Legia Warszawa była hokejową potęgą. 17 medali z rzędu i dziś... nie ma jej w lidze
Żaden zespół w historii polskiego hokeja nie miał tak długiej serii medalowej, jak Legia Warszawa. Za klubem, którego od tylu lat nie ma w rozgrywkach, stoi potężna tradycja.
Włodek ma 23 lata i jest hokeistą pełną gębą. Złoto mistrzostw Polski wywalczył po raz pierwszy trzy lata temu, a później srebrne medale dwukrotnie zawisły na jego szyi. Jednak to sezon 66/67 staje się dlań przełomowy. Może nie jest demonem szybkości, ale świetna technika, a także umiejętność czytania i kreowania gry tworzy zeń jednego z najlepszych środkowych w lidze. Tym bardziej, że na skrzydłach ma znakomitych partnerów. Mikrego wzrostem, ale szybkiego niczym wiatr Bronka, pochodzącego z Krynicy, a także legendę warszawskiej Legii, Józka. Obaj urodzili się jeszcze przed wojną i są od Włodka o 9 lat starsi.
Włodek na świat przyszedł szóstego dnia Powstania. Później widział, jak jego miasto się odbudowuje. Na zgliszczach stolicy odradzał się również sport, którego flagowym okrętem stała się Legia właśnie. Nim jednak zespół piłkarski zdobył po raz pierwszy w historii mistrzostwo Polski, drużyna hokejowa, począwszy od 1951 roku, jest nie do zatrzymania w krajowych rozgrywkach. Najpierw zdobywa siedem złotych medali z rzędu, później tasuje się na szczycie z katowickim Górnikiem. Sukcesy odnosi w znacznej mierze dzięki hokeistom skaperowanym z innych klubów. Z całej Polski. Ale nie tylko, a najlepszym dowodem na to jest właśnie Włodzimierz Komorski.
W sezonie 1966/67 środkowy Wojskowych jest nie do zatrzymania. Pięknie gra na taflach krajowych. Chwilę wcześniej, w marcu 1966 roku, debiutuje w reprezentacji. W lidze gromadzi 55 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej za 29 goli i 26 asyst. Pod tym względem nie ma sobie równych, choć o dwie bramki więcej strzelił Birula-Białynicki z ŁKS-u. Łodzianie jednak w lidze spisują się słabo. Legia – znakomicie. Stołeczny zespół już po pierwszej kolejce wskakuje na fotel lidera. A na dwie kolejki przed końcem sezonu pieczętuje mistrzostwo Polski w starciu z ustępującym czempionem, czyli nowotarskim Podhalem. Nawet chwilę nikt nie zmienił Wojskowych na prowadzeniu.
Komorski w meczu, po którym wszystko już będzie jasne, spisuje się wspaniale. To dobre, szybkie widowisko. W składach obu zespołów roi się od dużych nazwisk. Olimpijczyków, jeszcze z Innsbrucka, i uczestników mistrzostw świata. Starcie stoi na wysokim poziomie, a 23-letni środkowy zdobywa kapitalnego gola. Mija kilku nowotarżan i - upadając na taflę - kieruje krążek do bramki. To jego drugie trafienie w tym meczu, na 5:2. Wiadomo już, że Legia tego spotkania nawet nie zremisuje i zdobędzie złoto, które tak naprawdę na przestrzeni całego sezonu nie było zagrożone. 3,5 tysiąca kibiców fetuje z transparentem "Witamy mistrzów Polski za rok 1967". Znaczną część publiki stanowią oczywiście żołnierze i to oni świętują. Dwunasty tytuł mistrza Polski na przestrzeni siedemnastu sezonów i… siedemnasty medal z rzędu. Przy czym zawsze złoty lub srebrny. Brązem zespół warszawski w tym czasie nie skalał się ani raz.
Nadal w czołówce
To do dziś najdłuższa seria w historii polskiego hokeja. Wprawdzie Podhale pobije rekord złotych medali z kolei, bo dziewięć razy stanie na najwyższym stopniu podium w latach 1971-79, a Unia Oświęcim wynik siedmiu tytułów z rzędu dla Wojskowych wyrówna (1998-2004), ale jeśli idzie o "pudło", to "Szarotki" i biało-niebiescy staną na nim po piętnaście razy z kolei, odpowiednio w latach 1968-72 i 1991-2005. To jedynie dowód na to, jak dobrze pod szyldem warszawskiej Legii grano w hokeja. Dodając wcześniejsze osiągnięcia Wojskowych złoty medal wywalczony w sezonie 66/67 był już 23 krążkiem w historii klubu i w klasyfikacji wszech czasów Legia dominowała absolutnie. Zarówno pod względem liczby złotych krążków, jak i wszystkich zdobytych medali. Drugie miejsca zajmowały odpowiednio: AZS Warszawa i Cracovia, które miały wówczas na swoim koncie po 5 mistrzostw Polski, a także Górnik/GKS Katowice, dwunastokrotny na tamten moment medalista MP. Co więcej osiągnięcia Wojskowych do dziś dają im miejsce w czołówce. Jeśli chodzi o liczbę tytułów, to Legię wyprzedza tylko Podhale z 19 tytułami. Pod względem liczby zdobytych medali więcej krążków zdobyły Szarotki (47), GKS Katowice (31) i GKS Tychy (25).
Aż trudno uwierzyć, że złoto zdobyte w 1967 roku było ostatnim medalem w dziejach hokejowej Legii. Wszystko zaczęło się w 1951 roku. Pierwszych pięć tytułów mistrza Polski zespół stołeczny, pod szyldem CWKS, zdobył jeszcze w erze nieligowej. Za każdym razem w turniejach finałowych Wojskowi wygrywali komplet trzech spotkań, a więc łatwo policzyć, że zaliczyli 15 zwycięstw. Strzelili w tych meczach 94, a stracili tylko 25 bramek. I w zasadzie tylko jedno spotkanie na przestrzeni pięciu lat wzbudziło emocje, w dodatku nie do końca sportowe. Chodzi o mecz z Górnikiem Janów, który decydował o tytule mistrza Polski w sezonie 1951/52. W połowie III tercji, przy prowadzeniu górnośląskiego zespołu 2:1, sędzia uznał gola dla Legii. Gracze Górnika zakwestionowali tę decyzję, uważali bowiem, że bramka nie padła, a w dodatku została strzelona po czasie. Wówczas obowiązywała zasada, że w połowie trzeciej odsłony meczu należało zmienić połowy. Gdy protestujący nic nie wskórali postanowili opuścić taflę. Nałożono na Janowian walkowera, a niedokończony mecz oglądało na Torkacie - uwaga - 15 tysięcy kibiców!
Dobrą publikę gromadziły też mecze warszawskiej Legii już w czasach, gdy o tytule mistrza Polski decydowała rywalizacja ligowa. Zmagania na Torwarze regularnie oglądało od 3 do 5 tysięcy kibiców. W pierwszym takim sezonie, 1955/56, Wojskowi zdobyli tytuł z kompletem 14 zwycięstw i bilansem bramek, uwaga, 128:17. W kolejnych rozgrywkach znów byli niepokonani – 13 zwycięstw, remis, bramki: 121:31. Dopiero w następnym sezonie, 57/58, sposób na stołeczny zespół znalazł Górnik Katowice, który wygrał oba mecze z Legią i przełamał jej siedmioletnią dominację na krajowych lodowiskach. Na krótko, bo w rozgrywkach 58/59 Wojskowi wrócili na tron. Po rozegraniu 14 kolejek ligowych obie ekipy miały identyczny bilans; 13 zwycięstw i 1 porażkę. O wszystkim zadecydował baraż, rozegrany w łódzkim Pałacu Sportu. Legia wygrała z Górnikiem 5:0, a "Przegląd Sportowy" pisał o tym wydarzeniu, w kategoriach sensacji, na pierwszej stronie.
Królowa nauk nie kłamie
W kolejnych sezonach liga nieco się wyrównała. Ponadto różnie było z formatem rozgrywek i liczbą spotkań w poszczególnych sezonach. Np. w kampanii 1962/63 rozegrano aż 35 kolejek, a w kolejnych rozgrywkach – ze względu na przygotowania reprezentacji i występ na IO w Innsbrucku – o medalach zadecydowało zaledwie 14 serii gier. Łącznie w pierwszych 12 sezonach ligowych Legia Warszawa siedem razy zdobywała złoto, a pięciokrotnie kończyła rozgrywki na drugim miejscu. Rozegrała 289 spotkań i aż 213 spośród nich wygrała. Ponadto zapisała na swoim koncie 24 remisy i doznała zaledwie 52 porażek. Wychodzi zatem na to, że niemal 74 procent meczów Wojskowi wygrali, a 82 procent spotkań nie przegrali. Strzelili 1548 goli, tracąc 711 bramek. Królowa nauk w najprostszym wydaniu nie pozostawia wątpliwości. Jest to bilans imponujący, bez kwestii zasługujący na uwagę.
Marian Jeżak w sezonie 56/57 z dorobkiem 23 trafień, Bronisław Gosztyła, który strzelił 36 goli (61/62), a także - dwukrotnie - Józef Manowski, autor odpowiednio 41 (62/63) i 18 bramek (63/64), to gracze Legii, którzy sięgali po tytuł króla strzelców. Manowski we wskazanych sezonach był również najskuteczniejszy w klasyfikacji kanadyjskiej, notując, kolejno, 60 (41+19) i 28 (18+10) punktów. Aż wreszcie w ostatnim medalowym sezonie dla Legii najwięcej punktów wśród ligowców zgromadził Komorski. Później już nigdy nie udało się graczowi Wojskowych zgarnąć indywidualnego wyróżnienia. Imponująca jest ponadto liczba tytułów mistrza Polski wywalczona przez poszczególnych zawodników Legii. Edward Kocząb i Szymon Janiczko po 10 razy stawali na najwyższym stopniu podium krajowego czempionatu. Obaj zaczynali kariery od złota wywalczonego z KTH Krynica, a następnie 10 razy wygrywali w barwach Wojskowych. Tylko legendarny Walenty Ziętara wywalczył więcej, bo 11, tytułów z jedną drużyną. Rekordzista, 12-krotny mistrz Polski, Mariusz Puzio 5 razy wygrywał z Polonią Bytom, a 7-krotnie z Unią Oświęcim. O jeden tytuł mniej ma Jarosław Kłys, który 7-krotnie triumfował w barwach Biało-niebieskich, a 4 razy z Cracovią.
Potrzeba pięciu baniek
Fakty i liczby nie pozostawiają zatem żadnych wątpliwości. Legia była hokejową potęgą, grało w niej wielu czołowych polskich hokeistów tamtych lat. I nie do końca jasne jest, jak to się stało, że wkrótce po zdobyciu trzynastego mistrzostwa Polski nastąpiła zapaść. Na pewno wielu kluczowych graczy powoli odchodziło na sportową emeryturę. Wspomniani Janiczko, Manowski, Gosztyła, Józef Kurek, Zbigniew Skotnicki czy też Kocząb, który został trenerem, nie zostali zastąpieni równie wartościowymi zawodnikami. Włodzimierz Komorski, który do 1977 roku pozostanie w barwach wojskowego klubu i strzeli w lidze 223 gole w 470 meczach, był wyjątkiem. Ale w sezonie 1972/73, czyli zaledwie sześć lat po pięknym sukcesie, Legia zaliczy przykry spadek z ligi. Udało się Wojskowym wygrać tylko 7 z 36 meczów. Banicja trwała rok, ale w sezonie 76/77 nastąpił kolejny spadek. Trzeci, do którego doszło w rozgrywkach 80/81, był gwoździem do trumny. Legia była zdecydowanie najsłabszym zespołem w lidze. Zdobyła tylko 17 punktów i zajęła ostatnie, ósme miejsce w rozgrywkach. Przedostatni w tabeli zespół Budowlanych Bydgoszcz zgromadził o 15 „oczek” więcej.
Niebywałe, biorąc pod uwagę fakt, że np. w latach 1977-79 trenerem Legii był Anatolij Firsow. Jeden z geniuszy radzieckiego hokeja, trzykrotny mistrz olimpijski jako zawodnik. Sytuacja w kraju, problemy finansowe i brak wsparcia ze strony władz klubu – najwidoczniej niektórym pułkownikom hokej się nie podobał – spowodowały, że hokejowa Legia Warszawa przestała istnieć. Próby reaktywacji, już w XXI wieku, spełzły na niczym. A dziś naprawdę trudno jest uwierzyć, że w stolicy nie ma nikogo, komu zależałoby na uzbieraniu ok. 5 mln złotych, bo takich pieniędzy potrzeba, by zorganizować drużynę i grać w THL. Są przecież przypadki, że kluby z mniejszymi budżetami osiągają sukcesy i to niemałe. Tradycja i historia – są! Potrzeba dobrej woli i zaangażowania. Kibice, co zresztą pokazali podczas meczów drugoligowych przed nieco ponad 10 laty, przyjdą.
Najlepszym dowodem na to, że może się udać jest legijna koszykówka. W 1969 roku Wojskowi zdobyli ostatnie mistrzostwo Polski przez rozmaitymi zawirowaniami, w trakcie których drużyna wylądowała nawet na czwartym poziomie rozgrywkowym! Kilka tygodni temu fani basketu w stolicy świętowali drugie z rzędu mistrzostwo Polski. Jakich pieniędzy potrzeba, by pokusić się o takie sukcesy? W kwietniu współwłaściciel koszykarskiej Legii, Jarosław Jankowski, przyznał, że budżet klubu, który przed powrotem na szczyt miał na swoim koncie raptem 7, a nie 13 tytułów mistrza Polski, wynosi ok. 14 mln złotych na sezon. Za jedną trzecią tej kwoty można grać w TAURON Hokej Lidze i to wcale nie o honor.
Czytaj także:
- Już jest! Hokejowy Niezbędnik Kibica 2026/2027 trafił do sprzedaży. Wysyłka ruszyła!
- Są w życiu ważniejsze sprawy. Doświadczony obrońca odchodzi z Sanoka. Co dalej z jego karierą?
- Ostro potraktował rywala i dostał karę meczu. Jest decyzja w sprawie gracza Zagłębia
- Kolejna porażka GieKSy i mocne słowa kluczowego zawodnika. "To nie może tak wyglądać"
- Komisarz THL podjęła decyzję. Chodzi o zawodników Cracovii

Komentarze
Lista komentarzy
Luque
Razem z tzw. "komuną" upadł polski sport oraz przemysł i tak sobie trwa to wszystko do dnia dzisiejszego... Ciekawe czy ktoś jeszcze pamięta te postulaty solidaruchów i co z nich zostało... Aa no tak związki zawodowe i masa nierobów, to się ostało...
PanFan01
Najsmutniejszą spuścizną słusznie zdechłego PRLu, jest zgraja rozbestwionych "kacyków" (a dziś już raczej ich potomków). Z tą zdegenerowaną pod każdym względem do szpiku kości, niegdyś czerwoną a dziś tęczową bandą, wcześniej podległą Moskwie, a dziś Brukseli, Kraj nasz męczy się od dekad i póki tego problemu nie unicestwimy, póty zdrowego praworządnego państwa i suwerennego Kraju nie odbudujemy.
hubal
mała poprawka PF , podległą Berlinowi
krych
Autor artykułu zapomniał o jedej małej rzeczy, oprócz pieniędzy żeby grać w hokej potrzeba lodowiska...
Luque
Muzeum Sztuki Nowoczesnej kosztowało coś koło 700 baniek, więc nie stać ich na takie pierdoły jak jakieś tam lodowisko...
krych
No jak widać. Tęczowa brygada ma inne priorytety.
Karol9
Tak w hokeju to CWKS Legia Warszawa jak i w kopanej nie było by medali gdyby nie przymusowy pobór do wojska najlepszych zawodników z normalnych klubów i wszechmocne poparcie sekretarzy KC PZPR po 1989r powinno się skasować wszystkie medale klubów wojskowych i milicyjnych zdobytych w sposób nieuczciwego rozbioru normalnych klubów.
kijek od szczotki
Jasne, i odbierzmy też tytuły wszelkim górnikom i giekaesom, którzy za komuny przekupywali sędziów i podkupywali zawodników, a do tego dawali im fikcyjne etaty na kopalni.
PanFan01
Fajnie się czyta te historyczne felietony pana Kubielasa, widać u pana Jakuba lekkość we władaniu słowem i dużą rzetelność przekazu, więcej takich artykułów poproszę.
Olsen
Zamilczmy nad ta trumna ...
manek 1906
Pelna zgoda z Pan Fan! Gdzie tan zahy sra czy coś tam, co on nato?
Zyhokcracovia
Ty głupku skończony, na jakiej podstawie wznosisz że ja jestem lewicowy i mam cokolwiek wspólnego z liberałami czy też z Koalicją Obywatelską. Głąbiu kapuściany, co ma wspólnego Służba w Wojsku po Czerwcu 89 roku?
Potrafisz w ogóle myśleć?
hubal
Żory w październiku otwierają nowe całoroczne lodowisko ponoć pełnowymiarowe - brawo !!!
a Ty Fszawo gdzie jesteś ?
dzidzio
Warszawa przygotowuje wielką modernizację kultowego Ośrodka Stegny. W listopadzie 2025 roku Stołeczne Centrum Sportu Aktywna Warszawa podpisało umowę na dokumentację projektową z pracowniami P2PA i Metropolis. Zakończenie prac projektowych oraz uzyskanie pozwolenia na budowę planowane jest na drugą połowę 2027 roku.
dzidzio
Zakres inwestycjiGłówna hala: Zadaszony 400-metrowy tor do łyżwiarstwa szybkiego z trybunami na 4 500 miejsc.Lodowiska: Dwa pełnowymiarowe lodowiska wewnątrz toru do short-tracku, hokeja i jazdy figurowej.Infrastruktura dodatkowa: Zaplecze szatniowo-treningowe, parking na 350 aut oraz 800-metrowy tor rolkowy wokół hali.
Kamil1910
Bedzie lodowisko,bedzie drużyna,kwestia czasu,siatkówkę i kosza odbudowano w stolicy. Oby nie pod szyldem Legii,ale pewnie tak będzie.
hubal
dzidzio
pod tym prezydentem to tylko kible i wyspy z kozami za gruby kesz :)
Andrzejek111
A ten drugi prezydent kib(o)li ułaskawia.
hokej_fan
Powiedz jeszcze że z trybunami i założą sekcje hokejową ha ha