Hokej.net Logo

Polski talent zdobył mistrzostwo Czech. Mimo ofert z THL nie chce wracać

fot. Instagram / wikmak_28
fot. Instagram / wikmak_28

Pierwsze hokejowe kroki świeżo upieczony mistrz Czech juniorów w barwach Oceláři Trzyniec stawiał w JKH GKS-ie Jastrzębie. Od siedmiu lat utalentowany napastnik występuje jednak na czeskich lodowiskach i choć zapytania z THL się pojawiały, na razie do naszej ligi niespełna 19-latek się nie wybiera.

HOKEJ.NET: – Jak się czujesz jako świeżo upieczony mistrz Czech juniorów?

Wiktor Makuła: – To uczucie trudne do opisania. To największy sukces w mojej karierze, mogę się nawet posunąć do stwierdzenia, że to ważniejsze osiągnięcie niż wygrana w mistrzostwach świata Dywizji IB z reprezentacją Polski U18. Czeska liga juniorska jest bez wątpienia jedną z najlepszych w Europie, a cały miniony sezon był ciężki i wymagający. Wprawdzie przez znaczną większość rozgrywek byliśmy w czołówce, ale nie oznacza to, że pozostałe drużyny były łatwe do pokonania. Wprost przeciwnie. I choć dla mnie, w mojej prywatnej gablocie prawie profesjonalnego hokeisty, to pierwszy taki tytuł na scenie klubowej, śmiało mogę stwierdzić, że bardzo dużo znaczy. I dużo waży.

Rzeczywiście walka już w trakcie sezonu zasadniczego była bardzo zacięta. Czy to świadczy o wysokim poziomie sportowym?

– Oczywiście. Zwłaszcza w drugiej fazie sezonu zasadniczego, kiedy liga została podzielona na dwie części. Mocniejszą i słabszą ósemkę. Akurat nam w tej części poszło lepiej, rozkręcaliśmy się. Zdobyliśmy podobną liczbę punktów, co Karlowe Wary, które skończyły na pierwszym miejscu, z 10-punktową przewagą nad nami, wypracowaną wcześniej. My, z kolei, ugraliśmy 12 punktów więcej od trzeciej Mladej Boleslav. Ale te większe różnice powstały dopiero pod koniec sezonu.

Jesteś zadowolony ze swojej postawy w sezonie zasadniczym?

– Z całą pewnością. Porównując z wcześniejszym sezonem – to był mój pierwszy rok w juniorskim zespole ze starszymi chłopakami – teraz było zdecydowanie lepiej. Wprawdzie nie było źle, ale bardziej polegało to na tym, że zbierałem doświadczenie. Teraz grałem już zdecydowanie więcej, gdy tylko byłem gotów do gry, brałem udział w meczach. Miałem dużo więcej czasu na lodzie i wypracowałem sobie pozycję w drużynie. Zdobyłem też zdecydowanie więcej punktów. W rozgrywkach 2024/25 to było 5 „oczek”, a teraz – 23.

Jaka była Twoja rola w zespole? Licząc sezon zasadniczy i fazę play off wystąpiłeś w 54 meczach. W której piątce występowałeś najczęściej?

– Muszę przyznać, że przez cały sezon nie mieliśmy z góry ustalonych piątek. Trener bardzo często mieszał. Było mi dane występować we wszystkich formacjach, a gdybym miał wyciągnąć średnią, to wyszłoby coś pomiędzy drugą, a trzecią piątką. W fazie play off trochę „spadłem” i grałem w trzecim lub w czwartym ataku, bo doszli do nas zawodnicy, którzy przez cały sezon ogrywali się w seniorskim zespole Frydka-Mistka, na zapleczu ekstraligi. Na pewno jednak nie mogę narzekać na czas spędzony na lodzie, bo wynosił on 13-14 minut, a to w play offach bardzo dużo. Nie grałem przewag, za to występowałem we wszystkich osłabieniach.

Dobrze wypadłeś, w kontekście całego sezonu, w klasyfikacji plus/minus. Na +14 w sezonie zasadniczym i na +6 w fazie play off.

– Na pewno jestem z tego zadowolony, a szczególnie z tego, jak wygląda ta statystyka za play off. Zwłaszcza w ćwierćfinałach i w półfinałach, bo wówczas wiele goli podczas mojego pobytu na lodzie wpadło. Szczególnie jednak zadowolony jestem z tego, że zarówno w ćwierćfinale, jak i w półfinale, nie przegraliśmy ani jednego spotkania. Do finału z Pardubicami dotarliśmy najkrótszą drogą.

Wśród Twoich można zauważyć… nieparzystą liczbę kar, choć generalnie minut zebrałeś bardzo niewiele. To oznacza, że wpadła jakaś kara meczu?

– Zgadza się, w jednym ze spotkań musiałem udać się do szatni za rzucenie na bandę. Nie było żadnej bójki. Rozmawiałem zresztą z sędzią po tym zdarzeniu i przyznał, że zawodnik drużyny przeciwnej, hamując, źle się wykręcił. Ja nie miałem już odwrotu i chciałem docisnąć go do bandy. Niefortunnie poleciał czołem na bandę. Dodatkowo pleksę na kasku miał luźno zamontowaną i doszło do rozcięcia policzka. Za to, że była krew, otrzymałem karę większą. No cóż, przypadek. Nie poniosłem z tego tytułu większych konsekwencji. Tuż po tym meczu jechałem na zgrupowanie reprezentacji Polski U20 przed MŚ we Włoszech.

Zespoły z Pilzna i z Mladej Boleslav nie sprawiły Wam w drodze do finału problemów. Finał z Pardubicami zaczęliście od porażki, ale szybko zrobiło się 3:1, by wygrać w serii 4:2.

– Gdy wygraliśmy swój półfinał bacznie oglądaliśmy rywalizację Karlowych Warów z Pardubicami w drugim półfinale. Grał zespół, który wygrał sezon zasadniczy z piątą drużyną, i to teoretycznie słabsza ekipa znalazła się w finale. Stało się tak dlatego, ponieważ zespół z Pardubic dysponuje bardzo dużą siłą fizyczną. Większość chłopaków ma naprawdę świetne warunki. Dlatego też, dodając fakt, że to przecież Dynamo broniło tytułu mistrzowskiego, w finale spotkały się dwie najlepsze ekipy i była to rywalizacja godna decydującego starcia.

Za Tobą kolejny już sezon w Czechach. Sporo czasu spędziłeś już za naszą południową granicą.

– Zgadza się, najpierw – przez trzy lata – byłem w Trzyńcu, a później przez sezon występowałem w Hawierzowie, na wypożyczeniu, bo nie dostałem się do „dorostu”. Ostatnie trzy sezony spędziłem w Oceláři. Na początku mojej drogi w Czechach chodziłem do czeskiej szkoły z polskim językiem. Jednocześnie uczyłem się oczywiście czeskiego. Opanowałem go w miarę szybko, choć gdy pytam moich kolegów, z którymi przeszedłem tę całą drogę aż do zespołu juniorów, to mówią, że przez pierwszy rok w ogóle mnie nie rozumieli. Śmiejemy się z tego do teraz. Odnośnie mieszkania, to przez pierwsze dwa lata mama woziła mnie do Trzyńca i muszę bardzo jej za to podziękować, bo to jest wiele czasu i mnóstwo pieniędzy. Tata również cały czas był i jest przy mnie. Obecnie mam mieszkanie w Cieszynie, po polskiej stronie. Mieszkam sam i dojeżdżam samochodem na treningi.

W przyszłym sezonie, jako, że jesteś z rocznika 2007, będziesz mógł występować jeszcze w juniorskim zespole Trzyńca.

– Zgadza się, a w kolejnym mogę jeszcze grać w tej drużynie jako tzw. „over age”.

Taki jest plan na najbliższy czas?

– Dostałem już kilka ofert, również z polskiej ekstraligi, ale stawiam na rozwój. Trzyniec jest obecnie najlepszą akademią w Czechach i tutaj chcę spędzić kolejny sezon. Czas pokaże, jak to się wszystko potoczy, być może otworzą się szerzej inne perspektywy, dzięki którym rozwinę się jeszcze bardziej pod względem hokejowym. Nie ukrywam, że myślę o tym, by grać za granicą. Jeśli chodzi o Polskę, to na pewno nie zamykam sobie dróg, ale chciałbym zbierać doświadczenie w Czechach lub gdzieś indziej.

Z racji tego, że pierwsze kroki stawiałeś w Jastrzębiu-Zdroju muszę zapytać, co by było, gdyby pojawiła się np. propozycja wypożyczenia do JKH GKS-u? Gdyby np. władze obu klubów, a szczególnie Oceláři, uznały, że taki kierunek byłby dla Ciebie dobry? Jak odniósłbyś się do takiego pomysłu?

– Muszę przyznać, że to jest bardzo ciężkie pytanie (śmiech). Oczywiście wiele zależałoby od warunków, ale obecnie wydaje mi się, biorąc pod uwagę wiek, w jakim jestem, że postawiłbym na rozwój w Trzyńcu. Gole i punkty przyjdą, gdy kariera rozkręci się na dobre. Możliwe zatem, że teraz takiego wypożyczenia bym odmówił, ale w przyszłości takiego ruchu nie wykluczam.

Pewnie marzeniem jest dostanie się do pierwszej drużyny Oceláři. Miałeś już okazję przynajmniej trenować z tym zespołem?

– Nie miałem jeszcze przyjemności trenować z pierwszą drużyną, ale obstawiam, że takie szanse w niedalekiej przyszłości będą, może już w najbliższym sezonie, choć na grę jeszcze nie liczę. Wielu moich kolegów dostąpiło już zaszczytu udziału w treningach. Warto dodać, że kilku zawodników odchodzi z drużyny, a więc może klub postawi na młodzież?

Zaglądasz do Jastrzębia-Zdroju?

– Czas wolny często spędzam w Jastrzębiu. Jak właśnie teraz. Moi rodzice mają tutaj dom, jest ogródek, czyli więcej przestrzeni niż w mieszkaniu w Cieszynie.

Niedawno zakończył się sezon Tipsport Extraligi. Trzyniec stoczył niesamowity, choć przegrany 2:4 bój z Pardubicami, ale w tej batalii było wszystko. Zwroty akcji, dogrywki. Miałeś okazję śledzić tę konfrontację „na żywo”?

– Tak, szczególnie zapadnie mi w pamięci ten mecz, w którym Oceláři odwrócili z 1:4 na 5:4 po dogrywce. To było niesamowite widowisko. Chociażby za to spotkanie należą się Trzyńcowi słowa uznania i czapki z głów, bo pokazali charakter i walkę do samego końca.

A efekt finalny, czyli srebrny medal, to powód do radości dla trzynieckich kibiców? Czy jest rozczarowanie, bo jeśli gra się w finale, to zawsze chce się go wygrać? Dynamo było faworytem, to bardzo bogaty klub, w barwach którego zawodnicy grają na zdecydowanie najwyższych kontraktach w lidze.

– Przegrany finał na pewno boli, ale jest z czego się cieszyć. Sam sezon nie był bowiem jakiś super, było sporo wzlotów i upadków Trzyńca. Kibice Oceláři mają swoje zdanie na temat zespołu z Pardubic, uważają, że to przepłacona drużyna. Ale trzeba przyznać, że to trudny przeciwnik, który dominował w lidze przez cały sezon. W ostatnim, szóstym meczu – u siebie – Trzyniec miał szansę, by wygrać i przedłużyć rywalizację na spotkanie numer siedem. W końcówce trzeciej tercji mieli podwójną przewagę, ale świetnie spisywał się bramkarz Pardubic, Roman Will, który przełamał klątwę finałów. Wcześniej cztery razy przegrywał w decydujących rozgrywkach.

Rozmawiał: Jakub Kubielas

Czytaj także:

Liczba komentarzy: 5

Komentarze

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Zaloguj się do swojego konta!
Lista komentarzy
  • franek_dolas
    2026-05-19 19:37:35

    Powodzenia. Nie śpiesz się do THL

  • szop
    2026-05-19 20:27:41

    ale nasi powinni sie spieszyc z powolaniem do kadry!!!! seniorow rzecz jasna

  • Zyhokcracovia
    2026-05-19 21:17:04

    Powinien być już powołany do reprezentacji seniorów.

  • hubal
    2026-05-20 10:20:50

    o kim ten artykuł ?

    • Beta
      2026-05-20 12:57:48

      hubalu ...Wiktor Makuła

© Copyright 2003 - 2026 Hokej.Net | Realizacja portalu Strony internetowe