Najstarszy zimowy olimpijczyk w historii Polski! Oto niesamowita historia hokeisty
Michał Antuszewicz urodził się w największym mieście, jakie kiedykolwiek zostało założone przez Polaków. Już jako dojrzały mężczyzna przybył nad Wisłę, by trzy lata później zagrać na igrzyskach. Stał się najstarszym zimowym olimpijczykiem w historii, a jego wyczynu nie pobił do dziś nikt.
Jak nazywa się największe na świecie miasto założone przez Polaków? To leżący w Mandżurii, w północno-wschodnich Chinach, Harbin. Polskie korzenie tego liczącego sobie dziś pięć milionów mieszkańców miasta są niepodważalne. Wiosną 1898 roku inżynier Adam Szydłowski stanął na czele ekspedycji wysłanej z Władywostoku, by znaleźć nad rzeką Sungari odpowiednią miejscowość, która stałaby się ośrodkiem administracyjnym podczas budowanej przez Rosjan, za zgodą Chińczyków, Kolei Wschodniochińskiej. Wkrótce teren ten zaczęli zasiedlać kolejni inżynierowie i urzędnicy, a znaczną ich większość stanowili właśnie nasi rodacy.
Jednym z nich był Romuald Antuszewicz, który jednak wbrew powszechnie uznawanym za prawdziwe informacjom nie osiedlił się w Harbinie po wojnie rosyjsko-japońskiej z lat 1904-05, a trafił do Mandżurii dużo wcześniej, jeszcze w XIX wieku.
„W roku 1900 został oddelegowany do KWŻD (Kitajsko-Wostocznaja Żeleznaja Doroga – dop. red.) jako brygadzista drogowy i pracował jako pomocnik szefa stacji Harbin Centralny. Był społecznikiem, jednym z założycieli Mandżurskiego Towarzystwa Rolniczego, członkiem założycielem Towarzystwa i Banku właścicieli domów, założył parafię rzymskokatolicką na nabrzeżu i kościół św. Józefa.” – czytamy w artykule "Polacy-katolicy w Harbinie. W trosce o zachowanie tożsamości narodowej", autorstwa Małgorzaty Pietrasiak i Ksenii Rodionowej.
Dodać należy, że w 1907 roku Antuszewicz był jednym z założycieli "Gospody Polskiej", która przez szereg następnych lat skupiała wokół siebie liczną, bo sięgającą nawet 10 tysięcy ludzi ok. 1920 roku, polską społeczność Harbinu.
Korespondencyjnie porównywalny poziom
Romuald Antuszewicz ożenił się z Agatą Szachrajec. Mieli trzech synów, Michała, Stanisława i Faustyna i starannie zadbali o ich wykształcenie. Michał, ten, który najbardziej nas interesuje, ukończył polskie gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza, a jego nauczycielem wychowania fizycznego był Walenty Kuczyński. Nauka Antuszewiczowi szła świetnie, ukończył bowiem studia ekonomiczne, ale wcale nie gorzej radził sobie na… lodowej tafli. Dowodów na to w publikacjach z tamtego okresu nie brakuje. Michał i Stanisław Antuszewiczowie grali wówczas w rosyjskiej drużynie kupieckiej z Harbinu, która ogrywała zespoły z japońskimi olimpijczykami. W publikacji "Polacy Zagranicą" z 1937 roku czytamy:
„O fenomenalnym hokeiście M. Antuszewiczu rozpisują się organy prasy rosyjskiej i japońskiej (…) W spotkaniach z drużyny hokejowej pod wodzą Antuszewicza nad pierwszorzędnymi zespołami Japonii, mianowicie Uniwersytetu „Waseda “ i „Manshu Medical College”, mimo zasilenia tych drużyn zawodnikami z zespołu japońskiej drużyny olimpijskiej na Olimpiadzie w Berlinie, wynik był z drużyną klubu kupieckiego w lutym i marcu b. r. druzgocący . Nie dziw więc, że potężny organ prasowy m. Osaka w Japonii „ Osaka Manichi" podkreśla, że Antuszewicz, to najlepszy hokeista Man-dżu-ti-go, który poza tym wygrał w r. 1934 czempionat m. Charbina w tenisie, w dublu męskim (…) Jeżeli w tak poważnym organie prasowym znajdujemy tyle superlatywów o Antuszewiczu, było by może z wielą korzyścią dla naszego sportu pozyskanie tak poważnej siły do grona zawodników przyszłej drużyny olimpijskiej na Olimpiadę w Tokio w r. 1940. Grając w barwach klubu rosyjskiego, nie przynosi Antuszewicz korzyści sportowi polskiemu na Dalekim Wschodzie. Ułatwienie Antuszewiczowi możności przyjazdu do Polski i pozyskanie go do grona zawodników przyszłej drużyny olimpijskiej pozwoliłoby naszym zawodnikom zaznajomić się z metodami gry rasy żółtej.”
