Reprezentacja Stanów Zjednoczonych kontynuuje swój zwycięski marsz na zimowych igrzyskach olimpijskich w Mediolanie. Amerykanie po dramatycznym meczu awansowali do półfinału.
W ostatnim ćwierćfinałowym starciu męskiego turnieju hokejowego drużyna USA zmierzyła się w hali Santagiulia Ice Hockey Arena ze Szwecją. Dla Szwedów wieczór zaczął się fatalnie, bo na rozgrzewce urazu doznał jeden z liderów ich defensywy Victor Hedman. Gracz Tampa Bay Lightning wiedział, że w meczu nie pojawi się na lodzie ani na chwilę, mimo że nominalnie był ustawiony w pierwszej parze obrony, ale zdecydował, że chce zostać na ławce, by być przy kolegach. To nie był tak otwarty mecz, jak rozegrany przed nim w tym samym obiekcie kilka godzin wcześniej pojedynek Kanady z Czechami. Trenerzy Mike Sullivan i Sam Hallam znani są ze stawiania w pierwszej kolejności na defensywę i było to widać na lodzie. Kibice długo musieli czekać na pierwszego gola. Nie było go w pierwszej tercji, nie było przez pierwszą połowę drugiej. W końcu impas na tafli przełamali Amerykanie. Po wygranym wznowieniu w tercji ataku przed bramką Jacoba Markströma Dylan Larkin dołożył kij do krążka wystrzelonego przez Quinna Hughesa i otworzył wynik w 31. minucie swoim pierwszym golem na turnieju.
Markström w kolejnych minutach był bezbłędny, a po drugiej stronie tafli również bardzo dobrze spisywał się mający jednak nieco mniej pracy trzykrotny zdobywca Trofeum Veziny dla najlepszego bramkarza rozgrywek zasadniczych NHL Connor Hellebuyck. Mijające kolejne minuty przybliżały Amerykanów do półfinału. Ale na niespełna 100 sekund przed końcem trzeciej tercji bramkarz "Trzech Koron" zjechał do boksu i na lodzie pojawił się szósty gracz z pola. Tylko 7 sekund w grze 6 na 5 potrzebowali Szwedzi, by zdobyć bramkę wyrównującą. Trener New York Rangers Sullivan patrzył z boksu, jak - przynajmniej na razie - półfinał igrzysk od niego i jego zespołu oddala klubowy podopieczny Mika Zibanejad, bo to on doprowadził do remisu. O końcowym wyniku spotkania i awansie do półfinału rozstrzygnęła trzecia dziś dogrywka w meczach ćwierćfinałowych. W niej Amerykanie uzyskali znaczącą przewagę. Szwedzi na ich bramkę nie strzelali w dodatkowej części meczu w ogóle. A drużyna "Gwiazd i Pasów" strzelała 6 razy. Ten ostatni, decydujący strzał na bramkę Markströma oddał jego były kolega klubowy z czasów, gdy obaj byli graczami Vancouver Canucks, Quinn Hughes. Markström obronił 38 strzałów, a Hellebuyck 28.
Drużyna USA wygrała 2:1 i w piątek w półfinale zmierzy się ze Słowacją. W drugim półfinałowym spotkaniu Kanada zagra z Finlandią. Amerykanie mistrzami olimpijskimi w hokeju byli dwukrotnie - za każdym razem u siebie. Po raz pierwszy w 1960 roku w Squaw Valley, a po raz drugi 20 lat później w Lake Placid po triumfie w turnieju, w którym odnieśli legendarne już zwycięstwo nad Związkiem Radzieckim, zapisane w historii jako "Cud na lodzie". Swój ostatni do tej pory medal olimpijski zdobyli w 2010 roku, sięgając po "srebro" po przegranym finale w Vancouver z Kanadą. 4 lata później finał z Kanadą w Soczi przegrali Szwedzi i tamten srebrny medal pozostaje ich ostatnim na igrzyskach. Po raz pierwszy w historii zdarzyło się, by Szwecja nie zdobyła medalu olimpijskiego na trzech kolejnych igrzyskach, w których wystawiła drużynę hokejową.
USA - Szwecja 2:1 (0:0, 1:0, 0:1, 1:0)
1:0 Larkin - J. Hughes - Q. Hughes 31:03
1:1 Zibanejad - Raymond - Landeskog 58:29 (bez bramkarza)
2:1 Q. Hughes - Boldy - Matthews 63:27
Strzały: 40-29.
Minuty kar: 2-4.
Widzów: 11 097.
Półfinały (piątek):
16:40 Kanada - Finlandia
21:10 USA - Słowacja
Czytaj także: