Puchar Polski i długo wyczekiwany tytuł mistrzowski – tak w telegraficznym skrócie wyglądał sezon w wykonaniu GKS-u Tychy. Nie byłoby tych sukcesów, gdyby nie osoba Pekki Tirkkonena, który w pełni zasłużył na tytuł trenera sezonu 2024/2025.
Fin wykonał mrówczą pracę. Po zakończeniu kampanii 2023/2024 szybko zdiagnozował problemy swojego zespołu i zdecydował się na gruntowną przebudowę. Podziękował za usługi nie tylko obcokrajowcom, którzy nie dali zespołowi odpowiedniej jakości, ale również Radosławowi Galantowi i Szymonowi Marcowi. Obaj polscy zawodnicy zostawili w tyskim zespole sporo zdrowia i zaskarbili sobie sympatie kibiców, więc ich odejścia były dla fanów bolesne. 56-letni szkoleniowiec dostał jednak kredyt zaufania i... szybko zaczął go spłacać.
Przede wszystkim zbudował drużynę według swoich zasad. Ściągnął zawodników, którzy pasowali do jego koncepcji i w kluczowych momentach sezonu brali ciężar gry na własne barki. Różnicę w ataku robili Joona Monto i Rasmus Heljanko, a eksperci doceniali też nowoczesny styl gry obrońcy Valtteriego Kakkonena, potrafiącego podłączyć się do akcji ofensywnej i przymierzyć pod poprzeczkę.
Co najistotniejsze – trener Tirkkonen zadbał o odpowiedni balans pomiędzy linią obrony a formacją ataku. Poprawił też tempo rozgrywania akcji, a ten fakt sprawiał ogromne problemy przeciwnikom. Obserwując mecze można było odnieść wrażenie, że struktura tyskiego zespołu jest najbardziej spójna.
Efekt był taki, że trójkolorowi w zasadzie bez większych problemów okazali się najlepszą drużyną sezonu zasadniczego. Wygrali 32 z 40 meczów i zdobyli w sumie 95 punktów, co było najlepszym spośród sezonów, w których w lidze grało dziewięć drużyn. Trzeba też podkreślić, że ekipa z piwnego miasta mogła pochwalić się najlepszym atakiem i najlepszą obroną w całej lidze.
W fazie play-off podtrzymali swoją dominację i sięgnęli po pierwszy od pięciu lat i szósty w historii tytuł mistrzowski. Ale to nie wszystko - tuż przed zakończeniem roku wznieśli w górę Puchar Polski, dlatego zakończyli sezon w podwójnej koronie. Niewiele zabrakło, a zakończyliby sezon z trzema trofeami. W meczu o Superpuchar Polski przegrali na wyjeździe z Unią Oświęcim 2:3 po dogrywce.
Przed 56-letnim szkoleniowcem kolejne wyzwanie. Jest nim gra w Hokejowej Lidze Mistrzów, a wielu kibiców już zastanawia się, jak ekipa z piwnego miasta będzie radzić sobie w lidze po europejskich wojażach.
Czytaj także: