Polski klub zapomniał o swojej legendzie! Twórca potęgi brutalnie zignorowany
Za nami huczne, oficjalne obchody 120-lecia najstarszego klubu sportowego w Polsce. Były przemówienia, tort, medale od dygnitarzy i podniosła atmosfera w Hali 100-lecia KS Cracovia 1906. Zabrakło jednak kogoś, bez kogo współczesna historia „Pasów” po prostu nie istnieje. Rudolf Roháček – człowiek, który stworzył erę sukcesów krakowskiego hokeja – nie został zaproszony na uroczystości, ani w żaden sposób uhonorowany. To nie jest zwykłe niedopatrzenie. To absolutny skandal i pokaz rażącego braku klasy ze strony obecnych władz.
Kiedy w miniony weekend przedstawiciele wszystkich sekcji świętowali wielki jubileusz, niektórzy Kibice przecierali oczy ze zdumienia. Wśród wyróżnionych działaczy, trenerów i zasłużonych postaci na próżno było szukać człowieka, który przy Siedleckiego 7 spędził blisko dwie dekady. Rudolf Roháček, nazywany przez wielu "hokejowym Fergusonem", został przez klub pominięty w najbardziej symbolicznym momencie.
Twórca potęgi wymazany z historii?
Przypomnijmy fakty, bo najwyraźniej w klubowych gabinetach pamięć bywa krótka. Rudolf Roháček prowadził hokejową Cracovię nieprzerwanie od listopada 2004 roku do kwietnia 2024 roku. Przez te dwadzieścia lat czeski szkoleniowiec uczynił z Pasów absolutnego giganta i najbardziej utytułowaną drużynę XXI wieku w polskim hokeju.
Siedem tytułów mistrza Polski, trzy puchary i trzy superpuchary Polski, trzykrotny udział w Hokejowej Lidze Mistrzów oraz najważniejsze trofeum w historii hokeja nad Wisłą – Puchar Kontynentalny – to najważniejsze wpisy w bogatym hokejowym CV Roháčka, wywalczone dla krakowskiego klubu, o których jak się zdaje zapomnieli dotknięci trudno wytłumaczalną amnezją obecni działacze Cracovii.
Roháček to najbardziej utytułowany trener w dziejach tej dyscypliny nad Wisłą. Człowiek, który wspólnie z profesorem Januszem Filipiakiem wyciągnęli sekcję z niebytu i wprowadzili ją na europejskie salony. To on dał kibicom w Krakowie powody do dumy, jakich nie była w stanie przez lata dostarczyć sekcja piłkarska.
Rażący brak klasy i pamięci
Można było się spierać o styl gry w jego ostatnich sezonach. Można było uznać, że wiosną 2024 roku nadszedł czas na zmiany na ławce trenerskiej. Rozstania bywają trudne, a drogi trenerów i zarządów naturalnie się rozchodzą. Czym innym jest jednak sportowa zmiana warty, a czym innym totalna amnezja i ignorancja wobec żywej legendy.
Podczas gdy urzędnicy i obecni działacze prężyli piersi do pamiątkowych medali, dla trenera stulecia zabrakło nawet zwykłego, kurtuazyjnego zaproszenia. Nie mówiąc już o symbolicznym podziękowaniu, na które zasłużył jak mało kto w tym klubie.
Klub to przede wszystkim ludzie
Jubileusz 120-lecia miał być, zgodnie z zapowiedziami, "czasem spotkania pokoleń, wspomnień i dumy z bogatej historii". Jak w te piękne hasła ma się wpisywać ostentacyjne zignorowanie architekta największych współczesnych sukcesów Cracovii?
Władze klubu wysłały fatalny sygnał w świat. Pokazały, że dwadzieścia lat lojalności, ciężkiej pracy i zapełniania klubowej gabloty pucharami można ot tak wyrzucić do kosza wraz z końcem kontraktu. Rudolf Roháček nie został również odznaczony Orderem Cracovia Restituta. To najwyższe klubowe odznaczenie, którym uhonorowano m.in. św. Jana Pawła II czy Profesora Filipiaka. A przecież huczny jubileusz 120-lecia istnienia klubu był absolutnie najlepszą, najbardziej doniosłą i idealną ku temu okazją. Kto, jeśli nie człowiek z siedmioma tytułami mistrzowskimi na koncie i tryumfem w europejskich pucharach, zasłużył na to wyjątkowe trofeum?
Co najgorsze, ta organizacyjna amnezja dotknęła również inne wybitne postacie najbardziej utytułowanej sekcji klubu, bez których tamtych wielkich sukcesów zwyczajnie by nie było. Na uroczystości zabrakło wieloletniego kapitana i ikony drużyny – Daniela Laszkiewicza, który przez lata na krakowskim lodzie zostawiał zdrowie i prowadził zespół po kolejne trofea. Zapomniano także o innym kapitanie Pawle Kozendrze, legendarnym obrońcy i wychowanku, który walczył dla „Pasów” na dobre i na złe, budując fundamenty pod hokejową potęgę Krakowa. Obaj, zamiast zająć honorowe miejsca w pierwszym rzędzie Hali 100-lecia, zostali przez klubowych decydentów całkowicie pominięci.
Taki brak szacunku dla klubowych legend pokazuje, że podczas hucznych obchodów ucierpiał przede wszystkim honor klubu. Rudolf Roháček, Daniel Laszkiewicz, Paweł Kozendra oraz wielu innych wybitnych hokeistów o żadne oficjalne zaproszenia prosić się nie muszą. Ich pomnikiem jest klubowa gablota pełna mistrzowskich trofeów oraz banery wiszące pod sufitem krakowskiego lodowiska i – co najważniejsze - dozgonny szacunek wśród kibiców, który jest ważniejszy niż wszystkie okolicznościowe medale i laurki razem wzięte!
Czytaj także:
- Nie żyje człowiek, którego znał każdy kibic Unii Oświęcim. Miał 73 lata
- Reprezentacja Polski będzie w darmowej TV! "Domagali się tego". Porażka Polsatu
- Inauguracyjny sparing za nami. Gospodarze pokazali klasę!
- Oto ceny biletów i karnetów na mecze Unii. Są rabaty dla wiernych kibiców
- Bryk: Nic nie odda treningu hokejowego. Wszyscy cieszymy się jak małe dzieci

Komentarze
Lista komentarzy
Krynio1971
Myślę że osoby które tego „nie dopatrzyły” dobrze się z tym czują, to takie polskie
A co ja tam wiem
Dopatrzyły się by Ślusarkowi dac odznaczenie Bo chłop trenwał dziewczyny bez licencji całe lata :P i pasmo sukcesów pozostawił po sobie
Zezo
Rudolf na równi z Janem Pawłem 2 czy Filiipiakiem? No sorry.... Brał za trenowanie niezłą kasę, a Filipiak ściągał mu zawodników jakich chciał na zawołanie. Jak Janusz przykręcił korek, to uleciały niestety zdolności trenerskie i umiejętności zawodników.
Mogli go zaprosić, pewnie - ale ordery, to ja bym tu polemizował