Nie miał wielkiej historii mecz o brązowy medal zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie. Reprezentacja Finlandii pewnie wypunktowała Słowaków i po raz 5. sięgnęła po brąz turnieju olimpijskiego.
Słowacy i Finowie 10 dni temu rozegrali w grupie mecz inaugurujący męski turniej hokejowy igrzysk. Nasi południowi sąsiedzi wygrali wtedy 4:1, co sami słowaccy dziennikarze uznali za sensację, pisząc nawet o "cudzie na lodzie". Dziś obie drużyny kończyły zmagania w stolicy Lombardii i rozegrały zupełnie inny mecz. Nie było to widowisko porywające, ale skuteczna do bólu ekipa "Suomi" zrewanżowała się swoim rywalom, zostawiając ich na koniec imprezy z pustymi rękami. Mimo że musiała zagrać w "małym finale" bez swojego najlepiej punktującego gracza Mikko Rantanena, którego z gry wyłączyła kontuzja. Sebastian Aho, który w fazie pucharowej wyrósł na lidera fińskiej ekipy otworzył wynik strzałem z najbliższej odległości w 8. minucie, a w drugiej tercji Erik Haula podwyższył na 2:0. Słowakom nadzieję na odwrócenie wyniku dał trochę Tomáš Tatar, a trochę przypadek. Tuż przed zakończeniem drugiej tercji fiński bramkarz Juuse Saros wyjechał bowiem za bramkę, by zatrzymać krążek wstrzelony do jego tercji obronnej, ale "guma" odbiła się tak, że wyleciała przed bramkę, a tam dopadł do niej Słowak, który zdobył gola kontaktowego.
W trzeciej tercji jednak wielkiego powrotu nie było. W 49. minucie Finowie wykorzystali swoją grę w przewadze i na 3:1 podwyższył Roope Hintz, który przed bramką zmienił tor lotu krążka po strzale Mikko Rantanena z dystansu. A już 42 sekundy później Kaapo Kakko dołożył 4. gola. Słowacki trener Vladimír Országh, mimo niewielkich szans powodzenia, postanowił w końcówce grać bez bramkarza i liczyć na prawdziwy cud na lodzie. Wycofał z bramki Samuela Hlavaja nawet już po tym, jak Joel Armia za pierwszym razem skierował do niej krążek i Finowie prowadzili nie 3, a 4 golami. Drużyna "Lwów" wykorzystała to po raz kolejny i w przedostatniej minucie Armia podał do Hauli, a ten zdobył swojego drugiego gola w meczu, ustalając wynik na 6:1. Trzecią tercję reprezentacja Finlandii wygrała aż 4:0. A mogła jeszcze wyżej, ale grający pod nieobecność Rantanena Oliver Kapanen, którego gry domagali się fińscy dziennikarze już wcześniej, a który nie znajdował dotąd uznania w oczach trenera Anttiego Pennanena, dwukrotnie w trzeciej odsłonie trafił w słupek. W celnych strzałach było tylko 35-31 dla Finów, ale Saros poza pechowym golem, którego strzelił mu Tatar, obronił 30 pozostałych strzałów. Armia do swojego gola dołożył 2 asysty, a Hintz zanotował bramkę i asystę.
Finlandii w Mediolanie nie udało się obronić pierwszego w swojej historii złotego medalu zimowych igrzysk olimpijskich, zdobytego 4 lata wcześniej w Pekinie. Ale od początku było jasne, że przy obecności hokeistów NHL poprzeczka będzie wisiała znacznie wyżej. Do tego zespół "Suomi" musiał grać bez swojej największej gwiazdy i lidera, kapitana mistrzowskiej drużyny Florida Panthers Aleksandra Barkova, którego z udziału w igrzyskach wykluczyła kontuzja. Mimo to, w 6. turnieju olimpijskim z udziałem graczy NHL Finowie po raz 5. zdobyli medal. Żaden inny kraj nie może się pochwalić takim wynikiem. Na łączny dorobek medalowy Finlandii w męskich turniejach hokejowych igrzysk składa się 1 złoto, 2 srebra i 5 krążków brązowych. Słowacja pozostaje z jedynym brązowym medalem wywalczonym w Pekinie przed czterema laty.
Słowacja - Finlandia 1:6 (0:1, 1:1, 0:4)
0:1 Aho - Lehkonen - Heiskanen 7:27
0:2 Haula - Armia - Tolvanen 28:05
1:2 Tatar - Fehérváry 39:30
1:3 Hintz - Heiskanen - Tolvanen 48:27 (w przewadze)
1:4 Kakko 49:09
1:5 Armia - Hintz 55:32 (pusta bramka)
1:6 Haula - Armia - Ristolainen 58:42 (pusta bramka)
Strzały: 31-35.
Minuty kar: 6-4.
Widzów: 10 522.
Czytaj także: