Hokej.net Logo

Sam na sam z... Marcinem Jarosem

Sam na sam z... Marcinem Jarosem

O trudnych momentach w karierze, niewykorzystanym do końca talencie, a także o genezie swojego pseudonimu opowiada Marcin Jaros, kapitan Aksam Unii Oświęcim. Zapraszamy na kolejny odcinek cyklu "Sam na sam z..."



Zaczniemy, jak zawsze, od kilku szybkich wyborów. Ciężka praca czy talent?

- Talent, ale trzeba od razu zaznaczyć, że musi on być podparty ciężką pracą. W moim przypadku niestety tak nie było. Zresztą słyszałem już na ten temat wiele różnychopinii - choćby taką, że rozmieniłem swój talent na drobne.


Szybki strzał czy zaskakujące podanie?

- Dla mnie szybki i celny strzał.


Trening czy odnowa biologiczna?

- Jedno i drugie. Po ciężkim treningu odnowa jest konieczna. Nie ukrywam, że lubię wszystkie zabiegi z nią związane (śmiech).


Co jest bardziej przydatne dla napastnika szybkość czy technika?

- Oba te atuty są niezwykle ważne. Bez szybkości nie wyprzedzimy obrońcy, a bez techniki go nie miniemy.


Ławka rezerwowych czy ławka kar?

- Zdecydowanie ławka kar. Nikt nie lubi obserwować meczu z perspektywy trybun. Dla każdego zawodnika jest to przykre i na pewno daje mu wiele do myślenia.


Które rozgrywki są bardziej interesujące: NHL czy KHL?

- Wolę NHL i zdecydowanie częściej oglądam zmagania klubów zrzeszonych w tej lidze. Wydaje mi się, że za oceanem jest wyższy poziom, a gra jest szybsza i lepiejpoukładana. Najczęściej oglądam mecze mojej ulubionej drużyny, czyli Chicago Blackhawks. W poprzednim sezonie "Czarne Jastrzębie" zasłużenie sięgnęły po Puchar Stanleya.


Z kim gra Ci się lub grało najlepiej?

- Dawno temu miałem okazję grać z Leszkiem Laszkiewiczem i z Markiem Stebnickim. Gra z nimi, to była czysta przyjemność.


Najgroźniejszy wypadek na lodzie, który pozostał Ci w pamięci?

- Chyba mój. To było przed mistrzostwami świata do lat 20, bodajże w 2000 roku. Zawodnik drużyny przeciwnej, przebywający w boksie, tak wystawił kij, że dostałem nim wokolice oka i doznałem otwartego złamania kości nosowej. Lekarze założyli mi około 30 szwów i musiałem przejść dwie operacje oka. Teraz na jedno z nich widzę niecogorzej.


Najtrudniejszy moment w karierze?

- Właśnie ten wypadek i okres bezpośrednio po nim. Nie grałem wtedy przez blisko pół roku, a potem musiałem występować w kracie, która znacznie ogranicza polewidzenia. Ciężko było także, gdy w Zagłębiu Sosnowiec zaczęło brakować pieniędzy. Choć atmosfera w szatni i w mieście była genialna, to jednak, ze względów finansowych, musiałem odejść. Sporo osób miało i chyba dalej ma do mnie o to żal, bo opuściłem drużynę, będąc jej kapitanem. Ale musiałem z czegoś utrzymać rodzinę...


Krytyka - motywuje czy denerwuje?

- Konstruktywna krytyka jak najbardziej. Wszelkie wskazówki i uwagi trenera pod moim adresem zawsze przyjmowałem, choć może na początku mojej przygody z hokejem byłem nieco opryskliwy. Ale nie lubię bluzgów z trybun, zwłaszcza od kibiców Unii. Granie w hokeja wcale nie jest tak łatwe, jak mogłoby się wydawać. Każdy z nas podczas meczu ciężko pracuje, daje z siebie sto procent i chce jak najlepiej. Niekiedy nie wszystko wychodzi, lecz taki jest właśnie urok sportu.


Największy sukces w karierze?

- Te pięć mistrzostw Polski, które udało mi się zdobyć z Unią. Zdarzyło mi się też kilka dobrych meczów w reprezentacji, jak choćby ten przeciwko gwiazdom NHL.


Strzeliłeś wtedy dwie bramki znakomitemu czeskiemu bramkarzowi - Dominikowi Haszkowi...

- Właściwie już o tym zapomniałem, bo było to tak dawno. Jednak, jak przypomnę sobie atmosferę związaną z tym meczem, to aż mam gęsią skórkę. Naprawdę pachniałowielkim hokejem zza oceanu. Wiem, co mówię, bo miałem okazję być dwukrotnie w Kanadzie, a dokładniej w Vancouver.
Obiło mi się o uszy, że powtórka z tego meczu znajdzie się w świątecznej ramówce którejś z telewizji.




Który zawodnik w Twojej drużynie posiada największe umiejętności?

- Chyba ja (śmiech)... A tak zupełnie poważnie to - Roman Tvrdoń, zwany przez nas Romkiem Twardym. Ma świetny strzał, rzadko spotykany w polskiej lidze. Dobrymzawodnikiem jest także "Kalinoś". Prawdę mówiąc całe "młode trio" (Damian Piotrowicz, Mateusz Bepierszcz i Kamil Kalinowski - przyp. red.) daje radę. Powiem więcej - sąto zawodnicy, którzy powinni dostać swoją szansę w reprezentacji. Wierzę, że dzięki dobrym meczom w barwach Unii trafią na stałe do kadry.


Kto najczęściej żartuje sobie w szatni?

- To pytanie retoryczne (śmiech). O dobrą atmosferę w szatni dba kilku zawodników, między innymi ja i Kamil Kalinowski. Czasem w szatni jest wyjątkowo śmiesznie. Dlaczego? To już nasza słodka tajemnica.


Skąd wziął się Twój pseudonim "Maliniak"?

- Wiąże się z tym ciekawa historia, chyba jeszcze z przedszkola. Pewnego razu pojechałem z kolegą do jego babci, na taką działeczkę. Dorwałem się do malin i ni stąd,ni zowąd wypaliłem: "ale dobre te maliny". Zaakcentowałem swoje zdanie jakimś przekleństwem, więc przy okazji było trochę śmiechu. I tak zostałem "Maliniakiem".


Kto jest najbardziej niedocenianym polskim hokeistą?

- Jest kilku niedocenianych zawodników... (po chwili) Na pewno jednym z nich jest Marek Modrzejewski, który haruje zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Szkoda, żew poprzednim sezonie złapał kontuzję i troszkę dłużej wchodził w ten sezon.Przez lata niedocenianym graczem był Przemek Witek. Mało kto wie, ale jako 16-latek był pierwszym golkiperem reprezentacji do lat 20. Ale miał ogromnego pecha, bo wUnii nie dane było mu regularnie bronić. Był wtedy Jarek Brnio, był Tomek Jaworski i Przemek został "dwójką".

Analizując grę innych drużyn, to nie można pominąć też Michała Woźnicy.


Który polski gracz powinien zrobić większą karierę?

- Na pewno ja. Byłem młody, popełniałem błędy i być może zawiodłem niektórych.

Z perspektywy czasu uważam też, że odrobinę dalej powinien zajść Leszek Laszkiewicz, bo to najbardziej utytułowany zawodnik ostatnich dwudziestu lat. Owszem grał w niemieckim DEL-u, czeskiej ekstralidze czy we Włoszech. Obiło mi się o uszy, że był także na testach w Rosji, w drużynie grającej w najwyższej klasie rozgrywkowej.


Najlepszy gracz w Polskiej Hokej Lidze?

- Każdy z moich poprzedników wskazywał na Leszka i zgadzam się z tymi opiniami, jednak dorzuciłbym także Martina Vozdeckiego i Romka Tvrdonia.


Obrońca, którego najtrudniej minąć?

- Jarek Kłys. Grałem z nim i przeciwko niemu wiele razy - naprawdę ciężko go przejść. W przeszłości miałem problemy z ograniem Sebastiana Gonery i Jacka Zamojskiego...Dwa wielkie chłopy, koło których strach było przejechać. Zresztą Jacek miał ponad dwumetrowego kija, którym potrafił wszystko wygarnąć (śmiech).


Najlepszy zawodnik, przeciwko któremu grałeś w swojej karierze?

- Siergiej Fiodorow. Gdy w końcówce meczu Reprezentacja Polski-Gwiazdy NHL "depnął" od niebieskiej do niebieskiej, to mogłem mu tylko powąchać spodnie. Pozostali gracze też pokazali hokej na światowym poziomie.


Największy młody talent w Polsce?

- Wymienię dwóch Patryków: Malickiego i Wronkę. Nowotarżanin ma też smykałkę do piłki nożnej, a to się rzadko zdarza.


Największy twardziel w lidze?

- Maciek Urbanowicz, który od zawsze gra twardy, męski hokej. Jeśli chodzi o nasz zespół, to w tym sezonie jest nim Grzesiek Piekarski. Nie boi się zaatakować ciałem i sprzedać rywalowi "miny".


Najlepszy trener, z którym do tej pory pracowałeś?

- Było ich kilku. Na pewno Andriej Sidorenko, który był dla mnie hokejowym ojcem. Nie raz zdarzało się tak, że przychodziłem na lodowisko pierwszy, a wychodziłemostatni. Wiem, że chciał dla mnie jak najlepiej i jestem mu za to wdzięczny. Dobrze pracowało mi się także ze Szwedami: Charlesem Franzenem i selekcjonerem naszej reprezentacji Peterem Ekrothem.

Oczywiście nie mogę pominąć też Petera Mikuli. To świetny taktyk, który wiele wymaga zarówno od siebie, jak i od nas.




Proszę dokończyć zdanie. Polski hokej to...

- ...raczej amatorka. Ale jak sięgnę pamięcią, to naprawdę nie było ciekawie. Po pierwsze zawodnicy byli uwięzieni w swoich klubach, potem były zawirowania z prawembosmana, nie mówiąc o problemach ze sprzętem. Teraz wszystko zmierza w lepszą stronę. Nie ukrywam, że każdy z nas marzy o tym, żeby reprezentacja w końcu zagrała welicie i pojechała na olimpiadę.


Lokaut - tak czy nie?

- Zdecydowane nie. Każdemu z nas brakuje tego dreszczu emocji, który związany jest z meczem o punkty. Nie od dziś wiadomo, że spotkanie ligowe jest najlepszą metodątreningową. Gdy spotkań nie ma, to trzeba potrenować przez pięć-sześć godzin dziennie.


Największe głupstwo, które kiedykolwiek słyszałeś?

- To, że wspólnie z Markiem Stebnickim, Tomaszem Jaworskim, Jackiem Zamojskim i chyba Waldkiem Klisiakiem sprzedaliśmy pierwszy finałowy mecz z Tychami. Zostaliśmy oto posądzeni w 2005 roku i dla każdego z nas był to spory szok. Na dodatek zostaliśmy odsunięci od składu i nie wystąpiliśmy w drugim meczu.

Jeśli chodzi o mnie, to pojawiło się nawet takie oskarżenie, że dwa dni przed tym spotkaniem ktoś mnie widział z pewnym panem, który wręczył mi kopertę. Co się w niej znalazło? Zdjęcia z meczu gwiazd, bo ów panem był jeden z fotoreporterów. Cóż, dodam tylko, że we wcześniej wspomnianym spotkaniu z Tychami strzeliłem bramkę i radziłem sobie całkiem nieźle.


Największe kłamstwo, które kiedykolwiek usłyszałeś na swój temat?

- Dochodziły do mnie różne dziwne informacje. Jedną z nich było to, że jestem gejem. Ale to totalna bzdura, zresztą moja żona może to potwierdzić (śmiech).


Co robisz w wolnym czasie?

- Staram się jak najwięcej czasu poświęcić mojemu synkowi, no i rodzinie. Lubię też pograć na konsoli, zresztą mój mały syn podziela moją pasję. Często krzyczy: "tata gol"! (śmiech).


Czego najtrudniej sobie odmówić?

- Dobrego jedzenia. Lubię potrawy z włoskiej i meksykańskiej kuchni.


Czego najbardziej się boisz?

- Śmierci i ciężkiej choroby najbliższych.


I na koniec, jak często się denerwujesz?

- Bardzo często. Jeżeli ktoś mnie wyprowadzi z równowagi, to jestem nerwowy i bardzo impulsywny. Często mówię to, co myślę.


O czym marzy Marcin Jaros?

- Chciałbym, aby mój syn nie powielił moich błędów. Jeśli zdecyduje się grać w hokeja, to będę go wspierał w tym wyborze i przestrzegał przed wszystkimi pułapkami. A jeśli pójdzie w inną stronę, to będę mu kibicował. Mieszkamy w Sosnowcu, więc wachlarz dyscyplin jest tu zdecydowanie większy niż w Oświęcimiu.

Czytaj także:

Liczba komentarzy: 0

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zaloguj się do swojego konta!
© Copyright 2003 - 2026 Hokej.Net | Realizacja portalu Strony internetowe