternasty w swojej historii GKS Katowice zdobył wicemistrzostwo Polski, w tym roku ulegając w finale GKS-owi Tychy 0:4. Jak tę finałową serię ocenił Michał Kieler?
HOKEJ.NET: – Chyba nie tak spodziewaliście się, że ten finał będzie miał taki przebieg 4-0. Jakby patrzeć na wyniki, to dość gładko, łatwo, ale chyba nie do końca te mecze wyglądały.
Michał Kieler: – Na pewno z naszej strony miał tak nie wyglądać. Szczerze nie spodziewałem się, że przegramy 4-0. Myślałem, że gdzieś ten początek rywalizacji, który będziemy mieli u siebie, jednak to rozpoczniemy od zwycięstw i to będziemy mieli przewagę tego własnego lodu. Niestety nie układało nam się od początku gdzieś ta skuteczność, jeżeli chodzi o zdobywanie bramek w tym finale. Szwankowała, niestety zbyt mało strzeliliśmy. Tworzyliśmy sobie sytuację, tak samo drużyna Tyska tworzyła, ale w tym aspekcie była zdecydowanie lepsza, skuteczniejsza. No i niestety musimy się pogodzić z tą porażką, aczkolwiek te 4-0 bardzo boli.
Te dwa pierwsze mecze u siebie złamały tę rywalizację? Bo jednak trudno się często podnieść.
– Wydaje mi się, że nie. Okej, straciliśmy może atut własnego lodowiska, ale gdzieś w tym drugim meczu minimalna porażka 1-0. Jednak z mojej perspektywy, jak ja patrzyłem na to, wyglądaliśmy lepiej, stworzyliśmy sobie więcej sytuacji. Niefortunnie straciliśmy bramkę w pierwszej tercji i Tychy bardzo dobrze broniły. Tomas ich trzymał tak samo i my, a my nie potrafiliśmy wykorzystać tych przewag, które tam wpadły w tym meczu. Ogólnie, że lrążek nie wpadł do siatki w tamtym meczu. Myślę, że gdybyśmy go strzelili tego gola, to inaczej ta rywalizacja w tych meczach wyglądała. Ale teraz to można gdybać. Gdyby wpadło może więcej, to może inaczej wyglądało. Niestety jest jak jest. Musimy się teraz z tym jakoś uporać.
Przy 3-0 to trudno jednak jeszcze na lodowisku rywala mieć tę wiarę, tę mobilizację, w Paszczy Lwa można powiedzieć, gdzie pewnie już te szampany się mroziły.
– Trudno, nie trudno, ale my i tak w szatni powtarzaliśmy, że musimy każdą zmianę walczyć. Starać się strzelić gola jednego na początek, potem dołożyć kolejnego, starać się obrócić ten wynik. Udało nam się to, a Tyszanie znowu odpowiedzieli. W tym meczu mieli 4-1. Potem znowu strzeliliśmy gola. Niepotrzebne uważam kary na koniec meczu pokazały pełen obraz naszej gry w dniu dzisiejszym. Tychy nas po prostu dobiły.
Na koniec sukces czy porażka? Wielu ekspertów na chłodno mówi, że sam finał dla GKS-u Katowice to sukces.
– Ja myślę, że każdy medal jest sukcesem. Na pewno granie w finale ciężko na to pracowaliśmy. Mam nadzieję, że kibice na to popatrzą, że to jest sukces. Wiadomo, niedosyt jest, bo zawsze grając w finale wiesz, że możesz wygrać coś więcej. Niestety nam w tym roku się tego nie udało dokonać, ale mam nadzieję, że w kolejnych latach wrócimy silniejsi i uda nam się podnieść mistrzowski tytuł.
Rozmawiał: Sebastian Królicki
Czytaj także: