Hokej.net Logo

Nowy numer jeden w Tychach? Łotysz wygrywa rywalizację z reprezentantem Polski

foto: Bartosz Konieczko
foto: Bartosz Konieczko

Kiedy pod koniec grudnia do GKS-u Tychy dołączył 24-letni Ēriks Vītols, wielu traktowało go jako wzmocnienie rywalizacji w bramce. Dziś coraz więcej wskazuje na to, że Łotysz wyrasta na pierwszy wybór Pekki Tirkkonena.

W siedmiu meczach ligowych Vītols zachował imponującą skuteczność interwencji na poziomie 93,3 procent, wpuszczał średnio zaledwie 1,66 bramki na spotkanie i ma na koncie jedno czyste konto. 

Nie brakuje opinii, że na razie wygrywa rywalizację z Tomášem Fučíkiem, podstawowym golkiperem reprezentacji Polski. 

Łotewski golkiper w rozmowie z klubową telewizją potwierdził, że dobrze czuje się w mieście i klubie. Pochwalił działaczy mistrzów Polski za dobrą organizację, a kibiców za żywiołowość.

Kiedy pierwszy raz tu przyjechałem, miałem dobre odczucia co do tego miejsca. Poczułem, że jestem we właściwym miejscu o właściwym czasie – przyznał.

Ēriks Vītols przed dołączeniem do GKS-u Tychy występował między w KHL (6 meczów), fińskiej Liidze (13) i słowackiej ekstraklasie (6). Jest także w szerokiej kadrze reprezentacji Łotwy. Gdy pojawiła się oferta z Polski, nie wahał się długo.

Nie dostałem okazji do gry, a kiedy grałem, to nie do końca wyglądało to dobrze dla mnie, jak i dla zespołu. Podjęto decyzję o tym, że podążymy własnymi drogami. Zanim podpisałem rozwiązanie kontraktu, miałem już ofertę z GKS-u Tychy. Byłem nieco zaskoczony, ale to była łatwa decyzja. Jeśli zespół cię chce, byłbyś głupi, gdybyś nie skorzystał z takiej okazji – tłumaczył.

"Moja kariera jest dziwna"

Vītols nie ukrywa, że jego dotychczasowa droga sportowa nie przypomina klasycznego, spokojnego wspinania się po szczeblach. 

Moja kariera jest naprawdę dziwna. To nie jest krok po kroku. To raczej skok, potem zejście w dół, znowu skok i znów upadek. Ale to było fajne zobaczyć wszystkie poziomy, na których można grać w Europie. Myślę, że moja kariera już była niesamowita, ale wiem, że najlepsze wciąż przede mną – zaznaczył.

Doświadczenia z różnych lig pozwalają mu szerzej spojrzeć na poziom rozgrywek w Polsce. Przyznał, że był pozytywnie zaskoczony.

Nie spodziewałem się, że ta liga będzie tak dobra. Grałem na Słowacji i tam poziom jest odrobinę wyższy, ale to naprawdę mały krok. Polska jest dużo bliżej Słowacji, niż wiele osób sądzi. Teraz różnice nie są duże – ocenił.

Porównując styl gry, wskazuje na różnice w podejściu taktycznym. W Finlandii dominuje defensywa, KHL gra jest bardziej otwarta, a na Słowacji mocno kładzie się nacisk na grę ofensywną. Jego zdaniem nasza ekstraliga jest bardzo zrównoważona.

Cel? Finał

24-letni Łotysz nie boi się ambitnych deklaracji. Zapewnił, że chce awansować ze swoim zespołem do finału.  

Mamy naprawdę dobry zespół. Możemy w tym roku dojść do finału. Musimy po prostu grać nasz hokej – mówi wprost.

Historia jego kariery zaczęła się od dziecięcej fascynacji. Zaintrygowały go hokejowe maski, jakie nosili bramkarze Dinamo Rygi, który długie lata występował w KHL.

Kiedy byłem młodszy, mieliśmy zespół Dinamo Ryga i widziałem bramkarzy z kolorowymi maskami i świetnym sprzętem. Powiedziałem: tego właśnie chcę. Od pierwszego dnia byłem już w bramce – wspomniał z uśmiechem.

Dziś znajduje się w szerokiej kadrze reprezentacji Łotwy i nie ukrywa, że gra w kadrze to dla niego ogromny zaszczyt. Miał okazję wystąpić na Mistrzostwach Świata Elity w 2024 roku.

Czytaj także:

Liczba komentarzy: 1

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zaloguj się do swojego konta!
Lista komentarzy
  • Demonbrandt
    2026-02-22 16:21:33

    Nie, Panie Vitols, pan grasz teraz dla Mistrza Polski, który z pewnością nie obniżył budżetu ani oczekiwań - celem jest MP, nie finał. Powodzenia, ale finał nie może być celem.

© Copyright 2003 - 2026 Hokej.Net | Realizacja portalu Strony internetowe