GKS Katowice przetrwał trudne chwile i awansował do finału. "To buduje bardziej niż 4:0"
Jeszcze kilka dni temu byli pod ścianą i o krok od odpadnięcia. Tymczasem GKS Katowice zameldował się w finale play-off, pokazując charakter, który może zaprowadzić ich po mistrzostwo Polski. Kluczowy okazał się przełomowy szósty mecz w Oświęcimiu, wygrany 3:1 i kapitalne siódme spotkanie, w którym błysnął Patryk Wronka.
To historia o drużynie, która potrafiła powstać z kolan w najtrudniejszym momencie sezonu. Po pięciu spotkaniach półfinałowej serii GieKSa przegrywała 2:3 i jechała do Oświęcimia z jednym scenariuszem. Musieli wygrać i uciec spod topora.
Zespół prowadzony przez Jacka Płachtę zdał ten egzamin. Wygrana 3:1 na wymagającym terenie nie tylko wyrównała stan rywalizacji, ale - jak się później okazało - kompletnie odmieniła mentalność drużyny.
– Fajnie, że wróciliśmy, bo jechaliśmy tam z nożem na gardle na ciężki teren, na mecz przeciwko bardzo dobrej drużynie i pokazaliśmy charakter. Myślę, że ten właśnie mecz podniósł nas i miał ogromny wpływ na morale – przyznał Patryk Wronka.
Decydujące starcie w katowickiej "Satelicie" było już popisem dojrzałości i konsekwencji. GKS Katowice wygrał 3:1 i przypieczętował awans do finału, a ogromny wkład w ten sukces miał właśnie Wronka. Skrzydłowy popisał się dwiema fenomenalnymi asystami: najpierw przy trafieniu na 1:0 Bartosza Fraszki, a następnie przy golu na 2:0 Lauriego Huhdanpy. Obie bramki padły w kluczowych momentach drugiej tercji, bo tuż na jej początku i końcu.
– Chciałem jak najbardziej pomóc drużynie, to jest moja praca. Lubię mieć krążek, robiłem swoje. Cieszę się, że pomogłem i jesteśmy w finale – podkreślił Wronka.
Katowiczanie wyciągnęli wnioski z wcześniejszych porażek. Poprawili zwłaszcza grę w defensywie.
– Czyściliśmy przedpole, byliśmy pierwsi przy dobitkach. Wcześniej traciliśmy takie gole, wiedzieliśmy, gdzie jest problem i naprawiliśmy to – tłumaczył 30-letni skrzydłowy.
Choć w siódmym meczu rywale złapali kontakt, GKS kontrolował wydarzenia na lodzie przez długie fragmenty spotkania.
– Do momentu bramki na 2:1 byliśmy drużyną lepszą, mądrzejszą i dominującą – ocenił Wronka.
Teraz przed GieKSą kolejne wielkie wyzwanie, jakim jest nim finał z GKS-em Tychy. Będzie to powtórka z zeszłorocznej walki o złoto, ale tym razem jednak to Katowiczanie będą mieli przewagę własnego lodu, a pierwsze mecze już 1 i 2 kwietnia w małej hali Spodka.
– Jak wygrywasz taki mecz, siły od razu wracają. Taka siedmiomeczowa seria buduje drużynę bardziej niż łatwe zwycięstwa – zaznaczył Wronka.
Czytaj także:
- GieKSa pożegnała pięciu zawodników. Jest oficjalny komunikat
- Polski środkowy podjął decyzję. Podpisał dwuletni kontrakt
- Reprezentant Japonii zagra w KH Enerdze Toruń. Dał się we znaki Polakom
- Były napastnik polskich klubów przeniesie się do Czech? Liczą na jego doświadczenie
- Mistrzowie Polski zatrzymali kluczowego obrońcę. Punktował jak napastnik

Komentarze
Lista komentarzy
Infernalism
"– Jak wygrywasz taki mecz, siły od razu wracają. Taka siedmiomeczowa seria buduje drużynę bardziej niż łatwe zwycięstwa – zaznaczył Wronka."
Już niejeden półfinalista przeszedł taką serię, był mega zbudowany zwycięstwem i awansem, by potem od tych co mieli łatwo w 1/2 dostać po głowie.
Wszystko wyjdzie w praniu.
jack_daniels
Czekamy na Was...