Hokej.net Logo

Kadra Polski pogrążyła się sama. Alkohol, bójka i jedna z największych afer w historii

Krzysztof Oliwa w barwach Calgary Flames (Foto: Chris Reiko)
Krzysztof Oliwa w barwach Calgary Flames (Foto: Chris Reiko)

Wiosną 2009 roku reprezentacja Polski nie dość, że słabo zaprezentowała się podczas światowego czempionatu Dywizji IB, to na dodatek wokół zespołu wybuchł skandal. Marcin Kolusz skończył turniej ze złamanym nosem, poturbowani zostali Krystian Dziubiński i Patryk Noworyta, a wszystko wydarzyło się… poza taflą.

Gdy w czerwcu 2008 roku na walnym zjeździe sprawozdawczo-wyborczym PZHL na nowego prezesa związku wybrano Zdzisława Ingielewicza, plany były ambitne. Zapowiedzi, jak to zwykle u nas bywa, szumne, a za cele sportowe w pierwszych miesiącach działalności nowych władz postawiono awans do decydującej fazy eliminacji olimpijskich, a także promocję do Elity. Tym bardziej, że oba turnieje planowano rozegrać w Polsce. Najpierw, jesienią 2008 roku, w Sanoku, a następnie - już na wiosnę roku kolejnego - w Toruniu. Rękawy zakasano, tak się przynajmniej wydawało, i we wrześniu poinformowano, że nowym selekcjonerem, reprezentacji Polski został Peter Ekroth. Szwed do Polski trafił dzięki kontaktom w tym kraju Mariusza Czerkawskiego, który dla dobra reprezentacji postanowił się zaangażować.

Pierwszego z celów zrealizować się jednak nie udało. Polacy wprawdzie pokonali po karnych Brytyjczyków 3:2 i rozbili 9:1 Rumunów, ale w decydującym starciu turnieju prekwalifikacyjnego musieli uznać wyższość Japończyków, ulegając im 1:3. Wiele zatem w poczynaniach naszego zespołu było do poprawy, a szczególnie skuteczność i gry w przewagach, o czym zresztą Ekroth mówił głośno. Wierzył jednak w drużynę, postanowił dać szansę wielu młodym zawodnikom. M.in. za jego kadencji pierwszy raz w narodowych barwach wystąpił 16-letni Bartłomiej Pociecha, a miało to miejsce podczas lutowych meczów z Litwą. Na toruńskie mistrzostwa młody obrońca wprawdzie się nie załapał, ale sam fakt, że zadebiutował w seniorskiej reprezentacji przed siedemnastymi urodzinami ma swoją wymowę.

Przed mistrzostwami zagraliśmy dwa sparingi z Białorusią. O ile w pierwszym otrzymaliśmy od zespołu z Elity surową lekcję hokeja, przegrywając 1:9, o tyle w drugim spotkaniu było znacznie lepiej. Nieznaczna porażka 2:3 z zespołem, który rok wcześniej na MŚ Elity punktował w meczach z Rosjanami i Czechami, ujmy Polakom nie przyniosła.

Jako trenerzy jesteśmy zadowoleni z dzisiejszego meczu. Białoruś gra szybki, kombinacyjny hokej i regularnie występuje w Elicie. Żadna z drużyn, z którymi zmierzymy się w Toruniu, nie prezentuje takiego poziomu – mówił po meczu Wojciech Tkacz, asystent Ekrotha.

Co się stało, że...

Przed turniejem panował zatem w naszych szeregach ostrożny optymizm, a zawodnicy chwalili współpracę z nowym szkoleniowcem. Zresztą po latach Adam Borzęcki, filar defensywy tamtego zespołu, przyznał, że zespół zmierzał w dobrym kierunku.

– Treningi u Petera Ekrotha były bardzo ciekawe. Mieliśmy opracowaną niezłą taktykę – mówił "Borzena".

Co, w takim razie, się stało, że się… nie udało? A na dodatek wszystko zakończyło się wielkim skandalem? Trzeba przyznać, że katastrofy na lodzie, a także wydarzeń, które rozegrały się kilka godzin po ostatnim meczu, nikt się nie spodziewał. Wprawdzie polski hokej, również ten reprezentacyjny, nigdy nie był wolny od afer i aferek, ale - szczególnie w ostatnich latach - trudno znaleźć porównywalny przykład do tego, który rozegrał się w grodzie Kopernika. A dowodem na skalę zażenowania było to, że o wszystkim trąbili nawet ci, którzy na co dzień nie odróżniali spalonego od uwolnienia.

Zaczęło się nieźle, bo choć w starciu z Holandią raziliśmy nieskutecznością - wykorzystaliśmy raptem 1 z 11 przewag - to wynik, zwycięstwo 3:1, się zgadzał. Rumunów następnie ograliśmy planowo, 7:0, a przed meczem obchodzący 37. urodziny Mariusz Czerkawski został ładnie uhonorowany przez prezesa związku i Michała Zaleskiego, prezydenta Torunia. Otrzymał oprawioną koszulkę z numerem 21, a także okazałą statuetkę… anioła, czyli symbolu miasta. Dzień później mierzyliśmy się z Ukrainą i było to pierwsze poważniejsze wyzwanie dla naszej drużyny w tym turnieju. I tak naprawdę po tym meczu wszystko się, jeśli chodzi o wymiar sportowy naszego występu, posypało.

Niezła taktyka, o której później mówił Adam Borzęcki, polegała głównie na tym, że to właśnie dysponujący mocnym uderzeniem obrońca starał się bombardować ukraińską bramkę podczas gier w przewadze. Gola strzelił, na 1:0, Ukraińcy szybko wyrównali, a w sumie "Borzena" próbował wpisać się na listę strzelców aż 11 razy. Obrońca oddał zatem niemal 30 procent strzałów całego zespołu. Byliśmy jednak w tym meczu odrobinę lepsi i powinniśmy wygrać w normalnym czasie gry. W końcówce trzeciej tercji przez 1,5 minuty graliśmy w podwójnej przewadze, ale Ukraińcy utrzymali remis i wygrali w karnych. I choć siedem punktów po trzech spotkaniach nie przekreślało naszych szans na Elitę, to margines błędu skurczył się do minimum. Warto pamiętać bowiem, że promocję na najwyższy poziom gwarantowało tylko pierwsze miejsce. Równolegle bowiem toczyła się walka na turnieju w Wilnie.

Trener przeprosił

Porażka 2:4 - mimo prowadzenia 1:0 - z Włochami przekreśliła nasze szanse na awans do Elity. Balonik pękł zatem szybciej, niż się napompował. Ekroth wziął całą winę na siebie. Mówił po meczu, że zespół zagrał ambitnie. Cóż jednak z tego, skoro nie wychodziło? Pod koniec spotkania Adam Borzęcki był tak poirytowany, że dopuścił się brutalnego faulu i dostał karę meczu.

Przepraszam wszystkich, kibiców, was dziennikarzy, za to, że nie spełniliśmy waszych nadziei. Biorę pełna odpowiedzialność za wynik zespołu. Potrzebuje on jednak więcej spotkań, musi nabrać doświadczenia i nasze dni jeszcze nadejdą – mówił po meczu Peter Ekroth.

Jakby tego było mało w ostatnim meczu Polacy ulegli Brytyjczykom, 1:2 po dogrywce. To był kolejny mecz, który trącał frajerstwem, bo znów - podobnie, jak z Ukrainą i Włochami - nie wykorzystywaliśmy podwójnych przewag w kluczowych momentach. Łączny zatem bilans występu drużyny Ekrotha to dwa zwycięstwa i trzy porażki, z czego dwie po dogrywkach, co dało dopiero czwarte miejsce w klasyfikacji. Słabo, zdecydowanie poniżej oczekiwań.

– Otrzymaliśmy bolesną lekcję, z której należy wyciągnąć wnioski. Jesteśmy gotowi podjąć się trudu odnowy polskiego hokeja – mówił po turnieju prezes Ingielewicz, nie mając jeszcze pojęcia o tym, że coś innego... bolesnego przytrafi się niebawem kilku kadrowiczom.

Polała się krew

Krzysztof Oliwa, jedyny polski zdobywca Pucharu Stanleya, hokejową karierę zakońćzył w 2006 roku i w tym samym roku został menedżerem reprezentacji Polski. Niezbyt długo na tym stanowisku jednak nie wytrwał, bo w lutym 2007 roku doszło do bardzo nieprzyjemnej sytuacji podczas turnieju EIHC w Toruniu. Po przegranym przez naszą reprezentację meczu z Węgrami 0:4 "Polski Młot" wparował do szatni i wdał się w utarczkę słowną z zawodnikami. Mówiąc dosadniej po prostu zwyzywał hokeistów, którzy - nie chcąc być tak dalej traktowani - zwrócili się do ówczesnego trenera, Rudolfa Roháčka, a także prezesa, Zenona Hajdugi, by ci odsunęli Oliwę ze stanowiska. Tak też się stało. Niebawem jednak były gracz klubów NHL znów znalazł się blisko reprezentacji, bo po nowym rozdaniu w związku został doradcą zarządu ds. reprezentacji.

W Toruniu występował jednak w jeszcze jednym charakterze, był bowiem ekspertem telewizyjnym Polsatu Sport. A o jego kolejnym "występie" rozpisywały się przez kilka następnych dni media, również te niewiele mające wspólnego z hokejem na lodzie. Areną wydarzeń był m.in. toruński hotel Mercure Helios, a ich uczestnikami, prócz Oliwy, naturalnie, reprezentanci Polski. Od czego się zaczęło? Choć zarówno zaraz po zdarzeniu, jak w później pojawiały się nowe, często wykluczające się informacje, to nie ma wątpliwości, że podłożem całego zamieszania było spożywanie przez zainteresowanych napojów niekoniecznie bezalkoholowych.

