Były selekcjoner reprezentacji Polski zwolniony! Miliony na skład, fatalny start i bezlitosna krytyka
Tomek Valtonen nie jest już trenerem Jokeritu Helsinki. Władze fińskiego giganta straciły cierpliwość po fatalnym początku sezonu i zaledwie jednej wygranej w ośmiu spotkaniach. Decyzja nie jest jednak wielkim zaskoczeniem. Od kilku tygodni fińscy dziennikarze bezlitośnie punktowali sposób gry drużyny, brak wyraźnej struktury i decyzje szkoleniowca. A wszystko to przy jednym z największych budżetów w całej Liidze.
Jokerit poinformował w niedzielę, 27 września, że Tomek Valtonen oraz jego asystent Waltteri Immonen zostali zwolnieni ze swoich obowiązków. Pierwszym trenerem został Juuso Hahl, a do sztabu dołączył Janne Grönvall. Obaj otrzymali kontrakty w formule 1+1.
Dyrektor sportowy Olli-Pekka Yrjänheikki przyznał, że po słabym początku sezonu klub przeprowadził całościową analizę sytuacji i uznał, że potrzebna jest zmiana kierunku. Prezes Jokeritu Mikko Saarni podkreślił z kolei skalę presji ciążącej na klubie.
– Stawka w tym wyjątkowym sezonie jest niezwykle wysoka – zaznaczył Saarni w klubowym komunikacie.
Jeden triumf i najgorszy start w historii
Valtonen pozostawił Jokerit z niezwykle słabym bilansem. Helsiński zespół wygrał tylko jedno z pierwszych ośmiu spotkań i zanotował aż siedem porażek. Tak źle Jokerit nie rozpoczął sezonu jeszcze nigdy. Klub sam zwrócił uwagę, że nawet w fatalnym sezonie 2005/2006 po ośmiu kolejkach miał sześć porażek. Teraz było ich siedem. Po ośmiu meczach Jokerit zgromadził tylko cztery punkty.
Czarę goryczy przelała sobotnia porażka 1:4 z Kiekko-Espoo. Sam Valtonen po spotkaniu nie szukał wymówek.
– Espoo było zdecydowanie lepszym zespołem i zasłużyło na trzy punkty – przyznał.
Następnego dnia stracił pracę.
3,737 miliona euro. To nie był budżet typowego beniaminka
Szczególnie mocno w oczy rzuca się finansowe tło całej historii. Jokerit wrócił do Liigi z budżetem przeznaczonym na pensję wynoszącym 3,737 mln euro. Według zestawienia opublikowanego przez Jatkoaika większe środki na drużynę przeznaczyły jedynie HIFK – 4 mln euro oraz Kärpät – 3,9 mln.
Jokerit dysponował więc trzecim największym budżetem zawodniczym w 17-zespołowej lidze, wyższym między innymi od Tappary, Lukko, Ilvesu czy JYP. Średni budżet klubów Liigi wynosi około 3 mln euro. To zmienia perspektywę. Jokerit formalnie był beniaminkiem, ale finansowo i personalnie nie budowano drużyny, której jedynym zadaniem miało być spokojne utrzymanie się w lidze.
W składzie znaleźli się między innymi Patrik Virta, Patrick Curry, Maxime Fortier, Teemu Turunen, Eetu Tuulola, Veini Vehviläinen, Matthew Caito czy Kristian Näkyvä. Przy takim zapleczu siedem porażek w ośmiu kolejkach musiało uruchomić alarm.
"Taki styl nie wystarczy do niczego"
Problemy dostrzegano jednak dużo wcześniej. Już 5 września znany fiński analityk hokejowy Petteri Sihvonen niezwykle ostro oceniał sposób prowadzenia zespołu przez Valtonena.
Według niego proces budowania systemu gry był wyraźnie niedokończony. Jokerit nie był ani drużyną opartą na kontroli krążka i zmianie tempa, ani zespołem grającym konsekwentny, pionowy hokej. Sihvonen podsumował to brutalnie:
– Taki pośredni styl gry Jokeritu nie wystarczy do niczego – pisał.
Problemem miała być przede wszystkim niejasna tożsamość drużyny. Była intensywność, były próby agresywnego pressingu, ale brakowało ciągłości, kontroli krążka i struktury pozwalającej wykorzystywać jakość indywidualną zawodników.
"Katastrofalna struktura gry ofensywnej"
Podobne wnioski pojawiały się na łamach portalu Jatkoaika. Już po pierwszym spotkaniu ligowym Veeti Kantoluoto opublikował analizę pod bardzo wymownym tytułem dotyczącym „katastrofalnej struktury gry ofensywnej Jokeritu”.
Dziennikarz wskazywał, że po dobrym początku szybko uwidoczniły się problemy w grze z krążkiem. Sport zaczął skutecznie naciskać, kontrolować grę i obnażać niedostatki systemowe helsińskiego zespołu.
Jeszcze mocniejszy tekst ukazał się 23 września. Veeti Välimäki z Jatkoaika ocenił wtedy:
– Gra Jokeritu przez cały sezon była uzależniona od indywidualności.
Według niego zespół nie miał czytelnej struktury ofensywnej, a sytuacje bramkowe częściej wynikały z indywidualnych zagrań zawodników niż ze sprawnie funkcjonującego systemu całej piątki.
Co znamienne, artykuł ukazał się dzień po jedynym zwycięstwie Jokeritu, 3:0 z Pelicans. Tytuł tekstu brzmiał: "Zwycięstwo było najgorszą rzeczą, jaka mogła przydarzyć się Jokeritowi". Autor uznał wygraną jedynie za przedłużenie agonii projektu Valtonena.
Gwiazdy na trybunach. Valtonen zagrał va banque
Valtonen próbował reagować w bardzo zdecydowany sposób. Przed spotkaniem z Pelicans odstawił od składu dwóch zawodników sprowadzanych w roli ważnych ogniw – Matthew Caito i Maxime'a Fortiera. Kontuzjowany był również Teemu Turunen.
Petteri Sihvonen interpretował tę decyzję jako niezwykle ryzykowną próbę wstrząśnięcia drużyną. Zwracał uwagę, że zamiast przebudowy sposobu gry szkoleniowiec zdecydował się mocno uderzyć w swoich czołowych zawodników.
Jokerit rzeczywiście wygrał wtedy 3:0, ale wszystkie trzy bramki zdobył w przewagach. Problemy w grze pięciu na pięciu nie zniknęły.
Bramkarz nie był już wymówką
Początkowo część krytyki kierowano pod adresem bramkarza Veiniego Vehviläinena. Później między słupkami pojawił się Tomi Karhunen.
Sihvonen po porażce 1:2 z TPS-em przekonywał jednak, że problemu nie można już sprowadzać do obsady bramki. Jego zdaniem znacznie poważniejsze były organizacja ataku, konstrukcja formacji obronnych oraz sposób prowadzenia zespołu przez Valtonena.
Co ciekawe, dostrzegał też chwilową poprawę. Zwracał uwagę, że zawodnicy zaczęli grać bliżej siebie i lepiej utrzymywać zwartość piątki. Tyle że poprawa trwała krótko. W drugiej tercji TPS ponownie przejął kontrolę nad spotkaniem.
Kibice też mieli dość
Niezadowolenie coraz mocniej było widoczne również wśród kibiców Jokeritu. Na największym fińskim forum hokejowym Jatkoaika dyskusja dotycząca Valtonena momentami była bardzo ostra. Kibice zarzucali zespołowi brak zorganizowanego ataku, niedostateczną kontrolę krążka i zbyt prosty, pionowy sposób prowadzenia gry.
Jeden z użytkowników pisał, że przy zawodnikach o takim poziomie kreatywności granie "hokeja gończych psów" może prowadzić Jokerit w ślepą uliczkę. Inni zwracali uwagę, że rywale bardzo szybko nauczyli się neutralizować ofensywne schematy helsińskiej drużyny.
To oczywiście opinie kibiców, a nie klubowych ekspertów, ale pokazują skalę niezadowolenia, która narastała wokół drużyny już od początku września.
Sihvonen chciał zwolnienia jeszcze wcześniej
Po zwolnieniu Valtonena Sihvonen stwierdził, że decyzja była słuszna, ale jego zdaniem… zapadła za późno. Fiński analityk od tygodni sygnalizował, że nie wierzy, aby pod wodzą Valtonena gra osiągnęła poziom potrzebny Jokeritowi w tym sezonie.
17 września pisał wprost, że nie odważyłby się kontynuować sezonu z Valtonenem jako szkoleniowcem.
Dwa dni później, po klęsce 0:6 z Tapparą, jego diagnoza była jeszcze ostrzejsza. Domagał się nie tylko zmian personalnych w obronie i bramce, lecz przede wszystkim zmiany pierwszego trenera. Klub wytrzymał jeszcze osiem dni.
Człowiek, który przywrócił Jokerit Liidze, nie dostał czasu
W tej historii jest też spory paradoks. To właśnie Valtonen doprowadził Jokerit do sukcesu w Mestis i powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej. Jeszcze kilka miesięcy temu był jednym z ludzi odpowiedzialnych za odbudowę sportowej pozycji jednego z najbardziej rozpoznawalnych fińskich klubów.
Liiga okazała się jednak zupełnie innym środowiskiem. Przy budżecie sięgającym 3,737 mln euro, nazwiskach sprowadzonych do Helsinek i olbrzymim zainteresowaniu powrotem Jokeritu cierpliwość władz klubu była bardzo ograniczona. Osiem meczów. Jedno zwycięstwo. Siedem porażek. I koniec.
Teraz drużynę przejmuje Juuso Hahl, dotychczasowy członek sztabu Valtonena. To zresztą również wzbudziło dyskusję w Finlandii. Sihvonen zwrócił uwagę na oczywistą wątpliwość: skoro Hahl współtworzył dotychczasowy model gry, czy będzie w stanie szybko go przebudować?
Jokerit zdecydował jednak, że nie może już czekać.
Czytaj także:
- Polak doprowadził do wyrównania. Napór jego zespołu został jednak odparty
- Kamil Wałęga punktował. Żylina wraca na szczyt
- Krzysztof Maciaś strzelił, ale się nie cieszył. Gorzkie słowa Polaka. "Nikogo to nie obchodzi"
- Co za występ! Prawdziwy popis Kamila Wałęgi
- Czesi zdecydowali. Zła wiadomość dla reprezentanta Polski [WIDEO]

Komentarze