W niedzielę rozpocznie się pierwszy półfinał play-off, w którym GKS Katowice zmierzy się z Unią Oświęcim. Zapraszamy na nasze subiektywne przedstawienie uczestników tej fazy rozgrywek. Oto najważniejsi zawodnicy katowickiej GieKSy.
JESPER ELIASSON
– Szwed na wiele sposobów wydaje się być przeciwieństwem Johna Murraya, w którego buty musiał wejść jako "jedynka" GieKSy. Nie prezentuje tak ekstrawertycznego stylu jak jego poprzednik, raczej stara się być cichym bohaterem swojej drużyny. Choć wśród kibiców GieKSy pochwały na temat postawy Eliassona mieszają się z opiniami, że nie jest to materiał na bramkarza, który pomoże sięgnąć po mistrzostwo Polski, to trzeba przyznać, że liczby są po jego stronie.
Bramkarz, który 21 marca skończy 26 lat, zachowuje w fazie play-off drugą najwyższą skuteczność obron - a musiał wykazać się dwukrotnie większą liczbą interwencji niż bramkarz GKS-u Tychy. Jeżeli 26-latkowi uda zachować się taką skuteczność obron również w rywalizacji półfinałowej, może to być kluczowa kwestia dla końcowego wyniku w serii.
ALBIN RUNESSON
– Bez dwóch zdań GieKSa cierpi na deficyt obrońców o stricte ofensywnym zacięciu. Na próżno w katowickich szeregach szukać defensora, który w przebojowy sposób cyklicznie zapuszczał się z krążkiem do tercji rywala. Wakat po Pontusie Englundzie w tym elemencie nie został zapełniony. Runesson, choć również nie zapisał się w naszej pamięci takimi rajdami, to jednak potrafi swojej drużynie sporo dać, kiedy ta zamknie już przeciwnika w tercji. Jego obecność na niebieskiej linii może przysłużyć się zespołowi zarówno przez strzał, jak i przeniesienie ciężaru gry, szybkim podaniem.
TRAVIS VERVEDA
– Kanadyjski paszport to w świecie hokeja często przywilej, ale jednak i zobowiązanie. Od defensorów zza wielkiej wody wymagamy twardej, bezpardonowej, ale jednak odpowiedzialnej gry. I w tym elemencie Verveda wydaje się przewodzić w Katowicach. Nie odstępuje w fizycznych pojedynkach, jednak nie traci zbyt łatwo chłodnej głowy i nie ucieka się do naiwnych fauli, niepotrzebnie osłabiających drużynę. Co najważniejsze walkę o krążek potrafi podeprzeć argumentami, kiedy guma jest na jego kiju. Choć nie jest to zawodnik, który finezją zapisze się w pamięci kibiców, to z pewnością wielu trenerów śpi spokojniej, gdy w ich talii jest zawodnik o charakterystyce Vervedy.
JEAN DUPUY
– Śmiem zaryzykować tezę, że nawet smak syropu klonowego nie przywołuje na myśl tak kanadyjskich skojarzeń, jak styl gry Jeana Dupuy. 31-latek może uchodzić za najlepszego pięściarza wśród hokeistów, jak i najlepszego hokeistę wśród pięściarzy. Nienaganna technika jazdy na łyżwach, bajeczna technika kija i wykończenie akcji, po którym ręce niejednokrotnie same się składają do oklasków. A to wszystko okraszone twardymi pięściami, o których przekonał się już nie jeden rywal. Czy można być bardziej kanadyjskim niż Jean Dupuy? Czy można być bardziej play-offowym graczem? Chyba nie. Wysoka forma, jaką napastnik prezentował w ćwierćfinałowej rywalizacji nie może zatem dziwić
STEPHEN ANDERSON
– Gdy kibice mówią, że domeną obcokrajowców po pierwszym mocnym sezonie, jest zjazd formy, to Anderson odpowiada: potrzymaj mi piwo i robi swoje. Kanadyjczyk w drugim sezonie na polskich taflach nie bał się brać ciężaru gry na swoje barki. Kiedy GieKSa zmagała się z największymi trudnościami zdobywania bramek, to pomoc przychodziła właśnie ze strony 31-latka. Wspólnie z Jeanem Dupuy potrafili napędzić katowicką maszynę, nie bacząc na to czy ta chodziła w pełni naoliwiona, czy piach sypał się w jej tryby.
BARTOSZ FRASZKO
– Napastnik, który nawet jak nie jest w swojej szczytowej formie, swoje na lodzie zrobi. Typowy "smart guy", który swoim sprytem i inteligencją potrafi pokusić się o niekonwencjonalne zagranie, które jest w stanie zaskoczyć najlepiej czytających grę obrońców. To wszystko jest możliwe oczywiście dzięki świetnej technice użytkowej "Frachola". Jeden z tych zawodników, których jak oglądamy to wydaje się, że hokej jest banalnie prostą grą - wszak w wykonaniu Bartosza wszystko jest lekkie, łatwe i przyjemne.
PATRYK WRONKA
– Niezależnie od osiągniętych rezultatów, zdobytych tytułów i wykręconych statystyk, to tacy zawodnicy jak Patryk Wronka pozostają w pamięci kibiców na długie lata. Choć Wronka dołączył z marszu do GieKSy, zasilając ekipę Jacka Płachty w połowie października, to w żaden sposób nie wpłynęło to na jego efektywność. Gdy trzech katowickich muszkieterów ponownie złączyło siły, wydarzenia na lodowej tafli z automatu toczyły się we właściwym kierunku. Kolejny powrót do Katowic wymiernie zdaje się służyć samemu Wronce. 30-latek świetnie wygląda zarówno w ataku pozycyjnym jak i w indywidualnych, dynamicznych rajdach, które przecież były znakiem rozpoznawczym dynamicznego skrzydłowego.
Czytaj także: