Hokej.net Logo

Reprezentacja Polski w cieniu karczemnej awantury. 80 straconych goli!

Reprezentacja Polski w cieniu karczemnej awantury. 80 straconych goli!

Reprezentacja Polski dwudziestolatków wzięła udział w pamiętnym turnieju mistrzostw świata, który zakończył się niebywałym skandalem. Podczas zmagań w Czechosłowacji zazwyczaj przegrywaliśmy bardzo wysoko, ale mieliśmy też swoich bohaterów.

„Hokejová rvačka v Piešťanech 1987“ albo „Punch-up in Piestany“. Tak zwyczajowo nazywa się wydarzenia, do których doszło 4 stycznia 1987 roku w ówcześnie czechosłowackich, a dziś słowackich Pieszczanach. Podczas zamykającego turniej mistrzostw świata U-20 meczu pomiędzy Kanadą, a Związkiem Radzieckim doszło na tafli do karczemnej awantury. W drugiej tercji, przy prowadzeniu walczącej o złoty medal ekipy spod znaku klonowego liścia 4:2, rozgorzała bójka z udziałem wszystkich hokeistów. Sędziowie nie zdołali jej opanować i pomogło dopiero zgaszenie świateł. Mecz jednak nie został już wznowiony, a obie drużyny zdyskwalifikowano.

Ze względu na tę decyzję w końcowej klasyfikacji turnieju triumfowali Finowie przed Czechosłowacją i Szwecją. Czwarte miejsce zajęli Amerykanie, a na piątej pozycji zmagania zakończyła reprezentacja Polski. To najwyższe miejsce naszych dwudziestolatków w historii startów w mistrzostwach świata. Jasne, że w ogromnej mierze wynikało ze wspomnianych dyskwalifikacji, ale nawet, gdyby do "rvački v Piešťanech" nie doszło, to nasz zespół i tak osiągnąłby najlepszy wynik w dziejach. Bo biorąc pod uwagę tylko aspekty czysto sportowe jedyny raz utrzymaliśmy się w gronie najlepszych.

Postarać się nie spaść

Prawo startu w mistrzostwach świata U-20, które śmiało możemy nazywać MŚ juniorów, tak też zmagania nazywały media, gdyż osiemnastolatkowie rozpoczęli walkę o prymat dopiero w 1999 roku, Polacy wywalczyli sobie w marcu 1986 roku w Klagenfurcie. W ładnym stylu, dodajmy, bo Biało-czerwoni wygrali sześć spotkań i doznali tylko jednej porażki. Tym samym zapewnili sobie trzeci w historii start w MŚ juniorów grupy A. W 1977 roku w Czechosłowacji, po remisie z Amerykanami i sześciu porażkach, nasz zespół spadł do grupy B. Podobnie było w 1985 roku, tym razem – podczas zmagań w Finlandii – Polacy podzielili się punktami z RFN, a sześć pozostałych meczów przegrali. Na swój trzeci występ w elicie jechaliśmy zatem z bilansem: 2 remisy – 12 porażek, bramki: 22:117.

Nikt zatem będący w pełni władz umysłowych nie zakładał, że drużyna na turnieju, który miał odbyć się na czterech słowackich lodowiskach: w Pieszczanach, Nitrze, Trenczynie i Topolczanach, jest w stanie walczyć o medale. Założenie było proste – utrzymać się w gronie ośmiu najlepszych drużyn na świecie, a kluczowy dla realizacji tego celu miał być mecz ze Szwajcarią, przedostatnim zespołem MŚ 1986. Spośród wszystkich uczestników był to jedyny zespół, który znajdował się w naszym zasięgu.

Za przygotowania zespołu polskiego do turnieju odpowiadało trzech szkoleniowców. Jerzy Mależ, który urodził się w Baranowiczach, przed II wojną światową, hokeja uczył się w Spartaku Wilno, a do Polski przeniósł się dopiero pod koniec lat 50. poprzedniego stulecia. Grał w Legii Warszawa, Pomorzaninie Toruń i Polonii Bydgoszcz. Jako trener pracował m.in. w Stoczniowcu Gdańsk, a także w Jugosławii, prowadząc np. Crveną Zvezdę Belgrad. Jego asystentem natomiast był  Andrzej Maryniok, związany praktycznie przez całą karierę z Naprzodem Janów.

Gwiazdy bez litości

W kadrze znalazło się pięciu graczy Zagłębia Sosnowiec, po czterech zawodników Podhala Nowy Targ i Polonii Bytom, po dwóch hokeistów Naprzodu Janów, Polonii Bydgoszcz i GKS-u Katowice, a także „rodzynek” z ŁKS-u Łódź. Młodzi Polakom przed inauguracyjnym meczem z całą pewnością strach zaglądał w oczy. Rywalem była bowiem drużyna radziecka, która przyjechała oczywiście po złoto. Grano w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, a skazywani na pożarcie Polacy walczyli, jak lwy. Świetnie spisywał się w naszej bramce Włodzimierz Krauzowicz z Podhala, a zespół, w którym występowali m.in. Aleksander Mogilny i Siergiej Fiodorow – tylko ci dwaj hokeiści strzelą później w NHL w sumie 1047 goli – był mocno zaskoczony naszym oporem.

Po pierwszej tercji przegrywaliśmy 2:3, ostatnią zremisowaliśmy 1:1, ale druga – przegrana przez nas 0:3 – okazała się kluczowa. Było sporo kar, a sam wynik, czyli zwycięstwo ZSRR 7:3, w perspektywie tego, co wydarzyło się później, zwiastowało jednak nie nasze znakomite przygotowanie do turnieju, a niespodziewaną słabość ekipy radzieckiej. Bo wprawdzie następnego dnia ZSRR pokonał pewnie, 8:0, Szwajcarię, ale było to ostatnie zwycięstwo tego zespołu w tym turnieju. My, z kolei, wycieńczeni ostrą walką – starcie z Sowietami obfitowało w wiele kar z obu stron – przegraliśmy ze Szwecją 0:15. Osiem bramek strzelił nam pierwszy atak dowodzony przez Ulfa Dahlena. Gracz, który później uzbiera ponad 1000 występów i strzeli przeszło 300 goli w NHL, został najskuteczniejszym graczem całego turnieju.

Mecz z USA nie miał nic wspólnego z konfrontacją z tym samym rywalem na MŚ 1977, kiedy to osiągnęliśmy cenny remis. Nawet w 1985 roku przegraliśmy z tym zespołem tylko 2:6, ale w Trenczynie Team USA zaaplikował nam 15 goli. Odpowiedzieliśmy dwoma trafieniami, ale marne to pocieszenie, bo honorowe gole padły dopiero w końcówce meczu, kiedy zdecydowanie lepszy zespół znacznie odpuścił. Podobny przebieg miało spotkanie z Kanadą. 7:0 po pierwszej tercji rozwiewało wszelkie wątpliwości, a skończyło się 18:3 dla ekipy spod znaku klonowego liścia. Kanadyjczycy urządzili sobie trening strzelecki, 12 z nich trafiło do naszej siatki. Wśród autorów trafień bez trudu odszukać można wielkie nazwiska. Brendan Shanahan to dziś piętnasty najlepszy strzelec w historii NHL, licząc sezon zasadniczy i play off. W najlepszej lidze świata zdobył 716 goli, a Theoren Fleury był tak szybki, że pewnego razu w NHL strzelił trzy gole w jednym spotkaniu w… osłabieniu. Polakom obaj wymienieni wpakowali po dwa krążki.

Sytuacja była opłakana

W Nowy Rok graliśmy z gospodarzami turnieju w Topolczanach. Czechosłowacy, świadomi tego, z kim się grają, oszczędzali pierwszy atak, bo po wcześniejszych zwycięstwach z Kanadą i ZSRR liczyli się w walce o medale, nawet o złoto. Wygrali pewnie, 9:2, ale stracili Roberta Krona. Który spędzi później 12 sezonów w NHL. "Sprawcą" kontuzji barku zawodnika, który od wielu lat pracuje za oceanem jako skaut – obecnie w Seattle Kraken – był Zbigniew Niedośpiał z Podhala, znany również z występów z Unii Oświęcim i STS-ie Sanok. Bezproblemowym rywalem okazaliśmy się też dzień później dla Finów. Suomi wygrali 13:3.

Przed ostatnim dniem turnieju bilans był zatem opłakany. 6 porażek i stosunek bramek 13:77. Szwajcarzy, którzy również przegrali wszystkie mecze, legitymowali się jednak znacznie lepszą różnicą goli, 13:54. Kanadzie ulegli dwiema, a nie – jak my – piętnastoma bramkami, dlatego też w ostatnim spotkaniu wystarczał im remis z Polską. Szwajcarzy byli faworytami tej konfrontacji i lepiej weszli w mecz. Przed upływem minuty prowadzili 1:0. Nasi zebrali się jednak żwawo, bo na pierwszą przerwę schodziliśmy prowadząc 2:1, a taka sytuacja miała miejsce po raz pierwszy w tym turnieju. To musiało uskrzydlić nasz zespół, który zapomniał o wcześniejszych klęskach.

Po świetnej drugiej odsłonie, wygranej przez nasz zespół 3:0, utrzymanie w elicie było na wyciągnięcie ręki w w trzeciej tercji Polacy nie pokpili sprawy. Czechosłowackie "Rudé právo", które szczegółowo relacjonowało turniej, zwróciło uwagę na to, że Biało-czerwoni stopniowo poprawiali swoją grę i wygrali zasłużenie, choć zaskakująco wysoko. Nie sposób się z tym nie zgodzić, skoro we wcześniejszych meczach nasza drużyna strzeliła 13 goli, a Helwetom zaaplikowała aż 8 bramek, bo skończyło się 8:3. Cel zatem został osiągnięty, Polska utrzymała się wśród najlepszych, a spotkanie skończyło się na kilka godzin przez tym, co później wydarzyło się w Pieszczanach.

Co ciekawe po decyzji o dyskwalifikacji reprezentacji Kanady i ZSRR na utrzymanie nadzieję mieli też Szwajcarzy, bo IIHF dała sobie czas. Obu potęgom groziło wyrzucenie z kolejnego turnieju MŚ U-20, ale podczas MŚ grupy A seniorów, które rozegrano na przełomie kwietnia i maja w Austrii, nie tylko tego nie zrobiono, ale przyznano nawet organizację kolejnych MŚ juniorów… Moskwie. Rok po zadymie w Pieszczanach złote medale zdobyła Kanada, a srebro – ZSRR. My, co ciekawe, pokonaliśmy USA, ale spadliśmy do grupy B. Kilku naszych graczy z turnieju w Czechosłowacji po raz drugi zagrało w MŚ juniorów z najlepszymi młodymi hokeistami na świecie.

Poniżej prezentujemy kadrę, która wywalczyła najwyższe miejsce w historii startów naszych juniorów w mistrzostwach świata. Oto siódma sportowo i piąta formalnie drużyna świata z 1987 roku. Wśród nazwisk każdy szanujący się kibic hokeja bez trudu odnajdzie hokeistów, którzy zapisali się później w annałach naszej dyscypliny sportu. Są jednak również tacy, którzy większych karier nie zrobili. Na pewno jednym z ciekawszych przypadków jest Jędrzej Kasperczyk, wychowanek Naprzodu Janów, który w 1989 roku wyjechał do Niemiec.

Grał m.in. w DEL, w sezonie 2005/06 wrócił, na krótko, do Polski i występował w GKS-ie Tychy. A jeszcze w sezonie 2014/15 "Jay-Jay" był czynnym zawodnikiem. Pełnił bowiem rolę grającego asystenta trenera w trzecioligowym Icefighter Lipsk. Liczył sobie wówczas 47 lat. 28 lat wcześniej, na turnieju w Czechosłowacji, trafiał do siatek reprezentacji Kanady i Czechosłowacji.

 

Wyniki meczów Polaków i strzelcy bramek

ZSRR – Polska 7:3 (3:2, 3:0, 1:1)
Ruchała 2, Zdunek.

Szwecja – Polska 15:0 (7:0, 4:0, 4:0)

USA – Polska 15:2 (5:0, 6:0, 4:2)
Merta, Zdunek.

Kanada – Polska 18:3 (7:0, 5:1, 6:2)
Niedośpiał, Kasperczyk, Merta.

Czechosłowacja – Polska 9:2 (4:0, 3:1, 2:1)
Kasperczyk, Kubowicz.

Polska – Finlandia 3:13 (0:6, 1:4, 2:3)
Husse, Janikowski, Kubowicz.

Polska – Szwajcaria 8:3 (2:1, 3:0, 3:2)
Niedośpiał 2, Król, Adamus, Kubowicz, Merta, Raszewski, Zdunek.

 

Kadra reprezentacji Polski na MŚ juniorów 1987

Bramkarze: Włodzimierz Krauzowicz (Podhale Nowy Targ), Grzegorz Wojakiewicz (Polonia Bytom).

Zawodnicy z pola: Marek Adamek (Naprzód Janów), Ryszard Bielak (Polonia Bydgoszcz), Ryszard Borecki (Polonia Bytom), Andrzej Husse (Polonia Bytom), Włodzimierz Król (ŁKS Łódź), Zbigniew Niedośpiał (Podhale Nowy Targ), Jacek Zamojski (Podhale Nowy Targ), Damian Adamus (GKS Katowice), Janusz Janikowski (Polonia Bytom), Jacek Jankowski (Zagłębie Sosnowiec), Jędrzej Kasperczyk (Naprzód Janów), Jacek Kubowicz (Polonia Bydgoszcz), Jerzy Merta (Zagłębie Sosnowiec), Zbigniew Raszewski (Zagłębie Sosnowiec), Krzysztof Ruchała (Podhale Nowy Targ), Marek Trybuś (GKS Katowice), Piotr Zdunek (Zagłębie Sosnowiec), Robert Żymankowski (Zagłębie Sosnowiec).

Czytaj także:

Liczba komentarzy: 1

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zaloguj się do swojego konta!
Lista komentarzy
  • iras
    2026-04-01 12:18:39

    Jacek Kubowicz wtedy grał w Bydgoszczy? To chyba nowotarżanin? Pamiętam go z STSu z poczatku lat 90

© Copyright 2003 - 2026 Hokej.Net | Realizacja portalu Strony internetowe