Hokej.net Logo
KWI
11
KWI
16
KWI
17
KWI
24
KWI
25

Frölunda Göteborg wygrała Hokejową Ligę Mistrzów (WIDEO)

Frölunda Göteborg wygrała Hokejową Ligę Mistrzów (WIDEO)

Frölunda Göteborg po raz trzeci wygrała Hokejową Ligę Mistrzów. W rozegranym dziś finale wszystkie gole padły w przewagach, w których zdecydowanie lepsi byli Szwedzi.


Zespół z zachodniej Szwecji pokonał w decydującym spotkaniu Red Bulla Monachium 3:1. Był to czwarty w pięcioletniej historii rozgrywek finał "Indian" i trzeci wygrany.


Wygrany przede wszystkim dzięki świetnej grze w przewagach. Gospodarze spotkania rozgrywanego w wypełnionej 12 tysiącami kibiców hali Scandinavium zamienili na gole każdą ze swoich pierwszych trzech okazji do gry w liczebniejszym składzie. Wszystko zaczęło się w 11. minucie, gdy na ławce kar siedział w zespole Red Bulla Mark Voakes. Wtedy właśnie potężnym strzałem z dystansu popisał się 18-letni wychowanek Frölundy Samuel Fagemo. Gracz, który w tym roku zostanie zapewne wybrany w drafcie NHL, szerszej publiczności europejskiej pokazał się, gdy w fazie grupowej tej edycji Hokejowej Ligi Mistrzów zanotował hat trick w meczu z Aalborg Pirates. Do dzisiejszego finału były to jego jedyne gole w tych rozgrywkach, ale ten w finale był ważniejszy od tamtych trzech.


- Miałem po prostu szczęście. Cieszę się, że wpadło - skomentował skromnie chwilę po pierwszej tercji. Młody napastnik w pierwszej odsłonie prezentował się jednak znakomicie. Po jej zakończeniu miał zdecydowanie najlepszy w drużynie procentowy współczynnik Corsi, wyrażający relację między strzałami oddawanymi przez drużynę i przez rywali podczas obecności danego gracza na lodzie. U Fagemo po 20 minutach wynosił aż 80 %.


W drugiej tercji gospodarze dalej dominowali na lodzie i dołożyli jeszcze dwa kolejne gole. W 25. minucie szybką akcję w kolejnej przewadze wykończył najlepiej punktujący gracz tej edycji i całej historii Hokejowej Ligi Mistrzów Ryan Lasch. Amerykanin dostał podanie od Joela Lundqvista i pokonał stojącego w bramce Red Bulla Danny'ego aus den Birkena. Lasch zdobył swój 22. punkt w tej edycji, a 69. łącznie w HLM. Z kolei w 34. minucie na środku tafli Yannic Seidenberg bardzo ostro zaatakował Rhetta Rakhshaniego, wysyłając Amerykanina do szatni z kontuzją. Faulujący Niemiec miał sporo szczęścia, że sędziowie nie wyrzucili go z tafli z karą meczu, ale i tak uznali, że za atak na głowę zasłużył na czterominutowe wykluczenie.


A Frölunda ukarała go dodatkowo, wykorzystując przewagę i podwyższając na 3:0. Gola strzelił Ponthus Westerholm, który prawdopodobnie razem ze swoim bratem bliźniakiem Pathrikiem po tym sezonie pożegna się z zespołem "Indian" i trafi do Malmö Redhawks. W tym momencie gospodarze mieli w przewagach stuprocentową skuteczność, bo zamienili na gole wszystkie 3. Red Bullowi w tym elemencie szło znacznie gorzej. Jeszcze w końcówce drugiej tercji przez pół minuty grał w przewadze podwójnej, ale i wtedy nie potrafił strzelić gola, a generalnie w liczebniejszym składzie stwarzał małe zagrożenie pod bramką Johana Gustafssona.


Dopiero w trzeciej tercji podopieczni Dona Jacksona pokazali, że również potrafią wykorzystać przewagę. Doświadczony szkoleniowiec na niemal 9 minut przed końcem tej odsłony zdecydował się wycofać bramkarza, gdy na ławce kar w ekipie gospodarzy siedział Oliwer Fjellström. Chwilę później na tafli doszło do przepychanki i sędziowie nałożyli kolejne kary, ale mistrzowie Niemiec dalej grali w przewadze. Aus den Birken do bramki nie wrócił, a goście w grze 6 na 4 w polu wreszcie trafili do siatki po strzale mającego tureckie korzenie Yasina Ehliza.


Okazało się jednak, że to wszystko, na co było ich stać, bo Frölunda dobrze rozbijała ich ataki i zmuszała do oddawania strzałów z trudniejszych pozycji. Kolejne wycofanie bramkarza w ostatnich dwóch minutach też nic już nie dało. Gustafsson obronił 35 z 36 strzałów oddanych przez gości. Puchar za zwycięstwo w Hokejowej Lidze Mistrzów wrócił więc do Göteborga. "Indianie" zdobywali go w 2016 roku w fińskim Oulu i rok później przed własną publicznością po zwycięstwie nad Spartą Praga. Wtedy jednak grali w mniejszej hali rezerwowej. Dzisiejszy finał z frekwencją 12 044 był najliczniej oglądanym z trybun w historii rozgrywek.


- Wygrać mecz finałowy przed pełnymi trybunami u siebie to jest coś magicznego - cieszył się po spotkaniu Joel Lundqvist, który każdy z trzech pucharów podnosił w górę jako kapitan. - To jest cudowne uczucie. Wygraliśmy trzy razy, ale trudno się tym znudzić.


Red Bullowi na pocieszenie została nagroda MVP dla jego napastnika Trevora Parkesa, który został wybrany we wspólnym głosowaniu kibiców i ekspertów. Kanadyjczyk z 9 golami był także najlepszym strzelcem rozgrywek. Bawarski zespół grał dziś także o czwarte miejsce w rozgrywkach dla Niemiec. Nasi zachodni sąsiedzi mogli je zdobyć kosztem Czechów, gdyby zespół "Czerwonego Byka" sięgnął po trofeum. Wobec porażki pozostaną jednak z 3 zespołami w przyszłorocznej edycji rozgrywek.


- Oczywiście jesteśmy dumni z naszego osiągnięcia, ale kiedy przegrywasz finał, to zawsze jesteś rozczarowany - skomentował po spotkaniu kapitan Red Bulla Michael Wolf. Najlepszy strzelec w historii DEL miał ostatnią szansę na wygranie Hokejowej Ligi Mistrzów, bo po tym sezonie kończy karierę. - Kluczowe były te drobne elementy, które Frölunda wykonała lepiej od nas i to, że strzelili nam trzy gole w przewagach.


Frölunda Göteborg - Red Bull Monachium 3:1 (1:0, 2:0, 0:1)
1:0 Fagemo - Genoway - Friberg 10:32 (w przewadze)
2:0 Lasch - Lundqvist - Hjalmarsson 24:16 (w przewadze)
3:0 Ponthus Westerholm - Hjalmarsson - Lundqvist 34:27 (w przewadze)
3:1 Ehliz - Seidenberg - Voakes 51:29 (w przewadze)
Strzały: 31-36.
Minuty kar:
14-14.
Widzów: 12 044.



Czytaj także:

Liczba komentarzy: 0

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zaloguj się do swojego konta!
© Copyright 2003 - 2026 Hokej.Net | Realizacja portalu Strony internetowe