Pierwsze dwa spotkania półfinałowe pomiędzy ECB Zagłębiem Sosnowiec a GKS-em Tychy przyniosły kibicom ogrom emocji. Nie brakowało pojedynków pięściarskich oraz jak to bywa w meczach o najwyższą stawkę - kontrowersji wobec decyzji arbitrów. Po zakończonym spotkaniu postawę sędziów doceniał trener Matias Lehtonen. Gesty fińskiego szkoleniowca w trakcie spotkania mogły sugerować coś innego.
Matias Lehtonen to jeden z bardziej charyzmatycznych trenerów TAURON Hokej Ligi. Fiński szkoleniowiec dał się poznać jako szkoleniowiec żywo reagujący na wydarzenia na tafli i chętnie wchodzący w polemikę z arbitrami. Na pomeczowych konferencjach 37-latek udowadniał, że nie zamierza gryźć się w język, szczerze odpowiaadjąc na zadawane pytania. Nic dziwnego, że po dwumeczu w którym sędziowie nałożyli łącznie aż 157 minut karnych, nie mogło zabraknąć pytań odnoszących się do ich postawy. Lehtonen docenił pracę arbitrów, mówiąc:
– Uważam, że sędziowie byli dobrzy zarówno wczoraj, jak i dziś. Wykonują naprawdę dobrą robotę.
Trener Zagłębia już wcześniej w ciepły sposób wypowiadał się na temat pracy sędziów, więc taka postawa nie miała prawa by dziwić, gdyby nie fakt, że gesty Fina w trakcie meczu wskazywały zupełnie co innego.
W 32. minucie spotkania, podczas kolejnej dyskusji z arbitrami Lehtonen był wyraźnie nieusatysfakcjonowany wyjaśnieniami, jakie usłyszał od rozjemców meczu. Gdy sędziowie oddalił się od boksu Zagłębia, 37-latek sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki i wyciągając ją na zewnątrz, ostentacyjnie pokazał, że jest pusta. Po chwili wskazał ręką w kierunku boksu GKS-u Tychy i powtórzył gest.
Co te gesty miały sugerować? Najlepiej wie sam zainteresowany, jakby ich nie tłumaczyć, ciężko przypisać im aprobatę dla pracy arbitrów. Takie zachowanie stoi w opozycji do słów wypowiedzianych po meczu. Wydaje się jednak, że gdy emocje opadły - fiński szkoleniowiec spojrzał na okoliczności z należytym dystansem i chłodną głową.
Czytaj także: