Derbowe pojedynki pomiędzy GKS-em Tychy a GKS-em Katowice zwykły dostarczać wielu emocji i przebiegać w stylu twardej walki o każdy krążek. Choć walki nie zabrakło, to przebieg, a w szczególności wynik spotkania może być zaskakujący nawet dla najbardziej wytrawnych kibiców. Ku uciesze licznie zebranych na Stadionie Zimowym miejscowych kibiców, GKS Tychy pokonał katowicką GieKSę 7:1.
Początek spotkania przebiegał w stylu, jaki nikogo przy de Gaulle'a nie dziwił. Kwestia posiadania krążka rozstrzygała się na bandach i w środkowej tercji. Kolejne minuty zdradzały jednak, że więcej pomysłu na zaskoczenie defensywy rywala przejawiają gospodarze. Mistrzowie Polski przy pomocy szybkich podań zdołali zrywać się spod opieki katowickich defensorów i wypracować sobie nieco przestrzeni do oddania groźnych strzałów. Choć akcje zazębiały się w coraz szybszym tempie, to samo wykończenie akcji, należało raczej do gatunków tych, które nie mogły zaskoczyć Jespera Eliassona. Przełamanie nastąpiło w 7. minucie, gdy szybką akcję swojego zespołu wykończył osobiście kapitan tyszan, Filip Komorski. Jeśli stracona bramka podrażniła ambicje zespołu Jacka Płachty, to nie zdołali oni swej sportowej złości zamienić na pomysł na obronę rywala. Obecność katowiczan w tyskiej tercji nie przekładała się na bezpośrednie zagrożenia bramce Fučíka.
Warunki gry wraz z początkiem drugiej tercji narzucone były przez dwuminutowe wykluczenie Ludegarda. Gospodarze skrzętnie skorzystali z tego prezentu i okres gry w przewadze na bramkę zamienił Alan Łyszczarczyk. 55 sekund później zegar na Stadionie Zimowym w Tychach wskazywał już 3:0, gdy kolejny cios zadał Mark Viitanen. Choć za żadną ze straconych bramek ciężko jednoznacznie winić Jespera Eliasona, po trzecim golu szwedzkiego golkipera decyzją trenera Płachty zastąpił Michał Kieler. Jednak i on nie zdołał zbyt długo zachować czystego konta. Sposób na pokonanie reprezentacyjnego bramkarza znalazł już w 28. minucie Rafał Drabik, który z najbliższej odległości wepchnął gumę do siatki. Choć Panowie nie szczędzili sobie twardej gry, następstwem czego były obustronne wykluczenia, to jednak wysokie prowadzenie tyszan nie było w żaden sposób zagrożone. Na 4 sekundy przed końcem drugiej odsłony wynik podwyższył Mateusz Gościński, który zachował się najprzytomniej w okolicach katowickiej bramki.
W trzeciej odsłonie gospodarze zamierzali kontrolować wynik poprzez podkreślenie swojej dominacji. Efektem były trafienia po akcji "sam na sam" z 46. minuty Hanu Kuru oraz po mocnym strzale z dystansu w 48. minucie Viinikainena. Na osłodę gościom pozostała bramka Jonasza Hofmana, który wykorzystując precyzyjne podanie, silnym strzałem posłał gumę poza zasięgiem Fučíka, przekreślając szansę tyskiego golkipera na shutout.
GKS Tychy - GKS Katowice 7:1 (1:0, 4:0, 2:1)
1:0 Filip Komorski - Valtteri Kakkonen, Rafał Drabik (06:16)
2:0 Alan Łyszczarczyk - Rasmus Heljanko, Valtteri Kakkonen (23:23, 5/4)
3:0 Mark Viitanen - Dominik Paś (24:18)
4:0 Rafał Drabik - Szymon Kucharski, Mateusz Bryk (27:48)
5:0 Mateusz Gościński - Rasmus Heljanko, Hannu Kuru (39:56)
6:0 Hannu Kuru - Juuso Walli, Bartłomiej Pociecha (45:23)
7:0 Olli-Petteri Viinikainen - Alan Łyszczarczyk, Rasmus Heljanko (47:54)
7:1 Jonasz Hofman - Ian McNulty, Mateusz Michalski (58:28)
Sędziowali: Bartosz Kaczmarek (główny), Patryk Kasprzyk (główny), Sławomir Szachniewicz (liniowy), Igor Dzięciołowski (liniowy)
Minuty karne: 10-16
Strzały: 40-24
Widzów: 2500
GKS Tychy: T. Fučík - O. Viinikainen, M. Bryk, A. Łyszczarczyk, F. Komorski (4), H. Knuutinen - O. Kaskinen, V. Kakkonen, B. Jeziorski, H. Kuru, R. Heljanko (2) - J. Walli (2), B. Pociecha, J. Kerkkänen, D. Paś, M. Viitanen (2) - O. Bizacki, M. Ubowski, R. Drabik, S. Kucharski, M. Gościński.
Trener: Pekka Tirkkonen
GKS Katowice: J. Eliasson ( M. Kieler) - K. Maciaś (2), Z. Hoffman (2), P. Wronka (2), G. Pasiut, B. Fraszko - A. Varttinen (2), T. Verveda (4), S. Anderson, J. Monto, J. Dupuy - A. Runesson, J. Lundegård (2), M. Michalski, I. McNulty, J. Hofman - B. Chodor (2), M. Dawid, J. Hofman.
Trener: Jacek Płachta
Czytaj także: