Hokej.net Logo

Były bramkarz reprezentacji Polski wskazał faworyta. "To oni przejdą ćwierćfinał suchą stopą"

Były bramkarz reprezentacji Polski wskazał faworyta. "To oni przejdą ćwierćfinał suchą stopą"

Przemysław Odrobny przeanalizował układ par ćwierćfinałowych. Wskazuje faworytów, możliwe niespodzianki i tłumaczy, dlaczego w tej fazie sezonu kluczową rolę odgrywają bramkarze oraz doświadczenie.

HOKEJ.NET: – GKS Katowice sięgnął po zwycięstwo w sezonie zasadniczym. Jesteś tym faktem zaskoczony?

Przemysław Odrobny, były bramkarz polskich klubów i reprezentacji Polski: – Końcówka sezonu zasadniczego była niezwykle emocjonująca. Walka o pierwsze miejsce trwała do ostatnich minut. Nie jestem jednak zaskoczony tym, że to właśnie GKS Katowice zakończył tę część rozgrywek na szczycie. Tak naprawdę cztery czołowe drużyny miały realne szanse, by sięgnąć po fotel lidera. Rywalizacja była bardzo wyrównana, co tylko podniosło atrakcyjność ligi.

Ostatecznie to katowiczanie najlepiej wytrzymali presję. Stracili najmniej bramek, zdobyli najwięcej punktów i zachowali największą regularność. Do play offów wchodzą z numerem jeden. Ogromne znaczenie miało doświadczenie trenera Jacka Płachty. Wysoka dyspozycja bramkarzy, obu ze skutecznością powyżej 92 procent, również odegrała kluczową rolę.

Nie brakowało opinii, że to jednak GKS Tychy, ECB Zagłębie Sosnowiec czy Unia Oświęcim mają silniejsze i liczniejsze kadry, a tu jednak katowiczanie powoli i bez pompowania balonika zbierali kolejne punkty...

– Rzeczywiście, opinii było sporo. Tymczasem statystyki mówią jasno. GKS Katowice zdobył najwięcej punktów zarówno u siebie, jak i na wyjeździe. Ta regularność, niezależnie od lodowiska, była ich największym atutem.

W kluczowych momentach liderzy zespołu brali odpowiedzialność na siebie. Byli skuteczni pod bramką rywali, a defensywa i bramkarze przez cały sezon prezentowali wysoki poziom. Co istotne, o sile tej drużyny w dużej mierze decydują Polacy, co jest bardzo budujące. Sukces przyszedł bez wielkich deklaracji. Konsekwentnie zbierali punkty i zasłużenie sięgnęli po pierwsze miejsce.

Po którym zespole spodziewałeś się więcej, a który mocno Cię zaskoczył?

– Więcej spodziewałem się po Sanoku. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której klub nie jest w stanie dograć sezonu. Trenerzy pracowali z bardzo młodym i niedoświadczonym składem, ale liczyłem, że uda się urwać punkty wyżej notowanym rywalom.

Z kolei pozytywnie zaskoczyło mnie Zagłębie Sosnowiec. Przez dużą część sezonu utrzymywało się na pierwszym miejscu. Oczywiście było wiadomo, że klub celuje wysoko, ale dla wielu, również dla mnie, skala tej dominacji była niespodzianką. Patrząc jednak na skład i sposób funkcjonowania drużyny, wysoka pozycja w tabeli nie była dziełem przypadku.

Czy STS Sanok powinien występować na taflach THL w przyszłym sezonie? Oczywiście po wcześniejszym spłaceniu zobowiązań i zmianach w strukturach spółki? Czy osoba, która dopuściła ich do rozgrywek, też powinna ponieść odpowiedzialność?

– Jeśli Sanok wywiąże się ze zobowiązań i uporządkuje sprawy organizacyjne, jestem za tym, by występował w najwyższej klasie rozgrywkowej. Nie możemy jednak dopuszczać do sytuacji, w której klub nie spełnia wszystkich wymogów regulaminowych przed sezonem, a mimo to otrzymuje warunkową licencję.

To szkodzi wizerunkowi ligi. Najbardziej cierpią na tym zawodnicy i trenerzy. Ekstraliga to poważne rozgrywki. Każdy walczy o najwyższe cele i standardy muszą być bezwzględnie przestrzegane.

Przejdźmy do kwestii personalnych. Aron Chmielewski i Hannu Kuru wygrali dwie najważniejsze klasyfikacje. Ten fakt Cię zaskoczył?

– Aron Chmielewski, przychodząc do Sosnowca, miał być liderem ofensywy i wywiązał się z tej roli perfekcyjnie. W wieku 34 lat nadal imponuje skutecznością. Dziewięć lat spędzonych w Trzyńcu i cztery mistrzostwa Czech to doświadczenie, które procentuje.

Jeśli chodzi o Hannu Kuru, jego forma również nie jest zaskoczeniem. W poprzednim sezonie w Jastrzębiu zdobył 50 punktów w 40 meczach, strzelając 13 goli i notując 37 asyst. Teraz, mimo mniejszej liczby spotkań, poprawił swój dorobek. To pokazuje stabilność i klasę. Doświadczenie z lig fińskiej i słowackiej sprawiło, że świetnie odnalazł się na polskich taflach.

Którego z napastników jeszcze byś wyróżnił i dlaczego?

– Wśród obcokrajowców na pewno Andrieja Bujalskiego z Polonii Bytom. Draftowany w 2021 roku przez Colorado Avalanche, w tym sezonie zdobył 49 punktów w 39 meczach, na które złożyło się 20 goli i 29 asyst. To kompletny, silny fizycznie zawodnik z dużym potencjałem.

Jeśli chodzi o Polaków, wyróżniłbym Macieja Urbanowicza z JKH GKS Jastrzębie. To kapitan z prawdziwego zdarzenia. Skuteczny, twardy, zawsze gotowy wziąć odpowiedzialność. Do tego Grzegorz Pasiut, który od lat utrzymuje wysoki poziom, oraz Patryk Wronka z dorobkiem 34 punktów w 39 meczach. To liczby i postawa, które robią wrażenie.

A gra którego defensora najmocniej przypadła Ci do gustu?

– Na pewno Bartłomieja Pociechy z GKS Tychy. To jego najlepszy sezon pod względem punktowym. Zdobył 34 punkty w 39 meczach, strzelając 10 goli i notując 24 asysty. To bardzo ofensywnie usposobiony obrońca.

Doceniam także tych, którzy wykonują mniej efektowną pracę. Michał Kotlorz z Zagłębia świetnie przewodzi defensywie i jest doskonale przygotowany fizycznie. Bartłomiej Ciura imponuje w blokowaniu strzałów. Michał Naróg również zaliczył bardzo udany sezon pod względem liczb.

Który bramkarz zrobił na Tobie najlepsze wrażenie i miał największy wpływ na grę drużyny?

– Moim zdaniem Karolus Kaarlehto z JKH GKS Jastrzębie. To doświadczony fiński bramkarz, który występował w wielu europejskich ligach. Był autorem wielu zwycięstw swojej drużyny.

Wśród Polaków warto wyróżnić Michała Kielera z GKS Katowice, którego zespół stracił najmniej bramek w lidze, oraz Macieja Miarkę ze skutecznością 92,4 procent. Przy większej liczbie rozegranych spotkań statystyki nie kłamią. To był bardzo dobry sezon w ich wykonaniu.

Twoim zdaniem GKS Katowice suchą stopą przejdzie przez ćwierćfinał z Comarch Cracovią?

– Faworytem są Katowice. Przemawiają za nimi liczby i aktualna forma. W sezonie zasadniczym mecze były wyrównane, ale play-off rządzi się swoimi prawami. Doświadczenie drużyny Jacka Płachty powinno jednak przechylić szalę na jej korzyść.

ECB Zagłębie Sosnowiec z Polonią Bytom. Stać Polonię na niespodziankę?

– Nie sądzę. Sosnowiec to świetnie funkcjonująca maszyna. Stabilna, skuteczna i dobrze zorganizowana. Wszystkie argumenty przemawiają za nimi. Polonia może postawić trudne warunki, ale niespodzianka byłaby dużym zaskoczeniem.

GKS Tychy i JKH GKS Jastrzębie. Jak potoczy się ta seria?

– To może być najciekawsza para pierwszej rundy. Wiele zależy od dyspozycji bramkarzy. Jastrzębie ma młodość i energię, ale zmaga się z problemem gry poza własną taflą. Z kolei Tychy to kandydat do złota, a w ich bramce świetnie spisuje się Ēriks Vītols. To transfer, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Zapowiada się twarda i wyrównana seria.

Unia Oświęcim i KH Energa Toruń. Jakiego rozstrzygnięcia się spodziewasz?

– Sezon zasadniczy to jedno, play-off to zupełnie inna historia. Unia to zbyt doświadczony i jakościowy zespół, by pozwolić sobie na wpadkę w pierwszej rundzie. Toruń od lat bywa określany mianem czarnego konia, ale nigdy nie potrafił zrobić kolejnego kroku. Spodziewam się ciekawej rywalizacji, jednak z awansem Unii Oświęcim.

Czy trener Róbert Kaláber przeszarżował w końcówce sezonu?

– To szkoleniowiec odważny i nieszablonowy. Często podejmuje ryzyko, także z wycofaniem bramkarza w nietypowych momentach. Nie zawsze przynosi to efekt, ale trudno odmówić mu konsekwencji i warsztatu.

Potrafi świetnie poukładać defensywę i wygrywać z mocniejszymi rywalami. Play off będzie dla niego i jego zespołu prawdziwym sprawdzianem.

Czytaj także:

Liczba komentarzy: 0

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zaloguj się do swojego konta!
© Copyright 2003 - 2026 Hokej.Net | Realizacja portalu Strony internetowe