To, co najważniejsze w hokejowym sezonie coraz bliżej. Rozpoczynają się półfinały, więc postanowiliśmy oddać głos ekspertom. Postanowiliśmy przeprowadzić sondę wśród doświadczonych dziennikarzy prasowych, radiowych i telewizyjnych.
Spodziewaliśmy się twardych i zaciętych rywalizacji, tymczasem trzy z nich zakończyły się już po czterech meczach. Byłeś tym faktem zaskoczony?
Patryk Rokicki (komentator TVP Sport):
– Zdecydowanie tak. Nie przypuszczałem, że w aż trzech parach będziemy mieć 4:0 w serii. Najbardziej zawiodła mnie Comarch Cracovia, która na własne życzenie przegrała mecz numer jeden w Oświęcimiu. Kto wie, jak potoczyłyby się losy tej rywalizacji, gdyby Pasy na dzień dobry wygrały w Oświęcimiu.
Piotr Chłystek (dziennikarz "Przeglądu Sportowego", komentator Viaplay):
– Nie do końca. Od tyszan oczekiwałem wygranej do zera. Spodziewałem się również, że jastrzębianie przegrają dwa spotkania z Energą Toruń, ale cała seria zakończy się dla nich sukcesem. Trochę zawiodła Cracovia, która jednak w przegranych po dogrywce meczach numer 1 i 4 miała sporo sytuacji, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, więc wynik 0-4 w całej rywalizacji nie do końca oddaje jej przebieg. Trochę lepiej powinien wyglądać też końcowy rezultat z perspektywy Zagłębia Sosnowiec. W przypadku tego zespołu należało się spodziewać wielkiej mobilizacji, która przed własną publicznością może dać przynajmniej jedno zwycięstwo. I to zwycięstwo było blisko w konfrontacji numer 3, w której przecież było już 2:0 dla gospodarzy.
Grzegorz Michalewski (komentator Polsatu Sport):
– Tak. Liczyłem, że zdecydowanie bardziej zacięta będzie rywalizacja GKS-u Katowice z Zagłębiem Sosnowiec. Tymczasem John Murray kolejny raz udowodnił, że jest bramkarzem, który potrafi zbudować formę na najważniejsze mecze sezonu i tak też było w starciach z Zagłębiem. Nowy trener Matias Lehtonen miał za mało czasu, aby zbudować zespół na fazę pucharową. W Zagłębiu szykowana jest rewolucja kadrowa i przyszły sezon zweryfikuje warsztat trenerski Fina. Spodziewałem się także więcej po Cracovii, ale bez klasowego bramkarza ciężko jest walczyć o najwyższe trofea. Niestety, Dominik Salama nie prezentował poziomu gwarantującego awans do najlepszej czwórki. Zaskakująco dobrze zaprezentował się zespół KH Energa Toruń, który okazał się wymagającym rywalem dla JKH GKS-u Jastrzębie, ale to nie wystarczyło do wyeliminowania podopiecznych Roberta Kalabera.
Grzegorz Wojtowicz (dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej):
– Trochę tak, bo wydawało mi się, że Cracovia i Zagłębie nieco wyżej zawieszą poprzeczkę i wygrają przynajmniej jeden mecz.
Włodzimierz Sowiński (dziennikarz Dziennika Sport):
– Byłem zaskoczony, że GKS Katowice oraz Re-Plast Unia wygrały swoje serie 4:0. Oczekiwałem, że zarówno EC Będzin Zagłębie oraz Comarch Cracovia sprawią zdecydowanie więcej kłopotu wyżej notowanym rywalom. A tymczasem było trochę walki, ale to stanowczo za mało, by wygrać spotkanie. Zwycięstwo JKH GKS-u Jastrzębie z KH Energą Toruń 4:2 jest adekwatne do siły obu zespołów. Zespół JKH ma więcej indywidualności, które zadecydowały o wygranej.
W półfinale zwycięzca sezonu zasadniczego GKS Tychy zmierzy się z JKH GKS Jastrzębie. Kto Twoim zdaniem jest faworytem?
Patryk Rokicki (komentator TVP Sport):
– Faworytem w tej parze, powtórce z finału Pucharu Polski, jest najlepszy zespół sezonu regularnego, czyli GKS Tychy. Warto jednak pamiętać, że w kampanii 2024/25 tyszanom ciężko się gra z drużyną Róberta Kalábera i ta rywalizacja w play-off będzie z pewnością emocjonująca. Typuję 4:1 dla GKS Tychy.
Piotr Chłystek (dziennikarz "Przeglądu Sportowego", komentator Viaplay):
– Stawiam na tyszan. Łatwo im jednak nie będzie, bo JKH w fazie zasadniczej pokazał, że ma sposób na ekipę Pekki Tirkkonena. Poza tym Jastrzębie to drużyna waleczna, nieźle zorganizowana i dobrze czująca się w sytuacji, gdy nie jest faworytem, a w półfinale faworytem z pewnością nie będzie. To zwiastuje ciekawą serię.
Grzegorz Michalewski (komentator Polsatu Sport):
– Tyszanie w sezonie zasadniczym byli zdecydowanie najlepsi, prezentowali równą formę przez cały sezon zasadniczy. Trener Pekka Tirkkonen zbudował bardzo mocny i świetnie rozumiejący się zespół. Dużym atutem Tyszan było to, że mają w składzie kilku bramkostrzelnych zawodników potrafiących w pojedynkę rozstrzygnąć losy meczu, a to może okazać się kluczowe w rywalizacji z JKH. Świetnie w drużynie wkomponował się Fin Rasmus Heljanko. Zresztą jego rodacy Joona Monto i Matias Lehtonen byli ważnymi postaciami zespołu. Do tego prym w ataku wiedli Alan Łyszczarczyk i Dominik Paś. Tyszanie w ataku prezentują się znakomicie. To na pewno będzie ich atut w meczach przeciwko JKH. Zresztą Finowie także wiodą prym w kreowaniu gry ofensywnej. Hannu Kuru może zostać najbardziej wartościowym zawodnikiem sezonu i poprowadzić swój zespół do finału. Brakuje mu jednak mocnego wsparcia, bo poza Teemu Pulkkinenem i Martinem Kasperlikiem, pozostali ofensywni gracze nie prezentują optymalnej formy. Jeśli Roman Rac zdoła uporać się z urazami, a Mark Kaleinikovas zaprezentuje formę podobną do tej z zeszłego sezonu w Oświęcimiu, to w tej parze do wyłonienia zwycięzcy może być potrzebnych nawet siedem meczów. Kluczowa będzie postawa obu bramkarzy, a właśnie na tej pozycji wydaje się, że to bramkarz JKH Vilho Heikkinen prezentuje się lepiej od Tomasa Fucika. Mój typ: GKS Tychy – JKH GKS Jastrzębie 4:3
Grzegorz Wojtowicz (dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej):
– Jastrzębie jako jedyne miało trochę problemów z awansem do półfinału, ale poradziło sobie. Ja nawet zakładałem, że może dojść do niespodzianki w postaci awansu Torunia. Zapowiada się także zacięta seria, ale to faworytem są tyszanie.
Włodzimierz Sowiński (dziennikarz Dziennika Sport):
– Na tym etapie rywalizacji nie ma faworyta, wszystko się może zdarzyć. Hokeiści GKS-u Tychy wygrali sezon zasadniczy, ale to wcale nic nie oznacza. Owszem, mają stabilny i wyrównany skład – to ich atut. Natomiast półfinałowe starcie wyzwoli w zespole z Jastrzębia dodatkowe pokłady ambicji. Hanu Kuru, Teemu Pulkkinen i ich kompani z ataku nie raz są w stanie zaskoczyć tyskiego bramkarza. Seria może zakończyć po siedmiu meczach zwycięstwem hokeistów z Tychów.
Czy fakt, że jastrzębianie są w rytmie meczowym i za nimi bardziej wymagająca droga może być ich atutem? Patrząc choćby na drogę Unii z zeszłego sezonu, która po twardej rywalizacji z Cracovią wygrała z tyszanami 4:1?
Patryk Rokicki (komentator TVP Sport):
– Nie wydaje mi się, żeby na tym etapie te dwa mecze więcej rozegrane przez jastrzębian były ich atutem. Na pewno woleliby uniknąć drugiej, długiej wyprawy do Torunia, ale KH Energa walczyła w ćwierćfinałowej serii bardzo dzielnie.
Piotr Chłystek (dziennikarz "Przeglądu Sportowego", komentator Viaplay):
– To może im pomóc, ale dłuższa przerwa niekoniecznie musi zaszkodzić tyszanom. Historia hokeja zna różne przypadki. Nawet na naszym podwórku. Z jednej strony rzeczywiście mamy przykład Unii z zeszłego sezonu. Ale można też przejść przez całą fazę play-off dość sprawnie, ogrywając wysoko kolejnych rywali, co pokazał JKH w roku 2021. Wówczas po ćwierćfinale wygranym 4-0 z Podhalem, przyszedł półfinałowy triumf 4-1 nad GKS Katowice, a później było jeszcze 4-1 w finale z Cracovią. Tutaj nie ma reguły, zatem w tym roku też trudno przewidzieć, co się wydarzy.
Grzegorz Michalewski (komentator Polsatu Sport):
– Nie, na tym etapie nie będzie to miało żadnego znaczenia. Tyszanie w ćwierćfinale zmierzyli się z najsłabszym zespołem z tej ósemki – STS-em Sanok. I choć Sanoczanie walczyli w każdym z czterech meczów, to jednak nie byli w stanie w żadnym z nich pokonać GKS. Faza play-off ma swoje prawa i wygrywa je ten, kto jest dobrze przygotowany do tych meczów i potrafi szybko się regenerować. Tyszanie w meczach przeciwko ST-owi nie grali jeszcze na pełnych obrotach, bo rywal nie był dla nich wymagającym przeciwnikiem. Wygrali tę rywalizację w czterech meczach, bez poważniejszych urazów, a dodatkowo na mecze półfinałowe ma już dołączyć Matias Lehtonen, więc będą mieli wystarczająco dużo czasu na odpowiednią regenerację i przygotowanie się do rywalizacji z JKH GKS-em Jastrzębie.
Grzegorz Wojtowicz (dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej):
– Nie sądzę, aby to miało większe znaczenie. Tyszanie mieli czas, aby zaleczyć urazy i będą gotowi do gry na sto procent.
Włodzimierz Sowiński (dziennikarz Dziennika Sport):
– Jastrzębianie mogą posiadać przewagę tylko w pierwszym meczu, bo rzeczywiście są w rytmie meczowym. W kolejnych występach ta różnica już nie będzie widoczna. Im będzie więcej spotkań, to szansę tyszan będą rosły, kadra zespołu jest zdecydowanie szersza niż jastrzębian.
Jakie są najmocniejsze punkty tyszan i jastrzębian?
Patryk Rokicki (komentator TVP Sport):
– Tyszanie mają potężną moc w ofensywie, co udowodnili w sezonie regularnym oraz Pucharze Polski. Trener Tirkkonen od każdego z ataków może śmiało wymagać zdobywania bramek. Do tego solidna gra w obronie oraz pewny bramkarz w osobie Tomáša Fučíka. Trójkolorowi mają pełne prawo myśleć o powrocie na mistrzowski tron, ale... podobne plany mają w Jastrzębiu, które stworzyło w tym sezonie bardzo ciekawy zespół. Pierwsze skrzypce w każdej formacji grają Finowie. W ataku kapitalny duet Kuru-Pulkkinen uzupełniony nieobliczalnym Kaleinikovasem, w obronie znający się jak łyse konie Mäkelä z Ronkainenem i do tego kapitalny ruch w trakcie sezonu z zakontraktowaniem bramkarza Vilho Heikkinena.
Piotr Chłystek (dziennikarz "Przeglądu Sportowego", komentator Viaplay):
– Słyszę, że w Tychach współpraca na linii sztab – zawodnicy układa się doskonale i nikomu nie trzeba dwa razy powtarzać, co ma robić, na co ma zwrócić uwagę i co ew. powinien skorygować. Takie podejście przy jakościowej i dobrze zbalansowanej kadrze przekłada się na wysoką skuteczność i dobrą grę w ataku, ale hokeiści GKS dbają też o szybkie powroty do obrony czy pracę na bramkarzu. Tyska ekipa ma sporo atutów, ale JKH może się przeciwstawić np. niezłą grą w przewadze lub groźnymi kontrami, w których najczęściej powinniśmy oglądać Martina Kasperlika. Pytanie tylko, czy Kasperlik szybkość połączy ze skutecznością…
Grzegorz Michalewski (komentator Polsatu Sport):
– Tak jak już wspomniałem największym atutem GKS-u jest atak. Liderami zespołu są Fin Rasmus Heljanko i Alan Łyszczarczyk. Do tego niezwykle groźni są Joona Monto i Matias Lehtonen. Ważna będzie też postawa środkowych napastników takich jak Dominik Paś oraz Filip Komorski, którego dobra gra powinna być poparta strzelanymi golami. Jastrzębianie doskonale zdają sobie sprawę, że nie mogą pozwolić sobie na otwartą grę z GKS-em, bo to mogłoby się skończyć katastrofą. Trener Robert Kalaber preferuje grę opartą na mocnej grze obronnej i doskonałym przygotowaniu fizycznym. Formacja defensywna JKH jest jedną z najlepszych, a bramkarz Vilho Heikkinen prezentuje się bardzo solidnie, więc jestem bardzo ciekawy jakim wynikiem zakończy się ta rywalizacja.
Grzegorz Wojtowicz (dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej):
– Tychy - wyrównana kadra, kilku zawodników, którzy potrafią zrobić różnicę. Jastrzębie - dobre przygotowanie taktyczne do meczów, twarda gra, nawet ostra gra, która może wybić atuty tyszan.
Włodzimierz Sowiński (dziennikarz Dziennika Sport):
– O stabilnym składzie tyszan już wspominałem, bo cztery równe formacje mają ich zaprowadzić do mistrzostwo – tak mówią w klubie oraz najwierniejsi kibice tego zespołu. Największym atutem są przebojowi i skuteczni wspomniani Finowie oraz szybki, acz momentami nieprzewidywalny Martin Kasperlík. Nie można zapominać o Marku Kaleinikovasie oraz Romanie Rácu. Jestem ciekaw postawy obu bramkarzy.
O przepustkę do finału powalczą też GKS Katowice i Re–Plast Unia Oświęcim. Który zespół Twoim zdaniem jest bardziej kompletny i ma większe szansę na to, by powalczyć o złoto?
Patryk Rokicki (komentator TVP Sport):
– Niezwykle trudno wskazać faworyta w tej parze. Myślę, że bardzo możliwa jest siedmiomeczowa seria. Katowiczanie na pewno są żądni rewanżu za ubiegłoroczny finał play-off, więc będzie się działo. GKS zaczyna tę rywalizację na własnej tafli, ew. siódmy mecz odbędzie się w Satelicie i dlatego minimalnie więcej szans daję drużynie Jacka Płachty. Typ 4:3.
Piotr Chłystek (dziennikarz "Przeglądu Sportowego", komentator Viaplay):
– Troszkę lepiej skomponowanym zespołem wydaje się być katowicka GieKSa i to jej triumfu się spodziewam, ale po zaciętej rywalizacji. Na tym etapie można posłużyć się ulubionym powiedzeniem Mariusza Pudzianowskiego i stwierdzić, że na pewno nikt tanio skóry nie sprzeda…
Grzegorz Michalewski (komentator Polsatu Sport):
– Moim zdaniem ciekawsza para w tych półfinałach. W zeszłym sezonie Oświęcimianie zdetronizowali „Gieksę” na mistrzowskim tronie wygrywając niezwykle zacięty finał, dopiero w siódmym meczu, zresztą w decydującym po jedynym golu strzelonym w dogrywce przez Marka Kaleinikovasa. Katowiczanie przystąpią do tej rywalizacji z chęcią zrewanżowania się rywalom za zeszłoroczną porażkę. Wydaje się, że w Oświęcimiu udało się ugasić pożar po niespodziewanym odejściu Nika Zupancicia. Ciekaw jestem jak przygotuje zespół na te mecze półfinałowe trener Antti Karhula. Obie ekipy rywalizację w ćwierćfinale zakończyły w czterech meczach, więc oba zespoły miały odpowiedni czas, aby się zregenerować i przygotować do walki o awans do finału. Na „papierze” bardziej kompletnym zespołem wydaje się być Re-Plast Unia, ale większe indywidualności w swoim zespole ma szkoleniowiec GKS-u Katowice – Jacek Płachta. Jeżeli swoją optymalną dyspozycję zaprezentuje atak Grzegorz Pasiut, Bartosz Fraszko i Patryk Wronka, to w finale zameldują się Katowiczanie. Kluczowa będzie postawa obu bramkarzy. Dużym atutem „Gieksy” jest również to, że rywalizację z Unią rozpoczynają na własnym lodowisku. Mój typ: GKS Katowice – Re-PLast Unia Oświęcim 4:2.
Grzegorz Wojtowicz (dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej):
– Trudno wskazać faworyta, o wyniku serii zadecydują detale. Wydaje się, że obydwa zespołu złapały formę w odpowiednim momencie. Zapowiada się emocjonująca seria.
Włodzimierz Sowiński (dziennikarz Dziennika Sport):
– Doskonale pamiętamy rywalizację finałową rywalizację w poprzednim sezonie. O złocie zadecydował gol w dogrywce. I teraz scenariusz może być podobny. Potencjał obu zespołów jest podobny i rywalizacja pewnie się zakończy po siedmiu meczach. O zwycięstwie GKS-u Katowice zadecyduje strona mentalna.
Jakie są silne i słabe strony katowiczan i oświęcimian?
Patryk Rokicki (komentator TVP Sport):
– Słabe strony ciężko znaleźć, więc z przyjemnością skupię się na tych mocnych. Bardzo dobry sezon grają obaj bramkarze, czyli John Murray i Linus Lundin. Nie odkryję Ameryki, że ich postawa będzie kluczowa w kwestii awansu do wielkiego finału. W ataku po obu stronach nie brakuje zawodników mogących przesądzić o wynikach poszczególnych meczów. Formacje obronne także prezentują się bardzo solidnie, chociaż z pewnością nieobecny Kalle Valtola dorzuciłby jeszcze więcej jakości Unii pod obiema bramkami.
Piotr Chłystek (dziennikarz "Przeglądu Sportowego", komentator Viaplay):
– W Oświęcimiu mogą się cieszyć, że do najwyższej dyspozycji wraca Linus Lundin. Występy Unii w Lidze Mistrzów uświadomiły nam, do czego zdolny jest ten golkiper. Z nim w bramce Unia może osiągać wielkie rzeczy, pod warunkiem, że będzie w najlepszej formie. U obrońców tytułu coraz lepiej wygląda też gra w przewadze. Oczywiście mają gorsze momenty, ale seria z Cracovią udowodniła, że mogą wygrywać nawet w meczach, w których nie grają perfekcyjnie. Z kolei GKS zagra pod presją. Zaczyna serię u siebie, w dodatku z chęcią zrewanżowania się za porażkę w ostatnich finałach. To może być drobne utrudnienie, ale nie powinno mieć kluczowego wpływu na przebieg zmagań. Zwłaszcza że katowiczanie grają ostatnio coraz lepiej i też mają znakomitego bramkarza w osobie Johna Murraya!
Grzegorz Michalewski (komentator Polsatu Sport):
– W tej parze spotkają się zespoły, które mają w swoich składach dwóch najlepszych bramkarzy ligi polskiej. Zarówno John Murray jak i Linus Lundin są niezwykle ważnymi postaciami swoich zespołów i każdy z nich ma swoje mocne strony, jak i te nieco słabsze. Ale obaj potrafią „trzymać” swoje zespoły, gdy mecz nie układa się po ich myśli. Niewykluczone, że to właśnie Murray oraz Lundin przesądzą o tym, który zespół zamelduje się w finale. Od zawsze mocną bronią GKS-u w rywalizacji w fazie play-off jest przygotowanie fizyczne oraz analiza rywala. Pod tym względem trener Jacek Płachta i jego asystent Ireneusz Jarosz potrafią przygotować znakomicie przygotować swój zespół do decydujących meczów. Ostatnio z urazem zmagał się Bartosz Fraszko i nie wiadomo czy uda mu się wrócić do optymalnej dyspozycji, a to jest w tym sezonie kluczowy zawodnik „Gieksy”. Atutem Unii jest szersza kadra, a przez to rywalizacja o miejsce w składzie. Cieszy, że po urazie wrócił do gry Kamil Sadłocha, a to może być lider Unii w tych spotkaniach. Dużo będzie zależało od postawy Krystiana Dziubińskiego, który jest liderem zespołu zarówno na lodzie jak i w szatni. Doświadczony napastnik jest bardzo ważnym ogniwem tej drużyny, bo to właśnie on potrafi dać impuls Dryżynie, gdy jej się nie układa. Może warto wrócić do ustawienia w jednym ataku Krystiana Dziubińskiego z Kamilem Sadłochą i na przykład Łukaszem Krzemieniem. Skoro w zeszłym sezonie mieli ogromny wkład w zdobycie tytułu, a na początku obecnego znakomicie prezentowali się w dwóch pierwszych meczach Ligi Mistrzów, do momentu złapania kontuzji przez Sadłochę.
Grzegorz Wojtowicz (dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej):
– Atutem obydwu zespołów są bramkarze - John Murray i Linus Lundin świetnie spisywali się w ćwierćfinałach. Katowiczanie mają Jeana Dupuy, który potrafi strzelać ważne gole. Unia ma chyba bardziej wyrównany skład.
Czytaj także: