GKS Tychy w czwartym meczu finału TAURON Hokej Ligi rozbił GKS Katowice 7:2 i przypieczętował obronę mistrzostwa Polski. Tyszanie wygrali całą serię do zera, sięgając zarazem po siódme złoto w historii klubu. Jednym z głównych bohaterów fazy play-off stał się Tomáš Fučík, który po końcowej syrenie nie ukrywał satysfakcji, ale też podchodził do sukcesu z charakterystycznym spokojem.
Od pierwszych minut na Stadionie Zimowym było widać, kto kontroluje wydarzenia na lodzie. Gospodarze narzucili wysokie tempo, grali agresywnie i konkretnie w ofensywie. Już w 8. minucie wynik otworzył Filip Komorski, a chwilę później, w przewadze, podwyższył Juuso Jämsen. Gdy w 15. minucie Henri Knuutinen trafił na 3:0, przewaga Tyszan była jeszcze bardziej wyraźna.
Choć Katowiczanie próbowali wrócić do gry, trafiając do siatki w drugiej odsłonie, to odpowiedź gospodarzy była natychmiastowa. Alan Łyszczarczyk przywrócił bezpieczne prowadzenie, a w trzeciej odsłonie GKS Tychy całkowicie zamknął mecz, dokładając kolejne trafienia i ostatecznie wygrywając aż 7:2.
– Wynik pod koniec meczu pokazał, że zdominowaliśmy ten finał i zasłużenie wygraliśmy. To, co się tutaj działo, było spokojniejsze niż w poprzednim roku – przyznał po meczu Tomáš Fučík.
Dla 32-letniego golkipera to kolejny mistrzowski tytuł, ale - jak sam podkreśla - tym razem starał się przeżywać te chwile bardziej świadomie niż przed rokiem.
– Staram się przeżyć to bardziej świadomie niż w poprzednim roku. Zobaczymy, jak to będzie - może za rok będę mógł powiedzieć jeszcze więcej. Na razie cieszę się z tego, co osiągnęliśmy – zaznaczył.
Fučík był jednym z filarów zespołu w całych play-offach, choć sezon w wykonaniu GKS-u Tychy nie zawsze był idealny. Sam bramkarz zwraca uwagę, że kluczowy był rozwój drużyny w trakcie rozgrywek.
– Myślę, że jako zespół po prostu rośliśmy. Z miesiąca na miesiąc, im bliżej było play-offów, tym bardziej wchodziliśmy na właściwe tory. Ten sezon był bardzo wyrównany, kilka drużyn walczyło o pierwsze miejsce, ale najważniejsze jest to, że znaleźliśmy swoją drogę w odpowiednim momencie – podkreślił.
Przed decydującą częścią rozgrywek nie brakowało też głosów wątpliwości wobec formy bramkarza. Fučík jednak konsekwentnie robił swoje.
– Zawsze jest tak, że w sporcie są wzloty i upadki. To normalne, zwłaszcza na tej pozycji. Ja po prostu pracowałem na treningach, nawet kiedy nie grałem, żeby wrócić na odpowiedni poziom i pokazać, że nadal mnie na to stać – powiedział.
Warto podkreślić, że 32-latek imponował formą przez całe play-offy. Osiągnął skuteczność interwencji na poziomie 94,9 procent, tracąc przy tym średnio jedynie 1,30 gola na mecz oraz zachowując cztery czyste konta. W samej serii finałowej przeciwko GieKSie zatrzymał aż 112 z 116 strzałów, co przełożyło się na znakomite 96,6 procent skuteczności.
Czytaj także: