Przed nami to, co hokejowi kibice lubią najbardziej. W sobotę rozpoczyna się faza play-off, więc postanowiliśmy oddać głos ekspertom. Poprosiliśmy ich o ocenę sezonu zasadniczego. Oceniamy również pary ćwierćfinałowe i wspólnie z naszymi gośćmi oceniamy mocne strony wszystkich zespołów. Czas na opinię Grzegorza Piekarskiego, byłego reprezentanta Polski i eksperta TVP Sport.
HOKEJ.NET: – GKS Katowice sięgnął po zwycięstwo w sezonie zasadniczym. Jesteś tym faktem zaskoczony?
Grzegorz Piekarski, były hokeista polskich klubów i reprezentacji Polski: – Nie jestem zaskoczony. To przecież bardzo solidna drużyna, która od lat zawsze wymieniana jest jako jeden z główny faworytów do walki o medale. Ten sezon znów tylko to potwierdza. Od lat "kręgosłup" drużyny pozostaje ten sam z "profesorem" Grzegorzem Pasiutem na czele. Zespół zawsze budowany jest rozsądnie, dba się w nim również o rozwój młodszych zawodników. Wielokrotnie szkoleniowiec Katowic Jacek Płachta podkreślał, że idzie przez sezon czy fazę play-off od meczu do meczu. Nie wybiega w przyszłość robiąc swoje krok po kroku i to przyniosło efekt.
Oczywiście należy przyznać, że drużyna z Katowic wykorzystała słabszą dyspozycje i nierówną grę zespołów takich jak: GKS-u Tychy, ECB Zagłębia Sosnowiec czy Unii Oświęcim w końcówce sezonu zasadniczego.
Nie brakowało opinii, że to jednak GKS Tychy, ECB Zagłębie Sosnowiec czy Unia Oświęcim mają silniejsze i liczniejsze kadry, a tu jednak Katowiczanie powoli i bez pompowania balonika zbierali kolejne punkty.
– Myślę że tak naprawdę wszystko weryfikuje lód. Nikt niczego nie wygrał wyłącznie dlatego, bo na papierze ma teoretycznie mocniejszy skład. Pokora w sporcie i ciężka codzienna praca potrafi zrobić różnicę. Nie do końca zgodzę się z twierdzeniem, że drużyny wyżej wymienione dysponują silniejszym składem.
Nie ujmując żadnym z tych zespołów, ale należy pamiętać, że nic nie przychodzi z dnia na dzień. Drużyna z Katowic budowana jest od wielu sezonów. To nie jest kwestia tylko i wyłącznie tego sezonu, ale kilku ostatnich lat i pracy całej organizacji klubu, która stoi na bardzo wysokim poziomie. To efekt wieloletniej pracy. To nie przypadek, że GKS Katowice zajął pierwsze miejsce w sezonie zasadniczym. Zresztą od kilku sezonów ta drużyna potrafi wstrzelić się z formą w najważniejszej części rozgrywek.
Po którym zespole spodziewałeś się więcej, a który mocno Cię zaskoczył?
– Nie tylko ja, ale również kibice GKS-u Tychy i Unii Oświęcim spodziewali się chyba znacznie więcej zwłaszcza po ilości dokonywanych transferów i wypowiedziach, że są to drużyny budowane, aby walczyć o najwyższe cele. Nie zmienia to faktu, że w każdej z drużyn jest ogromna jakość i są indywidualności, które mogą zaskoczyć w play-offach. Najbliższe dwa miesiące zweryfikują wszystko. Czy wszystkie transfery były słuszne? Czy były trafione i potrzebne? Czasami odnoszę wrażenie, że przeganianie się klubów w liczbie czasami kompletnie nietrafionych transferów blokuje możliwość rozwoju młodszych graczy. Zatrudnianie kolejnych obcokrajowców w trakcie sezonu czasami jest zabiegiem wyłącznie uzupełnienia składu w przypadku kontuzji kluczowych zawodników, a nie jest wzmocnieniem. Musimy pamiętać przecież, że głównym zadaniem obcokrajowca jest podnoszenie poziomu polskiego hokeja. Czy te normy są spełniane przez wszystkich obcokrajowców? Myślę że każdy kibic i sympatyk hokeja, który obserwuje hokej od lat może mieć w tej kwestii mieszane uczucia i różne poglądy. Natomiast każdy polski zawodnik próbujący sił zza granicą w mocniejszych ligach musi być postacią wyróżniającą, a nie uzupełnieniem. I wielu polskich hokeistów się o tym przekonało. A grający obecnie zza granicą Polacy muszą to udowadniać codziennie ciężka praca.
Zespoły, które najmocniej zaskoczyły?
– JKH GKS Jastrzębie i Polonia Bytom. Kto by się spodziewał przed rozpoczęciem sezonu, że drużyna znad czeskiej granicy, mająca problemy organizacyjne i mniejszy budżet wygra Puchar Polski. Przez większość rozgrywek drużyna z Jastrzębia była w czołówce tabeli. A to wszystko mając w składzie dwunastu zawodników poniżej 20. roku życia i z polskimi trenerami bez pompowania balonika i naciągania budżetu do granic możliwości.
Chyba należy się mocno zastanowić, że skoro można w taki sposób budować drużynę w oparciu o kilku, a nie kilkunastu solidnych obcokrajowców, przy których młodzież może się rozwijać to czy nie lepiej wybrać podobną drogę i formę budowy drużyn hokejowych w Polsce? Wprowadziliśmy przez ostatnie lata pewne standardy, z których czołowe ligi Europy wycofują się bo priorytetem jest rozwój młodzieży.
Kolejnym zespołem jest Polonia Bytom. Beniaminek pozbierał zawodników z pewnymi cechami i umiejętnościami, którymi czołowe kluby nie były zainteresowane. Okazuje się, że wciąż są to zawodnicy, którzy mają ochotę grać i chcą pokazać się z jak najlepszej strony, i dają swojej drużynie pewną jakość. Świetny bramkarz, trener z wiedzą doświadczeniem w naszej lidze i charakterem, kilku znakomitych obcokrajowców i ambitna młodzież. Ta drużyna potrafiła wygrywać w tym sezonie z drużynami mającymi dwukrotnie a może nawet trzykrotnie większy budżet. Mecze w fazie play-off nie będą należały do najłatwiejszych dla drużyny z Sosnowca, o czym drużyna Zagłębia przekonała się ostatnio przegrywając w Bytomiu po serii rzutów karnych.
Czy STS Sanok powinien występować na taflach THL w przyszłym sezonie? Oczywiście po wcześniejszym spłaceniu zobowiązań i zmianach w strukturach spółki? Czy osoba, która dopuściła ich do rozgrywek też powinna ponieść odpowiedzialność, bo naraziła nasze rozgrywki na straty wizerunkowe?
– Osobiście ubolewam, że z hokejowej mapy Polski znika kolejny klub z tradycjami i sukcesami. Życzę wszystkim kibicom i pracownikom STS Sanok, ale przede wszystkim zawodnikom związanym z tym klubem, aby sprawy finansowo-organizacyjne pozwoliły im na uczestnictwo w następnych rozgrywkach ligowych. Polski hokej nie może pozwolić sobie na utratę kolejnej drużyny i braku możliwości rozwoju dla młodego pokolenia. Sytuacja, w której znaleźli się hokeiści z Sanoka, potrafi podciąć skrzydła i spowodować, że wielu zawodników skończy wcześniej karierę. Jeżeli są to gracze dwudziestokilkuletni i młodsi, to jest to ogromna strata dla polskiego hokeja. Mogę tylko współczuć zawodnikom z Sanoka i jestem pełen podziwu, i uznania że wytrwali w tym wszystkim tak długo.
Trzeba też pamiętać, że gra w hokeja to zawód jak każdy inny. To nie tylko pasja i miłość, ale praca jak każda inna, za którą każdy zawodnik musi otrzymać wynagrodzenie zgodnie z zapisami w umowie. Jest to oczywiste, że osoba podpisująca się pod taką umową jest odpowiedzialna za wywiązanie się z jej zapisów.
Myślę, że nikt nie chciałby się znaleźć w sytuacji, kiedy musi prosić się o wypłatę mając na utrzymaniu rodzinę, kredyt czy inne zobowiązania. Tym bardziej ryzykując na każdym treningu czy meczu własne zdrowie. Jeżeli chcemy być profesjonalni i chcemy się rozwijać, to nie możemy sobie pozwolić na takie rzeczy. Nie można bawić się w hokej kosztem życia zawodników i ich rodzin. Takie sytuacje niestety rzutują na obraz polskiego hokeja. Myślę że powinny zmienić się przepisy w centrali związku dotyczące przyznawania licencji klubowej. Nie może być sytuacji, w której ktoś coś obiecuje, nie mając na to zabezpieczenia czy to finansowego, czy w postaci umów sponsorskich gwarantujących pokrycie w większej części zobowiązań wobec zawodników i całego sztabu drużyny. Polski hokej jest już ubogi w ilość profesjonalnych drużyn, dlatego nie może pozwolić sobie na utratę kolejnego lokalnego środowiska na poziomie ekstraklasy.
Przejdźmy do kwestii personalnych. Aron Chmielewski i Hannu Kuru wygrali dwie najważniejsze klasyfikacje, czyli strzelecką i kanadyjską. Ten fakt w jakimś stopniu Cię zaskoczył?
– Nie. Przed sezonem wskazywałem, że zarówno Aron, jak i Hannu będą wysoko w punktacji kanadyjskiej. Aron kapitalnie się wkomponował w zespół z Sosnowca, umiejętnie wykorzystując swoje doświadczenie, które zebrał z czeskiej ekstralidze. To typowy snajper, który potwierdza swoją wciąż wysoką dyspozycję, a 23 strzelone gole w sezonie zasadniczym tylko to potwierdzają. Można powiedzieć, że korona króla strzelców znów zostaje w Sosnowcu. Z kolei Hannu Kuru to zawodnik wszechstronny, kreujący grę i nadający tempo gry swojej drużyny. To zawodnik który widzi wszystko na lodzie, żyjący z asyst, ale też potrafiący strzelić pięknego gola. Liczby, które uzyskał w sezonie zasadniczym, czyli 52 punkty w 38 meczach naprawdę robią wrażenie. To jeden z nielicznych zawodników, którzy faktycznie podnoszą poziom naszej ligi. To również gracz, którego ogląda się z przyjemnością – kreatywny, szalenie inteligentny na lodzie, rasowy mózg piątki.
Którego z napastników jeszcze byś wyróżnił i dlaczego?
– Jest kilku zawodników grających na pozycji napastnika, których można wyróżnić, ale jeżeli miałbym wybrać tego jednego, to absolutnie będzie to Erik Ahopelto z Unii Oświęcim. To nie tylko kapitalny strzelec i napastnik, ale zawodnik który zawsze walczy o każdy cm lodu na całej tafli. Pokazuje kolejny sezon jak nie tylko są ważne umiejętności w hokeju, ale serce, charakter i determinacja. W tym sezonie motor napędowy, serce i płuca drużyny z Oświęcimia. Topowy zawodnik naszej ligi. Zawodnik, który w już w kilku meczach ratował wynik. Swoją grą, jak i indywidualnymi statystykami przyćmił pozostałych graczy Unii, którzy mieli decydować o losach drużyny. Szybki, waleczny, kapitalnie wyszkolony technicznie. Postrach każdej obrony w naszej lidze. Śmiało można powiedzieć, że znajduje się w TOP3 napastników naszej ligi.
A gra którego defensora najmocniej przypadła Ci do gustu?
– Wybór może być tylko jeden: Bartłomiej Pociecha. Nie tylko wyłącznie dlatego, że z obrońców zdobył najwięcej punktów, czyli 33 za 10 goli i 23 asysty. Największe wrażenie, uznanie i szacunek budzi fakt, że pomimo 34 lat to przy niektórych obcokrajowcach wygląda jak "profesor defensywy", jak zawodnik z innej ligi. Zawsze opanowany, mający cały czas grę pod kontrolą, a przy tym wszystkim szalenie fajny, skromny zawodnik. Perfekcyjny w defensywie i skuteczny w ofensywie. Miał już Bartłomiej w swojej karierze naprawdę kilka kapitalnych sezonów w Tychach, ale ten uważam za wyjątkowy. Tym bardziej należy uwzględnić fakt, że w drużynie z Tychów występuje aż 5 obcokrajowców na tej pozycji i żaden z nich nie zbliżył się do osiągnięć punktowych Bartłomieja. To prawdziwa ikona tyskiego hokeja .
Który bramkarz zrobił na Ciebie najlepsze wrażenie i który Twoim zdaniem miał największy wpływ na grę swojej drużyny?
– Wybór chyba łatwy, to fiński bramkarz drużyny z Jastrzębia Karolus Kaarlehto. Bez tego człowieka nie byłoby sukcesu w Krynicy i wygranego Pucharu Polski. Bez jego kapitalnych obron i interwencji nie byłoby tez zwycięstw z wyżej notowanymi drużynami. To bramkarz, który potrafi utrzymać drużynę w grze w trudnych momentach meczu. Jego postawa potrafi złamać ciężki mecz. Jego czas spędzony między słupkami jest najwyższy z całej ligi. Pięć meczy bez straconego gola. Skuteczność obron na poziomie 92,4 % przy największej ilości rozegranych meczów - 36 spośród wszystkich bramkarzy. Te liczby robią wrażenie tak samo jak jego interwencje. W fazie play-off będzie kluczowym zawodnikiem JKH GKS Jastrzębie. Jeżeli będzie w formie, a koledzy z drużyny będą pomagać, czyścić i zbierać dobitki, to Tyszanie mogą być w opałach.
Twoim zdaniem GKS Katowice suchą stopą przejdzie przez ćwierćfinałową rywalizację z Comarch Cracovią? Czy Pasy jednak urwą więcej niż jeden mecz?
– To będą bardzo ciężkie mecze dla Katowic i nie będą to spacerki zwłaszcza w Krakowie. Ostatnio jesteśmy świadkami coraz lepszej i skutecznej gry drużyny Krystiana Dziubińskiego. Nie mniej jeżeli w parze play-off gra pierwsza z ósmą drużyną to każde zwycięstwo tej niżej notowanej będzie niespodzianką. Ile takich niespodzianek będzie? Ciężko powiedzieć być może więcej niż jedna, być może żadna. To jest hokej i wszystko może się zdarzyć. Faworytem oczywiście jest drużyna GKS Katowice.
W drugiej parze dojdzie do starcia ECB Zagłębia Sosnowiec z Polonią Bytom. Czy podopiecznych Andrieja Gusowa stać na niespodziankę w tej rywalizacji czy raczej będzie o nią bardzo trudno?
– A czy przed sezonem ktoś mógłby powiedzieć, że drużyna z Bytomia jako beniaminek ogra dwukrotnie Unię Oświęcim, raz drużynę z Sosnowca i z Katowic? Pytanie czy drużyna Andrieja Gusowa będzie w stanie ograć więcej niż raz wyżej notowaną drużynę z Sosnowca. Zagłębie to zespół budowany z myślą o grze w wielkim finale, drużyna z głodem sukcesu, bo przecież tak naprawdę w tym sezonie drużyna z Sosnowca jeszcze niczego nie wygrała. To będą bardzo ciężkie mecze dla Zagłębia. Pokazał to ostatni mecz tej pary przegrany przez Zagłębie po rzutach karnych 3:4. Nie mniej jest oczywiste, że faworytem jest Zagłębię Sosnowiec.
Trzecią parę ćwierćfinałową tworzy GKS Tychy i JKH GKS Jastrzębie. Jak, Twoim zdaniem, potoczy się ta seria?
– Mecze tej pary będą bardzo zacięte. W bezpośrednich starciach sezonu zasadniczego było 3:2 dla Tychów. Dwukrotnie o wyniku meczu decydowały rzuty karne. W finale superpucharu Polski byliśmy świadkami dogrywki. Jeśli w regulaminowym czasie wygrywał tyski GKS to były to wyniki na styku. Biorąc pod uwagę fakt, że dla drużyny z Tychów ten sezon nie układa się najlepiej, a ostatnie mecze w ich wykonaniu też były dalekie od optymalnej formy i możliwości tej drużyny, to być może będziemy świadkami bardzo wyrównanej rywalizacji. Z każdym wygranym meczem drużyny z Jastrzębia presja wyniku będzie coraz większa i może przeszkadzać drużynie z Tychów. Odpadniecie aktualnego mistrza Polski na tym etapie byłoby wielką sensacją. Pytanie czy z wagą tych spotkań poradzi sobie młodzież z Jastrzębia. Bo play-off to nie tylko umiejętności, charakter, ale też walka ze swoimi emocjami. Tutaj trzeba wygrać wojnę, a nie bitwę. Podsumowując, to szalenie ciekawa para, w której mimo wszystko faworytem jest aktualny mistrz Polski. Doświadczenie powinno zrobić różnicę. Chociaż młodzież potrafi być nieobliczalna.
Ostatnią parę tworzą Unia Oświęcim i KH Energa Toruń. Biało-niebiescy zagrają z rywalem, z którym przegrali 4 z 5 meczów w fazie zasadniczej. Jakiego rozstrzygnięcia się spodziewasz?
– Wielu kibiców w Oświęcimiu obawiało się i pewnie dalej obawia się tej rywalizacji. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że właśnie z pięciu meczów cztery razy to drużyna z Torunia potrafiła ograć podopiecznych Róberta Kalábera. Mówi się że play-off to zupełnie inny hokej i wszystko co było do tej pory nie ma znaczenia. To nowy rozdział. I to hokejowa prawda. Nie mniej na pewno, kiedy dojdą emocje, a mecz będzie zacięty i będą decydować detale, i centymetry to fakt tych porażek może zadziałać dwojako - albo będzie przeszkadzał albo będzie motywował i nakręcał do robienia wszystkiego lepiej szybciej i dokładniej mając na uwadze fakt, że gram z przeciwnikiem, który mi nie leży, z którym przegrałem 4 z 5 meczów.
Obie drużyny potrafią grać ofensywny hokej - 153 gole strzelone przez Unię (najlepszy wynik w sezonie zasadniczym obok drużyny z Tychów, która również strzeliła 153 gole) do 143 goli strzelonych przez drużynę z Torunia. To pierwszy i drugi najlepszy wynik sezonu zasadniczego.
Nie mniej uważam, że wygra drużyna, która będzie bardziej chciała się poświęcić, która zagra lepiej w defensywie, będzie cierpliwa a przede wszystkim wygra drużyna bardziej głodna sukcesu. Spodziewam bardzo wyrównanej rywalizacji. Hokejowo większe umiejętności i indywidualności ma Unia Oświęcim, ale te mecze pokazały, że to nie daje gwarancji zwycięstwa. Pytanie czy Unia pozbiera się przez ten tydzień po porażkach z końcówki sezonu, gdzie tak naprawdę pierwsze miejsce sezonu zasadniczego mieli na wyciągnięcie ręki?
Jedno jest pewne - ta drużyna potrafi grać jak z nut, ale też potrafi zagrać zdecydowanie poniżej swojego potencjału. Ciężko przewidzieć, którą wersję Unii zobaczymy. Toruń nic nie musi, a może. Będą pewni siebie - wygrali w Oświęcimiu ostatni mecz, po bardzo kontrowersyjnej decyzji trenera Kalábera i nie był to przypadek, że wygrali cztery z pięciu meczów w tej rywalizacji. To kawał solidnej drużyny. Hala przy Chemików 4 będzie pękać w szwach, kibice będą szóstym zawodnikiem pod warunkiem, że biało-niebiescy zostawią serce na lodzie i będą drużyną, gdzie każdy pójdzie za kolegą w ogień. Uważam że pomimo tych porażek w trakcie sezonu zasadniczego faworytem jest Unia Oświęcim. Pierwsze dwa mecze w Oświęcimiu mogą być kluczowe dla losów tej rywalizacji, bo w Toruniu w tym sezonie Unia jeszcze nie wygrała.
Czy trener Róbert Kaláber przeszarżował w końcówce sezonu? Czy manewr z wycofaniem bramkarza w starciu z Torunianami wbrew pozorom nie przełożył się na niższą lokatę i gorszą sytuację w potencjalnym półfinale?
– Trzeba powiedzieć jasno, że trener Kaláber znając wyniki z innych lodowisk postawił wszystko na jedną kartę. Liczył na dobrze rozegrany bulik, strzał, dobitkę, która pozwoli Unii wygrać pełną pulę. Nie udało się, taki jest sport. Gdyby ten manewr przyniósł zwycięstwo wszyscy wychwalali taką decyzję. Nie doszukiwałbym się tu sensacji i obwiniał, że przez ten ruch Unia skończyła sezon zasadniczy na czwartym a nie na pierwszym miejscu wyłącznie przez jedną decyzję trenera.
Problemu szukałbym gdzie indziej. W trakcie meczu trener musi podjąć wiele decyzji, które też nie są łatwe, ale zawsze te decyzje są podyktowane dobrem drużyny. Zespół mógł wygrać ostanie dwa mecze w regulaminowym czasie i wtedy drużyna zajęłaby pierwsze miejsce. Szkoda, bo Unia potrafiła wygrać na wyjeździe w Katowicach i z Tychami u siebie. A potraciła punkty z niżej notowanymi drużynami w końcówce sezonu zasadniczego. A nie był to pierwszy raz. Tak więc doszukiwałbym się przyczyny zajęcia dopiero czwartego miejsca gdzie indziej, a nie wyłącznie taką czy inną decyzja trenera na kilkanaście sekund przed końcem meczu z Toruniem. Jedno jest pewne, aby przejść do kolejnej fazy play-off to drużyna z Oświęcimia będzie musiała pokazać swój najlepszy hokej. Musi stanowić jedność i kolektyw, gdzie każdy ma jasno określony cel: wygrać następny mecz. Oczywiście, że zawsze łatwiej do fazy play-off przystąpić z pierwszego miejsca. Daje to przewagę własnej hali zarówno w półfinale i ewentualnym finale. Historia już pokazywała, że tytuł mistrzowski można zdobyć startując z miejsca czwartego. Chcesz być mistrzem musisz wygrać z każdym, musisz złamać przeciwnika w jego własnej hali.
Trzeba do tego nie tylko umiejętności, ale i charakteru. Drużyny, w której każdy chce się poświęcić za kolegę obok. Umiejętności ta drużyna ma, to jest pewne. Pytanie co z resztą?
Czytaj także: