Decydujący moment serii? Świetna sytuacja Tyszan, GieKSa walczy o życie
Po dwóch spotkaniach w Katowicach rywalizacja w finale play-off przenosi się do Tychów. Mistrzowie Polski znajdują się w znakomitej sytuacji, bo prowadzą w serii 2:0 i jeśli wygrają dwa mecze, to obronią tytuł mistrzowski na własnym lodzie.
Początek serii pomiędzy GKS-em Katowice a GKS-em Tychy pokazał, jak ważne w hokeju są detale i ile może kosztować jeden, najmniejszy nawet błąd.
W pierwszym meczu ekipa z piwnego miasta wygrała 4:2, pokazując siłę ofensywną i skuteczność. O losach spotkania przesądzili w drugiej odsłonie, w której podopieczni Pekki Tirkkonena zdobyli dwie bramki. Ze znakomitej strony zaprezentował się fiński atak Rasmus Heljanko – Hannu Kuru - Joel Kerkkänen. Heljanko dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, Kuru zaliczył trzy asysty, a Kerkkänen do gola dołożył dwa kluczowe zagrania.
Drugie starcie było już znacznie bardziej zamknięte, bo o wyniku przesądziła jedna bramka, a tyszanie wygrali 1:0. Sposób na Jespera Eliassona w 16. minucie znalazł Rasmus Heljakno, a w bramce mistrzów Polski świetnie zaprezentował się Tomáš Fučík, który obronił 36 strzałów i zachował czyste konto. Trzecie w fazie play-off.
Hokeiści GKS-u Tychy nie popadają w hurraoptymizm i pozostają pokorni. Przekonują, że dwa pierwsze mecze były dobrym doświadczeniem, a każde starcie w fazie play-off jest inne.
– Tu każdy mecz jest tak naprawdę walką na śmierć i życie. Dla mnie każde spotkanie na tym etapie to dokładnie 50/50 procent szans na wygraną i przegraną – wyjaśnił Fučík.
– Oczywiście, wszystko jest otwarte. Nigdzie nie jest napisane, że Katowice nie mogą wygrać następnych dwóch meczów. My musimy się skupić na sobie, nie rozmyślać o wyniku, a o tym jak gramy i co możemy jeszcze doskonalić – dodał.
GKS Katowice, mimo dwóch porażek, nie zamierza składać broni. Podopieczni Jacka Płachty w obu meczach potrafili stworzyć sobie sytuacje, jednak brakowało im skuteczności pod bramką rywali. Do siatki nie trafili od blisko 64 minut.
– Przegrywamy w serii 0:2 i nie pozostaje nam nic innego, jak walczyć dalej. Oni wygrali dwa mecze u nas, więc my możemy jechać na ich teren i też dwa razy wygrać. I na tym się skupiamy – podkreślał Mateusz Michalski, jeden z najbardziej doświadczonych zawodników GieKSy.
I dodał: – Tak samo chcemy wygrać tę serię, a w play-offie działy się już różne rzeczy. Po dwóch meczach nikt nie wygrał rywalizacji i nie zdobył medalu. Trzeba wygrać cztery spotkania, więc będziemy walczyć do końca.
Zwycięzcy sezonu zasadniczego nie mają już marginesu błędu i w poniedziałkowym meczu muszą wygrać. W przeciwnym razie we wtorek złote medale mogą zawisnąć na szyjach Tyszan.
Czytaj także:
- Nie żyje człowiek, którego znał każdy kibic Unii Oświęcim. Miał 73 lata
- Reprezentacja Polski będzie w darmowej TV! "Domagali się tego". Porażka Polsatu
- Inauguracyjny sparing za nami. Gospodarze pokazali klasę!
- Oto ceny biletów i karnetów na mecze Unii. Są rabaty dla wiernych kibiców
- Bryk: Nic nie odda treningu hokejowego. Wszyscy cieszymy się jak małe dzieci

Komentarze