Dziś mało kto o tym pamięta. To miasto napisało piękną historię polskiego hokeja
Był czas, że hokej na lodzie, jeśli idzie włókiennicze miasta, trzymał się dobrze nie tylko w Łodzi. Dwa kluby grały w II lidze, a jeden z nich zawitał nawet do ekstraklasy.
W jednym z historycznych artykułów w naszym serwisie omawialiśmy lata świetności, a także przykry upadek łódzkiej potęgi hokejowej. Fenomenalnie podczas pamiętnego meczu ze Związkiem Radzieckim, w 1976 roku w katowickim Spodku, zaprezentowała się piątka Stefaniaka, a warto podkreślić, że choć jej lider najlepsze czasy swojej hokejowej kariery spędził w Łódzkim Klubie Sportowym i Pomorzaninie Toruń, to przygodę z lodem, kijem i krążkiem rozpoczynał w znacznie mniejszym mieście, również z włókiennictwa słynącym. Zgierz, bo o nim mowa, swego czasu miał nie jedną, a aż dwie drużyny na zapleczu ekstraklasy. W ich barwach, prócz Stefaniaka, grali przyszli lub byli reprezentanci Polski, a jeden z klubów występował nawet na najwyższym poziomie rozgrywkowym.
Wprawdzie na pierwsze wzmianki o hokeju na lodzie w tym mieście można natknąć się jeszcze przed II wojną światową, ale pewne jest, że w sposób zorganizowany w Borucie Zgierz w hokeja zaczęto grać w 1945 roku, choć historia klubu sięga 1933 roku i nierozerwalnie związana jest z postacią Władysława Matuge. W 1946 roku, z kolei, powstał wielosekcyjny Włókniarz. Działał również Harcerski Klub Sportowy, który jednak został wchłonięty. Minęło nieco ponad 10 lat, a o zgierskich klubach po raz pierwszy zrobiło się głośno. W marcu 1957 roku Włókniarz rywalizował na Torkacie w turnieju finałowym o awans do II ligi i musiał uznać wyższość Stoczni Gdańsk, a także Cracovii. Dwa lata później na zapleczu ekstraklasy pojawił się Boruta – ze Stefaniakiem w składzie – i choć na początku rozgrywek sprawił sensację, pokonując wysoko, 9:3, spadkowicza z I ligi, czyli drużynę Piasta Cieszyn, to następnie wiodło mu się gorzej i został zdegradowany.
Tymczasem w odwrotną stronę – i to aż o dwa poziomy rozgrywkowe – trochę wbrew swej woli powędrował Włókniarz. Zespół ten – pokonując w Katowicach Metal Tarnów i Lechię Mysłowice – awansował do turnieju finałowego o II ligę, w którym bił się z Gryfem Toruń, Gwardią Katowice i Lotnikiem Warszawa. Trzeba przyznać, że dla każdego, kto choć trochę interesuje się hokejem, nazwy drużyn mogą stanowić spore zaskoczenie. Niemniej jednak Włókniarz okazał się z tego grona najlepszy i zgierscy hokeiści świętowali awans na zaplecze ekstraklasy. Okazało się jednak niebawem, że awansowali nie do II, a do... I ligi!
Z legendarnym defensorem
Zamieszanie powstało w wyniku decyzji władz związku, bo postanowiono zreformować rozgrywki. Do ośmiu drużyn, które w sezonie 59/60 występowały w ekstraklasie, dokooptowano sześć drużyn, które utrzymały się w II lidze. Dodajmy, że Borucie do tego, by zachować status II-ligowca zabrakło raptem dwóch punktów. 15 zespołem na najwyższym poziomie rozgrywkowym został zwycięzca turnieju finałowego o II ligę, czyli Włókniarz. Trafił do grupy północnej, wraz z Legią Warszawa, Pomorzaninem Toruń, Polonią Bydgoszcz, ŁKS-em, KTH Krynica, i Cracovią. Przeskok, jak łatwo się domyślić, był gigantyczny. Jeszcze niedawno Zgierzanie grali z rywalami pokroju Metalu Tarnów, kluby, który za chwilę miał przestać istnieć, a teraz dane im było mierzyć się z m.in. z Legią, która cel miała tylko jeden. Odzyskać mistrzostwo Polski utracone na rzecz Górnika Katowice.
Trzeba przyznać, że hokeiści Włókniarza radzili sobie co najmniej przyzwoicie. Z uwagi na brak obiektu w Zgierzu, który pozwalałby na grę u siebie przez cały sezon, niektóre mecze rozgrywali w łódzkim Pałacu Sportu. Pokonali w nim Cracovię, jedno zwycięstwo wywieźli również spod Wawelu. Dużą niespodzianką była ponadto ich wygrana w Toruniu z Polonią Bydgoszcz. Oczywiście nie obyło się bez lania od Legii (2:20 i 2:12), ale Wojskowi chwilę wcześniej wygrali z Cracovią 22:0. Dla odmiany w meczu z Krynicą, zakończonym zwycięstwem Włókniarza 7:4, aż cztery gole strzelił Stefan Makowski, w latach późniejszych uznany sędzia. Dobrych momentów zatem nie brakowało, ale nie wystarczyło to do tego, by zachować ligowy byt. Piąte miejsce po 24 kolejkach, 9 zwycięstw, remis i 14 porażek, bramki: 91:146, oznaczały spadek do II ligi.
Po raz drugi i ostatni Włókniarz zagrał na najwyższym poziomie rozgrywkowym w sezonie 1968/69 a niekwestionowanym liderem zespołu był wówczas Stanisław Olczyk. Zgierzanin z pochodzenia był wychowankiem Włókniarza i stał się jednym z najlepszych obrońców w Polsce przełomu lat 50. i 60. poprzedniego stulecia. W 1954 roku trafił do Legii Warszawa, a trzeba pamiętać, że w tamtych czasach Wojskowi byli potęgą i kaperowali nie byle kogo. Olczyk w ciągu dziewięciu lat w stolicy nie zszedł z podium mistrzostw Polski, sięgając z Legią siedem razy po złoty, a dwa razy po srebrny medal. Stał się również etatowym reprezentantem Polski. Najlepszą w kraju i w drużynie narodowej parę defensorów tworzył z Kazimierzem Chodakowskim, najpierw kolegą z Legii, a następnie rywalem z ŁKS-u.
Twardziel i strzelec
Olczyk poprowadził Włókniarza do drugiego w historii awansu do I ligi, ale jeden klasowy zawodnik nie był w stanie przeciwstawić się rywalom. Włókniarz tym razem wyraźnie odstawał od reszty stawki i w gronie 10 zespołów zajął po pierwszej części sezonu ostatnie miejsce z bilansem 1 zwycięstwo – 17 porażek. W grupie słabszej nie było lepiej. 1 wygrana – 9 przegranych i łączny bilans bramek -180 sprawił, że na zawsze zespół ten, podobnie, jak cały Zgierz, pożegnał się z najwyższym poziomem rozgrywkowym. Z ciekawostek odnotować należy, że ostatni sezon w długiej, hokejowej karierze rozegrał wówczas Wojsław „Wiesiek” Szymański, który w hokeja zaczął grać zaraz po wojnie, w drużynie Harcerskiego Klubu Sportowego. Następnie, w barwach Włókniarza – z przerwą na występy w ŁKS-ie – spędził na taflach prawie... ćwierć wieku, bo ostatnie mecze rozgrywał mając 42 lata. Na tamte czasy wynik był to wręcz niebywały.
To co udało się Włókniarzowi Zgierz, czyli gra w ekstraklasie, nigdy, mimo kilku prób, nie udało się Borucie, choć raczej nie ma wątpliwości, że to właśnie ten klub doczekał się wybitniejszych wychowanków. Józef Stefaniak nie tylko miał swój udział w ograniu ZSRR, ale na najwyższym poziomie rozgrywkowym w naszym kraju, strzelił niemal 300 bramek. Dwa razy był królem strzelców, zagrał na IO w Innsbrucku (1964) i aż siedem razy na mistrzostwach świata. Kibice zarówno w Łodzi, jak i w Toruniu, śmiało mogą nazywać go legendą. Na taki sam status wśród sympatyków ŁKS-u zasłużył niewątpliwie Jan Stopczyk, jeden a najlepszych napastników w naszym kraju w latach 80. poprzedniego stulecia.
W tamtych latach było praktycznie przesądzone, że każdy zdolny Zgierzanin musi – prędzej czy później – trafić do ŁKS-u i właśnie tą drogą powędrował wychowanek Boruty. Stopczyk pojawił się w Pałacu Sportu w 1977 roku, jako dziewiętnastolatek, i znająca się na hokeju łódzka publika z miejsca zorientowała się, że ŁKS wzmocnił talent czystej wody. Twardy, nieustępliwy zawodnik o niezłych warunkach fizycznych, a – na dodatek – strzelec wyborowy. Jak mało kto potrafił znaleźć się pod bramką przeciwnika. Niestety łódzcy kibice nie byli jedynymi, którzy dostrzegli talent Zgierzanina, bo wpadł od również w oko działaczom Legii Warszawa. Wprawdzie wówczas Wojskowi pomału dogorywali, ale służba nie drużba. Dwa lata minęły jednak szybko i Stopczyk na powrót przywdział biało-czerwone barwy.
Trafiał Finów i Kanadyjczyków
Rozwijał się, cytując klasyka, "nieledwie w oczach", stając się czołowym ligowym snajperem. Naturalnie szybko trafił do reprezentacji Polski, a na turnieju rangi mistrzostw świata debiutował w 1983 roku w Tokio. O awans do grupy A walczyliśmy wówczas z Austriakami i Amerykanami, a decydujący okazał się mecz z USA. W nim Zgierzanin trafił do siatki na 1:0, pokonując nie byle kogo, bo Jima Craiga, bohatera IO z Lake Placid. Później jednak rywal odarł nas ze złudzeń, wygrał 6:2 i marzenia o występie na światowym czempionacie wśród najlepszych musieliśmy na jakiś czas odłożyć. Zanim nadeszła kolejna szansa Jan Stopczyk, wraz z reprezentacją Polski, wystąpił na ZIO w Sarajewie.
Turniej w stolicy Bośni na pewno nie ułożył się dla nas pomyślnie. Przegrywaliśmy mecz za meczem, najczęściej bardzo wysoko, nawet 1:6 z Włochami. Na otarcie łez, w ostatnim spotkaniu, udało się pokonać słabą Jugosławię 8:1, a jedną z bramek strzelił wychowanek Boruty Zgierz. Zresztą na igrzyska Stopczyk nie pojechał, bo takie było czyjeś widzimisię, ale za to, że w sezonie 83/84 był w genialnej dyspozycji strzeleckiej. W całych rozgrywkach trafił do siatki 41 razy i wraz z Janem Piecką z Polonii Bytom okazał się najlepszym ligowym snajperem. Trzecim i ostatnim w barwach ŁKS-u. Wcześniej taki laur przypadł Krzysztofowi Białynickiemu (1967 i 1968), a także Leszkowi Kokoszce (1980).
Awans do grupy A wywalczył z reprezentacją Polski Jan Stopczyk dwukrotnie. W 1985 roku we Fryburgu (4 gole i asysta), a także dwa lata później we włoskim Canazei. To był szalony wręcz występ Zgierzanina na mistrzostwach świata! W 7 meczach Stopczyk, który szedł niczym taran, nie kalkulował, nie było dla niego straconych krążków, strzelił 9 goli i zaliczył 9 asyst. Został, rzecz jasna, najlepszym strzelcem i najlepszym punktującym turnieju i wybrano go do drużyny gwiazd. Bezapelacyjnie był to najlepszy czas w reprezentacyjnej karierze Zgierzanina, a także moment, w którym wywalczył sobie zagraniczny kontrakt. Tak bowiem spodobała się jego postawa w niewielkiej miejscowości w Trydencie, że od następnego sezonu bronił barw zespołu Fassa, którego był wielką gwiazdą.
Wiadomo, jak dla reprezentacji Polski zakończył się występ na ZIO w Calgary. Jan Stopczyk swoich drugich igrzysk również nie wspomina najlepiej, bo mocno się rozchorował. Ale swój udział w olimpijskiej rywalizacji zdołał zaakcentować, strzelając gola w starciu o 9. miejsce z Austrią. Bramką na mistrzostwach świata grupy A pożegnał się też z reprezentacją. Trafił do bramki Finów, w słynnej Globen Arenie w Sztokholmie, w przegranym 2:7 meczu, a cały turniej zakończył się naszym spadkiem. Z ciekawostek warto dodać, że w 1987 roku, gdy do Polski przyjechali Kanadyjczycy, Jan Stopczyk strzelił gola i tej reprezentacji, podczas meczu rozegranego w łódzkim Pałacu Sportu. W tym samym roku został laureatem „Złotego Kija” katowickiego „Sportu”.
Pod koniec kariery występował w drugiej lidze włoskiej i w lidze... belgijskiej. Mimo iż poziom był już zdecydowanie inny, to warto przytoczyć niektóre liczby. 71 i 126 punktów w 35 meczach w barwach Auronzo to dowód na to, że Zgierzanin strzelcem był nietuzinkowym. A mając 37 lat potrafił uzbierać 82 punkty w 22 występach w sezonie. Grając w hokeja już zupełnie dla relaksu.
Czytaj także:
- Nie żyje człowiek, którego znał każdy kibic Unii Oświęcim. Miał 73 lata
- Reprezentacja Polski będzie w darmowej TV! "Domagali się tego". Porażka Polsatu
- Inauguracyjny sparing za nami. Gospodarze pokazali klasę!
- Oto ceny biletów i karnetów na mecze Unii. Są rabaty dla wiernych kibiców
- Bryk: Nic nie odda treningu hokejowego. Wszyscy cieszymy się jak małe dzieci

Komentarze
Lista komentarzy
Zyhokcracovia
Ja jeszcze doskonale pamiętam jak na zapleczu Ekstraklasy w 2 lidze grał Stilon Gorzów,Znicz Pruszków,Dolmel Wrocław,Pogoń Siedlce,Tarpan Poznań i były to jak na tamte czasy poważne kluby, które szkoliły młodzież. Nie Tylko Stopczyk ale i legenda tamtych czasów Wiesław Jobczyk pochodził na przykład z Siedlec i tam stawiał pierwsze kroki w hokejowym rzemiośle.
U nas w Cracovii grał np: taki Kanabus że Znicza Pruszków. I tak można podawać przykłady.Od lat 60 tych do okresu transformacji ustrojowej w Polsce hokej na lodzie był dyscypliną nr 2 ,zaraz po piłce nożnej.Później to wszystko upadło z braku pieniędzy.Kopalni,Huty,Zrzeszenia wszelakie poupadały i hokej się skończył.Zostały tylko najprężniejsze ośrodki.Szkoda bo potencjał był .
Kamil1910
W Siedlcach w hokeju i tak coś się dzieje,jest szkolenie i trochę młodych. Przebąkujęle się o budowie hali,więc pewnie za kilka lat to nastąpi.
Zyhokcracovia
W Cieszynie,Świdnicy mają pełnowymiarowe taflę z krytymi halami a o hokeju nie ma mowy.Choć w Cieszynie to nawet jest jakaś amatorska drużyna.Cieszyn to w ogóle porażka, bo tradycje mają Piast grał na najwyższym szczeblu .Blisko do Jastrzębia Czechy za miedzą .Podobno burmistrz i rada miasta blokowali i blokują skutecznie jakikolwiek incjatywy w kierunku profesjonalizacji.Podobnie jest w wielu innych miastach.Jak już jest inicjatywą i powstaje lodowisko, to niepełnowymiarowe.Totalna niewiedzą i brak zainteresowania to zwojem hokeja.
iras
W Śwodnicy sa Odyńce. Awansowali do D4 w tym sezonie. Obiekt po igrzyskach europejskich jest odświeżony i oni już chyba trzeci raz zorganizowali MPA. Jest szansa, że tam coś się wyrodzi, bo współpracują z wrocławskim środowiskiem hokejowym.
manek 1906
Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. I to nie o ich ogólny brak w kraju, tylko o to, jak bezmyślnie są dzielone.
manek 1906
Wszyscy wokół opowiadają bajki o „braku tradycji”, „braku chętnych dzieciaków” albo o tym, że „hokej to niszowy sport”. Prawda jest taka, że jesteśmy dużym, rozwijającym się krajem w środku Europy, tylko system finansowania sportu u nas leży i kwiczy. Ministerstwo i wielkie spółki wolą przepalać miliony na kolejnego Orlika albo setną akademię piłkarską, bo tam za cenę jednych markowych łyżew i kasku kupią trzydzieści piłek i mają spokój. Tani masowy produkt dla świętego spokoju w statystykach.
Zyhokcracovia
W 2006 roku wybudowano hale sportową Globus z myślą o hokeju na lodzie i łyżwiarstwie figurowym, z pełnym zapleczem i widownią z miejscami siedzącymi 4100, a podobno wchodzi nawet 5 tysięcy.Z podniesionymi trybunami w przeciwieństwie do Sosnowca gdzie z czwartego rzędu i niżej nic nie widać.Początkowo grały tam drużyny amatorskie w hokeja.Niestety w krótkim czasie zlikwidowano taflę i założono parkiet.Grają tam piłkarki ręczne.
To jest dopiero profanacja!
A mogło być lodowisko narodowe, które infrastrukturą i wielkością biło na łeb wszystkie lodowiska w Polsce.
Zyhokcracovia
Zapomniałem dodać,że w Lublinie.
szmaciany75@tlen.pl
A moze tak wzorem NHL rozegrac kilka meczy ligowych w innych osrodkach gdzie nie ma druzyn hokejowych tzn.ligowych a sa zapalency czy tez kibice hokeja...
Zyhokcracovia
Problem jest w tym że takie ośrodki hokejowe jak Świdnica,Cieszyn,Bydgoszcz,Lublin,Łódź itd... nie mają przystosowanej infrastruktury do rozgrywania meczów hokejowych które by spełniały warunki PZHL.W Świdnicy np: są za niskie pleksi... Poza tym jest wymóg szatni ...
Owszem to nie byłby jakiś duży problem, ale trzeba by zmodyfikować i przystosować lodowiska do takich meczów.
Zyhokcracovia
Moim zdaniem najlepsza by była hala lodowa w Cieszynie.Widownia na około 1200 miejsc siedzących,w tym stojące to daję ok. 1400.Trzeba by było by PZHL w ramach promocji hokeja coś zrobił i pomógł. I na przykład taki turniej z udziałem polskiej reprezentacji mógłby być wówczas rozegrany.Baza hotelowa jest. Ale to trzeba szerszego spojrzenia i trochę trzeba by dorzucić środków, by wspomóc...