Hokej.net Logo
GRU
30

Jeden z najsłynniejszych wychowanków opowiedział o grze w Stoczniowcu. "Prezes traktował zawodników jak niewolników"

Hala Olivia w Gdańsku, fot. Anna Zieniewicz
Hala Olivia w Gdańsku, fot. Anna Zieniewicz

Adam Bagiński odwiedził studio Radia Gdańsk, gdzie m.in. wspomniał czasy swojej gry w Stoczniowcu i powiedział jak widzi przyszłość gdańskiego hokeja.

Adam Bagiński pojawił się w studiu Radia Gdańsk, gdzie podzielił się ze słuchaczami swoją opinią o kondycji gdańskiego hokeja oraz wspominał początki swojej kariery, którą zaczynał w barwach GKS Stoczniowiec występując w nim w latach 1997-2003.

 Gdańsk dawał możliwości, ale nie dawał wielkich perspektyw. Wystarczy zobaczyć na składy i porównać – to była świetna drużyna z potencjałem, mieszanka rutyny z młodością. Myślę, że do wielkiego sukcesu niewiele brakowało. To był jeszcze sezon, w którym tacy zawodnicy jak Maciek Urbanowicz czy Mikołaj Łopuski byli w SMS-ie i oni dopiero po tym sezonie dołączyli do Stoczniowca. Był taki okres, w którym ja już odszedłem, ta drużyna się troszeczkę zmieniała, ale miała bardzo duży potencjał. Szkoda, że nie został wykorzystany – wspomina czasy sportowej świetności Stoczniowca Adam Bagiński. 

Wielokrotny mistrz Polski i były reprezentant kraju wspominał zdobycie z gdańskim klubem brązowego medalu Mistrzostw Polski, ocenił też to, co obecnie hokejowo dzieje się w tym mieście.

 Chciałbym, żeby w Gdańsku był dobry hokej, na dobrym poziomie, żeby to była dobra organizacja, żeby tu był klub, który stawia na wspaniałych młodych ludzi, którzy potrafią też zając się organizacją takiego projektu jak drużyna hokejowa. Myślę, że w Gdańsku są tacy ludzie, tylko nie mogą wejść do hali. To jest strasznie przykra sprawa, że zawodnicy i klub muszą tułać się po Elblągu, czy Bydgoszczy. Znam sytuację, wiem jak to wszystko wygląda. Naprawdę mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni, że kiedyś będziemy mogli usiąść w spokojnych warunkach i powiedzieć sobie - ale mamy piękny klub, ale tu jest wspaniale, jakie tu są warunki! Miasto Gdańsk samo w sobie to cudowne miejsce do życia, również dla sportowców. Tradycja hokejowa również jest tu piękna. 

Adam Bagiński nigdy nie szczędził gorzkich słów pod kątem kierownictwa GKS Stoczniowiec, jego antytalentowi do zarządzania klubem i tego, jak rozwój hokeja nad Bałtykiem był zawsze raczej ostatnią pozycją zarządcy Hali Olivia na liście spraw do zrobienia. Kiedy w lipcu 2020 roku upadał klub PKH Gdańsk, Bagiński stanął w obronie klubu, a portal trójmiasto.pl przytoczył treść jego listu w tej sprawie:

Janek Steber powiedział, że od 11 lat nic się tu nie zmieniło, ale to nieprawda, tutaj w hokeju nic się nie zmieniło od 20 lat! Wyjątek stanowi działalność PKH Gdańsk, które jest światełkiem w tunelu dla rozwoju tej dyscypliny w Gdańsku. Grę dla Stoczniowca w ekstraklasie rozpocząłem 23 lata temu. Kierował mną entuzjazm, pasja, hokejowa rodzinna tradycja. Z perspektywy wychowanka nigdy nie było mowy o godnych warunkach, zarówno ze strony organizacyjnej jak i finansowej. Wynik? Nigdy nie chodziło o wynik, chodziło o 4-6 miejsce w tabeli na koniec, żeby tylko nie było sukcesu, który pociągnąłby za sobą dodatkowe wymagania, "żądania" ze strony zawodników, czy jakiekolwiek dodatkowe nakłady. Tylko nasz zapał, umiejętności, ambicja i chęć zwycięstw pozwoliły nam jako drużynie zdobyć w 2003 roku jedyny medal w hokeju dla tego miasta. Po tym sukcesie pojawiła się możliwość wzmocnienia potencjału naszymi wychowankami wracającymi z SMS Sosnowiec. Liczyliśmy, że nasza siła pójdzie wyżej i prędzej czy później będziemy walczyć o Mistrzostwo Polski. Tak się jednak nie stało i żeby grać na odpowiednim poziomie, zdobywać sukcesy wielu z nas musiało rozjechać się po Polsce. W 2011 roku klub przestał istnieć, nasz Stoczniowiec. Jako mały chłopiec znałem na hali wszystkie zakamarki, każdy kąt. Trenował tam mój tata, a ja od najmłodszych lat towarzyszyłem mu na treningach. Za tym klubem stoi tradycja i historia hokeja w Gdańsku, ludzi związanych ze "Stocznią". Tradycja, która została wskrzeszona przez PKH Gdańsk i dała nowe możliwości i nadzieję na przyszłość. Działalność klubu i sześć lat pracy zostały brutalnie stłamszone. (…)"

Z kolei na łamach książki "Jeszcze tylko jeden gol! Tyskie historie hokejowe” Piotra Zawadzkiego  Adam Bagiński powiedział tak.

Kiedy tata mi powiedział, że ważny działacz z Tychów zaprosił mnie na rozmowy, od razu się zgodziłem. Gorzej niż w Gdańsku być już nie mogło. Prezes Stoczniowca, Marek Kostecki, traktował zawodników jak niewolników. Jemu nie zależało na sukcesach klubu, u prezesa hokeiści znajdowali się na samym końcu łańcucha interesów. Akurat w 2003 roku niespodziewanie zdobyliśmy brązowy medal mistrzostw Polski i to był dla prezesa kłopot, no bo musiały znaleźć się pieniądze na premie albo podwyżki. (...) Pierwsze tygodnie w Tychach nie były spokojne. Stoczniowiec natychmiast zawiesił mnie w prawach zawodnika i dopiero w dniu pierwszego meczu – tak się złożyło, że przeciwko Stoczniowcowi w Gdańsku – zostałem oficjalnie wypożyczony do GKS Tychy. Starałem się za trzech, wygraliśmy 2:1, zaliczyłem asystę (…). To było moje symboliczne pożegnanie ze Stoczniowcem. 

Czytaj także:

Liczba komentarzy: 1

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zaloguj się do swojego konta!
Lista komentarzy
  • Landes
    2026-01-01 15:03:06

    wszystkie słowa są i tak zbyt łagodne, żeby opisać to, co gruby wieprz wyprawia w Gdańsku od wielu lat

© Copyright 2003 - 2026 Hokej.Net | Realizacja portalu Strony internetowe