Loża prasowa (21): Komu radość, komu łzy?
Przed nami najważniejszy moment sezonu. Już we wtorkowy wieczór w TAURON Hokej Lidze rozpocznie się walka o medale, my postanowiliśmy oddać głos doświadczonym dziennikarzom i komentatorom. Zapraszamy na kolejny odcinek loży prasowej.
Jesteś zaskoczony przebiegiem półfinałów?
Stanisław Snopek (TVP Sport):
– Trochę tak. Nie spodziewałem się, że Tychy tak szybko uporają się z Zagłębiem, nawet nie planowaliśmy rezerwy programowej dla meczu numer 5, który mieliśmy transmitować na antenie TVP SPORT… A w drugim półfinale, kiedy Unia wygrała piąte starcie w Katowicach byłem prawie pewien, że u siebie domknie tę rywalizację… No, ale zespół Jacka Płachty w tym decydującym momencie pokazał klasę i wygrał zasłużenie.
Patryk Rokicki (komentator TVP Sport):
– Tak, nie spodziewałem się przede wszystkim "sweepa" w rywalizacji ECB Zagłębie - GKS Tychy.
Piotr Chłystek (Przegląd Sportowy, autor książki „Cuda na kiju. Niezwykła historia hokejowej reprezentacji Polski”):
– Tak, bo choć myślałem, że do finału wejdą Katowiczanie i Tyszanie, to jednak sądziłem, że ten awans zostanie wywalczony w trochę innych okolicznościach. Droga obrońców tytułu była mniej wyboista, a GieKSy bardziej wyboista niż można było przypuszczać.
Grzegorz Michalewski (komentator Polsatu Sport):
– W półfinale mistrzostw Polski znalazły się cztery najlepsze drużyny sezonu zasadniczego, więc w tej sytuacji nie można mówić o zaskoczeniu obsadą finału. Tym bardziej, że o mistrzostwo Polski powalczą zespoły, które także przed rokiem między sobą rozstrzygnęły walkę o tytuł. Zaskoczeniem dla mnie może być tylko łatwa przeprawa GKS-u Tychy, który półfinałową batalię z Zagłębiem Sosnowiec rozstrzygnął w czterech meczach, tracąc w nich tylko trzy bramki.
Włodzimierz Sowiński (dziennikarz Dziennika Sport):
– Hokeiści z Sosnowca nie wytrzymali presji jaką samą narzucili i w tej sytuacji przegrali w serii 0-4. Niemniej ten wynik nie odzwierciedla tego co się działo na tafli. Dyscyplina zadecydowała o tak wysokim zwycięstwie w serii. A rywalizacja między GieKSą i Unią potwierdziła, że wszystko może się zdarzyć. Katowiczanie szósty mecz w Oświęcimiu zagrali perfekcyjnie pod względem taktycznym. No i Jesper Eliasson sprawił niespodziankę wszystkim obserwatorom. W życiu nie pomyślałbym, że Szwed tak może bronić.
Chyba najwięcej pretensji mogą mieć do siebie zawodnicy Unii Oświęcim, którzy zamiast dobić rywala u siebie w szóstym meczu, podali mu maskę z tlenem i przegrali mecz numer siedem...
Stanisław Snopek (TVP Sport):
– Dokładnie. Ale na tym polega piękno hokeja i w ogóle sportu, że nigdy nie można z góry przewidzieć wyniku rywalizacji…
Patryk Rokicki (komentator TVP Sport):
– Mając w pamięci męki Unii w ćwierćfinale z Energą Toruń, myślę, że nikt nie może narzekać na postawę drużyny Róberta Kalábera w półfinale. Oczywiście pozostaje niedosyt, że mimo prowadzenia 3-2 w serii nie udało się awansować do finału, ale rywalizacja z GKS Katowice stała na bardzo dobrym i wyrównanym poziomie. Zadecydowały detale i dyspozycja dnia.
Piotr Chłystek (Przegląd Sportowy, autor książki „Cuda na kiju. Niezwykła historia hokejowej reprezentacji Polski”):
– Oczywiście, że mogą sobie pluć w brodę. Zwłaszcza że stworzyli wiele znakomitych sytuacji do zdobycia bramki. Gdy grasz z mocnym przeciwnikiem i mogą decydować detale, nie można pozwolić sobie na marnowanie takich szans jak Nick Moutrey w meczu numer 6 czy Roman Rác na samym początku siódmego starcia. Pierwszy miał pustą bramkę, ale zamiast wyrównać na 2:2, to trafił w głowę golkipera. Drugi też w zasadzie miał pustą bramkę, lecz nie podniósł krążka w prostej sytuacji i Unia nie wyszła na prowadzenie.
Grzegorz Michalewski (komentator Polsatu Sport):
– Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Katowiczanie w szóstym meczu grali o życie i byli zdeterminowani aby odwrócić losy rywalizacji. Kluczowym zawodnikiem szóstego i siódmego meczu okazał się Bartosz Fraszko, który walnie przyczynił się do wygrania dwóch ostatnich spotkań. Grał bardzo odpowiedzialnie zarówno w ataku jak i w obronie. Trener Jacek Płachta miał do niego bardzo duże zaufanie i bardzo często posyłał go do gry wraz z Grzegorzem Pasiutem. Ich doświadczenie oraz skuteczność Stephena Andersona i Patryka Wronki były niezwykle ważne dla losów rywalizacji. W Unii, poza walecznym Ville Heikkinenem, zawiedli praktycznie wszyscy napastnicy, którzy mieli kreować grę ofensywną. Rozczarował Daniel Olsson Trkulja oraz Samuel Petráš i Roman Rác.
Włodzimierz Sowiński (dziennikarz Dziennika Sport):
– Do tego powyższego stwierdzenia nic więcej nie można dodać.
GKS Tychy już po czterech meczach pokonał ECB Zagłębie Sosnowiec. Był tak dobry, czy Zagłębie spisało się tak słabo?
Stanisław Snopek (TVP Sport):
– Tychy od początku fazy play-off wskoczyły na wyższy poziom. To już nie ten sam zespól, który w październiku złapał zadyszkę po meczach Ligi Mistrzów i nawet nie zakwalifikował się do finałowego turnieju o Pucharu Polski. Wydaje mi się, że to była główna przyczyna ich sukcesu, bo Zagłębie grało podobnie jak w sezonie zasadniczym, czyli solidnie, ale bez koniecznego w play-offach błysku.
Patryk Rokicki (komentator TVP Sport):
– Zgadzam się z jednym i drugim stwierdzeniem. ECB Zagłębie na pewno zagrało poniżej swoich możliwości, z kolei Tyszanie potwierdzili, że są doświadczoną drużyną, która w play-off wznosi się na wyżyny.
Piotr Chłystek (Przegląd Sportowy, autor książki „Cuda na kiju. Niezwykła historia hokejowej reprezentacji Polski”):
– Był na tyle dobry, by wykorzystać słabości Zagłębia, a zwłaszcza momenty dekoncentracji w obronie. W zespole trenera Lehtonena zabrakło skuteczności i lepszej współpracy pomiędzy defensorami a napastnikami.
Grzegorz Michalewski (komentator Polsatu Sport):
– ECB Zagłębie Sosnowiec zbudował przed sezonem w krótkim czasie naprawdę mocny zespół, który miał włączyć się do walki o podium. Najpierw byli bliscy zdobycia Pucharu Polski, przegrywając jednak finał z JKH GKS Jastrzębie. W półfinale fazy play-off nie sprostali GKS-owi Tychy, przegrywając walkę w czterech meczach. Dla kibiców Zagłębia takie rozstrzygnięcie było na pewno dużym rozczarowaniem zwłaszcza, że w tych czterech meczach zdołali strzelić tylko trzy gole. Owszem słaba skuteczność była problemem Zagłębia, ale warto podkreślić, że trener GKS-u Pekka Tirkkonen zbudował optymalną formę swojego zespołu właśnie na mecze fazy pucharowej, zwłaszcza na etapie półfinału. Świetną formę zaprezentował Alan Łyszczarczyk, Joel Kerkkänenn czy bramkarz Tomáš Fučík, który wygrał rywalizację o miejsce w bramce z Łotyszem Ēriksem Vītolsem.
Włodzimierz Sowiński (dziennikarz Dziennika Sport):
– Wbrew pozorom Zagłębie wcale nie było słabe, lecz hokeiści z Tychów wznieśli się na wyżyny umiejętności. Siła mentalna była po stronie Tyszan.
Kto i dlaczego wygra finałową rywalizację? Ilu spotkań mogą spodziewać się kibice?
Stanisław Snopek (TVP Sport):
– Trudno powiedzieć… W tym roku atut pierwszych 2 i ew. ostatniego meczu będzie po stronie Katowic, czyli odwrotnie niż przed rokiem. To może okazać się decydujące bo zagrają dwa bardzo wyrównane zespoły.
Patryk Rokicki (komentator TVP Sport):
– W finale spotykają się godni siebie rywale, więc nie wykluczam nawet siedmiu meczów i nie podejmę się wskazania faworyta w tak wyrównanej parze.
Piotr Chłystek (Przegląd Sportowy, autor książki „Cuda na kiju. Niezwykła historia hokejowej reprezentacji Polski”):
– Zawsze trudno odpowiada się na takie pytanie, ale skoro redakcja Hokej.net je zadaje, to oczekuje konkretów, a nie uników. Wobec tego niech będzie 4-1 dla GKS Tychy. Uważam, że zadecyduje powtarzalność Tyszan, lepsza organizacja w obronie i wielka czujność w ataku, która pozwala wykorzystywać błędy rywala.
Grzegorz Michalewski (komentator Polsatu Sport):
– Moim faworytem jest broniący tytułu GKS Tychy. Początek sezonu nie miał najlepszy, ale wynikało to z obciążeń jakie Tyszanie mieli w Lidze Mistrzów, gdzie grali z naprawdę bardzo mocnymi rywalami. ZSC Lions Zurych to ówczesny obrońca tytułu, a Lulea Hockey i Frolunda Goteborg to zespoły, które zmierzyły się ze sobą w finale obecnej edycji tych rozgrywek. Do tego bardzo mocny fiński Lukko Rauma czy dwaj wymagający rywale z międzynarodowej austriackiej ICE HL. Delikatna kosmetyka składu dokonana w trakcie sezonu przyniosła w końcu efekty i Tyszanie zaczęli prezentować się lepiej. Widać, że są mocni i mają świadomość, że mogą obronić tytuł. Nie wydaje mi się, że finałowa rywalizacja potrwa pełne siedem spotkań, ani też, że zakończy się po czterech konfrontacjach. Prawdopodobnie potrzebne będzie pięć lub sześć spotkań i kluczowe będzie piąte spotkanie. Ten kto wygra to starcie, to zostanie mistrzem Polski.
Włodzimierz Sowiński (dziennikarz Dziennika Sport):
– Nie wiem ile będzie meczów, ale spodziewam się sporo emocji. Dużo zależeć będzie od pierwszych spotkań w Satelicie i wówczas się przekonamy jak ta rywalizacja może się potoczyć. Nie wiem kto wygra tę rywalizacji, ale tytuł mistrzowski pozostanie na Śląsku! Złoto zdobędzie drużyna bardziej zdeterminowana, bardziej odpowiedzialna i skuteczniejsza.
Gdzie tkwi siła GKS-u Katowice? A co jest największą bolączką GieKSy?
Stanisław Snopek (TVP Sport):
– Myślę, że największą siła GKS-u Katowice jest gra zespołowa i bardzo dobry trener, który potrafi poukładać i zmotywować drużynę. Mnie też bardzo cieszy, że czołowymi postaciami w zespole, w przeciwieństwie do większości klubów THL, są polscy hokeiści. Bolączką trochę krótka "ławka", kontuzja któregoś z zawodników może być na dłuższym dystansie kłopotem…
Patryk Rokicki (komentator TVP Sport):
– Siła GKS Katowice tkwi w potężnym doświadczeniu tej drużyny, która piąty raz z rzędu zagra o złoto. Do tego ekipa Jacka Płachty świetnie broni osłabienia, a one w play-off są bardzo istotne. Bolączka Katowic to urazy ważnych napastników. Od dłuższego czasu nie ma Joony Monto, a w decydujących meczach półfinałowych zabrakło będącego w formie Jeana Dupuy.
Ponadto nie mogę uwierzyć, że piąty finał z rzędu GieKSa rozegra na lodowisku, które mieści niewiele ponad tysiąc widzów. To niepojęte, żeby jedna z wizytówek Katowic tyle lat czekała na arenę z prawdziwego zdarzenia, a wielu zawiedzionych kibiców nie było w stanie zobaczyć na żywo spotkań finałowych.
Piotr Chłystek (Przegląd Sportowy, autor książki „Cuda na kiju. Niezwykła historia hokejowej reprezentacji Polski”):
– Kibice GieKSy mogą się cieszyć, że na swój najwyższy poziom w najważniejszym momencie wskoczył Patryk Wronka. I on może zrobić różnicę, podobnie jak kilku innych graczy z Katowic, bo w tej ekipie jest kilka indywidualności. A co z bolączkami? Mam wrażenie, że w tym zespole obecnie jest spora grupa zawodników, którzy jednego dnia grają znakomicie, ale drugiego trochę „przechodzą obok meczu”. Do tego oczywiście dochodzi problem z wykorzystywaniem gier w przewadze.
Grzegorz Michalewski (komentator Polsatu Sport):
– Największym atutem Katowiczan jest doświadczenie i zgranie. Bardzo ważnym punktem zespołu prowadzonego przez Jacka Płachtę jest bramkarz Jesper Eliasson, który przed sezonem zastąpił Johna Murraya, z którym włodarze GKS-u pożegnali się w niezbyt elegancki sposób. Szwed imponuje spokojem i potrafi znakomicie czytać grę i odpowiednio się ustawiać. Bardzo dobrze w fazie pucharowej prezentują się Bartosz Fraszko, Grzegorz Pasiut, Patryk Wronka i Stephen Anderson. Mam nadzieję, że na finały zdąży się w pełni wykurować Jean Dupuy, bo to jest nieszablonowy napastnik. Odkryciem fazy play-off jest Jakub Hofman, który jeśli utrzyma taką formę i skuteczność do końca sezonu to niewykluczone, że znajdzie się w kadrze na Mistrzostwa Świata Dywizji IA w Sosnowcu. Największą bolączką GKS-u może okazać się zbyt wąska kadra i brak możliwości rotacji w składzie, co może mieć znaczenie po wyczerpującej półfinałowej batalii z Unią.
Włodzimierz Sowiński (dziennikarz Dziennika Sport):
– W umiejętnościach indywidualnych jej liderów. Kto widział szalejącego Patryka Wronkę, dla przykładu, w dwóch ostatnich meczach z Unią wie o co mi chodzi. A wodzirejów GieKSa ma więcej. A ponadto ma pojętną młodzież. Największa bolączka to brak koncentracji w najważniejszym momentach, czyli przy oddawaniu strzałów
Mówi się, że GKS Tychy to najlepiej zbalansowany zespół naszej ligi? Jakie są jego silne, ale też te słabsze strony?
Stanisław Snopek (TVP Sport):
– Tak jak wspomniałem siła GKS-u Tychy jest umiejętność przygotowania formy na najważniejszy moment sezonu. Kto dziś pamięta jesienne porażki z Zagłębiem, czy Cracovią na własnym lodowisku… Siłą zespołu jest wyrównany skład, tam czwarta piątka niewiele odbiega poziomem od pierwszej. Do tego również dobry trener. Na pewno dużo będzie zależało od formy bramkarza, który potrafi zagrać wspaniale, ale zdarzają mu się i słabsze mecze…
Patryk Rokicki (komentator TVP Sport):
– Obecny skład GKS Tychy bardzo mądrze budowano w ciągu ostatnich kilku lat. W drużynie Pekki Tirkkonena próżno szukać słabych punktów, co potwierdziły tegoroczne play-offowe rywalizacje z JKH GKS Jastrzębie i ECB Zagłębiem Sosnowiec. W tyskiej drużynie (podobnie jak w katowickiej) bardzo cieszy mnie fakt, że Polacy nie są jedynie tłem dla zagranicznych zawodników, ale bardzo często przesadzają o losach meczu. Korzysta potem na tym reprezentacja Polski, która jest naszym wspólnym dobrem.
Piotr Chłystek (Przegląd Sportowy, autor książki „Cuda na kiju. Niezwykła historia hokejowej reprezentacji Polski”):
– Trudno w tej chwili mówić o poważnych słabościach w zespole, który wygrał siedem meczów z rzędu, ma odpowiednią głębię składu i dobrą defensywę, a to mogą być klucze do mistrzostwa. Co prawda w pierwszych dwóch spotkaniach ćwierćfinałowych z JKH gra obronna nie wyglądała zbyt dobrze, ale w kolejnych siedmiu meczach w play-off Tyszanie stracili już tylko sześć bramek, z czego raptem trzy w sytuacji, gdy obie drużyny grały w pełnych składach. W dodatku aż trzy razy zachowali czyste konto, a to o czymś świadczy.
Grzegorz Michalewski (komentator Polsatu Sport):
– Podobne opinie były w zeszłym sezonie, gdy Tyszanie zdobyli mistrzostwo. Na pewno największym atutem GKS-u jest szeroka kadra dzięki czemu trener Pekka Tirkkonen ma możliwość rotowania składem. Celem GKS-u jest obrona tytułu i widać, że optymalna forma została zbudowana na decydujące mecze fazy pucharowej. Świetną formę prezentują Alan Łyszczarczyk i Tomáš Fučík, którzy w sezonie zasadniczym nie do końca potrafili zaprezentować pełnie swoich umiejętności. Imponuje mi również gra Filipa Komorskiego, który wykonuje znakomitą pracę zarówno w ataku jak i obronie. W przypadku słabszych stron ekipy z Tychów, to paradoksalnie są nimi sami zawodnicy GKS-u. A dokładniej przestoje w meczu i nieskuteczność, która czasami przytrafiają się w trakcie meczu.
Włodzimierz Sowiński (dziennikarz Dziennika Sport):
– Dyscyplina taktyczna, cierpliwość, solidna obrona, odpowiednio ułożone ataki – to wszystko sprawia, że zespół tyski uchodzi faworyta tej konfrontacji. W zespole s niesłychane emocje i często dochodzi ostrych starć i otrzymują niepotrzebne kary.
Komu przypadnie brązowy medal i dlaczego?
Stanisław Snopek (TVP Sport):
– Tu też trudno wskazać faworyta. Wygra zespół, któremu uda się bardziej zmobilizować po półfinałowej porażce. Zagłębie na medal MP czeka znacznie dłużej więc…
Patryk Rokicki (komentator TVP Sport):
– Spodziewam się wyrównanej rywalizacji, ale z lekkim wskazaniem na ECB Zagłębie. W Sosnowcu już 36 lat czekają na medal MP, więc motywacja przed ostatnimi meczami sezonu jest ogromna.
Piotr Chłystek (Przegląd Sportowy, autor książki „Cuda na kiju. Niezwykła historia hokejowej reprezentacji Polski”):
– Dla mnie delikatnym faworytem jest Zagłębie. Obie drużyny są rozczarowane tym, co wydarzyło się w półfinale i na pewno liczyły na więcej. Zagłębie miało już jednak sporo czasu, aby "przetrawić" porażkę i odpowiednio nastawić się przed kolejnym wyzwaniem. W przypadku Oświęcimian rana jest jeszcze świeża i boli szczególnie, bo z pewnością mają świadomość, że finał był na wyciągnięcie ręki. W dodatku na korzyść ekipy z Sosnowca może przemawiać kredyt zaufania, którym obdarzono cały sztab szkoleniowy i wielu zawodników. Ten sezon jeszcze się nie skończył, a już z pompą ogłoszono praktycznie połowę składu na kolejny. Sądzę, że ta grupa będzie dodatkowo zmotywowana, by odwdzięczyć się dobrą grą i zdobyciem medalu.
Grzegorz Michalewski (komentator Polsatu Sport):
– Szanse Unii i Zagłębia oceniam po równo. Do wyłonienia brązowego medalisty potrzebne będą dwa lub trzy mecze i to pierwsze spotkanie zostanie rozegrane w Oświęcimiu. Dla Unii brak awansu do finału był zdecydowanie większym rozczarowaniem w porównaniu z odpadnięciem na etapie półfinału Zagłębia. Walkę o brąz wygra zespół, który będzie bardziej zdeterminowany do gry w tych meczach małego finału.
Włodzimierz Sowiński (dziennikarz Dziennika Sport):
– To rywalizacja drużyn, które zostały poturbowane w półfinale. Kto szybciej "przetrawił" te niepowodzenia, ten może okazać zwycięzcą.
Czy rywalizacja o trzecie miejsce w takim formacie – do dwóch zwycięstw niesie za sobą jakikolwiek prestiż?
Stanisław Snopek (TVP Sport):
– Kiedyś o brązowy medal grano do trzech zwycięstw i moim zdaniem to było lepsze, bo podnosiło prestiż tej rywalizacji. Pamiętam nawet sezon, w którym wyłoniono już mistrza, a z Oświęcimia transmitowaliśmy jeszcze decydujący, 5-ty mecz o brązowy medal.
Patryk Rokicki (komentator TVP Sport):
– Zdecydowanie wiąże się z prestiżem. Tylko zwycięzca tej serii skończy sezon z medalem MP, więc jest o co się bić.
Piotr Chłystek (Przegląd Sportowy, autor książki „Cuda na kiju. Niezwykła historia hokejowej reprezentacji Polski”):
– Jeśli zrobi się jakieś głosowanie i zawodnicy jednomyślnie stwierdzą, że z tych meczów należy zrezygnować, bo pokonanym w półfinałach brakuje chęci do dalszej gry, to wtedy można je wykreślić z kalendarza. Ale dla mnie starcia o brąz, bez względu na dyscyplinę sportu, mają swoją wartość z prostego powodu. Umiejętność szybkiego podniesienia się po porażce, zwłaszcza tak bolesnej jak półfinałowa, cechuje klasowych sportowców. Wobec tego bardzo cenię tych, którzy potrafią się zmobilizować i pokazać z dobrej strony w walce o trzecie miejsce, która zawsze jest swego rodzaju testem charakteru.
Grzegorz Michalewski (komentator Polsatu Sport):
– Zdobycie brązowego medalu przez Zagłębie będzie dla tego klubu pierwszym medalem od 36 lat, więc zespół z Sosnowca dołoży wszelkich starań, aby wygrać tę rywalizację. Tym bardziej, że Zagłębie przegrało finał Pucharu Polski, więc zakończenie sezonu na podium będzie dla tego klubu i jego kibiców miłym akcentem na koniec rozgrywek. Nie jestem zwolennikiem rozgrywania meczów o trzecie miejsce, a jeśli jest już taka potrzeba, to rywalizacja w małym finale powinna się zakończyć po dwóch meczach.
Włodzimierz Sowiński (dziennikarz Dziennika Sport):
– A dlaczego nie grać o brązowy medal? Jeden ze znanych sportowców swego czasu mi powiedział tak: blacha to jest blacha i trzeba ją sobie wywalczyć! I tego się trzymajmy!
Co zrobić, by tę rywalizację uatrakcyjnić, bo jest coraz więcej głosów, że w poważnych ligach o brąz się nie gra...
Stanisław Snopek (TVP Sport):
– Tak jak powiedziałem, ja jestem zwolennikiem rywalizacji o medale do końca, w przypadku gry o trzecie miejsce do trzech wygranych.
Patryk Rokicki (komentator TVP Sport):
– THL traktuję jako poważną ligę i akurat jestem zwolennikiem rozgrywania meczów o brąz do dwóch zwycięstw w terminach niekolidujących z wielkim finałem. To przecież także dodatkowe mecze o stawkę dla kadrowiczów szykujących się do walki o miejsce w składzie na MŚ.
Piotr Chłystek (Przegląd Sportowy, autor książki „Cuda na kiju. Niezwykła historia hokejowej reprezentacji Polski”):
– Bardzo mogłaby pomóc odpowiednia ekspozycja medialna w postaci transmisji telewizyjnych oraz nagrody finansowe, choć wiem, że o to łatwo nie będzie…
Grzegorz Michalewski (komentator Polsatu Sport):
– Nie jestem zwolennikiem rozgrywania meczów o trzecie miejsce. Uważam, że medal brązowy powinien otrzymać automatycznie ten zespół przegrany w półfinale, który po zakończeniu sezonu zasadniczego zajął wyższe miejsce w tabeli.
Włodzimierz Sowiński (dziennikarz Dziennika Sport):
– Grać i jeszcze raz grać. Może trzeba byłoby zagrać pełną serię. Nie można dawać medali przy zielonym stoliku!
Czytaj także:
- Nie żyje człowiek, którego znał każdy kibic Unii Oświęcim. Miał 73 lata
- Reprezentacja Polski będzie w darmowej TV! "Domagali się tego". Porażka Polsatu
- Inauguracyjny sparing za nami. Gospodarze pokazali klasę!
- Oto ceny biletów i karnetów na mecze Unii. Są rabaty dla wiernych kibiców
- Bryk: Nic nie odda treningu hokejowego. Wszyscy cieszymy się jak małe dzieci

Komentarze