Doprecyzujmy, że jeśli chodzi o drużyny, które zespół Antuszewicza rozbijał, a Polak strzelał większość bramek, to chodzi pewnie o ekipy z japońskimi hokeistów, którzy zagrali w 1936 roku na IO nie w Berlinie, a w Garmisch-Partenkirchen. W tym miejscu pojawia się pytanie, jaki poziom prezentowali wówczas gracze z kraju kwitnącej wiśni? Japończycy w grupie podczas turnieju w Ga-Pa przegrali 0:3 z Wielką Brytanią i 0:2 ze Szwecją. Brytyjczycy zdobyli następnie złote medale, pokonując w kluczowym meczu Kanadę 2:1. My, z kolei, przegraliśmy w grupie z Kanadyjczykami 1:8. Inne zestawienie wyników, a mianowicie: Japonia przegrała 0:2 ze Szwecją, Polska uległa 1:2 Austrii, a następnie Szwedzi pokonali 1:0 Austriaków, każe sądzić, że poziom reprezentowany wówczas przez Polską i Japonię mógł być bardzo podobny. Tym bardziej, że w końcowej klasyfikacji turnieju obie ekipy sklasyfikowano na 9. miejscu, choć przed IO w 1936 rozbiliśmy Japończyków w towarzyskim meczu w Katowicach 5:1.
Koniec polskiej Mandżurii
Skoro jednak Michał Antuszewicz był wyraźnie lepszy od japońskich olimpijczyków, to nie ma wątpliwości, że przydałby się polskiej reprezentacji. Ale zanim do niej trafił musiało upłynąć grubo ponad 10 lat. W międzyczasie niezbyt wysoki, bo mierzący raptem 166 cm wzrostu, ale szalenie przebojowy i mocno zbudowany hokeista, dorobił się w Harbinie pseudonimu "Lodowy Król". Występował w klubach Depo i New Sport. W hokejowej reprezentacji Mandżurii wystąpił 12 razy i był jej kluczowym graczem. Ze swoją drużyną klubową wygrywał mistrzostwa Mandżurii, w których startowały zespoły mandżurskie, japońskie i rosyjskie. Ale to dzięki Antuszewiczowi najlepsza była nasza ekipa.
Na zimowych igrzyskach w 1940 roku Antuszewicz oczywiście nie wystąpił, bo zawody te nie doszły do skutku. Co ciekawe początkowo ich gospodarzem miało być Sapporo (wyboru dokonano podczas sesji MKOl. w Warszawie), ale Japończycy, ze względu na prowadzoną wojnę z Chinami, zrezygnowali z organizacji zmagań w 1938 roku. II wojnę światową nasz bohater spędził w Harbinie, ale jego aktywność sportowa osłabła. Warto podkreślić, że miasto już od 1932 roku, po utworzeniu marionetkowego państewka Mandżukuo, znajdowało się pod kontrolą japońską. Armia Czerwona zajęła Harbin w 1945 roku, a rok później kontrolę nad nim przejęli chińscy komuniści.
Reaktywowanie polskiej działalności sportowej nastąpiło wiosną 1947 roku. Michał Antuszewicz, wraz z bratem Stanisławem, zostali członkami zarządu Polskiego Związku Sportowego, który wznowił działalność. W niełatwych, dodajmy, okolicznościach, bo w Chinach trwała wojna domowa między komunistami, a Kuomintangiem. Jesienią tego samego roku powołano do życia Polski Klub Sportowy Polonia Harbin, a Michał Antuszewicz został jego prezesem. Niesamowite było to, że w grudniu udało się w ogródku byłej "Gospody Polskiej", tworzonej przecież przez Romualda Antuszewicza, zorganizować lodowisko! Nie wiadomo jednak, czy zagrano chociażby jeden hokejowy mecz.
Dwa razy mistrz Polski
Polonia Harbin, jej członkowie zajmowali się już głównie piłką nożną, przetrwała rok. Miało to związek z postępującym zubożeniem, które w znacznym stopniu dotknęło coraz skromniejszą społeczność polonijną. Dodatkowo Chińczycy do obcych zaczęli się odnosić z coraz większą podejrzliwością. Chociaż jawnie przeciwko obcokrajowcom jeszcze nie występowali, co stanie się powszechne w Państwie Środka za kilka lat, to dawali do zrozumienia, że ich czas minął. Ponadto rząd polski rozpoczął akcję repatriacyjną i zaczął sprowadzać Polaków z Mandżurii. Wraz z rodziną do Polski przyjechał też Michał Antuszewicz, 40-letni, świetnie wykształcony ekonomista, który perfekcyjnie władał rosyjskim, chińskim, angielskim i japońskim. A ponadto miał jeszcze ochotę, by pograć w hokeja.
Trafił do Włókniarza Zgierz i z miejsca okazało się, że z kijem i krążkiem, mimo zaawansowanego wieku, jest za pan brat. Szybkość wprawdzie z wiekiem uleciała, ale umiejętności i doświadczenie potrafił wykorzystać grając na pozycji obrońcy. Ze Zgierza w 1951 roku przeniósł się do Legii Warszawa i zdobył z nią dwa złote medale mistrzostw Polski. W tym samym roku zadebiutował w reprezentacji Polski. W wygranym 8:3 starciu z NRD w Berlinie. Niecałe dwa miesiące później, w Moskwie, strzelił jedynego gola w narodowych barwach, w przegranym 6:10 starciu z Czechosłowacją.
Rok później Michał Antuszewicz został powołany przez Mieczysława Kasprzyckiego na igrzyska olimpijskie w Oslo. Selekcjoner wiedział, jak to jest wychowywać się i uczyć grać w hokeja poza Polską. Sam przecież przyszedł na świat w Ostrawie, która wówczas leżała w granicach Austro-Węgier, a następnie została przyłączona do Czechosłowacji. W dniu otwarcia imprezy, 14 lutego 1952 roku, Michał Antuszewicz liczył sobie 42 lata, 4 miesiące i 4 dni. Ustanowił wówczas rekord, który nie został pobity do dziś. Został najstarszym polskim zimowym olimpijczykiem. Zagrał na pewno w meczach ze Szwecją (1:17) i Szwajcarią (3:6). Co do występów w pozostałych spotkaniach nie ma stuprocentowej pewności.
Miał oko do hokeistów i ucho do języków
"Mandżur", bo taki przydomek został mu nadany z miejsca, jak tylko pojawił się w Polsce, był zawodnikiem o znakomitej kondycji i, mimo niezbyt okazałych warunków fizycznych, potrafił grać bardzo twardo, choć nie po drodze było mu z ochraniaczami, których nie stosował. Zwykł mawiać, że „Hokejowej techniki się nie zapomina, człowiek ma to we krwi”. Młodsi koledzy wiele mogli się od niego nauczyć, zresztą już po tym, jak odwiesił łyżwy na kołek, został trenerem. Pracował w Zniczu Pruszków i Górniku Katowice. Wcześniej, jeszcze w Zgierzu, wypatrzył talent 16-letniego Stanisława Olczyka, czyli hokeisty uważanego za najlepszego polskiego obrońcę przełomu lat 50. i 60. Dwukrotnego olimpijczyka i pięciokrotnego uczestnika MŚ, a także siedmiokrotnego mistrza Polski z Legią.
W 1964 roku już nie umiejętności hokejowe, ale przeszłość i wyjątkowe zdolności lingwistyczne zaprowadziły Michała Antuszewicza na… kolejne igrzyska olimpijskie. "Mandżur", znakomicie znający japoński, został bowiem tłumaczem polskiej reprezentacji olimpijskiej. Jest więcej niż pewne, że podczas pobytu w Azji spotkał się z byłym lekkoatletą, trenerem i działaczem – Witoldem Gerutto, który również urodził się w Harbinie, choć do Polski wrócił znacznie od Antuszewicza wcześniej. Znakomity przed laty kulomiot i wieloboista również osiedlił się w Warszawie, gdzie zmarł w wyniku ciężkiej choroby w 1973 roku. Antuszewicz przeżył go o dwie dekady. Odszedł w 1993, w wieku 84 lat.
Czytaj także:
- Już jest! Hokejowy Niezbędnik Kibica 2026/2027 trafił do sprzedaży. Wysyłka ruszyła!
- Są w życiu ważniejsze sprawy. Doświadczony obrońca odchodzi z Sanoka. Co dalej z jego karierą?
- Ostro potraktował rywala i dostał karę meczu. Jest decyzja w sprawie gracza Zagłębia
- Kolejna porażka GieKSy i mocne słowa kluczowego zawodnika. "To nie może tak wyglądać"
- Komisarz THL podjęła decyzję. Chodzi o zawodników Cracovii

Komentarze