Comarch Cracovia zdołała wyrównać stan ćwierćfinałowej rywalizacji z GKS-em Katowice, pokonując ich w minioną niedzielę 3:2 po rzutach karnych. Byli jednak blisko zwycięstwa w regulaminowym czasie gry, bowiem jeszcze w 57. minucie meczu prowadzili 2:0. Swojej złości nie krył po meczu Damian Kapica.
Krakowianie zaczęli jednak te zmagania od mocnego falstartu, bowiem w sobotnim meczu ulegli GieKSie aż 1:11, lecz dzień później wyszli już jako odmieniona drużyna.
– Dużo emocji się pojawiło. Zdecydowanie nie był to nasz najlepszy mecz. Chcieliśmy włożyć większy wysiłek i myślę, że udało się – zauważył Sean Montgomery.
Podopieczni Krystia przede wszystkim byli jedną częścią i świetnie bronili dostępu do własnej bramki. Najlepiej pokazują to statystyki - 47 obronionych strzałów przez Lipiäinena i 95,92-procentowa skuteczność interwencji, a przy tym masa zablokowanych strzałów przez defensorów.
– Myślę, że będziemy pracować nad niektórymi rzeczami, które musimy poprawić. Zamierzamy wnieść tę samą energię, którą pokazaliśmy dziś wieczorem i mam nadzieję, że uda się ją utrzymać – dodał.
Prawdziwym bohaterem Pasów został jednak Damian Kapica, który w perfekcyjny sposób wykorzystywał swoje najazdy w serii rzutów karnych, przesądzając o losach meczu.
– Prawdziwy rollercoaster, co powiedzieć. Prowadziliśmy 2-0, mieliśmy mecz pod kontrolą. Później frajersko daliśmy sobie prawie ten mecz wyrwać z naszych rąk, ale naprawdę w tej dogrywce cierpieliśmy, żeby na końcu posmakować tego zwycięstwa i teraz nikt nam tego nie odbierze. Wracamy do nas i idziemy dalej – stwierdził z kolei Damian Kapica.
Czytaj także: