Sanocki hokej znalazł się nad przepaścią. Po wtorkowym treningu zawodnicy STS Sanok podjęli decyzję, która może oznaczać faktyczny koniec sezonu, i być może czegoś znacznie większego niż tylko bieżące rozgrywki TAURON Hokej Ligi.
Jak udało się ustalić, po porannych zajęciach drużyna zorganizowała zebranie, na którym zapadła decyzja o niedokończeniu sezonu. Informacja została przekazana prezes klubu, Marcie Przybysz. Zawodnicy spakowali sprzęt i wyrazili chęć rozwiązania kontraktów.
STS Sanok ma do rozegrania jeszcze sześć spotkań, ale sportowo sezon już dawno się dla tej drużyny skończył. Ostatnie miejsce w tabeli, 34 porażki w 34 meczach, zero zwycięstw i coraz mniej nadziei. Teraz do sportowej katastrofy dochodzi organizacyjna implozja.
Obietnice bez pokrycia, pieniądze bez terminu
Zawodnicy - jak słyszymy nie po raz pierwszy - mają dość ciągłych obietnic, zaległości finansowych i przerzucania odpowiedzialności na wszystkich dookoła. Granica została przekroczona. W ich ocenie dalsze funkcjonowanie w takich warunkach nie ma sensu ani sportowego, ani ludzkiego. Przypomnijmy, że już 21 grudnia zawodnicy w ramach protestu opóźnili wyjście na mecz o 15 minut, sygnalizując narastający problem.
Jeśli decyzja zawodników zostanie podtrzymana, STS Sanok nie dokończy sezonu, co oznacza walkowery za pozostałe mecze oraz kary finansowe nałożone przez organizatora rozgrywek. Dla klubu znajdującego się już w dramatycznej sytuacji finansowej może to być cios ostateczny.
Systemowy problem, nie wina zawodników
W tej historii jedno trzeba powiedzieć jasno - to nie zawodnicy są winni. Odpowiedzialność spoczywa na spółce Sportowy Sanok S.A., której głównym udziałowcem jest miasto Sanok. Organizacyjnie klub od miesięcy funkcjonuje na poziomie nieprzystającym do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.
Kolejne wpadki zarządzających w mediach społecznościowych, organizacyjny chaos oraz brak stabilności skutecznie niszczą resztki zaufania. Zarówno wśród sponsorów, jak i kibiców, którzy jeszcze próbują wierzyć, że sanocki hokej da się uratować.
Upadek, który widać z daleka
Jeśli w najbliższych dniach nie dojdzie do przełomu, będziemy świadkami symbolicznego upadku sanockiego hokeja. Nie przegranego meczu, nie spadku w tabeli, ale klęski systemowej, organizacyjnej i wizerunkowej. A znając manierę zarządzających klubem, winni będą wszyscy, z mediami na czele, a nie sam decydent, dla którego uniwersalną wymówką pozostaje to, że "się stara”.
A to boli najbardziej. Bo Sanok to miasto z hokejową historią. I właśnie dlatego obecna sytuacja smakuje, jak najgorszy możliwy scenariusz.
Czytaj także: