Hokej.net Logo
KWI
11
KWI
16
KWI
17
KWI
24
KWI
25

Waleczne serce czeskiego defensora

Waleczne serce czeskiego defensora

Każdy trener chciałby mieć do dyspozycji zawodnika tak chętnego do gry. Jakub Šaur po piątkowym starciu z GKS-em Tychy widział tylko na jedno oko, a mimo to na własną odpowiedzialność zagrał w niedzielnym meczu z Polonią Bytom. Na dodatek ze świetnym skutkiem. Oświęcimianie wygrali 13:3, a czeski obrońca zdobył cztery punkty.


Była 8. minuta meczu. Šaur został trafiony kijem przez jednego z tyskich zawodników najpierw w powiekę, a potem w łuk brwiowy. Wychowanek Komety Brno, broczący krwią, zjechał do boksu. Aż dziw bierze, że prowadzący to spotkanie sędzia Robert Długi nie dopatrzył się w tej sytuacji przekroczenia przepisów.


Opuchlizna powiększała się z każdą chwilą. Skończyło się na tym, że 25-letni defensor nie mógł otworzyć oka. Zabiegi fizjoterapeuty przyniosły jednak zamierzony efekt i czeski napastnik wystąpił w starciu z bytomianami. Znakomicie radził sobie po obu stronach tafli, notował wiele przechwytów, a i jego punktowy dorobek znacznie się powiększył.


Kuba zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Z meczu na mecz jest w coraz lepszej dyspozycji i jest czołową postacią naszej defensywy – powiedział Jiří Šejba, trener Unii.



HOKEJ.NET: – Czy tuż po meczu w Tychach myślałeś, że tak szybko wrócisz do gry?


Jakub Šaur, obrońca Unii: – Szczerze mówiąc obawiałem się, że czeka mnie co najmniej tygodniowa przerwa. Na szczęście udało się wrócić znacznie wcześniej, bo już na niedzielne starcie z Polonią Bytom.


Pamiętasz, jak doszło do tego zdarzenia?


– To zdarzyło się bardzo szybko, więc nic nie pamiętam. Nawet niektórzy moi koledzy z zespołu nie zarejestrowali tej sytuacji. Spotkanie było bardzo dynamiczne, chcieliśmy sprawić niespodziankę i pokonać GKS Tychy na jego terenie. Każdy był na tym mocno skoncentrowany.


Twoje oko wyglądało tak, jakbyś skończył pojedynek... z bokserem wagi ciężkiej.


– Na pewno atrakcyjnie nie wyglądałem (śmiech). Na szczęście fachowo i skutecznie zajął się mną Mirosław Zając, nasz fizjoterapeuta. Zrobił mi kilka zabiegów, które sprawiły, że opuchlizna szybciej zeszła.


Kiedy udało ci się otworzyć drugie oko?


– Dopiero w niedzielę rano. Przyszedłem na rozjazd i zgłosiłem trenerowi, że jestem gotowy do gry. Chciałem pomóc swojemu zespołowi, bo doskonale zdawałem sobie sprawę, że nasza sytuacja kadrowa nie jest zbyt komfortowa.


Pomogłeś w znacznym stopniu, bo strzeliłeś dwa gole i zaliczyłeś dwie asysty. Czy w seniorskiej karierze udało Ci się już zdobyć cztery punkty?


– Nie, to był mój pierwszy raz (śmiech). Fakt, że udało mi się tego dokonać tuż po odniesieniu urazu, dodatkowo mnie cieszy. Zresztą koledzy żartowali w szatni, że nawet z jednym okiem wpisałbym się do protokołu.


Przejdźmy może do tych dwóch goli. Najpierw mierzony strzał po lodzie, a później piękne uderzenie bez przyjęcia.


– Przy pierwszym golu widziałem, że Filip Landsman jeszcze nie wrócił w pełni na swój posterunek. Zdecydowałem się na strzał po lodzie i wpadło. Wydaje mi się, że guma odbiła się jeszcze od kija gracza Polonii.


A jeśli chodzi o moją drugą bramkę, to jestem z niej bardzo zadowolony. Dostałem dobre podanie na linię niebieską od Damiana Piotrowicza i od razu zdecydowałem się na strzał z pierwszego krążka. Guma znalazła się pod poprzeczką, co niezmiernie mnie cieszy.


Za Wami trzy rundy zmagań. Trzeba przyznać, że ostatni czas był dla Was bardzo udany. Wygraliście 10 z 13 spotkań i awansowaliście na szóste miejsce. Jesteście blisko od celu, jakim jest wywalczenie awansu do fazy play-off bez konieczności rozgrywania kwalifikacji.


– Na każde zwycięstwo ciężko zapracowaliśmy. Staraliśmy się jak najdokładniej wykonywać założenia taktyczne, krótko mówiąc – robić to, czego w danym momencie oczekiwał od nas trener. Jak widać, przyniosło to zamierzony efekt. Niemniej przed nami jeszcze dziewięć spotkań i każde z nich będzie bardzo trudne. Walka o szóstą lokatę wciąż trwa.


W tej chwili nad siódmą MH Automatyką Gdańsk macie siedem punktów przewagi. Z kolei do piątego TatrySki Podhala Nowy Targ tracicie trzy oczka. Stać Was na wyprzedzenie górali?


– W hokeju wszystko jest możliwe. Nie da się ukryć, że bardzo ważny będzie najbliższy mecz, który już w piątek (dziś – przyp. red.) rozegramy we własnej hali. Oczywiście zrobimy wszystko, by wygrać to spotkanie.


Co, Twoim zdaniem, będzie czynnikiem decydującym w tym starciu?


– Trudno powiedzieć... Przesądzą detale, bo wydaje mi się, że jesteśmy zespołami o podobnym potencjale kadrowym. Niemniej chcemy wygrać i po raz kolejny uszczęśliwić naszych kibiców. Mamy nadzieję, że znów zapełnią halę i głośnym dopingiem pomogą nam wywalczyć trzy punkty.


Z Podhalem w tym sezonie idzie Wam naprawdę nieźle. Wygraliście dwa spotkania (2:1, 5:4 k.) i przegraliście jedno 3:4.


– Zgadza się, ale musimy włożyć w ten mecz sporo serca. Zagrać z charakterem od pierwszej do ostatniej sekundy i trzymać się założeń taktycznych. Wtedy będziemy mieli spore szanse na utrzymanie tej korzystnej serii.


W niedzielę czeka Was wyjazd na trudny teren do Opola.


– To prawda. Orlik jest ekipą nieobliczalną i wciąż liczy się w walce o miejsce w „szóstce”. Spodziewamy się kolejnego trudnego spotkania, ale póki co koncentrujemy się na starciu z „Szarotkami”.


Rozmawiał: Radosław Kozłowski

Czytaj także:

Liczba komentarzy: 0

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zaloguj się do swojego konta!
© Copyright 2003 - 2026 Hokej.Net | Realizacja portalu Strony internetowe