Hokej.net Logo
KWI
16
KWI
17
KWI
24
KWI
25

Bojkot? Na razie sygnał...

Bojkot? Na razie sygnał...

Doskonale zdaję sobie sprawę, że środowisko jest skłócone, ale może niebawem pójdzie po rozum do głowy i zjednoczy swoje siły - mówi prezes Wojasa Podhala Nowy Targ, Andrzej Podgórski.


Relacje działaczy klubowych z hokejową centralą, najdelikatniej ujmując, do sielskich nie należą. Iskrzyłoniewiele dni po wyborach władz, a oliwy do ognia dolano podczas zmianregulaminów oraz podwyższenia opłat związkowych w letniej przerwie.Wielu prezesów klubów nie może się pogodzić z faktem, że związek, ichzdaniem, nie pomaga w trudnej sytuacji, lecz powiększa problemy. Wminiony piątek w swojej siedzibie PZHL zaplanował spotkanie z szefamiklubów. Rada Prezesów, bo taką nazwę nosi to ciało, miała zapoznać sięz tym, co do tej pory zrobiono oraz zrobić plany na przyszłość. Naradaodbyła się, jednak w mocno uszczuplonym składzie, bo zabrakło na nimszefów wszystkich sześciu zespołów rywalizujących w grupie silniejszej!

Czyżby był to bojkot prezesa Zdzisława Ingielewicza oraz jego najbliższych współpracowników? -To za mocne słowo, ale moja nieobecność to delikatny sygnał, że wzwiązku dzieje się źle - wyjaśnia prezes Wojasa Podhala, AndrzejPodgórski. - Termin spotkania był niefortunnie ustalony, wszak w tymdniu odbywała się kolejka ligowa i trudno sobie wyobrazić, bym w tymczasie nie był w klubie. Z reguły wtedy dzieje się wiele ważnych sprawi moja obecność jest obowiązkowa. Mamy choćby okazję do rozmowy zesponsorami, a przecież związek nie zapewni nam utrzymania.

Decyzją zarządu Rafał Wysocki, wiceprezes związku, zostałprzewodniczącym nowoutworzonego Wydziału ds. Polskiej Ligi Hokejowej ima stworzyć grupę ludzi, która na bieżąco będzie rozwiązywałanajpilniejsze problemy.

- Mamy morze problemów, które są spychane na dalszy plan -dodaje prezes Podgórski. - Taki kalendarz ligowy, który po części samistworzyliśmy, i teraz musimy cierpieć. O problemach sędziowskich czyreprezentacji nawet nie wspominam. Bierność działaczy związkowych jestprzerażająca, wciąż popiera się określone grupy ludzi. Doskonale zdajęsobie sprawę, że środowisko jest skłócone, ale może niebawem pójdzie porozum do głowy i zjednoczy swoje siły? Czas dyktatu mamy już za sobą, aprezes związku jakby o tym zapomniał.

PZHL zatrudnił firmę,która opracowała strategię marketingową dla rodzimego hokeja.Analizowała możliwości klubów oraz związku i na tej podstawieopracowała plan.

- Szkoda, że niektórzy prezesi nie mogli się ztym zaznajomić, wszak to niezwykle ciekawy dokument - przekonujesekretarz generalny PZHL, Marek Bykowski. - Prezentacja i dyskusjatrwały ponad trzy godziny i to już świadczy, że warto było się z tymzapoznać. By znaleźć sponsorów, trzeba działać profesjonalnie i właśniew tym kierunku zmierzamy.

- Już wcześniej sygnalizowałem, że termin spotkania jest nieodpowiedni - wyjaśnia prezes GKS Tychy, Andrzej Skowroński. - Barbórka to rzecz święta imoja obecność na Śląsku była obowiązkowa. Podobno moja osoba byłaprzedmiotem komentarza pana prezesa. Jeżeli tak było, to chciałbymusłyszeć te słowa bezpośrednio.

- Czy w sytuacji, w jakiej sięznajdujemy, miałem opuścić spotkanie ze sponsorem i wyjechać doWarszawy? - pyta retorycznie prezes Akuny Naprzodu Janów, JanuszGrycner. - W klubie jest garstka zapaleńców i wiceprezes Jarek Nowok,odpowiedzialny za organizację meczów. I jak tu w takiej sytuacji jechaćna spotkanie? Na dzielenie się opłatkiem chyba jest za wcześnie.

Nieobecność szefów ważnych klubów jest znamienna i powinna dać wiele domyślenia działaczom związkowym, zwłaszcza prezesowi Ingielewiczowi.Kolejna konfrontacja jeszcze w tym roku, wszak w Tychach będzierozegrany finałowy turniej Pucharu Polski, na którym pojawić siępowinni wszyscy ważni tego związku. Może wreszcie dojdzie do istotnychustaleń. W przeciwnym razie obie strony będą patrzyły na siebie wilkiem.







Czytaj także:

Liczba komentarzy: 0

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zaloguj się do swojego konta!
© Copyright 2003 - 2026 Hokej.Net | Realizacja portalu Strony internetowe