Oliwa opowiedział, że Krystian Dziubiński, bawiąc się w tym samym lokalu co on, wdał się w jakąś szarpaninę z innymi klientami tego przybytku.

Próbowałem go uspokoić i dostał ode mnie „klapsa”. Potem nasz kontakt się urwał, bowiem powróciłem do swojego towarzystwa – mówił zdobywca Pucharu Stanleya na łamach katowickiego "Sportu".

Już w hotelu doszło do kolejnej scysji. Według Oliwy, awanturującym się przed drzwiami jednego z pokojów, najprawdopodobniej trenera Petera Ekrotha, był Marcin Kolusz, którego "Polski Młot" próbował uspokoić. W taki sposób, że wychowankowi nowotarskiego Podhala... złamał nos i polała się krew. W całym zamieszaniu pojawili się dodatkowo Jacek Płachta i Patryk Noworyta. Pierwszy z wymienionych został podczas mistrzostw uroczyście pożegnany, bo dwa lata wcześniej skończył reprezentacyjną karierę, a drugi brał udział w turnieju.

Spadł ze schodów

Dziennikarze ustalili następnie, że na miejscu pojawiła się – wezwana przez Kolusza – policja. Reprezentacyjny napastnik ostatecznie nie zgłosił pobicia i miał powiedzieć stróżom prawa, że urazu doznał w wyniku... upadku ze schodów. Zresztą gdy następnie redaktorzy próbowali ustalić rzeczywisty przebieg wydarzeń, uczestnicy całego zajścia nabrali wody w usta, a PZHL, który prosił, by nie zabierano głosów w sprawie, próbował wszystko wyciszyć. Wydano jedynie taki oto komunikat.

– Prezydium (…) powołało specjalną komisję mającą na celu wyjaśnienie okoliczności wydarzeń w Toruniu, w nocy z 17/18 kwietnia br. W jej skład weszli wiceprezes PZHL Rafał Wysocki, przewodniczący WGiD PZHL Bogdan Terlecki i dyrektor biura PZHL Anna Wytrykowska. Komisja odbędzie posiedzenie w Krakowie 27 kwietnia 2009 r. Na posiedzenie zostaną zaproszone wszystkie osoby związane z incydentami po MŚ w Toruniu. Wnioski zaproponowane przez Komisję trafią do Wydziału Gier i Dyscypliny, którego członkowie spotkają się dzień później w Warszawie. W imieniu środowiska hokejowego Prezydium Zarządu Polskiego Związku Hokeja na Lodzie wyraża ubolewanie z powodu opisywanych przez media zdarzeń.”

Zapowiedziana w komunikacie komisja istotnie się zebrała. I przeprowadziła śledztwo, z przesłuchaniem świadków. Ustalono, że Dziubiński, po awanturze z jednym z klientów w lokalu "Pub Mockba" w Toruniu, został usunięty na zewnątrz przez ochronę i to właśnie tam został uderzony w twarz przez Oliwę. Wybryk Kolusza opisano nieco bardziej obrazowo i warto opis ten zacytować.

Po co było mu żelazko?

Marcin Kolusz będący w stanie nietrzeźwym usiłował kilkakrotnie wejść do pokoju trener P. Ekrotha, gdzie nie był wpuszczany, a następnie wdał się w spór z obecnym tam również Krzysztofem Oliwą, który w stosunku do niego użył siły fizycznej. Pomimo tego M. Kolusz kontynuował próbę wejścia do trenera nie reagując także na prośbę trenera Wojciecha Tkacza. Po rozmowie zakończonej uderzeniami przez Krzysztofa OliwęMarcin Kolusz powrócił na piętro zajmowane przez trenerów w towarzystwie kilku zawodników reprezentacji z żelazkiem w ręku. Dopiero kolejna siłowa interwencja K. Oliwy zakończona uderzeniem Partyka Noworyty dała kres nachodzeniu M. Kolusza na pokój trenera.”- jeśli po tylu latach z dystansem możemy podejść do opisywanych wydarzeń, to chyba wolno skomentować nam nieco przewrotnie, że treści powyższego wyjaśnienia nie powstydziłby się prokurator z kilkunastoletnim stażem.

W tym miejscu pojawia się fundamentalne pytanie. Po co Marcinowi Koluszowi było żelazko?

Tego pewnie nigdy się nie dowiemy, a zamykając temat należy podkreślić, że Krystian Dziubiński i Marcin Kolusz zostali ukarani rocznymi zawieszeniami i karami finansowymi, odpowiednio 8 i 6 tysięcy złotych. Oliwie, który przecież bił, się upiekło. Jego zachowanie - jak napisano w oświadczeniu - nie podlegało bowiem jurysdykcji związku.

Kilka miesięcy później zarząd dla dwóch wychowanków Podhala okazał się jednak łaskawy. W listopadzie 2009 roku karę zawieszono na rok. Nie było już wokół reprezentacji Krzysztofa Oliwy, a Peter Ekroth nie prowadził naszego narodowego zespołu.

Czytaj także:

Liczba komentarzy: 12

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zaloguj się do swojego konta!
Lista komentarzy
  • Lesiu Bejbe
    2026-05-17 14:27:39

    Bardzo dobrze zrobil Oliwa, ze nalozyl po lbie tym pseudo zadowocom. Teraz tez by sie to przydalo, po katastrofie z Litwa.

    • Rafał Unia
      2026-05-17 15:00:38

      Jeśli chodzi Oliwe to hokeista on był mierny. W NHL był tylko od bójek. W reprezentacji Polski grał wielkie dno.

    • gem
      2026-05-18 07:02:45

      17 goli i 28 asyst mistrz NHL pokaż mi dzisiejszych polskich grajków nawet nie mają szans na AHL

  • Ogarniacz
    2026-05-17 15:08:23

    Marcin Kolusz. Prawdziwy Ironman.

    • iras
      2026-05-18 12:01:53

      hahaha. dobre

  • JustMan
    2026-05-17 15:44:09

    Jaki jest cel tego artykułu? Czemu ma on służyć? Czy naprawdę chodzi o dobro polskiego hokeja?
    Ten artykuł oraz osoby, które zgodziły się na jego publikację, pokazują, czym się kierujecie.
    Odgrzebujecie brudy sprzed dekady. Po co? Żeby był traffic?
    Chcecie reprezentacji w elicie i silnej THL, a sami prezentujecie poziom wymagający radykalnych zmian.
    Wy też tworzycie polski hokej. Tym artykułem sami szkodzicie własnemu środowisku.

    • kurp
      2026-05-17 15:48:57

      Ludzie, litości. Artykuł pokazuje trochę straszny, trochę śmieszny epizod z historii reprezentacji. Nieznajomość historii skazuje nas na jej powtarzanie, więc już nawet ku przestrodze warto wspomnieć tamte mroczne czasy 🙂

  • hubal
    2026-05-17 16:49:34

    dostali po ry3u bo zasłużyli , dupne "gwiazdki"
    Oliwa marny grajek ale jedyny z tego marnego kraju z pierścieniem NHL no nie dzieciaki znawcy ?
    Koszulka u nas przygarniał 8 tyś euro / m a grał dno , jakieś pytania ?

    • kijek
      2026-05-18 02:53:00

      nie wiesz po co Kolos chciał wleźć do pokoju Ekrotha ale wiesz, że zasłużył. no mistz 🤣

  • Paskal79
    2026-05-17 18:23:28

    Może Oliwa był głównie od pilowania,,gwiazd " swoich drużyn to jako jedyny został mistrzem NHL! I był chyba jeszcze raz w finale! Ale pkt też zdobywał ( może nie dużo ale zawszę to coś) ,daj Boże by kiedyś był taki grajek z Polski co będzie chociaż miał status,, ochroniarza" w NHL!

    • Luque
      2026-05-17 19:32:07

      Póki co to żaden polski zawodnik nie może się załapać do draftu, a po łbie to dostajemy od Litwinów...

  • Uruk_Hai
    2026-05-18 08:06:00

    Artykuł z [****] jakby nie było o czym pisać. A krytykom umiejętności Oliwy powiem, że zawodnicy w NHL, ktorzy sa wymierzania sprawiedliwości muszą umieć grać na odpowiednim poziomie. Możesz być bokserskim talentem na miarę Alego ale jak nie umiesz dobrze grać w hokeja to w NHL nie zagrasz. Przypominam też, że Oliwa to jedyny Polak, który ma pierścień za Puchar Stanley'a. W takiej drużynie nie grają leszcze. Za brak awansu odpowiadają władze waszych kochanych klubów. Widzie sami jak polscy hokeiści odstają umiejętnościami od innych. Ale tacy hokeiść uczą gry najmłodszych. Kiedy zrozumiemy, że uczyć muszą najlepsi. Zamiast kupować psedo gwiazdy należy kupować trenerów do najmłodszych. 3-4 lata i zaczynamy z przedszkolem z nauką jazdy na łyżwach i 5-6 lat pierwsze zajęcia z kijem i krążkiem. Tak się zaczyna w USA i Kanadzie. Powiedziałem swoje.

© Copyright 2003 - 2026 Hokej.Net | Realizacja portalu Strony internetowe