GKS Tychy przegrał z Red Bullem Salzburg swój pierwszy mecz w tegorocznej edycji Hokejowej Ligi Mistrzów. Mistrzowie Polski tracili gole tylko w pierwszej i ostatniej minucie, a pogrążył ich 39-letni weteran.
Powrót do Hokejowej Ligi Mistrzów po 6 latach przerwy nie mógł się dla mistrzów Polski zacząć gorzej. Dziś w Salzburgu już pierwsza akcja na bramkę Tomáša Fučíka przyniosła Red Bullowi gola.
Wymiana podań pomiędzy tworzącym pierwszy atak gospodarzy tercetem reprezentacji Austrii Peter Schneider - Thomas Raffl - Benjamin Nissner zakończyła się celnym strzałem tego ostatniego.
W pierwszej tercji obie drużyny strzelały celnie po 7 razy, ale gospodarze przeważali pod względem goli oczekiwanych (xG) i to właśnie ta akcja z pierwszych sekund decydowała o tym, że na przerwę po pierwszej odsłonie mogli zjeżdżać z prowadzeniem.
Początek drugiej tercji nie wyglądał dla GKS-u najlepiej, bo rywale atakowali coraz groźniej, a mistrzowie Polski mieli problemy z utrzymaniem ich tempa gry. Tyszanie obronili jednak osłabienie po karze dla Bartłomieja Pociechy, a z drugiej strony swoją już drugą karę w meczu dostał wracający do Red Bulla po 16 latach, mający na swoim koncie prawie 600 występów w NHL Michael Raffl.
I to była sytuacja, która pozwoliła doprowadzić do wyrównania w 32. minucie. Olli Kaskinen nie dostał za akcję bramkową w przewadze asysty, ale wykonał niezwykle ważną pracę zatrzymując na linii niebieskiej krążek, który rywale próbowali wystrzelić z własnej tercji. Po chwili "guma" trafiła do Joony Monto, a Fin pokonał stojącego w bramce Red Bulla reprezentanta Austrii fińskiego pochodzenia Atte Tolvanena.
Polska drużyna przełamała więc rywala, który w poprzedniej edycji Hokejowej Ligi Mistrzów bronił osłabienia najlepiej ze wszystkich drużyn (89,8 %).
W końcówce drugiej tercji GKS był optycznie lepszy i miał swoje okazje, by objąć prowadzenie. Tę najlepszą Rasmus Heljanko w 39. minucie, gdy po nonszalanckim rozegraniu krążka przez rywali Fin wyprowadził kontrę, ale Tolvanen obronił jego strzał.
W trzeciej odsłonie tyska drużyna przeżywała trudne chwile, gdy musiała jedno po drugim bronić osłabienia wynikające z kar, które otrzymali Juuso Walli i Mateusz Bryk. Grający bez 5 podstawowych kontuzjowanych napastników Red Bull nie był jednak dziś w przewagach dobrze dysponowany.
Ale jego napór w ostatnich minutach trzeciej tercji rósł. Gra toczyła się głównie w tercji obronnej GKS-u, Fučík bronił kolejne strzały, a mistrzowie Polski właściwie już nie atakowali.
Ale gdy wydawało się, że obie drużyny będą miały okazję przetestować nowy przepis zabraniający wycofywania krążka z tercji ataku w dogrywce, gospodarze zadali decydujący cios. 39-letni kapitan Red Bulla i reprezentacji Austrii Thomas Raffl oddał celny strzał do bramki Fučíka na 32 sekundy przed końcem trzeciej tercji.
Rywale strzelali więc dziś gole w pierwszej i ostatniej minucie. Ale to jeszcze nie był koniec. Trener Tirkkonen wycofał z bramki pochodzącego z Czech reprezentanta Polski, a starszy z braci Rafflów trafił po raz drugi, tym razem do pustej bramki, gdy do końca meczu pozostawało 9 sekund.
Raffl, który jest rekordzistą pod względem liczby tytułów mistrzowskich w międzynarodowej ICE Hockey League (8) i najlepiej punktującym hokeistą Red Bulla w historii występów ligowych, dziś miał udział przy wszystkich golach, a 2 bramki i asysta dają mu prowadzenie w klasyfikacji punktowej Hokejowej Ligi Mistrzów po jej pierwszej kolejce.
Skrót meczu:
GKS przegrał w Salzburgu 1:3 i choć do zdobycia przynajmniej punktu zabrakło mu tylko nieco ponad pół minuty, to trudno mówić, że nie była to porażka zasłużona.
W wyprowadzonych próbach strzałów Red Bull miał przewagę 57-26, w uderzeniach celnych było 30-17, w oczekiwanych golach 2,92 - 0,98. W trzeciej tercji wskaźnik xG gospodarzy wyniósł 1,67, podczas gdy GKS-u 0,03. W tyskiej ekipie tylko Mark Viitanen był graczem, podczas którego obecności na lodzie drużyna strzelała na bramkę częściej niż rywale, co Hokejowa Liga Mistrzów w swoich zaawansowanych statystykach nazywa pozytywnym wpływem na grę. W drużynie Red Bulla taki pozytywny wskaźnik mieli wszyscy gracze poza jednym Nashem Nienhuisem.
Austriacki zespół ciągle jest nie do pokonania dla polskich drużyn w Hokejowej Lidze Mistrzów. Wcześniej dwukrotnie wygrywał z JKH GKS-em Jastrzębie, a raz z Unią Oświęcim.
GKS Tychy swój drugi mecz w tej edycji HLM rozegra w niedzielę na wyjeździe. Jego rywalem będzie broniący trofeum mistrz Szwajcarii ZSC Lions Zurych.
Red Bull Salzburg - GKS Tychy 3:1 (1:0, 0:1, 2:0)
1:0 Nissner - T. Raffl - Schneider 0:20
1:1 Monto - Kuru - Lehtonen 31:07 (w przewadze)
2:1 T. Raffl 59:28
3:1 T. Raffl - Robertson 59:51 (pusta bramka)
Strzały: 30-17.
Minuty kar: 4-8.
Widzów: 2 394.
Red Bull: Tolvanen - Robertson, Corcoran, T. Raffl, Nissner, Schneider - Nienhuis, Stephens, M. Raffl, St. Denis, Thaler - Wimmer, Lewington, Schreier, Baltram, Kraus - Wurzer, Hörl, Böhm, Auer, Lanzinger. Trener Manny Viveiros.
GKS: Fučík - Viinikainen, Kakkonen, Łyszczarczyk, Komorski, Heljanko - Kaskinen, Bryk, Lehtonen, Monto, Viitanen - Walli, Pociecha, Paś, Kuru, Knuutinen - Bizacki, Ubowski, Drabik, Kucharski, Gościński. Trener Pekka Tirkkonen.
Trenerzy po meczu:
Pekka Tirkkonen:
Oczywiście to był najgorszy możliwy początek meczu, bo przeciwnik strzelił gola w pierwszej akcji. Ale później nasza drużyna się zebrała. W pierwszej tercji graliśmy trochę zbyt nieśmiało. Przyglądaliśmy się temu, co się dzieje, ale druga tercja była całkiem dobra. Ok, w trzeciej było dużo walki w obronie. Dostaliśmy też dwie kary na początku trzeciej tercji i inicjatywa przeszła na stronę gospodarzy. Myślę, że mecz był mniej więcej taki, jak się spodziewałem. Gospodarze to twarda, silna drużyna, o dobrych warunkach, fizyczna. Cóż, byliśmy blisko, ale nie wystarczająco blisko. Dziś zobaczyliśmy, jak to jest w Hokejowej Lidze Mistrzów. W niedzielę jedziemy do Zurychu i musimy zagrać nasz własny hokej. Grać odważnie, wierzyć w siebie i pokazać, co mamy najlepszego.
Manny Viveiros:
Jestem bardzo zadowolony ze sposobu, w jaki dziś zagraliśmy. Wiedzieliśmy, że Tychy będą grały bardzo cierpliwą grę, bardzo uporządkowaną grę. Zrobiliśmy przed meczem analizę i wiedzieliśmy, że pod względem struktury gry są bardzo solidni, że nie dadzą nam zbyt wiele miejsca i że musimy walczyć o każdy centymetr lodu. Cieszę się z tego, jak trzymaliśmy się naszego planu gry i to nam się opłaciło na samym końcu. W pierwszej tercji zagraliśmy bardzo dobrze, w drugiej Tychy zagrały świetnie, ale w trzeciej wróciliśmy do gry i myślę, że zasłużyliśmy dziś na zwycięstwo.
Czytaj także: