Koniec pewnej epoki. Trzykrotny zdobywca Pucharu Stanleya powiedział "dość"
Był twarzą mistrzowskiej dynastii Chicago Blackhawks, jednym z najlepszych dwukierunkowych napastników swojego pokolenia i kapitanem, którego szanowali zarówno koledzy z drużyny, jak i rywale. Jonathan Toews ogłosił zakończenie kariery po 16 sezonach spędzonych w NHL, zamykając jeden z najpiękniejszych rozdziałów w historii współczesnego hokeja.
38-letni Kanadyjczyk poinformował o swojej decyzji podczas konferencji prasowej w Winnipeg – mieście, z którego pochodzi i w którego barwach rozegrał ostatni sezon w zawodowej karierze.
– Miałem szczęście przeżyć więcej, niż kiedykolwiek mogłem sobie wyobrazić. Jestem wdzięczny wszystkim, którzy byli częścią tej podróży – powiedział Toews.
Kapitan, który odmienił Chicago
Chicago Blackhawks wybrali Jonathana Toewsa z trzecim numerem draftu NHL w 2006 roku. Już dwa lata później, przed rozpoczęciem swojego drugiego sezonu w lidze, powierzono mu funkcję kapitana.
Miał wówczas zaledwie 20 lat i 79 dni, stając się jednym z najmłodszych kapitanów w historii NHL. Dla wielu był to ryzykowny ruch, ale czas pokazał, że organizacja podjęła najlepszą możliwą decyzję.
Wraz z Patrickiem Kane'em, Duncanem Keithem, Brentem Seabrookiem i Corey'em Crawfordem stworzył trzon drużyny, która przywróciła Chicago miejsce wśród największych potęg ligi. Blackhawks sięgnęli po Puchar Stanleya w 2010 roku, przerywając 49-letnie oczekiwanie swoich kibiców na mistrzowski tytuł. Kolejne triumfy przyszły w 2013 i 2015 roku, a zespół z Wietrznego Miasta został uznany za jedną z największych dynastii współczesnej NHL.
Najlepszy wtedy, gdy stawka była najwyższa
Szczególne miejsce w karierze Toewsa zajmuje sezon 2009/2010. To właśnie wtedy poprowadził Blackhawks do pierwszego mistrzostwa od niemal pół wieku, zdobywając 29 punktów za siedem bramek i 22 asysty w 22 spotkaniach fazy play-off.
Jego znakomita postawa została nagrodzona Conn Smythe Trophy dla najbardziej wartościowego zawodnika play-offów.
Łącznie w decydującej części sezonu rozegrał 137 meczów, notując 119 punktów, na które złożyło się 45 goli i 74 asysty. Był zawodnikiem, który potrafił brać odpowiedzialność za drużynę wtedy, gdy presja była największa.
– Nie chodziło o indywidualne osiągnięcia. Najważniejsze było to, by zrobić wszystko dla kolegów z drużyny i dać sobie szansę na wygrywanie – przyznał Kanadyjczyk.
"Captain Serious"
Przez lata kibice nadali mu przydomek "Captain Serious". Nie był najbardziej widowiskowym zawodnikiem ligi, ale imponował profesjonalizmem, przygotowaniem i odpowiedzialnością po obu stronach tafli.
W sezonie zasadniczym rozegrał 1149 spotkań, zdobywając 383 bramki i notując 529 asyst. Karierę zakończył z dorobkiem 912 punktów.
Indywidualnych wyróżnień również mu nie brakowało. W 2013 roku otrzymał Frank J. Selke Trophy dla najlepszego defensywnego napastnika NHL, dwa lata później uhonorowano go Mark Messier Leadership Award, a wraz z reprezentacją Kanady dwukrotnie sięgał po złoty medal olimpijski – w Vancouver i Soczi.
Nieprzypadkowo znalazł się także w gronie stu najwybitniejszych zawodników w historii NHL, wybranych z okazji stulecia istnienia ligi.
Wygrał najtrudniejszą walkę
Wydawało się, że Toews zakończy karierę wyłącznie w barwach Chicago. Problemy zdrowotne sprawiły jednak, że jego droga okazała się znacznie trudniejsza.
Kanadyjczyk zmagał się z przewlekłym zespołem zapalnym oraz skutkami zakażenia COVID-19. Z tego powodu opuścił dwa pełne sezony, skupiając się przede wszystkim na odzyskaniu zdrowia.
Wielu ekspertów i kibiców było przekonanych, że już nigdy nie wróci do NHL.
On po raz kolejny udowodnił, że nie warto go skreślać.
Latem podpisał kontrakt z Winnipeg Jets, spełniając marzenie o grze dla klubu ze swojego rodzinnego miasta. W sezonie 2025/26 wystąpił we wszystkich 82 meczach, zdobywając 11 bramek i dokładając 18 asyst.
– Powrót na lód po wszystkim, przez co przeszedłem, dał mi ogromną satysfakcję. Chciałem zakończyć karierę na własnych zasadach – podkreślił.
Legenda, której nie trzeba przedstawiać
Jonathan Toews zakończył karierę jako jeden z najwybitniejszych liderów swojego pokolenia.
Nie zdobył tylu punktów co Sidney Crosby. Nie imponował widowiskowością Patricka Kane'a. Nie bił rekordów strzeleckich.
Ale kiedy trzeba było wygrać kluczowe wznowienie, zablokować strzał, uspokoić szatnię czy poprowadzić drużynę w najważniejszych momentach sezonu, trenerzy i koledzy z zespołu wiedzieli jedno – najlepiej mieć po swojej stronie numer 19.
Dla kibiców Chicago Blackhawks już dawno stał się kimś więcej niż tylko wybitnym hokeistą.
Był kapitanem.
I takim pozostanie na zawsze.
Czytaj także:
- Urodzony w Polsce obrońca z nową umową w NHL. Związał się z legendarnym klubem
- Collin Graf z nowym kontraktem. Sharks nagrodzili udany sezon
- Zasłużył na nowy kontrakt. Penguins zatrzymali reprezentanta USA
- Zobacz wielkie mecze NHL i Kalifornię - trwają zapisy!
- Rozbił bank! Historyczny i rekordowy kontrakt 20-letniego gwiazdora

Komentarze